Dzieci Diuny [Children of Dune - pl]
- Автор: Херберт Фрэнк
- Серия: Diuna #3
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Phantom Press
- ISBN: 83-7075-060-5
- Переводчик: Marek Mastalerz
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Dzieci Diuny [Children of Dune - pl]». Краткое содержание книги:
Od pewnego czasu w mieście Arrakin pojawia się starzec zwany Kaznodzieją i wygłasza dziwne przemowy do wciąż tłumnie przybywających na Diunę pielgrzymów. Kim jest? Czy tylko na wpół szalonym mistykiem, czy może kimś więcej?
— Co dalej? — Potrząsnął głową. — Chciałem ci wierzyć, a mimo to nie wierzyłem… Teraz mój mózg odtajał. Jestem zmęczony. Toczyłem z tobą walkę, ale to już się skończyło. Stało się. Właśnie tak! — Pstryknął palcami.
— To nie ze mną walczył twój umysł — rzekła Jessika.
— Oczywiście, że nie — przyznał. — Walczyłem z samym sobą, ze wszystkimi nonsensami, których się nauczyłem. Co teraz? Jessika uśmiechnęła się.
— Przyznam, że nie oczekiwałam tak szybkich postępów w nauce. Minęło dopiero osiem dni…
— Byłem cierpliwy — wyjaśnił uśmiechając się.
— Zacząłeś się uczyć również cierpliwości — sprostowała.
— Zacząłem?
— Dopiero przekroczyłeś próg tej nauki — odparła. — Teraz jesteś w rzeczywistości dzieckiem. Przedtem… byłeś tylko czymś potencjalnym, nawet nie narodzonym.
Opadły mu kąciki ust.
— Nie chmurz się — powiedziała. — Udało ci się. To najważniejsze. Jak wielu może potwierdzić, że narodziło się na nowo?
— Co dalej? — nalegał.
— Będziesz ćwiczył to, czego się właśnie nauczyłeś — odparła. — Chcę, żebyś w każdej chwili z łatwością potrafił wykonać to ćwiczenie. Później odkryjesz w świadomości nową przestrzeń, którą sam wypełnisz.
— I tylko tyle…?
— Nie. Możesz zacząć trening mięśni. Powiedz mi, czy potrafisz poruszyć małym palcem lewej nogi, nie używając żadnego mięśnia z innych części ciała?
— Ja…
Zobaczyła zdekoncentrowany wyraz jego twarzy, gdy spróbował poruszyć palcem. Spojrzał na stopę uważnie, wpatrzył się w nią. Na czoło wystąpił mu pot. Wciągnął głębiej wdech.
— Nie potrafię tego zrobić.
— Owszem, potrafisz — powiedziała. — Nauczysz się. Nauczysz się sterować każdym mięśniem w swym ciele. Będziesz je znał tak, jak poznałeś ręce.
Przełknął ciężko, oszołomiony wielkością zadania.
— Co ze mną zrobisz? Co dalej planujesz? — szepnął.
— Zamierzam uwolnić cię — odparła. — Osiągniesz wszystko, czego naprawdę pragniesz. Myślał przez chwilę.
— Wszystko, czego pragnę?
— Tak.
— To niemożliwe!
— Dopóki nie nauczysz się kontrolować pragnień, tak jak teraz rzeczywistości — powiedziała i pomyślała: „No! Niech jego analitycy rozwiążą tę zagadkę. Będą mu doradzać ostrożność, ale Farad’n zbliży się o następny krok do zrozumienia motywów, które mną kierują”.
Potwierdził jej domysł, mówiąc:
— Powiedzieć komuś, że uświadomi sobie pragnienia serca, to jedno, a umożliwienie mu ich realizacji, to drugie.
— Zaszedłeś dalej, niż myślałam — rzekła Jessika. — Bardzo dobrze. Obiecuję ci, że jeżeli ukończysz program szkolenia, będziesz panem samego siebie. Cokolwiek uczynisz, stanie się dlatego, że tak właśnie chciałeś.
„I niech Prawdomówczyni się nad tym pobiedzi” — pomyślała.
Wstał, ale wrażenie, jakie na niej wywarł, było miłe, ciepłe, przypominało przyjaźń.
— Wiesz, wierzę ci. Do diabła, nie wiem dlaczego, ale wierzę. I nie powiem ci już ani słowa o tym, co jeszcze myślę o tobie.
Jessika popatrzyła na jego plecy, gdy wychodził z sypialni. Wyłączyła kule świętojańskie, rozciągnęła się w pościeli. Farad’n był niegłupi. Tak jakby dał jej do zrozumienia, że zaczyna pojmować jej plan, ale przyłącza się do niego dobrowolnie.
„Czekaj, aż zacznie poznawać własne uczucia” — pomyślała. Ułożyła się wygodnie, by łatwiej zapaść w sen. Wiedziała, że rankiem przybędą do niej goście z pałacowego personelu, zadający pozornie niewinne pytania.
Rozwój ludzkości ulega okresowym przyspieszeniom, kiedy staje ona do walki pomiędzy odnawiającą się witalnością życia i kuszącym zepsuciem dekadencji. W tym stale powtarzającym się wyścigu pauzy są luksusem. Dopiero wtedy ludzie pojmują, ze wszystko jest dozwolone, wszystko możliwe.