Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Nefrytowy Różaniec». Краткое содержание книги:

Zapowiadając, że nie będzie więcej pisał o Fandorinie, Boris Akunin na szczęście nie dotrzymał słowa. Nowa książka to cykl opowiadań, w których słynny detektyw rozwiązuje wiele zdumiewających zagadek, przeżywając niezwykłe przygody od Moskwy i Syberii, przez Japonię, po Anglię i… Dziki Zachód.
Skąd się wziął nefrytowy różaniec, który pomaga Fandorinowi w skupieniu się? O co staje do pojedynku z samym Sherlockiem Holmesem? Kim jest podstępna „czerwona perła prerii”? Pasjonująca fabuła, klimat i kapitalne nawiązania do klasycznych mistrzów gatunku.
1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 157
Перейти на страницу:

Miał rację. Ze skał można było widzieć i ostrzeliwać całą przestrzeń. Prawdziwy cud, że wartownik ich nie zauważył – dzięki ostrożności Scotta.

– Naprawdę nic się nie da zrobić? – zapytał zafrasowany Erast Pietrowicz. – Nie ma innego przejścia?

Scott wyszczerzył zęby.

– Innego przejścia nie ma, ale trafiłeś w dziesiątkę, przyjacielu. Można ich zamknąć w środku jak niedźwiedzia w gawrze. Za tymi skałami ustawić strzelców, żeby trzymali wąwóz na muszce. Tak ze czterdziestu, pięćdziesięciu ludzi. I wtedy można prowadzić rokowania. Przewaga będzie po naszej stronie. Możesz to uznać za dodatkową konsultację. Razem dwadzieścia.

– Osiemnaście pięćdziesiąt. Za konsultację przysługuje mi trzydziestoprocentowa zniżka – tym samym tonem odparł Fandorin, czując, że zaczyna być prawdziwym Amerykaninem.

Znowu na służbie

– Dream Valley to nie mój teren – chyba już po raz dwudziesty powtórzył szeryf Ned O’Leary. – Niech się pan zwróci do szeryfa federalnego w Crooktown.

– Nie ma na to czasu – po raz dwudziesty pierwszy powiedział Fandorin. – Trzeba ratować dziewczynę.

Melvin Scott siedział na parapecie i pociągał z butelki. Nie brał udziału w rozmowie – po prostu przyprowadził Erasta Pietrowicza do splitstońskiego stróża porządku i najwyraźniej uznał swoją misję za zakończoną.

– Tyle że szeryf federalny też nie będzie tym sobie zawracać głowy. – O’Leary zapatrzył się w zadumie na brzęczącą muchę. – Przecież nikogo nie zabito. Wielka mi rzecz, porwali babę. Może chcą się z nią ożenić.

„Pink” uśmiechnął się, ale nic nie powiedział. Szeryf z wyraźną zawiścią popatrzył na butelkę w jego ręku.

– I w ogóle, panowie, już wieczór, skończyłem urzędowanie. Idę do saloonu na kolację.

O’Leary podniósł się z godnością.

– Po prostu się boisz, stary szelmo – powiedział Scott, zatykając butelkę. – Ale skoro sam nie chcesz nadstawiać karku, może pozwolisz to zrobić innym?

Szeryf wcale się nie obraził. Wręcz przeciwnie – rozpromienił się i usiadł.

– Ależ proszę bardzo. – Wysunął szufladę i położył na stole dwie blaszane gwiazdy. – Dalej, podnieście obaj prawą rękę i powtarzajcie za mną: „Przysięgam przestrzegać praw federalnych i praw stanu Wyoming. Przysięgam nie nadużywać powierzonych mi uprawnień. Przysięgam…”.

– Zamknij się – przerwał mu „pink”, podsuwając obie gwiazdy Fandorinowi. – I możesz iść do diabła.

O’Leary chwycił kapelusz i wyskoczył za drzwi.

– Co to z-znaczy?

Erast Pietrowicz wziął jedną gwiazdę, obejrzał. Widniał na niej napis „Deputy Marshal” [43].

– Szeryf ma prawo zaprzysiąc dowolną liczbę zastępców. A ci z kolei mogą zebrać possi.

– Co zebrać? – nie zrozumiał Fandorin.

– Possi. No, oddział dobrowolnych obrońców prawa.

To pieszczotliwe określenie pochodzi zapewne od łacińskiego posse comitatus [44], pomyślał Erast Pietrowicz. Scott splunął w ślad za szeryfem.

– Nic więcej i tak byśmy od Neda nie wydębili. Tylko że pożytku z tego niewiele.

– Dlaczego?

– Nikt z tobą nie pójdzie. Jesteś tu obcy.

Wyszli na ulicę, zostawiając drzwi biura otwarte. Tak czy owak nie było tam co ukraść.

– A z t-tobą?

– Ze mną pewnie by poszli. Gdybym im obiecał dobrą zapłatę i po flaszce na dodatek. Ale ja nie mogę być zastępcą szeryfa. Po pierwsze, agentom Pinkertona tego nie wolno. A po drugie, już ci mówiłem: nie będę się pchać pod kule. We dwójkę przeciwko całej bandzie? Za żadne pieniądze!

