Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]
Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]

Электронная книга - «Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]». Краткое содержание книги:

Ewolucja we wszechświecie powieści Brina nie jest tylko siłą naturalną — rozwinięte gatunki istot inteligentnych przyspieszają rozwój innych, „niższych” ras w ramach galaktycznego porządku wspomagania. Wiąże się z tym także system powiernictwa planet — Ziemianie otrzymali Garth w celu przyspieszenia odbudowy jego zniszczonego ekosystemu. Jednak ptasiopodobni Gubru szykują inwazję na Garth. Chcą nie tylko przejąć planetę, ale także wykorzystać ją w szantażu, mającym na celu ujawnienie miejsca stacjonowania odkrytej przez ziemski statek „Streaker” kosmicznej floty starożytnej rasy. Rozpoczęta wojna toczy się nie tylko na powierzchni Garth, gdzie pozbawione ludzkich zwierzchników neoszympansy organizują partyzantkę, ale i na poziomie galaktycznego systemu wspomagania, w ramach którego Ziemianie walczą o swoje prawo do planety.
1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 192
Перейти на страницу:

Specjaliści wycofali się na noc do wnętrza swych barek, świergocząc o tym, co już zdołali odkryć. Były tu ślady, wskazówki mówiące o rzeczach ekscytujących i w niemałym stopniu niepokojach.

Za dnia będzie jednak wystarczająco wiele czasu na pracę. Technicy zamknęli włazy, by odgrodzić się od ciemności. Sześć robotów obserwacyjnych wzniosło się w górę i zawisło z milczącą, mechaniczną pilnością, wirując cierpliwie wokół swych osi ponad pojazdami. Garth obracał się powoli pod gwiaździstym niebem. Ciche skrzypnięcia i szelesty świadczyły o ruchliwych, poważnych zajęciach nocnych leśnych stworzeń — polowaniach i ucieczkach. Roboty obserwacyjne ignorowały to, wirując nie zaniepokojone. Noc wlokła się powoli.

Niedługo przed świtem na oświetlonych światłem gwiazd dróżkach przebiegających pod drzewami pojawiły się inne postacie. Mniejsze, miejscowe zwierzęta czmychnęły do swych kryjówek, których nasłuchiwały, jak nowo przybyli posuwali się naprzód, powoli i ostrożnie.

Roboty obserwacyjne również zauważyły owe zwierzęta i oceniły je według zaprogramowanych kryteriów. Niegroźne — orzekły. Ponownie maszyny nie uczyniły nic.

45. Athaclena

— Możemy do nich strzelać jak do kaczek — stwierdził Benjamin ze swego punktu obserwacyjnego na zachodnim stoku. Athaclena spojrzała do góry na swego szymskiego adiutanta.

Przez chwilę borykała się z przenośnią Benjamina. Być może była to aluzja do ptasiej natury nieprzyjaciela?

— Sprawiają wrażenie pewnych siebie, jeśli to miałeś na myśli — odparła. — Mają jednak do tego powód. Gubru polegają na robotach bojowych w większym stopniu niż my, Tymbrimczycy. Uważamy, że są one drogie i zanadto przewidywalne. Niemniej te ma” szyny mogą być bardzo groźne.

Benjamin skinął z powagą głową.

— Zapamiętam to, ser.

Athaclena wyczuwała jednak, że nie zrobiło to na nim wrażenia. Benjamin pomógł im zaplanować poranny atak, dokonując koordynacji z przedstawicielami ruchu oporu z Port Helenia. Był beztrosko pewien, że zakończy się on sukcesem.

Szymy z miasta miały przed świtem — na chwilę przed zaplanowanym początkiem ich akcji — przypuścić atak w dolinie Sindu. Oficjalnie jego celem było zasianie zamętu w szeregach nieprzyjaciela i być może wyrządzenie mu jakichś szkód, które by zapamiętał. Athaclena nie była pewna, czy jest to rzeczywiście możliwe, niemniej zgodziła się na to ryzyko. Nie chciała, by Gubru wywnioskowali zbyt wiele z ruin Centrum Howlettsa.

Jeszcze nie w tej chwili.

— Rozbili obóz obok pozostałości dawnego głównego budynku — powiedział Benjamin. — Dokładnie tam, gdzie się spodziewaliśmy.

Athaclena spojrzała niepewnie na półprzewodnikową lornetka nocną, którą szym trzymał w ręku.

— Czy jesteś pewien, że tych urządzeń nie da się wykryć? Benjamin skinął głową, nie podnosząc wzroku.

— Tak jest. Wykładaliśmy podobne instrumenty na stoku niedaleko krążącego robota gazowego. Trasa jego lotu nie odchyliła się nawet o włos. Ograniczyliśmy listę materiałów, które nieprzyjaciel potrafi wywęszyć. Wkrótce…

Benjamin zesztywniał. Athaclena wyczuła jego nagłe napięcie.

— Co się stało?

Szen pochylił się ku przodowi.

— Widzę postacie poruszające się po drzewach. To na pewno nasze chłopaki zajmują pozycje. Teraz się przekonamy, czy te robota bojowe są zaprogramowane tak, jak pani sądziła.

Choć uwaga Benjamina została odwrócona, nie zaproponował, że pożyczy jej lornetki.

Tyle co do protokołu rządzącego stosunkiem podopiecznych do opiekunów — pomyślała Athaclena. Nie miało to co prawda znaczenia. Wolała sięgnąć na zewnątrz własnymi zmysłami.

