Żelazna rada [Iron Council - pl]
- Автор: Мьевилль Чайна
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Zysk i S-ka
- ISBN: 978-83-7506-352-3
- Переводчик: Tomasz Bieron
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Żelazna rada [Iron Council - pl]». Краткое содержание книги:
— Jack. — Skinęła głową. — Spieszę się. Może kieliszek wina, a potem spadam. Zawijasy, co? — Pokazała na spiralne symbole na jego ubraniu. — Wszędzie je teraz widzę. Z murów przeskoczyły na koszule. Chuligani od ludzi-kaktusów, nueviści, radykałowie, wszyscy je dla siebie odkryli. Co one znaczą?
— Symbolizują więź — odparł ostrożnie. — Z Pół-Pacierzem. Znam człowieka, od którego to się zaczęło.
— Chyba o nim słyszałam…
— To mój kolega. Dobrze go znam. — Zapadła cisza. Pili wino.
Nie było mnie na zebraniu.
— Teraz nie ma zebrań. Zwariowałeś, Ori… Jack? — Przerażona zasłoniła sobie usta dłonią. — Przepraszam, Jack, bardzo cię przepraszam. Curdin mi powiedział, jak się nazywasz. I gdzie mieszkasz. Nie powinien, ale zależało mu na tym, żebym mogła ci przynieść „Podwójne R”, gdyby była taka potrzeba. Nikomu innemu nie powiedziałam.
Otrząsnął się z szoku i pokręcił głową.
— Czemu nie ma zebrań? — spytał.
— A po co robić zebrania, skoro nareszcie się ruszyło? — odparła, szybko zapominając o wyrzutach sumienia. Ori uniósł brwi, a ona wydała z siebie odgłos, który przypominał szloch. — Jack, Jack, na miłość Jabbera! Gdzie ty żyjesz? Nie byłeś przy tym?
— Oczywiście, że byłem, do cholery. Byłem w Creekside — zniżył głos. — Co to, do diabła, jest Wojujący Tygiel? Broniłem kheprich, których twój przeklęty bezmózgi ogół próbował ukatrupić.
— Tygiel? Gdybyś był obcym i jako jedynych obrońców miał obrotowych liberałów z partii Kurek na Wietrze, to nie szukałbyś wsparcia gdzie indziej? I nie waż się w ten sposób obrażać ludzi. Wiesz, że do Piórców lgnie najgorsza hołota. Nawet twój przyjaciel Petron o tym wie. Nie patrz tak na mnie, Jack, do licha ciężkiego, wszyscy wiedzą, jak się nazywa, był w Elastykach. Nie jestem pewna, czy mi się podoba to, co robią, przebieranie się za zwierzęta i inne głupawe happeningi, ale mu ufam. Nie wiem za to, czy powinnam ufać tobie, Jack, i to jest smutne, bo wierzę, że mamy wspólne cele. Ale nie mam zaufania do twojej oceny sytuacji. Myślę, że jesteś głupi, Jack.
Ori nawet się nie oburzył. Przywykł do arogancji Renegatów. Spojrzał na nią z zimną niechęcią i resztką respektu, który odziedziczyła po Curdinie.
— Jak chcesz, to dalej baw się w proroka, Jack, ale miej oczy otwarte — powiedział. — Kiedy przystąpimy do działania, dowiesz się o tym. Mamy swoje plany.
— Mówią, że Żelazna Rada wraca.
Radosny uśmiech rozjaśnił jej twarz.
— Wraca.
Ori ugryzł się w język, żeby jej nie urazić. Szukał jakiegoś stosownego komentarza, ale nie znalazł.
— To jest bajka — powiedział w końcu.
— Nieprawda.
— To jest mit. Nie ma Żelaznej Rady.
— Oni chcą, żebyśmy tak myśleli. Bo jeśli nie ma Żelaznej Rady, to nigdy się nie zbuntujemy i nie wygramy. Ale jeśli Rada istnieje, a istnieje, to znaczy, że już raz nam się udało i możemy zrobić to znowu.
— Jabberze kochany, zastanów się, co ty mówisz…
— Chcesz powiedzieć, że nigdy nie widziałeś heliotypów? W takim razie co to, twoim zdaniem, było? Myślisz, że zbudowali ten cholerny pociąg, maszerując obok siebie, kobiety, dziwki, na przedzie? A dzieci na kotle lokomotywy?
— Jakiś bunt był, ale został stłumiony. Zwykły strajk i tyle. Oni dawno nie żyją…
Wyśmiała go.
— Niby skąd to wiesz? Władza chce, żeby nie żyli, ale oni wracają. Plenum wysłało ludzi na poszukiwania. Dostaliśmy wiadomość. Po co ktoś by się wybierał w taką długą i niebezpieczną podróż, jeśli nie po to, żeby nakłonić ich do powrotu? Nie widziałeś graffiti? Wszędzie jest tego pełno. Obok zawijasów i spirali, które masz na ubraniu. „ŻR wraca”. Żelazna Rada wraca i już sama ta świadomość dodaje ludziom otuchy.