Tyle czasu zmarnowałem, pomyślał Fandorin. Najpierw na powrót z doliny, potem na przekonywanie szeryfa. Za jakieś dwie godziny będzie już ciemno.

– Nie we dwójkę. To raz. Nie będziesz musiał pchać się pod kule. To dwa. A zapłata będzie p-potrójna. To trzy. No już, jedźmy!

Scott przyglądał mu się zaciekawiony.

– Widzę, że role się zmieniły. Szefem znowu jesteś ty. Cóż, twoje „raz, dwa, trzy” brzmi nieźle. Ale wydaje mi się, że dziś już jest za późno.

– Nie szkodzi, obsadzić wyjście z wąwozu można i przy księżycu.

Zamiast odpowiedzieć, Melvin wyjął swój długolufy rewolwer, wycelował w górę, wystrzelił. Dzwon się nie odezwał.

– Mówię, że za późno. Pojedziemy jutro rano, jak się wyśpię.

Fandorinowi z rozdrażnienia drgnął kącik ust, ale nic nie mógł zrobić. Był zależny od tego człowieka.

– O k-której?

– Nie mam zegarka.

– A to co? – Erast Pietrowicz pokazał na złotą dewizkę, zwisającą z kieszeni kamizelki „pinka”.

Scott odrzekł smutnie:

– Nazbierałem na dewizkę, ale na zegarek na razie nie. O wschodzie słońca spotkamy się przy skrajnym domu.

Ziewnął, pomachał na pożegnanie ręką i powłócząc nogami, ruszył w stronę swojego sklepu.

Portier na widok Fandorina powtórzył te same słowa, co poprzednio:

– Ma pan list kulfonami od pańskiego Chińczyka.

– To Japończyk – odrzekł odruchowo Erast Pietrowicz, rozwijając kartkę.

Tym razem wiadomość była bardzo krótka.

„Przenieśliśmy się do sakaya”.

Sakaya, czyli miejsce, gdzie podaje się sake. Zapewne chodzi o saloon.

Niegdyś białe ubranie, zakurzone i brudne, zwłaszcza po przygodzie na skraju przepaści, zrobiło się nie do użytku. Erast Pietrowicz musiał się przebrać w czarne.

Poprzedniej nocy nie zmrużył oka, przez cały dzień nie miał nic w ustach. Na razie nie wiedział, czy uda mu się przespać, ale czemu by czegoś nie przekąsić?

Umył się, ogolił i przeszedł przez ulicę pod Głowę Indianina.

Było tam tłoczno i hałaśliwie, przy szynkwasie rechotali i klęli kowboje, ale na Erasta Pietrowicza patrzyli bez wrogości – nie stał się dla nich swoim, lecz przestał być obcy.

Właściciel, widząc u pasa gościa nowiuteńką kaburę, powiedział z aprobatą:

– „Russian”? A, to co innego. Od razu widać, że poważny z pana człowiek. Co podać?

Jedynym, co nie budziło podejrzeń w wyświechtanym menu, były jajka. Erast Pietrowicz zamówił pół tuzina surowych jaj (najlepszy środek na odbudowanie sił), chleb i kubek herbaty.

– Daleko panu do pańskiego Chińczyka. – Właściciel z szacunkiem wskazał na Masę, który siedział w najdalszym kącie, udając śpiącego – to znaczy odchylił się na oparcie krzesła i nasunął kapelusz na oczy. – Zeżarł dwa steki, pęto pieczonej kiełbasy i z dziesięć obarzanków. Teraz kima.

– To Japończyk – rzekł Fandorin, przysiadając się do swego kamerdynera.

Washington Reed też tu był, dwa stoliki dalej. Grał w kości z jakimś kowbojem. Przed Murzynem leżały na stole trzy żałosne monetki, przed jego partnerem – stos srebra i banknotów.

– Przestań ch-chrapać. Z twoją fizjonomią i apetytem konspiracja jest wykluczona.

Masa wyprostował się.

– Pozwól sobie zameldować, panie. Czarny człowiek spał w szopie do godziny trzeciej. Potem od razu przyszedł tutaj. Najpierw miał dużo pieniędzy. Potem wcale. Potem trochę wygrał. Teraz znów przegrywa.

вернуться

[43] Zastępca szeryfa (ang.)

вернуться

[44] Tu: oddział pomocników.

~ 85 ~ Предыдущая страница Следующая страница var width = window.innerWidth || document.documentElement.clientWidth || document.body.clientWidth; if (width > 768) { (function(w, d, n, s, t) { w[n] = w[n] || []; w[n].push(function() { Ya.Context.AdvManager.render({ blockId: "R-A-430869-4", renderTo: "yandex_rtb_R-A-430869-4", async: true }); }); t = d.getElementsByTagName("script")[0]; s = d.createElement("script"); s.type = "text/javascript"; s.src = "//an.yandex.ru/system/context.js"; s.async = true; t.parentNode.insertBefore(s, t); })(this, this.document, "yandexContextAsyncCallbacks"); } var width = window.innerWidth || document.documentElement.clientWidth || document.body.clientWidth; if (width
1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 157
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)