Peanatema [Anathem - pl]
- Автор: Стивенсон Нил Таун
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Mag
- ISBN: 978-83-7480-126-3
- Переводчик: Wojciech Szypula
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Peanatema [Anathem - pl]». Краткое содержание книги:
— Voco — oznajmił. — Państwo sekularne powoła kogoś z nas.
— Najwidoczniej fraa Paphlagon sobie nie radzi — mruknął Jesry, sącząc piwo.
— Może wzywa posiłki — zasugerował Lio.
— Albo miał zawał — dodał Arsibalt.
Ostatnio co chwila wyskakiwał z takim smętnymi pomysłami, więc spiorunowaliśmy go wzrokiem i tak długo patrzyliśmy na niego spode łba, aż przeprosił.
Bez pośpiechu ruszyliśmy przez łąkę w stronę tumu, ale i tak dotarliśmy tam ze sporym zapasem i zajęliśmy miejsca w pierwszym rzędzie, przy samym ekranie. Dzwony nie milkły jeszcze przez długą chwilę, w końcu jednak osiem dzwonniczek zeszło z balkonu i zajęło miejsca na tyłach. Chór setników zaintonował monofoniczny hymn. Miałem ochotę usiąść z tyłu, obok Ali, ale Dyscyplina stwierdzała jasno, że nie należy się publicznie obściskiwać, dopóki informacja o romansie nie zostanie podana do powszechnej wiadomości, więc musieliśmy jeszcze te parę godzin zaczekać.
Tym razem — w przeciwieństwie do voco Paphlagona — Statho wszedł do prezbiterium sam, bez inkwizytorów. Tak jak poprzednio wyrecytował formułę otwarcia — a do mnie wreszcie dotarło, że to wszystko dzieje się naprawdę. Ciekaw byłem, z którym deklarantem przyjdzie się nam pożegnać; czy będzie to któryś z dziesiętników, czy może raczej ktoś w rodzaju fraa Paphlagona, kompletnie nam nieznany, bo pochodzący z innego matemu.
Zanim Prymas doszedł do momentu, w którym miał ogłosić imię powołanego, zacząłem się denerwować. W tumie panowała cisza jak w lochach Fundy Shufa, a ja miałem ochotę krzyczeć, kiedy Statho, zamiast przejść do rzeczy, zaczął szukać czegoś w fałdach szaty. W końcu wyjął arkusz złożony na dwoje i opieczętowany kroplą pszczelego wosku; otwarcie go zajęło mu całą wieczność. Rozłożył go, podniósł do oczu — i bardzo się zdziwił.
Sytuacja była na tyle niezręczna, że sam poczuł, że należy się nam jakieś wyjaśnienie.
— Mam tu sześć imion — oznajmił.
„Pandemonium” nie jest może najlepszym słowem na określenie kilkuset stojących nieruchomo i szepczących deklarantów, ale budzi właściwe skojarzenia. Nawet pojedyncze powołania należały do rzadkości, ale voco sześciorga deklarantów jednocześnie nie zdarzyło się jeszcze nigdy… Czy aby na pewno? Zerknąłem na Arsibalta, który chyba czytał mi w myślach.
— Nie — szepnął. — Nawet przy Wielkiej Grudzie.
Spojrzałem na Jesry’ego.
— To jest właśnie to! — powiedział, mając na myśli wyczekiwaną zmianę.
Statho odchrząknął i odczekał, aż szmer ucichnie.
— Sześć imion — powtórzył. W tumie znów zrobiło się cicho, tylko z daleka, zza bramy dobiegało stłumione wycie policyjnych syren i warkot silników. — Jednego z nich nie ma już wśród nas.
— Orolo — pomyślałem na głos.
Ze sto głosów wypowiedziało to imię razem ze mną. Statho poczerwieniał.
— Voco…! — zawołał, ale głos mu się załamał. Przełknął i spróbował jeszcze raz: — Voco fraa Jesry z kapituły edharskiej matemu dziesięcioletniego.
Jesry szturchnął mnie w ramię, wystarczająco mocno, żeby nabić mi siniaka, który miał mnie boleć przez następne trzy dni. Na pamiątkę. Potem odwrócił się do nas plecami i zniknął z naszego życia.
— Suur Bethula z kapituły edharskiej matemu stuletniego… Fraa Athaphrax, jak wyżej… Fraa Goradon z kapituły edharskiej matemu dziesięcioletniego… Suur Ala z decenarystów Nowego Kręgu.
Zanim odzyskałem świadomość, Ala — nie mniej wstrząśnięta ode mnie — stała już na progu drzwi prowadzących do prezbiterium. Zawahała się i spojrzała w moją stronę. Miała łzy w oczach.
Kiedy kilka miesięcy wcześniej patrzyłem, jak fraa Paphlagon wychodzi zza ekranu, rozumiałem doskonale i bez cienia wątpliwości, że nikt z nas go więcej nie zobaczy. Teraz to samo działo się z Alą, ale jakoś to do mnie nie docierało. Widziałem tylko jej twarz.
Mówili mi później, że próbując się do niej przepchnąć, potrąciłem i przewróciłem dwie osoby.
Zarzuciła mi rękę na szyję, pocałowała mnie w usta i na sekundę przycisnęła swój mokry od łez policzek do mojego.
Kiedy fraa Mentaxenes zamknął dzielące nas drzwi, spuściłem wzrok: za sznur miałem wetknięty zrolowany arkusz, podziurawiony maleńkimi otworkami. Zanim zrozumiałem, co widzę, otrząsnąłem się i przycisnąłem twarz do ażurowego ekranu, Jesry, Bethula, Athaphrax, Goradon i Ala wyszli już z prezbiterium tą samą drogą, którą przed nimi podążyli Paphlagon i Orolo. Wszyscy śpiewali. Oprócz mnie.
Straszliwe Wypadki: Katastrofa o zasięgu ogólnoświatowym, słabo opisana, ale na ogół uznawana za skutek działań człowieka, która zakończyła Epokę Praksis i doprowadziła do Rekonstrukcji.