Ksi?ga wszystkich dokona? Sherlocka Holmesa
- Автор: Конан Дойл Артур
- Год: 2004
- Язык: польский
- Жанр: Классические детективы
Электронная книга - «Ksi?ga wszystkich dokona? Sherlocka Holmesa». Краткое содержание книги:
Lestrade zaśmiał się pobłażliwie.
- Zapewne wyrobił już pan sobie opinię na podstawie lektury gazet - stwierdził. - Sprawa jest prosta jak drut. Im bardziej się w nią zagłębiamy, tym staje się ona bardziej oczywista. Nie sposób jednak odmówić damie, zwłaszcza tak zdesperowanej. Słyszała o panu i koniecznie chciała poznać pańskie zdanie, choć wielokrotnie powtarzałem jej, że nie zdoła pan dokonać niczego, czego ja bym już nie zrobił. Ależ na honor! Oto jej powóz!
Ledwie skończył mówić, do pokoju wpadła jedna z najśliczniejszych młodych kobiet, jakie w życiu widziałem. Jej fiołkowe oczy lśniły, wargi były lekko rozchylone, na policzkach miała lekkie rumieńce; była tak zmartwiona i poruszona, że nawet nie próbowała zachować normalnego w tych okolicznościach dystansu.
- Ach, panie Holmes! - wykrzyknęła, patrząc to na jednego, to na drugiego z nas, a po chwili, wiedziona kobiecą intuicją, zwróciła się do mojego towarzysza. - Tak się cieszę, że pan przyjechał! Muszę panu to powiedzieć. James tego nie zrobił! Ja to wiem i chcę, by i pan to wiedział, nim rozpocznie śledztwo. Proszę nigdy w to nie wątpić. Znamy się z Jamesem od dzieciństwa. Jestem świadoma jego wad bardziej niż ktokolwiek inny, ale jest on tak łagodny, że nie skrzywdziłby muchy. Taka nagła zmiana musiała wydać się absurdalna każdemu, kto go zna.
- Mam nadzieję, że uda nam się oczyścić go z zarzutów, panno Turner - stwierdził Holmes. - Może pani być pewna, że zrobię wszystko, co w mojej mocy.
- Zapoznał się pan z dowodami. Czy doszedł pan do jakichś wniosków? Nie dostrzegł pan jakiejś luki czy nieprawidłowości? Nie sądzi pan, że James jest niewinny?
- Myślę, że to bardzo prawdopodobne.
- No właśnie! - wykrzyknęła, odchylając głowę i rzucając Lestrade’owi wyzywające spojrzenie. - Słyszy pan? On dał mi nadzieję!
Inspektor wzruszył ramionami:
- Obawiam się, że mój kolega zbyt pośpiesznie wyciągnął wnioski.
- Ale ma rację. Ach, wiem, że ma rację! James w żadnym razie tego nie zrobił. A jeśli chodzi o kłótnię z ojcem, to, jestem pewna, nie chciał mówić o niej z sędzią, gdyż to ja byłam jej
przedmiotem!
- Jak to? - spytał Holmes.
- Nie będę niczego ukrywała. James i jego ojciec wiele razy kłócili się o mnie. Pan McCarthy bardzo chciał, byśmy się pobrali. Zawsze kochaliśmy się z Jamesem jak brat i siostra, ale rzecz jasna, on jest jeszcze młody i nie zna życia, a zresztą, zresztą, nie był jeszcze gotowy do podjęcia takich kroków. Dochodziło więc między nimi do kłótni, i jestem pewna, że i tym razem poszło o mnie.
- A czy pani ojciec popierał to małżeństwo? - spytał Holmes.
- Nie, on także był mu przeciwny. Jedynie pan McCarthy tego pragnął.
Holmes obrzucił dziewczynę jednym ze swych przenikliwych pytających spojrzeń, a na jej twarz wypłynął rumieniec.
- Dziękuję pani za te informacje - rzekł. - Czy będę mógł się spotkać jutro z pani ojcem?
- Obawiam się, że doktor się na to nie zgodzi.
- Doktor?
- Tak. Nie słyszał pan? Ojciec zawsze był słabego zdrowia, ale teraz całkiem się załamał. Jest przykuty do łóżka. Doktor Willows twierdzi, że jest wrakiem człowieka, a jego układ nerwowy jest nadwyrężony. Pan McCarthy był jedynym, który znał tatę jeszcze za dawnych czasów, kiedy pracował w stanie Wiktoria.
- Ha! W stanie Wiktoria! To ważny fakt.
- Tak. Pracował wówczas w kopalni.
- Rozumiem, że chodzi o kopalnie złota, na których pan Turner dorobił się majątku.
- Zgadza się.
- Dziękuję, panno Turner. Bardzo mi pani pomogła.
- Proszę powiadomić mnie jutro, gdyby się pan czegoś dowiedział. Zapewne zobaczy się pan z Jamesem w więzieniu, panie Holmes. Proszę mu zatem powiedzieć, że wiem, iż jest niewinny.
