Nie licząc psa [To Say Nothing of the Dog - pl]
- Автор: Уиллис Конни
- Год: 1999
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-7180-501-2
- Переводчик: Danuta Gorska
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Nie licząc psa [To Say Nothing of the Dog - pl]». Краткое содержание книги:
— Nie wolałabyś ładnej książeczki? — zasugerowała Verity i podsunęła jej „Staromodną dziewczynę”.
— Masz dwa pensy — zaproponowałem. — Jeśli przyprowadzisz panią Mering, powiem ci, gdzie jest skarb.
— To wbrew zasadom — sprzeciwiła się Eglantyna.
— Ale nie podpowiedz. — Nachyliłem się i szepnąłem jej do ucha: — Bitwa pod Waterloo.
— Dzień czy rok?
— Musisz sama odgadnąć.
— Podpowie mi pan, w którym kwadracie jest szyling?
— Nie — zaprzeczyłem. — I przyprowadź panią Mering, zanim zaczniesz kopać.
Odbiegła pędem.
— Szybko, zanim ona wróci — powiedziałem — jaki masz pomysł? Verity odebrała mi pudełeczko, zdjęła pokrywkę i uniosła nad pudełkiem jak nad cymbałkami, a potem złączyła obie części z metalicznym trzaskiem.
— Seans spirytystyczny — oznajmiła.
— Seans? — powtórzyłem. — Żałuję, że nie pozwoliłem Eglantynie kupić tego pudełeczka.
— Mówiłeś, że pułkownik i profesor Peddick nie oprą się żadnej pokusie związanej z rybami — przypomniała mi. — No więc pani Mering nie oprze się żadnej pokusie związanej z duchami czy seansami spirytystycznymi…
— Seans? — podchwyciła pani Mering, nadciągając w swojej Sukni Rozmaitych Farb. — Proponujesz nam seans, Verity?
— Tak, ciociu Malwinio — przyświadczyła Verity, pospiesznie zawinęła pudełeczko w bibułkę, włożyła je do koszyka w kształcie łabędzia i wręczyła mi obie rzeczy. — Z pewnością będzie pan zadowolony zakupów, panie Henry — powiedziała i zwróciła się do pani Mering: — Pan Henry właśnie mi mówił, że nigdy nie brał udziału w seansie spirytystycznym.
— Czy to prawda, panie Henry? — wykrzyknęła pani Mering. — O, w takim razie musimy koniecznie urządzić dzisiaj seans, specjalnie dla Pana. Poproszę wielebnego pana Arbitage’a, żeby się przyłączył. Panie Arbitage! — zawołała i odeszła w pośpiechu.
— Daj mi pudełeczko na fiołki — szepnęła Verity. Odwróciłem się nieco, żeby nikt nie widział naszych dłoni, i podałem jej bibułkowe zawiniątko.
— Do czego chcesz go użyć?
— Do stukania w stół — szepnęła i schowała pudełeczko do torebki. — Dzisiaj otrzymamy spirytystyczną wiadomość, żeby jechać do Coventry.
— Myślisz, że to podziała? — wyraziłem wątpliwość.
— Podziałało w przypadku madame Iritosky — odparła. — I D.D. Home, i sióstr Fox, i Florence Cook. Nabrał się naukowiec William Crookes oraz Arthur Conan Doyle. Pani Mering wzięła ciebie za ducha. Nam też się uda. Dlaczego nie?
Pani Mering podbiegła do nas, łopocząc szatą.
— Wielebny pan Arbitage prowadzi loterię ciast. Muszę pamiętać, żeby zapytać go później. O, panie Henry — wzięła mnie za ramię — wiem, że urządzimy wspaniały seans. Już teraz wyczuwam w pobliżu obecność duchów.
Właściwie to był Baine, który stanął za jej plecami i czekał na przerwę, żeby zabrać głos.
— Może to ten sam duch, którego pan słyszał poprzedniej nocy, panie Hen… o co chodzi, Baine? — rzuciła niecierpliwie.
— Madame Iritosky, jaśnie pani — powiedział.
— Tak, tak, co z nią?
— Jest tutaj.
ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY
W Dolinę Śmierci…