Żniwo
- Автор: Герритсен Тесс
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Żniwo». Краткое содержание книги:
Dwie osoby gotowe do operacji i tylko jedno serce, które można przeszczepić. Gdy doktor Abby DiMatteo podejmowała decyzję, by dokonać przeszczepu u umierającego siedemnastolatka, nie przypuszczała, że wywoła tym lawinę wydarzeń. Kim jest czterdziestosześcioletnia, bogata kobieta, która, wedle przełożonych, winna była otrzymać narząd? Tego Abby nie wie. Wie jednak, że coś jest nie w porządku – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawia się drugie serce i operacja może się odbyć. Cud? To mało prawdopodobne. W wyniku podjętych decyzji, pracę traci przełożona kobiety, a sama Abby zaczyna stawiać sobie niewygodne pytania. Czy to możliwe, że narządy do transplantacji pochodzą z nie do końca legalnych źródeł? Gdzie leżą granice etyki lekarskiej? Dyrekcja nie życzy sobie rozgłosu, ale sumienie zmusza Abby do poprowadzenia prywatnego śledztwa.
– Marilee zna więcej łacińskich nazw niż ja.
– W college’u uczyłem się łaciny przez trzy lata – powiedział Mark – ale pamiętam tylko to, czego nauczyłem się w szkole medycznej.
Zebrali się wokół ceglanego rusztu, Bili Archer, Mark, Wettig i dwóch chirurgów odbywających staż w Bayside. Abby była w tym gronie jedyną kobietą. Nigdy nie mogła przyzwyczaić się do takiej sytuacji i czuć się swobodnie. Zdarzało się, że na chwilę zapominała o tym, ale wystarczyło, że rozejrzała się po pokoju, w którym przebywali chirurdzy, a doświadczała dobrze znanego uczucia skrępowania tym, że otaczali ją sami mężczyźni.
Tego wieczoru na przyjęciu były również żony lekarzy, ale ich świat był inny od tego, w którym żyli ich mężowie. Do Abby stojącej razem z lekarzami docierały strzępy rozmów, jakie toczyły kobiety. O kwiatach, podróżach do Paryża, niezwykłych potrawach. Miała wrażenie, że znajduje się na niewidzialnej granicy między kobietami i mężczyznami. Nie należy w pełni do żadnej z tych grup, ale jest równie przyciągana przez obie.
To Mark był tą kotwicą, która trzymała ją w kręgu mężczyzn. On i Bili Archer, który również specjalizował się w chirurgii klatki piersiowej, byli bliskimi przyjaciółmi. Archer przewodził zespołowi transplantacyjnemu. To on ściągnął Marka do Bayside siedem lat temu i nikt się nie dziwił, że obaj mężczyźni świetnie się rozumieli. Obydwaj byli ambitni i lubili ciężką pracę. Na sali operacyjnej pracowali w jednym zespole, a poza szpitalem ich rywalizacja rozciągała się od ośnieżonych wzgórz w Vermont po wody zatoki Massachusetts, gdyż obaj mieli jachty typu J-35, zakotwiczone w Marblehead Marina. Jak dotąd, w tym sezonie „Red Eye” Archera prowadziło z „Gimmie Shelter” Marka wynikiem sześć do pięciu. Mark planował wyrównać wynik podczas tego weekendu. Zwerbował więc do swojej załogi Roba Lessinga, lekarza stażującego w Bayside już drugi rok.
Co oni widzieli w tych żaglówkach? – zastanawiała się Abby. Te niekończące się rozmowy. Mężczyźni i ich żeglujące maszyny! Konwersacja naszpikowana była mnóstwem fachowych terminów, a napędzana męską ambicją. W tym kręgu prym wiedli ci, których włosy przyprószyła już siwizna: Archer z przetykaną srebrem czupryną, Colin Wettig z dostojnie całkiem już siwą fryzurą i Mark, który w wieku czterdziestu jeden lat zaczynał lekko siwieć na skroniach. Kiedy rozmowa zeszła na sprawy konserwacji kadłuba, projektowania kila i oburzająco wysokich cen spinakerów, Abby przestała słuchać. Właśnie zauważyła dwoje spóźnionych gości: doktora Aarona Levi i jego żonę, Elaine. Aaron, kardiolog zespołu transplantacyjnego, człowiek bardzo nieśmiały, wziął sobie drinka i wycofał się w odległy kraniec trawnika, gdzie stał sobie teraz cicho z lekko zgarbionymi ramionami. Elaine natomiast rozglądała się w poszukiwaniu kogoś do rozmowy. Abby dostrzegła szansę uwolnienia się od towarzystwa całkowicie pochłoniętego tematem żaglówek. Dyskretnie opuściła Marka i ruszyła w kierunku pani Levi.
