Inne pieśni
- Автор: Дукай Яцек
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Literackie
- Жанр: Альтернативная история
Электронная книга - «Inne pieśni». Краткое содержание книги:
W tym świecie Hieronim Berbelek, niegdyś wybitny strategos (dowódca, strateg), obecnie człowiek próbujący się uwolnić z resztek wpływu potężnego kratistosa Czarnoksiężnika, rozpoczyna swoją podróż, aby odzyskać utraconą Formę.
Czy więc istotnie podsunął matce myśl, na którą inaczej by nie wpadła? Czy ją tymi swoimi godzinnymi lamentacjami do czegokolwiek nakłonił? Tak czy owak, nie było w tym żadnej subtelności, jaką Hieronim przypisywał poczynaniom Abla. Jedynie dziecinny upór. Pamiętał, że bardzo się pilnował, by nie wyjawić swych prawdziwych motywów — i tak ośmieszył się we własnych oczach. W zderzeniu z jej Formą, w matczynym anthosie — zawsze będzie dzieckiem, nikim więcej. Jak ojciec mógł tego nie wiedzieć?
Pozwolę mu myśleć, że zdołałem nagiąć matkę do swej woli — ale to nieprawda, nieprawda.
— W osiemdziesiątym siódmym wybuchł tu wielki pożar — ciągnął Anton — cała dzielnica spłonęła do nagiej ziemi, wtedy jeszcze budowali głównie z drewna. W Starym Mieście niczego już nie da się zmienić, lecz w nowych kwartałach książę zarządził większe odstępy między budynkami, minimalną szerokość ulic, zakaz otwartego ognia w osiedlach biedoty, chociaż tego oczywiście nikt nie przestrzega. Były wtedy zamieszki pod hutami, poszła plotka, że to któryś z demiurgosów Ognia miał tu izmaelicką kobietę i, rozumiecie, tej nocy nazbyt się napalił, he, he, he. Znowuż w osiemdziesiątym dziewiątym… No nie, bardzo proszę nie dawać im żadnych pieniędzy, a to zaraza!
Przyplątał się bowiem kakomorficzny żebrak — trzecie ucho na czole, kości przebijające skórę, długi ogon, śluz cieknie ze skrzeli — i jąkając się, począł błagać Aliteę o grosz, pół grosza, co łaska. Anton odgonił go, bijąc kijem po łydkach.
Nic dziwnego, że nagabywał właśnie Aliteę: nawet w stroju podróżnym (bo „Okusta” z resztą ich garderoby jeszcze nie przybyła) to ona przyciągała uwagę, skupiała na sobie wzrok przechodniów, nieodrodna córka Marii Latek. Czyż nie taka nieśmiertelność obiecana jest ludziom? Z ojca na syna, z matki na córkę — to, co nie ginie, sposób mówienia, sposób myślenia, sposób poruszania się, sposób okazywania uczuć i ich ukrywania, sposób życia, życie, człowiek. Morfa jest równie niepowtarzalna, co styl pisma, odciska się niczym pieczęć w wosku, tak samo z kobiety, jak i z mężczyzny. Słusznie Provega poprawiał Aristotla: Forma jest ponad płcią i to od Formy zależy siła nasienia, nie na odwrót. Wystarczy teraz spojrzeć na Aliteę: włosy splecione misternie w ośmiu warkoczykach, ciemnogranatowa koronka wokół szyi, z tej samej koronki sporządzone napalcówki, wpółrozsznurowana kaftorska mitani, aegipski len spływa wzdłuż ramion nakładającymi się na siebie fałdami, biel na błękicie, na bieli, szerokie, czarne szalwary ściska wysoko w talii wielokrotnie zawinięty pas, obcasy skórzanych butów wysokie są dokładnie na cztery tuki. Abel założyłby się, że używane dzisiaj przez nią pachnidło jeszcze niedawno należało do matki, zna tę woń; a z pewnością poznaje owo spojrzenie, jakim Alitea odprowadza żebraka, gest uniesienia podbródka, przy wyprostowanych plecach i cofniętych ramionach, brwiach zmarszczonych — teraz nie wystawi do nikogo języka, teraz jest kimś innym.
Czy matka ją tego wszystkiego nauczyła? Nie, na pewno nie; tego się nie uczy. Wystarczyło, że Alitea często z nią przebywała, że żyła w jej aurze.
I ja przecież nie pragnę od ojca niczego więcej.
— Wy tu zawsze bijecie żebraków? — spytała zimno Antona.
Sługa wyszczerzył zęby.
— Rzeczywiście, esthle, znacznie częściej żebracy bijają przechodniów.
Na chwilę przysiedli w ogrodzie amidańskiej tawerny. Anton zamówił kapadockiego grzelaka z dzikiego miodu. Wskazał na malunki pokrywające ściany tawerny i na barwy szyldu nad wejściem.
