Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kroki w nieznane. Tom 4
Kroki w nieznane. Tom 4 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroki w nieznane. Tom 4

Электронная книга - «Kroki w nieznane. Tom 4». Краткое содержание книги:

Wiele opowiadań tego tomu reprezentuje ten właśnie, tak trafnie scharakteryzowany przez Vonneguta, nurt science-fiction. Większość z nich to utwory nowe, dające pojęcie o aktualnym stanie światowej fantastyki; jedynie opowiadania Bradbury’ego, Asimova, Wyndhama i Tunel pod światem Pohla pochodzą z lat wcześniejszych. Ogromna większość światowej literatury fantastyczno-naukowej pochodzi z angielskiego obszaru językowego. W obrębie tego wielkiego „wspólnego rynku” fantastyki przyznawane są dwie najpoważniejsze nagrody literackie. Nagroda „Hugo”, nazwana tak na cześć amerykańskiego autora i wydawcy Hugo Gernsbacka, przyznawana jest od 1953 roku na dorocznych konwencjach miłośników fantastyki. Nagradza się nią zresztą nie tylko utwory literackie. W roku 1969 na przykład nagrodę specjalną otrzymali kosmonauci Armstrong, Aldrin i Collins „za najlepsze lądowanie na Księżycu”. Nagrodę „Nebula” przyznaje stowarzyszenie amerykańskich autorów fantastyki w czterech kategoriach w zależności od rozmiarów utworu.
Wielu spośród autorów tego tomu to nazwiska nowe dla polskiego czytelnika. Brian W. Aldiss (ur. 1925) uważany jest powszechnie za postać numer jeden w brytyjskiej fantastyce naukowej. Zdobył już nagrody „Hugo” i „Nebula”. Amerykanin Keith Laumer (ur. 1925) architekt, lotnik i dyplomata pisze opowiadania-alegorie o świecie, w którym żyjemy. Jego opowiadanie W kolejce, zamieszczone w kilku antologiach, było jednym z najpoważniejszych kandydatów do nagrody „Nebula” w 1970 roku. Henry Slesar przejął od Fredricka Browna berło w dziedzinie krótkich opowiadań, jednak najkrótszy z utworów zamieszczonych w tym tomie wyszedł spod pióra Tuli Kupferberga, amerykańskiego satyryka, autora dwóch poradników: 1001 sposobów, jak żyć bez pieniędzy, i 1001 sposobów, jak umknąć poboru do wojska. Niezwykle ciekawe w pomyśle i kunsztownie skonstruowane opowiadanie D. I. Massona jest pierwszym i bodajże jedynym dziełem niemłodego angielskiego profesora-językoznawcy.
W Związku Radzieckim literatura fantastyczno-naukowa cieszy się ogromną popularnością, ale większość wydawanych książek z tej dziedziny stanowią przekłady. Wśród autorów radzieckich palmą pierwszeństwa w dziedzinie powieści fantastycznych dzierżą niezmiennie bracia Strugaccy. W krótkich formach uznanie czytelników zdobyli Ilja Warszawski, Dymitr Bilenkin i Kirył Bułyczow. Władlen Bachnow wydał dotychczas jeden tom opowiadań fantastycznych, w których dał się poznać jako wytrawny humorysta i satyryk. Żartobliwe opowiadanie Aleksandra Szalimowa jest raczej nietypowe dla twórczości tego pisarza, którego opowiadania są zwykle mocno osadzone w realiach naukowych.
Polską fantastykę reprezentują dwaj autorzy młodzi wiekiem, ale mający już na swoim koncie samodzielne zbiory opowiadań: Andrzej Czechowski i Janusz A. Zajdel, którego nowy tom ukaże się w serii „Fantastyka-Przygoda”, oraz trzej debiutanci.
Tom zamyka artykuł Andrzeja Trepki rozważający teoretyczne możliwości istnienia różnych form życia w Kosmosie oraz ciekawy materiał o Księżycu z prasy radzieckiej.
1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 99
Перейти на страницу:

— Owszem, ważne. Możecie na mnie polegać. Proszę tylko zabrać ze sobą pozostałe rzeczy. Mnie one na nic.

Listonosz-mechanik z roku 2056 zlutował połączenie, przesłał przedmioty w przyszłość, a potem razem zamurowaliśmy dziurę w murze tak, że nawet ja nie mógłbym się domyślić, gdzie ona była. Bardzo mi dziękował i trochę się dziwił mojej domyślności. Kiedy go jednak spytałem, co będzie za sto lat, odmówił odpowiedzi i dodał, że sam powinienem zrozumieć: wiadomości tego rodzaju rozgłaszać nie można.

