Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Statek przeznaczenia. Część 1
Statek przeznaczenia. Część 1 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Statek przeznaczenia. Część 1

Электронная книга - «Statek przeznaczenia. Część 1». Краткое содержание книги:

W pełnym emocji zakończeniu trylogii o kupcach i ich żywostatkach Robin Hobb snuje urzekającą opowieść o kwitnącym niegdyś mieście, które znalazło się na krawędzi zniszczenia, o wspaniałym, mitycznym gatunku stworzeń, który znalazł się na granicy wymarcia oraz o klanie Vestritów, którego przeznaczenie splotło się i z miastem, i z owymi stworzeniami… Podczas gdy Miasto wolnego Handlu zmierza ku katastrofie, matka rodu Vestritów, Ronika Vestrit, napiętnowana jako zdrajczyni, szuka sposobu na zjednoczenie jego mieszkańców wobec zagrożenia z Krainy Miedzi. Tymczasem Althea Vestrit, nieświadoma losów swojej rodziny oraz Miasta Wolnego Handlu, kontynuuje niebezpieczną misję odnalezienia i odzyskania swego żywostatku, Vivacii, od bezlitosnego pirata, Bystrego. Mimo zuchwałości planu może się on okazać niewykonalny. Jej ukochana Vivacia będzie bowiem musiała się zmierzyć ze straszliwą tajemnicą swego istnienia.
1 ... 85 86 87 88 89 90 91 92 93 ... 118
Перейти на страницу:

Arogant wzruszył ramionami pod kurtą. Ubrał się do swej roli w odświętny strój kapitana statku handlowego, którego nie nosił od czasu, gdy oficjalnie pożegnał się z Miastem Wolnego Handlu. Na głowie zawiązał sobie chustę zrobioną z żółtej koszuli i nie zapiął się pod szyją. Nie chciał sprawiać wrażenia kogoś zbyt statecznego. Zastanawiał się, co by pomyślał kapitan Ephron Vestrit, gdyby zobaczył, jaki użytek robi się z jego szytego na miarę niebieskiego kaftana i cienkiej białej koszuli. Miał nadzieję, że stary zrozumiałby i życzył, by przyniosły mu szczęście.

– Łódź gotowa, sir – powiedział Świstak, uśmiechając się do niego z nadzieją.

– Dziękuję. Otrzymałeś rozkazy. Wykonaj je.

Świstak przewrócił oczyma, ale odpowiedział bez śladu buntu:

– Tak jest, sir.

Odprowadził kapitana do giga sprężystym krokiem. Kiedy wypłynął z cienia „Niezrównanego”, Arogant zauważył trzy niewielkie łodzie, które wypłynęły mu naprzeciw.

– Do wioseł – rozkazał cicho. – I z krzyża. Chcę się znaleźć jak najdalej od „Niezrównanego”, zanim nas odetną.

Obejrzał się na statek. Milczący galion miał ręce skrzyżowane na piersiach. Za nim przez reling przechylała się Amber. Uniosła dłoń w geście pożegnania i Arogant skinął jej głową. Spojrzał na wioślarzy.

– Pamiętajcie o swoich rozkazach. Jesteśmy nastawieni przyjaźnie. Śmiało wydawajcie otrzymane pieniądze. Żadnych bójek. Nie chcę, żeby ktokolwiek upił się tak, by nie mógł upilnować języka. Jeśli pozwolą nam swobodnie krążyć po mieście, rozproszcie się. Zadawajcie pytania. Chcę mieć wszystkie informacje o Bystrym i „Vivacii”, jakie uda nam się zebrać, ale nie bądźcie zbyt natrętni. Ciągnijcie miejscowych za języki, a kiedy zaczną mówić, usiądźcie wygodnie i słuchajcie. Bądźcie ciekawi, ale nie wścibscy. Spotkamy się na nabrzeżu o zmroku.

Kiedy otoczyły ich owe trzy łodzie, znajdowali się w połowie drogi do brzegu. Na znak dany przez Aroganta załoga wciągnęła wiosła.

– Podajcie powód przybycia! – rozkazał siwobrody chudzielec.

Przemoczony deszczem bezkształtny kapelusz przykleił mu się do głowy, a tuż nad brodą miał ledwie widoczny stary niewolniczy tatuaż.

Arogant roześmiał się głośno.

– Powód przybycia do Łupigrodu? Może być tylko jeden i założę się, że mój jest taki sam, jak twój, starcze. Nazywam się Arogant Treli i zanim powiem coś więcej, chcę się dowiedzieć, komu to mówię.

Uśmiechnął się szeroko. Yek rozparła się przy swoich wiosłach, uśmiechnięta. Uśmiech Althei wyglądał na nieco bardziej wymuszony, a pozostali wioślarze najwyraźniej byli na wszystko obojętni.

Stary traktował się bardzo poważnie.

– Nazywam się Śniedek Krupa i jestem kapitanem portu. Mianował mnie sam kapitan Bystry i mam prawo pytać o zamiary każdego przybysza.

– Bystry! – Arogant się wyprostował. – Właśnie to imię, sir, mnie tu sprowadza. Zawitałem już tu kiedyś na pokładzie „Skoczka”, choć krótka to była wizyta i nikogo nie będę winił za to, że mnie nie pamięta. Ale opowieści, które wówczas zasłyszałem o Bystrym, sprowadziły mnie teraz z powrotem, mnie, mój dobry statek i załogę. Chcielibyśmy związać z nim nasz los, że tak powiem. Jak myślisz, zechce się z nami dzisiaj zobaczyć?

Śniedek obrzucił go cynicznym spojrzeniem i oblizał usta; okazało się przy tym, że większość z pozostałych mu zębów jest żółta.

