Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Lenin». Краткое содержание книги:

Lenin Ossendowskiego to książka-legenda. Została przetłumaczona na wiele języków. W latach trzydziestych zrobiła karierę na obu półkulach i odegrała znaczącą rolę w ukazaniu, kto i jak robił Rewolucję Październikową. Niezwykle sugestywny obraz ty…
O Leninie napisano setki tomów. Z czasem dopiero na drugi plan zepchnęli go Józef Stalin i Adolf Hitler. Wśród wielu prób zgłębienia leninowskiego fenomenu największe bodaj powodzenie miały przed II wojną światową pisane niemal na gorąco dwie książki: znakomitego włoskiego dziennikarza i publicysty Curzia Malapartego i właśnie Antoniego Ossendowskiego. Ta ostatnia w modnym wówczas gatunku powieści biograficznej, szeroko i szczerze, bez lukru i niezdrowej fascynacji, właściwej wielu europejskim liberałom, przedstawia piekło rosyjskiej rewolucji i wojny domowej. Ossendowski miał tę przewagę nad innymi, że czasy te przeżył w Rosji, co prawda z szeregach białych. Dlatego jego książka tchnęła autentyzmem i prawdą nawet tam, gdzie opisywał najbardziej wynaturzone praktyki złowrogiej tajnej policji – Czeki. Czytelnik otrzyma w Leninie, obok zarysu postaci Ilicza, bogaty fresk epoki.
Światowy bestseller lat trzydziestych XX wieku, książka demaskatorska, zdzierająca maskę rewolucji październikowej i odsłaniająca prawdziwe oblicza jej przywódców oraz mechanizmy ich postępowania, a jednocześnie dogłębna analiza i surowa ocena systemu komunistycznego. Uznano ją za antyradziecki paszkwil. Obraz rewolucji od kuchni zapada w pamięć tym bardziej, że jest to zapis wnikliwych oberwacji naocznego świadka wydarzeń.
1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 118
Перейти на страницу:

– Tu przesłuchujemy oskarżonych – objaśnił Dzierżyński, widząc, że Lenin czyta napisy.

– W końcu korytarza mieści się sala kolegjum „czeki" i dwa pokoje: biuro statystyczne i archiwum.

– A reszta gmachu?

– Cele ogólne i osobne dla więźniów. Dla najbardziej obciążonych – ciemnice i suterynach i lochach – odparł, dumny z ładu, panującego w instytucji.

– W środku miasta! – zdziwił się Lenin.

– Sztandary powinny powiewać na miejscach widocznych, uczęszczanych! – zaśmiał się cicho Dzierżyński. – Jesteśmy sztandarem władzy proletarjatu, – krwawej zemsty i gwałtu nad jego wrogami. marzyłem o ulokowaniu się w katedrze Bazylego Błogosławionego, lecz budynek – na nic!

– Paradoksalny zamiar! – zawołał Lenin.

– Paradoks zastępuje nam logikę, towarzyszu! – znów zaśmiał się Dzierżyński. – Wszystko, co robimy, jest paradoksem, a, urzeczywistniając go, nabieramy niezwykłej siły i uroku w oczach ludzi o zgniłej, tchórzliwej myśli.

– Uważacie, Feliksie Edmundowiczu, że dzięki paradoksowi można długo przetrwać? Dzierżyński przepuścił przed sobą Lenina i, patrząc na niego, rzekł dobitnie:

– Przez cały czas sprawnego funkcjonowania „czeki", towarzyszu! Zaręczam wam… Usiedli. Dzierżyński zapalił – papierosa i namyślał się, kurcząc twarz i trąc drgające powieki.

Lenin oglądał gabinet.

Biurko, dwa fotele, trzy krzesełka, szeroka sofa ze zmiętem posłaniem; na podłodze – jasno różowy, gruby kobierzec, z czarnemi plamami w kilku miejscach. Na biurku wśród czerwonych teczek z papierami i na ścianie za stołem spostrzegł Lenin pistolety Mauzera i Parabellum.

– Towarzysz mieszka w swoim gabinecie? – zapytał Lenin.

– Nie! – odparł Dzierżyński, podejrzliwie patrząc na niego. – Mam kilka konspiracyjnych mieszkań. Nie dowierzam nawet swoim ludziom, bo i wśród nich byli zdrajcy. Polują na mnie zewsząd.

Umilknął i schylił się nad papierami, przeglądając je i podpisując. Skończył i mruknął:

– Dziś mamy „na wydatki" 150 ludzi… Grupa białych agitatorów, działających na wsi…

– Na wydatki? Co to znaczy? – zapytał Lenin.

– Do stracenia, bo śledztwo skończone, – odparł Dzierżyński. – Możemy zacząć z Woło-dzimirowym?

Lenin skinął głową. Dzierżyński zdjął słuchawkę telefonu i rzucił krótki rozkaz:

– Natychmiast ma się stawić u mnie towarzysz Fedorenko! – zawołał Dzierżyński, kładąc rewolwer zpowrotem. – Proszę przystąpić do badania Wołodzimirowa w obecności prezesa Rady komisarzy ludowych.

Przybyły sędzia zatrzymał na Leninie zimne, niebieskie oczy i skłonił się przed nim z uprzejmym uśmiechem.

– Bardzo się dobrze składa! – rzekł dźwięcznym głosem. – Poproszę prezesa komisarzy usiąść przy oknie i odwrócić fotel w ten sposób, żeby nie być widzialnym, ot tak! Doskonale!

Klasnął w dłonie. Ze szczękiem karabinów weszli żołnierze, wprowadzając aresztowanego.

Długą chwilę panowało milczenie. Ludzie mierzyli się wzrokiem, pytali o coś, co nurtowało ich, badali siebie bez słów.