Na dole wykryła trzy odrębne gatunki dwunogów zajmujących pozycje wokół gubryjskiej ekspedycji. Jeśli Benjamin ich zauważył, z pewnością musieli się znajdować w zasięgu wrażliwych robotów obserwacyjnych nieprzyjaciela. A jednak nie uczyniły one nic! Sekundy upływały miarowo, a wirujące maszyny nie wystrzeliły do postaci zbliżających się pod osłoną drzew. Nie zaalarmowały też swych śpiących panów.

Westchnęła. Poczuła przypływ nadziei. Powściągliwość maszyn stanowiła informację o kluczowym znaczeniu. Fakt, że wciąż wirowały bezgłośnie, mówił jej bardzo wiele o tym, co działo się nie tylko tutaj na Garthu, lecz również gdzie indziej, poza cętkowanym polem gwiazd lśniącym ponad jej głową. Mówił jej coś o stanie, w jakim znajdowało się Pięć Galaktyk jako całość.

Nadal obowiązuje prawo — pomyślała Athaclena. — Gubru mają skrępowane ręce.

Podobnie jak wiele innych klanów fanatyków. Sojusz Gubryjski nie był nieskalany, gdy chodziło o przestrzeganie kodeksów planetarnego postępowania ekologicznego. Znając ponurą paranoję ptaszydeł, Athaclena doszła do wniosku, że zaprogramowałyby swe roboty obronne w inny sposób, jeśli reguły wciąż obowiązywały, a w całkiem inny, gdyby przestały funkcjonować.

Gdyby chaos całkowicie opanował Pięć Galaktyk, Gubru przeprogramowaliby swe maszyny tak, by raczej wysterylizowały setki akrów terenu niż pozwoliły na jakiekolwiek zagrożenie dla ich pierzastych osób. Jeśli jednak Kodeksy obowiązywały, nieprzyjaciel nie odważy się na razie ich złamać, gdyż te same reguły mogą ochronić jego, gdyby losy wojny obróciły się przeciwko niemu.

Reguła Numer Dziewięćset Dwanaście: Jeśli to tylko możliwe, należy oszczędzać nie biorących udziału w walce. Dotyczyło to gatunków w jeszcze większym stopniu niż jednostek, zwłaszcza na dotkniętym katastrofą świecie, takim jak Garth. Miejscowe formy życia chroniła miliardoletnia tradycja.

— Jesteście więźniami własnych wyobrażeń, wy paskudy — szepnęła w siódmym galaktycznym. Najwyraźniej Gubru zaprogramowali swe maszyny, by poszukiwały przejawów rozumności — produkowanej fabrycznie broni, ubrań, maszynerii. Nie byli w stanie sobie wyobrazić, że nieprzyjaciel zaatakuje ich obóz nago, niemożliwy do odróżnienia od zamieszkujących las zwierząt!

Uśmiechnęła się, myśląc o Robercie. Ta część planu była jego autorstwa.

Szary, przedświtowy poblask rozprzestrzeniał się powoli po niebie, przyćmiewając stopniowo słabsze gwiazdy. Po lewej stronie Athacleny ich medyk, postarzała szymka Elayne Soo, spojrzała na swój całkowicie metalowy zegarek. Zastukała znacząco w jego szkiełko. Athaclena skinęła głową, wydając pozwolenie na przystąpienie do akcji.

Doktor Soo nakryła usta dłonią i wydała z siebie wysoki tryl — okrzyk ptaka fyuallu. Athaclena nie usłyszała ostrego brzęku cięciw, z jakim wystrzeliło trzydzieści kusz. Napięła jednak mięśnie. Gdyby Gubru zainwestowali w naprawdę zaawansowane roboty…

— Trafione! — uradował się Benjamin. — Sześć małych pokrywek, wszystkie rozbite w drobne kawałki! Wszystkie roboty strącone!

Athaclena znowu zaczęła oddychać. Robert był tam na dole. Teraz, być może, była w stanie uwierzyć, że on i pozostali mają szansę. Dotknęła ramienia Benjamina i szym z niechęcią oddał jej lornetkę.

Ktoś musiał zauważyć, że zgasły ekrany monitorów. Rozległo się ciche brzęczenie i górny właz jednego z czołgów poduszkowych otworzył się. Postać w hełmie wyjrzała na spokojną łąkę. Jej dziób poruszył się nerwowo, gdy dostrzegła szczątki najbliższego robota strażniczego. Pobliskie gałęzie zaszeleściły pod wpływem nagłego poruszenia. Żołnierz odwrócił się błyskawicznie, z wyciągniętym laserem, gdy ktoś lub coś wyskoczyło zza jednego z sąsiednich drzew. W stronę ciemnej postaci wystrzeliła niebieska błyskawica.

Chybiła. Zbity z tropu gubryjski kanonier nie mógł namierzyli niewyraźnej sylwetki, która nie leciała ani nie spadała na ziemię, lecz przemykała nad wąską polaną zawieszona na końcu długiej liany! Jasne impulsy chybiły celu jeszcze dwukrotnie. Żołnierz zmarnował swą szansę. Rozległ się trzask, gdy niewyraźnie widoczna postać owinęła nogi wokół smukłego ptaszyska i złamała mu kręgosłup.

1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 192
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)