— Ludzie pragną bohaterów, więc w nich wierzą…
— Czegoś nie wiesz… Zaczęliśmy działać — przerwała mu. — Szkoda, że cię przy tym nie było. — Pociągnęła łyk wina i spojrzała na niego wyzywająco. „Ona zasiada w zakichanym Plenum”. Sprzysiężenie insurekcjonistów, rozejm frakcji i niezrzeszonych. — Niektórzy członkowie Parlamentu próbują nas udobruchać. Nie mogą się do tego przyznać, ale w niektórych fabrykach to my decydujemy, czy ludzie pójdą do pracy czy nie. Chcą negocjować. Parlament nie jest już jedynym decydentem w Nowym Crobuzon. Są teraz dwa ośrodki władzy. — Szwaczka podała mu rękę przez stół. — Madeleina di Farja.
Uścisnął jej dłoń wzruszony okazanym mu zaufaniem.
— Ori — powiedział, tak jakby ona tego nie wiedziała.
— Coś ci powiem, Ori. To jest wyścig z czasem. Plenum chce wszystko przygotować. To potrwa jeszcze wiele tygodni albo nawet miesięcy. I nie biegamy w kółko. Wyznaczyliśmy metę wyścigu. Nie Jesteśmy tacy głupi, jak ci się wydaje. Budujemy to, co będzie potrzebne. Struktury dowodzenia, łączności. Wczorajszy wieczór to był początek. Droga jeszcze daleka, ale już ruszyliśmy z miejsca. Mówią, że na froncie jest źle. Na ulicach pojawią się tłumy rannych. Skoro Tesh mogło przysłać… — Zamknęła oczy i wstrzymała oddech, retrospektywnie przerażona. — …to coś, to złe oko, to do czego jeszcze są zdolni? Mamy mało czasu. I Żelazna Rada wraca — dodała. — Kiedy ludzie o tym usłyszą, wszystko się zacznie.
„Może wszyscy bierzemy udział w tej samej walce” — pomyślał Ori z błagalnością, która go zaniepokoiła. „Może wyścig Plenum jest również naszym wyścigiem…”
— Wszyscy się ścigamy — stwierdził.
— Tak, ale niektórzy biegną w złym kierunku.
Wyobraził sobie, jak by to wyglądało. Wyobraził sobie moment, kiedy wyklęci, robotnicy — tak, skoro ona tego chce, kiedy proletariat się dowie, że burmistrzyni, przewodnicząca partii Pełne Słońce, włodarz Nowego Crobuzon, nie żyje. Co by z tego wynikło?
— Chcesz rozmawiać o mobilizacji? — spytał. Znowu ogarnęła go złość z powodu jej jednostronnej recepty. — Będziesz ją miała. Jeszcze mi podziękujesz, Jack. To, co robimy, to, co robimy… musimy obudzić ludzi.
— Oni już się obudzili. Nie chcesz tego zauważyć.
Pokręcił głową.
Bertold Sulion z Gwardii Tarczogłowych utracił uczucia patriotyczne, zgasło w nim poczucie więzi z miastem, burmistrzynią, prawem, na którego straży ślubował stać. Baron powiedział im o tym.
— Lojalność z niego wyciekła — wyjaśnił. — Gwardziści nie mają prawa do samodzielnego myślenia. Przysięga, którą składają, mówi wszystko: „Widzę i słyszę tylko to, co burmistrzyni i moi bezpośredni przełożeni pozwalają mi widzieć i słyszeć”. Bertold nie jest za bardzo zorientowany w sytuacji, ale wie, że przegrywamy wojnę. I był świadkiem tego, na jakie szli układy, podczas gdy jego koledzy, z którymi się szkolił, walczyli i ginęli. Jego ideały się posypały. Lojalność z niego wyciekła i jest pusty, martwy w środku. To jest jak krew. — Poklepał się po mostku. — Kiedy się zatruje, wycieka z ciebie i albo zastąpi ją coś innego, albo zostajesz pusty. Sulion jest martwy w środku. Będzie kablował i dla zachowania pozorów chce za to kupę forsy, ale jemu nie zależy na forsie. Chce zdradzić dla samej zdrady. Świadomie czy nie chce, żebyśmy mu pomogli zostać złym człowiekiem.
Nie byli w Badside. „Tutaj są dla was klucze” — przeczytali wcześniej na karteczce przybitej do ściany za pomocą sygnetu z dwoma rogami. „Mamy nowe miejsce spotkań”. Adres. Ori był z Enochem i spojrzeli na siebie wielkimi oczami. Enoch zawsze był ciężko kapujący, ale tym razem jego dezorientacja udzieliła się również Oriemu.