Nie licząc psa [To Say Nothing of the Dog - pl]
- Автор: Уиллис Конни
- Год: 1999
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-7180-501-2
- Переводчик: Danuta Gorska
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Nie licząc psa [To Say Nothing of the Dog - pl]». Краткое содержание книги:
— Coventry — rzuciła pani Mering, a ja chciałem ją ucałować. — Duchu, czy żądasz, żebyśmy pojechali do Coventry?
Energiczny klik.
— Gdzie w Coventry? — zapytałem, naparłem całym ciężarem na but madame Iritosky i ruszyłem z kopyta przez alfabet.
Verity rozsądnie postanowiła nie literować „świętego”. Stuknęła na M, I oraz C, a ponieważ nie wiedziałem, jak długo zdołam utrzymać w ryzach madame Iritosky, powiedziałem:
— Święty Michał.
Rozległ się potwierdzający klik.
— Czy żądasz, żebyśmy odwiedzili kościół świętego Michała? Kolejny klik, po którym cofnąłem stopę.
— Kościół świętego Michała — powtórzyła pani Mering. — O, madame Iritosky, musimy tam pojechać z samego rana…
— Cisza — ogłosiła madame Iritosky. — Wyczuwam tutaj złośliwego ducha.
Gwałtownie sięgnąłem stopą do jej stopy.
— Czy jesteś złym duchem? — zapytała. Trzask.
Czekałem, żeby Verity stuknęła powtórnie, ale usłyszałem tylko gorączkowe szelesty. Widocznie przesunęła pudełko na fiołki w cukrze z powrotem nad kolano.
— Czy kieruje tobą niedowiarek? — ciągnęła madame Iritosky. Trzask.
— Baine, zapalcie światło — rozkazała madame. — Ktoś tutaj stuka kto nie jest duchem.
Zaraz mnie przyłapią z drutami wystającymi z rękawów. Próbowałem wyrwać rękę z dłoni madame Iritosky (albo księcia), ale dłoń trzymała mnie w żelaznym uchwycie.
— Baine! Światło! — zawołała madame Iritosky. Potarła zapałkę i zapaliła świecę.
Nagły podmuch od oszklonych drzwi zgasił świecę.
Tossie wrzasnęła i nawet Terence stęknął. Wszyscy spojrzeli na falujące zasłony. Rozległ się jakby niski jęk i coś świecącego pojawiło się przed zasłonami.
— Mój Boże! — wykrzyknął wielebny Arbitage.
— Manifestacja — wydyszała pani Mering.
Kształt płynął powoli w stronę otwartych oszklonych drzwi, zbaczając lekko na bakburtę i rozsiewając upiorną zielonkawą poświatę.
Uścisk na mojej dłoni rozluźnił się, więc szybko schowałem druty do rękawów. Obok mnie Verity podciągnęła spódnicę, po czym wepchnęła pudełko na fiołki w cukrze za cholewkę mojego prawego buta.
— Książę de Vecchio, niech pan zapali światło! — zażądała madame Iritosky.
— Una fantasma! — westchnął książę i przeżegnał się. Verity wyprostowała się i wzięła mnie za rękę.
— O zjawo, czy jesteś duchem łady Godivy?
— Książę de Vecchio — powtórzyła madame Iritosky. — Rozkazuję ci zapalić światło!
Kształt dotarł do oszklonych drzwi, po czym jakby uniósł się i przybrał formę twarzy. Zawoalowanej twarzy z wielkimi ciemnymi oczami. I spłaszczonym nosem. I obwisłymi policzkami.
Ręka Verity w mojej lekko drgnęła.
— O duchu — powiedziała Verity opanowanym głosem — czy żądasz, żebyśmy pojechali do Coventry?
Kształt powoli odpłynął od oszklonych drzwi, a potem obrócił się i znikł jak nakryty czarną płachtą. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem.
— Wzywa nas do Coventry — powiedziałem. — Nie możemy lekceważyć wezwania duchów.
— Widzieliście to? — zawołał książę de Vecchio. — To było straszne, straszne!
— Widziałem serafina w ciele — oznajmił z uniesieniem wielebny Arbitage.
Zabłysło światło ukazując Baine’a, który stał spokojnie obok stolika z marmurowym blatem i regulował płomień lampy.
— O, madame Iritosky! — wykrzyknęła pani Mering i osunęła się na dywan. — Widziałam twarz mojej drogiej matki!
ROZDZIAŁ OSIEMNASTY
W całym moim życiu… Nigdy jeszcze nie spotkałem się z taką rzeczą jak błahostka