Żniwo
- Автор: Герритсен Тесс
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Żniwo». Краткое содержание книги:
Dwie osoby gotowe do operacji i tylko jedno serce, które można przeszczepić. Gdy doktor Abby DiMatteo podejmowała decyzję, by dokonać przeszczepu u umierającego siedemnastolatka, nie przypuszczała, że wywoła tym lawinę wydarzeń. Kim jest czterdziestosześcioletnia, bogata kobieta, która, wedle przełożonych, winna była otrzymać narząd? Tego Abby nie wie. Wie jednak, że coś jest nie w porządku – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawia się drugie serce i operacja może się odbyć. Cud? To mało prawdopodobne. W wyniku podjętych decyzji, pracę traci przełożona kobiety, a sama Abby zaczyna stawiać sobie niewygodne pytania. Czy to możliwe, że narządy do transplantacji pochodzą z nie do końca legalnych źródeł? Gdzie leżą granice etyki lekarskiej? Dyrekcja nie życzy sobie rozgłosu, ale sumienie zmusza Abby do poprowadzenia prywatnego śledztwa.
Usłyszał trzaśnięcie drzwiami i jakaś sylwetka pojawiła się w kręgu świateł. Była to Nadia. Szła przez pokład pochylona do przodu, wypinając w górę tyłek. Boi się pewnie, że śmigło odetnie jej głupią głowę – pomyślał Jakow. Zajrzała do wnętrza helikoptera. Jej tyłek cały czas był wypięty, kiedy rozmawiała z pilotem. Potem wycofała się i zniknęła poza kręgiem świateł. Chwilę później helikopter uniósł się. Reflektory zgaszono i pokład zatopił się w ciemności. Jakow wyszedł zza schodów i patrzył, jak śmigłowiec unosi się w górę. Widział jego ogon przesuwający się jak gigantyczne wahadło na linie. Potem maszyna oddaliła się, lecąc nisko ponad wodą. W końcu wtopiła się w noc. Jakaś ręka chwyciła Jakowa za ramię. Krzyknął, szarpnął się w tył i obrócił.
– Co ty tutaj robisz, do cholery? – huknął Gregor.
– Nic!
– Co widziałeś?
– Helikopter.
– Co jeszcze widziałeś?
Jakow patrzył na niego, bojąc się odpowiedzieć. Nadia usłyszała głosy. Szła teraz przez pokład w ich kierunku.
– Co się dzieje?
– Ten chłopak znowu się tu gapił. Myślałem, że zamknęłaś ich kabinę.
– Zrobiłam to. Musiał wymknąć się wcześniej. – Spojrzała na Jakowa. – Zawsze on. Nie mogę przecież cały czas go pilnować.
– I tak miałem go już dość. – Gregor szarpnął Jakowa za ramię i pociągnął go w kierunku klapy, za którą były schody. – On nie może wrócić do pozostałych. – Odwrócił się, żeby otworzyć luk. Jakow kopnął go w kolano. Gregor wrzasnął i rozluźnił uchwyt.
Jakow rzucił się do ucieczki. Słyszał krzyki Nadii i dudniące za nim kroki. Potem nagle tych kroków było więcej, ktoś zbiegał po schodach mostka. Chciał biec w przód, w kierunku dziobu. Za późno zorientował się, że był na pokładzie, gdzie wcześniej wylądował helikopter.
Usłyszał głośne pstryknięcia i rozbłysły pokładowe światła. Jakow stał w samym środku świateł jak uwięziony. Zasłaniając oczy, zaczął uciekać na ślepo. Ale wszyscy okrążyli go i zbliżali się coraz bardziej. Ktoś chwycił go za koszulę. Jakow szarpnął się. Poczuł na twarzy uderzenie. Było tak silne, że upadł. Próbował wstać, ale ktoś podciął mu nogi.
– Wystarczy tego! – powiedziała Nadia. – Chyba nie chcecie go zabić!
– Mały skurwysyn – mruknął Gregor.