— „Pod Czwartym Mieczem”. Takie kraje jak Neurgia, balansujące na krawędzi anthosów Potęg, nie przygniecione żadną morfą, przyciągają wygnańców wszelkiego autoramentu, wydziedziczonych, pozbawionych ziemi i pana, członków narodów nieistniejących, zagubione diaspory. — Sługa delektował się własną opowieścią. Powtarzał zapewne słowa jakiegoś esthlosa, zdradzała go obca forma wypowiedzi. — Po ucieczce Grzegorza przeżyliśmy tu prawdziwy ich zalew. Chyba akurat wtedy upadł Pergamon…
— Tysiąc sto trzydziesty dziewiąty — wtrącił Abel, odstawiwszy szklanicę. Czy to jeszcze historia, czy już polityka? Zapewne tu właśnie przebiega linia graniczna. W ogóle, jak mawia praeceptor Janosz, historia to polityka opowiedziana w czasie przeszłym. Abel był pilnym uczniem. Rozbiór królestwa Trzeciego Pergamonu dopełnił sojuszu Nowego Babilonu z Uralem. Jak kolczaste tryby żelaznej makiny zatrzasnęły się na ziemiach Seleukidytów korony Siedmiopalcego i Czarnoksiężnika. Ongiś rezydowała w Amidzie kratista Jezebel Miłosierna, zachowując starożytną Formę królestwa Pergamonu; ona pierwsza umknęła. Rozdarto królestwo na pół, prowincja amidańska przypadła Czarnoksiężnikowi, prowincja pergamońska — Siedmiopalcemu. Seleukidytów wycięto w pień. Tylko pośród pergamonskiej diaspory krążyły legendy o ocalałym potomku krwi królewskiej, który kiedyś — jak we wszystkich tego typu legendach — na powrót zasiądzie na tronie Amidy; przecież raz już Seleukidyci powrócili, ukracając władztwo Attalidów! Tymczasem wygnańcy próbowali utrzymać i przekazać swym dzieciom morfę nieistniejącego narodu — co było możliwe już tylko z dala od ojczyzny, którą powoli, pokolenie po pokoleniu, przeżerały aury zaborców. Nawet jednak tutaj, nawet w wielokulturowym Vodenburgu uchodźcy nie byli bezpieczni. Język, strój, kuchnia, święte barwy — tym się ratowali. Na koniec i oni zatracą swą morfę, gdy kolejna generacja urodzona na obczyźnie okaże się bardziej amidańskimi Neurgijczykami niż neurskimi Amidaniami. Tak konają narody.
Z alei palmowej zeszli w niższe przedmieścia. W cienistych uliczkach trwał tu nieprzerwanie jeden wielki suq. Zdawało się, że każdy mieszkaniec tej dzielnicy czymś handluje, coś sprzedaje, a przynajmniej jest gotów sprzedać, skoro tylko wyrazi się najmniejsze zainteresowanie jego ubraniem, domem, dobytkiem, dziećmi. Towary wykładano na schodach, w oknach, na balkonach, bezpośrednio na ziemi bądź na prowizorycznych straganach. Anton szybko wyjaśnił, że tu naprawdę wierzy się w „stragany głupców” — że tylko głupiec podszedłby i wdał się w bezpośrednie targi. Wystarczy podjąć z handlarzem rozmowę, wystarczy, że cię dotknie, ujmie za rękę — ani się spostrzeżesz, a minie godzina, a ty zostaniesz ze stertą niepotrzebnych rzeczy, wydawszy wszystkie swe pieniądze, do ostatniego grosza. Jak mówi neurska mądrość ludowa, co drugi izmaelita to demiurgos chciwości. A tu, w Vodenburgu, spotkać można Persów, Indusów, Arabów, Negrów i Aegipcjan przybyłych prosto spod Nabuchodonozorowego słońca. Neurczycy wciąż widzą w nich egzotycznych magoi, którzy zwykłych, „glinianych” ludzi bez trudu naginają do swej morfy. Nie było jasne, czy Anton podziela to przekonanie, czy nie, gdy tak opowiadał obszernie o vodenburskich obyczajach i objaśniał rytuały. Należy kupować przez pośrednika albo przynajmniej zachowując odpowiedni dystans, nie odzywając się, wskazując jeno długim kijem konkretne towary. Abel i Alitea swoje zamówienia przekazywali Antonowi szeptem. On każdorazowo zaczynał od wskazania całkowicie innego przedmiotu. Tłok o tej godzinie był zresztą na tyle duży, że brat i siostra nieraz zmieniali zdanie, niepewni swych pragnień pod rozpulchnionym kerosem.