– Elaine? Miło mi znowu panią widzieć. Elaine uśmiechnęła się.
– Pani ma na imię… Abby, prawda?
– Tak, Abby DiMatteo. Poznałyśmy się chyba na pikniku stażystów.
– Ach tak, właśnie tak. Jest zawsze tylu nowych lekarzy. Mam problemy z zapamiętaniem wszystkich, ale panią pamiętam.
Abby zaśmiała się.
– Trzy kobiety wśród morza stażystów z pewnością się wyróżniają.
– I tak jest lepiej niż kiedyś. Wtedy nie było w ogóle kobiet. Którą część programu przechodzi pani teraz?
– Jutro zaczynam chirurgię klatki piersiowej.
– Będzie więc pani pracowała z Aaronem.
– Jeżeli będę miała szczęście uczestniczyć w jakiejś operacji przeszczepu.
– Inaczej być nie może. Ostatnio zespół ma mnóstwo roboty. Przysyłają do nich nawet przypadki z Massachusetts General, z czego Aaron jest bardzo zadowolony. – Elaine spojrzała na Abby. – Wiele lat temu nie chcieli go przyjąć tam na staż. No, a teraz przysyłają mu pacjentów.
– Jedyną przewagą szpitala Mass Gen nad Bayside jest tamtejsza harwardzka atmosfera – stwierdziła Abby. – Zna pani Vivian Chao, prawda? Naszą stażystkę?
– Oczywiście.
– Ukończyła medycynę na Harvardzie i znalazła się w pierwszej dziesiątce najlepszych studentów, ale wybrała staż w Bayside.
Elaine zwróciła się do męża.
– Aaronie, słyszałeś?
Niechętnie spojrzał znad swego drinka.
– Co takiego?
– Vivian Chao wybrała Bayside, chociaż mogła iść do Mass Gen. Naprawdę Aaronie, tutaj jesteś w samej czołówce. Dlaczego miałbyś odejść?
– Odejść? – Abby spojrzała na Aarona, ale on patrzył na swoją żonę.
Najbardziej dziwiło Abby to, że oboje tak nagle zamilkli. Z drugiego końca trawnika dobiegały odgłosy śmiechu i fragmenty rozmów, ale tu państwo Levi nie odezwali się.
Aaron odchrząknął.
– Rozważałem tylko różne możliwości – powiedział – wie pani, mam ochotę wyjechać z miasta, przenieść się do jakiejś małej miejscowości. Każdy ma podobne marzenia, chociaż tak naprawdę nikt nie chce się przenosić do małego miasteczka.
– Ja na pewno nie – stwierdziła Elaine.
– Ja wychowałam się w małym mieście – powiedziała Abby. – Pochodzę z Belfastu w stanie Maine. Nie mogłam się doczekać, kiedy się stamtąd wyrwę.
– Tak właśnie sobie to wyobrażam – wtrąciła Elaine. – Każdy stara się uciec do cywilizacji.
– No, nie było aż tak źle.
– Ale pani nie wróci tam, prawda? Abby zawahała się.
– Moi rodzice nie żyją. Obie moje siostry przeniosły się do innych stanów. Właściwie nie mam po co tam wracać. Mam za to wiele powodów, żeby zostać tutaj.
– To było tylko takie fantazjowanie – powiedział Aaron i pociągnął łyk ze swej szklanki. – Nigdy nie mówiłem o tym poważnie.
Po słowach Leviego zapadła trochę nienaturalna cisza. Abby usłyszała, jak ktoś woła ją po imieniu. Odwróciła się i zobaczyła, że Mark macha w jej stronę ręką.