Chwycił Jakowa za włosy, pchnął w przód, w kierunku luku, za którym były schody w dół. Jakow potykał się, ale Gregor ciągle podnosił go za włosy. Chłopak nie widział, dokąd go prowadzą. Wiedział tylko, że schodzili w dół, potem szli jakimś korytarzem. Gregor przez cały czas klął. Trochę kulał, co sprawiło, że Jakow poczuł pewną satysfakcję.
Otwarto jakieś drzwi i Jakow został wepchnięty do środka pomieszczenia.
– Możesz tu sobie na razie gnić – powiedział Gregor i zatrzasnął drzwi. Jakow słyszał, jak zamyka zasuwę. Kroki oddaliły się. Został sam w ciemnościach.
Podciągnął kolana do piersi i położył się skulony. Przeniknął go dziwny dreszcz. Próbował powstrzymać drżenie i szczękanie zębami, ale nie potrafił. Nie było mu zimno. Drżenie wywoływało coś, co siedziało głęboko w jego duszy. Zamknął oczy, ale tu czekały na niego widziane tej nocy obrazy. Nadia idąca przez pokład, chwiejnie przemierzająca nieziemskie pole światła. Otwierające się drzwi helikoptera. Nadia pochyla się i podaje coś pilotowi. Pudło. Jakow jeszcze mocniej objął rękami kolana, ale nie mógł opanować drżenia.
Włożył kciuk w usta i zaczął go ssać.
Rozdział dwudziesty
Dla Abby poranki zawsze były najgorsze. Budząc się, jeszcze podświadomie rozmyślała o tym, co przyniesie jej dzień. Nagle przypomniała sobie: Nie mam dokąd iść. Ta świadomość spadła na nią jak cios. Leżała w łóżku, nasłuchując, jak Mark ubiera się i chodzi po jeszcze ciemnej sypialni. W takich chwilach czuła, że całkowicie pogrąża się w rozpaczy, nie była w stanie odezwać się do niego ani słowem. Dzielili ze sobą dom i łóżko, ale już nie potrafili ze sobą rozmawiać. Właśnie tak umiera miłość – pomyślała Abby, słysząc, jak Mark wychodzi z domu. Nie przez słowa tylko przez milczenie.
Kiedy Abby miała dwanaście lat, jej ojciec stracił pracę w garbarni. Przez całe tygodnie codziennie rano wyjeżdżał z domu, tak jakby jechał normalnie do pracy. Abby nigdy się nie dowiedziała, dokąd jeździł, ani co robił. Nigdy jej tego nie powiedział. Wiedziała jedynie, że jej ojciec był przerażony perspektywą zostania w domu i stawienia czoła własnej klęsce. Dlatego właśnie wychodził z domu codziennie rano.
Teraz tak robiła Abby. Nie chciała brać samochodu, wolała iść piechotą. Było jej wszystko jedno, dokąd idzie. Od zeszłego wieczoru pogoda zepsuła się. Było zimno i zanim Abby doszła do cukierni, twarz jej lekko zdrętwiała. Kupiła kawę, ciastko sezamowe i usiadła przy stoliku. Zdążyła przełknąć dwa kęsy, kiedy przypadkiem spojrzała na mężczyznę siedzącego obok. Czytał „Boston Herald”.
Jej zdjęcie widniało na pierwszej stronie. W tym momencie zapragnęła stać się niewidzialna. Niespokojnie rozejrzała się po cukierni, obawiając się, że oczy wszystkich zwrócone będą w jej kierunku, ale nikt na nią nie patrzył.
Wstała, wyrzuciła niedokończone ciastko do kosza i wyszła na ulicę. Zupełnie straciła apetyt. W kiosku kupiła egzemplarz „Boston Herald” i weszła do jakiejś klatki schodowej, żeby spokojnie przejrzeć gazetę.
Surowość zasad szpitalnych przyczyną tragedii!
Bez wątpienia doktor Abigail DiMatteo była wyróżniającą się stażystką – jedną z najlepszych w Centrum Medycznym Bayside, jak twierdzi przewodniczący programu stażowego, doktor Colin Wettig. Niestety, w przeciągu kilku ostatnich miesięcy, to znaczy wkrótce po tym, jak doktor DiMatteo rozpoczęła drugi rok stażu, sprawy zaczęły układać się dla niej coraz gorzej…