- Zrobię to, panno Turner.
- Muszę już wracać do domu. Mój tata jest w ciężkim stanie, i jestem mu teraz bardzo potrzebna. Do widzenia. Niech Bóg pana prowadzi! - powiedziała i wybiegła z pokoju równie pośpiesznie jak do niego wpadła, a po chwili usłyszeliśmy turkot oddalającego się powozu.
- Wstyd mi za pana, Holmes - oświadczył z godnością Lestrade po kilku minutach milczenia. - Dlaczego rozbudza w niej pan nadzieje, które i tak się nie spełnią? Nie jestem nadmiernie wrażliwy, ale uważam to za okrucieństwo.
- Sądzę, że znalazłem sposób, by oczyścić Jamesa McCarthy’ego z zarzutów - wyjaśnił Holmes. - Czy uzyskał pan pozwolenie na odwiedzenie go w więzieniu?
- Tak, ale jedynie dla siebie i dla pana.
- W takim razie rozważę raz jeszcze swoją decyzję o udaniu się do miasta. Czy mamy dość czasu, by jeszcze dziś pojechać pociągiem do Hereford i zobaczyć się z więźniem?
- Aż nadto.
- Pojedźmy więc. Watsonie, obawiam się, że będziesz się tu nudził, ale wyjeżdżam jedynie na kilka godzin.
Odprowadziłem ich na dworzec, pospacerowałem ulicami miasteczka i wróciłem do hotelu. W pokoju ułożyłem się na kanapie i próbowałem czytać tanią powieść. Jednak jej żałosna fabuła, tak banalna w porównaniu z zagadką, którą usiłowaliśmy rozwikłać, spowodowała, że moje myśli zaczęły błądzić od fikcji do faktów, aż w końcu rzuciłem książkę w kąt i poświęciłem się rozważaniu wydarzeń minionego dnia. Jeśli historia opowiedziana przez nieszczęsnego młodzieńca była prawdziwa, jakie zdarzenie z piekła rodem, jaka niezwykła i nieprzewidziana katastrofa musiały nastąpić od chwili, gdy opuścił ojca, do momentu gdy, zaniepokojony jego krzykami, pobiegł na polanę? Musiało to być coś straszliwego i zabójczego. Ale co? Być może opis obrażeń, jakie odniósł zmarły, mógłby podpowiedzieć coś moim lekarskim instynktom? Zadzwoniłem na służbę i poprosiłem o lokalny tygodnik, w którym znalazłem szczegółową relację ze śledztwa. Chirurg zeznał, że jedna trzecia tylnej części lewej kości ciemieniowej i lewa połowa kości potylicznej zostały strzaskane tępym narzędziem. Zaznaczyłem odpowiednie miejsce na swojej głowie. Taki cios mógł być zadany jedynie od tyłu. Do pewnego stopnia świadczyło to na korzyść oskarżonego, gdyż podczas kłótni z ojcem stał przodem do niego. Argument był jednak słaby - ofiara mogła wszak odwrócić się plecami, nim padł cios. Być może jednak warto było zwrócić uwagę Holmesa na ten szczegół. A co mogła oznaczać wzmianka umierającego o szczurze? To nie mogły być majaki. Umierający wskutek nagłego uderzenia w głowę zwykle nie majaczą. Próbował raczej wyjaśnić, co się stało. Ale co mogły znaczyć te słowa? Zachodziłem w głowę, jakie może być rozwiązanie tej zagadki? No i ten szary przedmiot, który widział McCarthy. Jeśli była to prawda, morderca musiał podczas ucieczki upuścić jakąś część przyodziewku, zapewne płaszcz, i miał czelność wrócić po nią, kiedy syn klęczał odwrócony tyłem do niego, w odległości nie więcej niż dwunastu kroków. Jakiż splot tajemnic i nieprawdopodobnych wydarzeń stanowiła cała sprawa! Nie dziwiłem się opinii Lestrade’a, ale jednocześnie bardzo zaufałem spostrzegawczości Sherlocka Holmesa, więc nie zamierzałem tracić nadziei, póki fakty nie wykluczą niewinności młodego McCarthy’ego.
Kiedy Holmes wrócił, było już późno. Przyjechał sam, bo Lestrade nocował w mieście.
- Ciśnienie wciąż jest bardzo wysokie - zauważył mój przyjaciel, siadając. - Ważne jest, by nie zaczęło padać, nim obejrzymy miejsce zbrodni. Z drugiej jednak strony, należy być w jak najlepszej formie, nie chciałem więc przystępować do pracy, zmęczony długą podróżą. Widziałem się z młodym McCarthym.
- I czego się od niego dowiedziałeś?
- Niczego.
- Nie potrafił niczego wyjaśnić?
- Nic a nic. Myślałem przedtem, że być może wie, kto to zrobił, i chroni winnego, ale przekonałem się, iż jest równie zbity z tropu, jak wszyscy, może poza inspektorem Lestrade’em. To inteligentny młodzian, do tego przystojny i, jak sądzę, prawy.