Później spytał, czego bym pragnął. Odrzekłem, że Bogu dzięki, niczego.

— To znaczy, że nie ma pan żadnych próśb? — spytał chwytając za rączkę walizeczki.

Wtedy dopiero sobie przypomniałem, że miałbym pewną prośbę.

— Proszę mi powiedzieć, czy wasi ludzie bywają w różnych latach.

— Tak.

— I dwadzieścia lat temu?

— I wtedy. Tylko, rzecz prosta, z zachowaniem wszelkich środków ostrożności. I o tym nikt nie wie.

— A czy w czasie wojny i blokady był ktoś w Leningradzie?

— Oczywiście.

— Otóż to. Mam taką prośbę. Muszę tam coś przesłać.

— Ależ to niemożliwe.

— Powiedział pan, że spełnicie moją prośbę.

— Co to za przesyłka?

— Chwilkę — powiedziałem i wybiegłem do kuchni. Wziąłem stamtąd dwie puszki mleka skondensowanego, pół kilograma masła babci Kapłan z lodówki i jeszcze ze dwa kilogramy cukru. Wrzuciłem wszystko do plastykowej torby Liny Grigorjewny i wróciłem do pokoju. Gość z przyszłości zamiatał podłogę.

— Proszę — odezwałem się. — Powinniście to oddać pisarzowi Czerniajewowi. Aleksandrowi Czerniajewowi, w zimie, w styczniu roku czterdziestego drugiego. Wasi ludzie go znają. I adres też możecie znaleźć. Umarł z głodu pod koniec stycznia. A powinien wytrzymać jeszcze dwa tygodnie. Po dwóch tygodniach przyjdzie do niego ktoś z radia. Niech się pan nie waży odmawiać. Czerniajew pisał powieść do ostatniego dnia…

— Niech pan zrozumie — tłumaczył gość. — To niemożliwe. To, że Czerniajew będzie żył dalej, może zmienić bieg historii.

— Nie zmieni… — odparłem z przekonaniem. — Gdybyście się tak bali przeszłości, nie bralibyście przedmiotów z siedemnastego wieku.

Powiedziałem to w natchnieniu, ale gość się uśmiechnął:

— Na takie pytania nie odpowiadam. Dobrze, wezmę pańską przesyłkę. Tylko trzeba zerwać etykiety z puszek. Takich wtedy nie było w Leningradzie. Pogadam z naszymi. Jeszcze raz panu dziękuję. Może się jeszcze zobaczymy.

Odszedł. Jakby go wcale nie było. Kusiło mnie bardzo, aby znowu zerwać tapety i zajrzeć do skrytki. Ale wiedziałem, że nigdy tego nie zrobię. I on to zrozumiał, w przeciwnym razie nie przyszedłby do mnie.

Następnego dnia znalazłem w kieszeni dwie zapomniane monety. Jedną podarowałem Mitinowi, drugą zostawiłem sobie na pamiątkę.

Mitin przyniósł mi jednotomowe wydanie Bułhakowa, a potem powiedział:

— Wiesz, znalazłem w domu tom spuścizny literackiej. Są tam wspomnienia o Czerniajewie. Interesuje cię to?

Odrzekłem, że bardzo mnie to ciekawi. Wiedziałem wprawdzie, że oni nie wysłuchali mej prośby i nie oddali staruszkowi przesyłki. Ale, oczywiście, pragnąłem absurdu. W odbitej w wielkim nakładzie biografii pisarza podano, że umarł właśnie w roku czterdziestym drugim. Nawet zaśmiałem się z siebie. Też teoretyk ze mnie.

Wieczorem przeczytałem wspomnienia o Czerniajewie. Była to relacja, jak żył w Leningradzie podczas blokady, jak pracował i nawet jeździł na front na spotkania z żołnierzami. Nagle — wierzcie lub nie wierzcie — pod koniec artykułu czytałem:

W zimie, zdaje się w styczniu, odwiedziłem Czerniajewa. Aleksander Girgorjewicz był bardzo słaby i z trudem chodził. Rozmawialiśmy o sytuacji na froncie, o blokadzie. W pewnej chwili powiedział?

— Zdarzyło mi się coś dziwnego. Parę dni temu dostałem przesyłkę.

— Od kogo? — spytałem. — Przecież jest blokada.

— Nie wiem, od kogo. Było tam skondensowane mleko i cukier.