Wreszcie zabrzmiał uprzejmy głos Fedorenki:

– Doprawdy, nie chcielibyśmy żeby was, towarzyszu Włodzimirow, miała spotkać krzywda! Tymczasem bezsilni jesteśmy, bo zachowujecie tajemnicę, którą wykryć musimy za wszelką cenę…

Wołodzimirow nie odpowiadał.

Fedorenko ciągnął dalej spokojnie, grzecznie:

– Przypomnijmy więc wszystko, co towarzysz raczył nam zakomunikować! Przed wybuchem rewolucji proletarjatu byliście kapitanem gwardji carskiej, a później zapisaliście się do związku szoferów i przyjęliście posadę w garażach Rady komisarzy ludowych. O ile mi się zdaje, powtórzyłem wszystko ściśle?

– Tak… – szepnął Wołodzimirow.

– Bardzo się cieszę! – zawołał sędzia śledczy. – Teraz pozostają rzeczy drażliwsze. Towarzysz zeznał, że w chwili odjazdu towarzysza Lenina z maneżu, mimo rozkazu ruszać, nie wykonał go i czekał na zamachowców, przedzierających się przez tłum, zebrany na wiecu.

– Tak… – brzmiała krótka odpowiedź.

– To znaczy, że byliście w zmowie ze zbrodniarzami?

– Tak… Zamierzaliśmy zabić Trockiego, który miał jechać z Leninem – objaśniał szofer.

– Ilu było zamachowców? – spytał Dzierżyński, trzęsąc głową, bo skurcz straszliwy wykrzywił mu twarz.

Wołodzimirow milczał.

– Kto kierował zamachowcami? Kto posłał ich? Żadnej odpowiedzi.

– Kto kierował nimi? Kto nasłał zbrodniarzy? – powtórzył Dzierżyński, zacinając blade wargi.

Badany podniósł głowę i rzekł twardym głosem:

– Jestem w waszym ręku, możecie mnie stracić, ale nic nie dowiecie się. Chcę umrzeć za ojczyznę, umęczoną przez…

Nie dokończył, bo buchnął strzał. Kula utkwiła w prawem ramieniu Wołodzimirowa. Jęknął, lecz zacisnął zęby i spoglądał na bezwładnie zwisającą, krwawiącą rękę.

– Będziesz mówił, psie? – syknął Dzierżyński.

Aresztowany milczał. Prezes czeki miotał się, bił pięściami w stół, ciskał na podłogę czerwone teczki i rozrzucał papiery. Rzęził i ciężko oddychał. Fedorenko niewzruszonym głosem rzekł:

– Trudna rada z tak bohaterskiem milczeniem! Można podziwiać… Jednak musimy wiedzieć prawdę!

Wstał i nacisnął guzik dzwonka.

Słysząc, że drzwi się otwierają i wchodzą nowi ludzie, Lenin ostrożnie wyjrzał.

Zobaczył Wołodzimirowa, drżącego, z bladą, przerażoną twarzą, zwróconą ku wejściu. Lenin spostrzegł czarną kałużę krwi, zbierającej się koło nóg szofera i powoli wsiąkającej w grupy dywan.

– Poco tu różowy kobierzec?… Lepsze byłyby ciemne, bardzo ciemne barwy – pomyślał mimowoli i znowu cofnął się za wysokie oparcie fotelu.

Rozległ się głos Fedorenki:

– Niech żołnierze wyjdą i czekają w korytarzu! A więc porozmawiajmy teraz spokojnie! Oskarżony nie będzie przeczył, że ta kobieta jest jego małżonką, Zofją Pawłówną Wołodzi-mirową, a ten miły chłopczyk – to jego synek – Piotruś?

Wołodzimirow milczał. Lenin znowu wyjrzał. Twarz badanego skamieniała i tylko w oczach jego miotała się rozpacz i wahanie.

Drżąca kobieta, o bladej, zniszczonej twarzy ponuro patrzyła w ziemię i ściskała rączkę chłopca lat dziesięciu o głęboko zapadłych oczkach i nieprzytomnej z przerażenia twarzy. Dziecko nie płakało, tylko głośno szczękało ząbkami, tuląc się do matki.

Fedorenko nagle zmienił ton. Głos jego stał się syczący i urywany.

– Dość tych zabaw… – mówił. – Jeżeli nie wymienisz nazwisk zamachowców i tych, kto ich posłał, w twoich oczach rozstrzelamy tę sukę i jej szczenię… N-no!

Nikt się nie odezwał. Fedorenko klasnął w dłonie. Wpadli żołnierze.

– Rozkrzyżować kobietę i chłopca na ścianie! – krzyknął sędzia. – A trzymajcie mocno tego draba, aby się nie wyrwał!

W jednej chwili otoczyli żołnierze matkę i dziecko, podnieśli, przycisnęli do ściany i rozciągnęli im ręce i nogi.

Wołodzimirowa milczała, wciąż patrząc w ziemię. Chłopak szamotał się, wił i krzyczał:

– Mamo! Mamusi! Ojciec, ratuj nas, nie daj… Oni chcą nas zabić! Fedorenko spokojnie zauważył, patrząc na aresztowanego:

– Już wiemy, że jesteś mężem tej kobiety i ojcem – chłopca. obeszło się bez waszych zeznań! Teraz dowiemy się reszty… Własow, strzelajcie!

Gruby, o czerwonej twarzy wachmistrz dał ognia. Kula uderzyła w mur tuż nad głową kobiety, zasypując ją odłamkami tynku; druga utkwiła w ścianie koło ucha, trzecia – tuż przy szyi…

1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 118
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)