– Możliwe. Gdyby tu był, ale go nie ma. Skoro wiesz o Bystrym, to jak to się stało, że nie wiesz, że ma żywostatek? Chyba nie widzisz w naszym porcie żadnego żywostatku, co?

– Słyszałem, że Bystry ma wiele statków. Co więcej, słyszałem, że pierwszym błędem, jaki można popełnić co do niego, to cokolwiek o nim założyć. Mówi się, że jest chytry jak lis i bystry jak oko sokoła. Ale to jest zimne i nieprzyjemne miejsce do rozmowy o takich sprawach. Łupigród bardzo się zmienił od czasu, kiedy widziałem go po raz ostatni, ale chyba wciąż ma jakąś tawernę, gdzie człowiek może swobodnie porozmawiać?

– Ma. Kiedy uznamy, że człowiek jest w Łupigrodzie mile widziany.

Arogant wzruszył ramieniem.

– Może lepiej byłoby podjąć decyzję nad odrobiną okowity. A potem możesz mi powiedzieć, czy reszta mojej załogi będzie mile widziana na lądzie. Jakiś czas byliśmy na morzu. Moi ludzie mają suche gardła oraz pieniądze, za które mogą je zwilżyć. Zgodzili się, że Łupigród będzie dobrym miejscem na podział naszych łupów.

Uśmiechnął się ujmująco i klepnął po wypchanej sakiewce u pasa. Monety zadzwoniły o gwoździe i pociętą łyżkę, którymi ją napełnił. Miał przy sobie dość pieniędzy, by postawić kilka kolejek i zrobić niewielkie zapasy dla statku. Płynący z nim marynarze też mieli dość pieniędzy na pokaz. Byli zwycięskimi piratami, mogącymi sobie pozwolić na rozrzutność.

Zanim Śniedek kiwnął niechętnie głową, uśmiech Aroganta zaczął zastygać na zimnym zimowym deszczu.

– Dobrze. Chyba możemy pogadać w tawernie. Ale twoi ludzie… twoja załoga zostanie tu z nami, a ci na statku na razie nie zejdą na ląd. Nie lubimy obcych w Łupigrodzie. Nie ze statków, które wkradają się czarną nocą.

To go dziwiło. Cóż, niech się stary na tym skupi.

– A zatem do tawerny! – zgodził się z zapałem Arogant.

Usiadł na rufie i wpłynął do miasta jak król w eskorcie policji Łupigrodu. Na nabrzeżu garbiło się w zimnym deszczu kilku gapiów. Śniedek wszedł po drabince pierwszy. Kiedy Arogant stanął na nabrzeżu, kapitan portu już był zasypywany pytaniami. Arogant skierował całą uwagę zebranych na siebie, wołając:

– Panowie! Może ktoś zaprowadzi nas do tawerny?!

Uśmiechnął się serdecznie do tłumku. Kątem oka zauważył, że Yek z uśmiechem ocenia mężczyzn. Uśmiechy, jakimi się jej odwzajemniano, nie mogły zaszkodzić sprawie. Kiedy na nabrzeżu stanęła już cała załoga łodzi, gapie się rozluźnili. To nie byli najeźdźcy, lecz uczciwi morscy rozbójnicy, jak oni.

– Tawerna jest tam – powiedział Śniedek gburowato.

Może był zazdrosny o swoją pozycję? Arogant natychmiast zwrócił się do niego.

– Prowadź, proszę.

Idąc za kapitanem portu, zauważył, że tłumek już się zmniejszył. To mu bardzo odpowiadało. Chciał zebrać informacje, a nie zauroczyć całe miasto. Zauważył, że Althea ustawiła się o krok z tyłu z jego lewej strony. Dobrze było wiedzieć, że gdyby mieszkańcy Łupigrodu jednak postanowili go zaatakować, ma za sobą kogoś z nożem. Tuż za nim szli Cypros i Kert, a za nimi Twardziel i Kitl, dwaj tatuowani wybrani przez Altheę. Yek szła na końcu grupy i już nawiązała rozmowę z przystojnym młodzieńcem. Arogant wychwycił kilka słów; Yek pytała, czy według młodzieńca będą mogli swobodnie poruszać się po mieście, a jeśli tak, to jaką rozrywkę mógłby polecić samotnej kobiecie na jej pierwszą noc w porcie. Arogant poskromił uśmiech. Cóż, sam ją prosił, by zachowywała się przyjaźnie i zbierała informacje.

* * *

Wnętrze tawerny było ciemne. Większość ciepła pochodziła raczej od gości niż od ognia płonącego na kominku. W powietrzu unosił się zapach wilgotnej wełny, potu, dymu i gotowania. Althea rozluźniła kaftan, lecz go nie zdjęła. Gdyby musieli szybko wyjść, nie chciała go zostawić. Rozejrzała się ciekawie.

Budynek był dość nowy, lecz ściany już zaczęły się odbarwiać od dymu. Podłoga była z desek przysypanych piaskiem dla ułatwienia codziennego zamiatania. Okno z jednej strony pomieszczenia wychodziło na morze. Arogant poprowadził wszystkich na drugi koniec sali, tam, gdzie znajdował się kominek. Na długich ławach przy stołach z desek siedzieli rozmaici ludzie zajęci jedzeniem, piciem i rozmowami. Najwyraźniej zbliżający się sztorm zatrzymał ich w porcie. Przyglądali się nowo przybyłym z różnym stopniem ciekawości, lecz bez jawnej wrogości. Arogant mógł odegtać swoją rolę śpiewająco.

1 ... 85 86 87 88 89 90 91 92 93 ... 118
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)