— To bardzo panu potrzebne — mówię. A on mi na to:

— A dzieciom nie potrzebne? Ja jestem starcem, ale te maleństwa w sąsiednim pokoju… Życie przed nimi.

— I oddał pan przesyłkę?

— A pan, młodzieńcze, jak by postąpił na moim miejscu? — spytał Czerniajew. Zrobiło mi się wstyd, że mogłem zadać takie pytanie.

Pięć razy przeczytałem ten fragment. Sam powinienem się był domyślić, że staruszek otrzymawszy taką paczkę nie będzie pił mleka w tajemnicy przed innymi. Nigdy by tego nie zrobił…

Co jednak najdziwniejsze: ten tom spuścizny literackiej ukazał się w roku 1961, siedem lat temu…

Przełożył Bolesław Baranowski

Aleksander Szalimow

WIREFAP

Brefanid

Młodszy redaktor Oil Flips wybił się w wydawnictwie SPPiF (Światowa Pornografia, Przygoda i Fantastyka) dzięki temu, że wynalazł pornografometr — nieskomplikowany, półprzewodnikowy automat, wielkości sklepowego kalkulatora. Przyrząd był bardzo wygodny i prosty w obsłudze. W charakterze danych wejściowych automatu stosowało się pewne umowne wskaźniki, które bez trudu mógł mnemotechnicznie wyliczyć średnio wykwalifikowany redaktor. Wystarczyło w tym celu przekartkować rękopis. Do wskaźników, zgodnie ze specjalną tabelą, wprowadzało się jeszcze poprawkę na inteligencję czytelnika. Wielkość to była skrajnie mała — a dla niektórych kręgów odbiorców wręcz zdążająca do zera.

— Rozumiem — powiedział naczelny po zaznajomieniu się z nowym przyrządem. — Zatem średni współczynnik spornografizowania przyjmuje pan za równy…

— Od trzech do pięciu, sir… — skwapliwie wyjaśnił Flips.

— A w tym rękopisie? — naczelny uniósł brwi.

— Dwanaście, sir.

— To dobrze czy źle?

— Źle, sir. Nie trzeba przesalać. Proszę mi wybaczyć, ale nawet w tym nie trzeba przesalać. A tutaj autor rękopisu, jakby to powiedzieć… O, na przykład już na pierwszej stronie bohaterka…

— Dobra! — przerwał mu naczelny. — Wiem! Czytałem! Książka jest już w robocie, niech drukują. Myślę, że znajdą się na nią amatorzy… I niech pan ma na uwadze, Flips, że jeśli wbrew pańskiemu krakaniu nakład się rozejdzie, każę wyrzucić w diabły pański rękopis razem z panem… A za co? Właśnie za to — za krytykanctwo, filozofowanie i współczynniki. Jasne?… No, a jeśli będzie pan miał jednakowoż rację… Zobaczymy…

Obliczone za pomocą pornografometru współczynniki nie zawiodły Flipsa: książka nie szła. Prawie cały nakład zalegał w magazynach.

Trzeba przyznać, że los taki stawał się udziałem wielu książek, wydawanych przez SPPiF. Złe języki — bo gdzież ich brak — twierdziły nawet, iż Flips niewiele ryzykował, proponując naczelnemu swój wynalazek i wskaźniki. Jakość przeważającej większości rękopisów, przyjmowanych przez naczelną redakcję wydawnictwa była tak niska, że w każdym przyrządzie brakłoby dla nich skali…

Z początkiem XXI wieku narastająca fala cybernetyzacji dotarła również do wydawnictw. Najbardziej pracochłonne operacje, wymagające w niedawnej jeszcze przeszłości stosowania poczciwych nożyc i kleju, były obecnie zmechanizowane, a konkurujące pomiędzy sobą wydawnictwa dążyły do pełnego zautomatyzowania pracy nad rękopisami. Toteż i pornografometr chętnie przyjęto w skład wyposażenia wydawnictwa. Zajął on, obok innych automatów redakcyjnych, skromne miejsce pomiędzy ideomierzem starego typu i ostatnią nowinką, chlubą wydawnictwa i postrachem autorów — elektronowym „MAKSYMINEM”. Pełna nazwa „MAKSY-MINA” brzmiała: „Elektronowy Kalkulator do Uzasadniania Maksymalnej Redukcji Honorariów Autorskich do Minimum”. „MAKSYMIN” był zdolny — sam jeden — zastąpić całą sekcję wypłat w księgowości, przynosząc dyrektorom wydawnictw solidny roczny dochód.

1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 99
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)