Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Odnajdziesz się sam - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Odnajdziesz się sam

Электронная книга - «Odnajdziesz się sam». Краткое содержание книги:

Powieść ukraińskiego pisarza sf, wydana w oryginale w 1967 roku. Akcja rozgrywa się w środowisku cybernetyków, którzy wytwarzają ludzkie sobowtóry metodą powielania informacji w basenie z pierwotną materią organiczną. Mają z początku kłopoty, produkują martwe, identyczne ciała i pozbywają się ich, a milicja rozpoczyna śledztwo w sprawie morderstw w okolicy — no bo skoro są zwłoki?
Całość znakomicie napisana, sylwetki bohaterów wyraziste, nauka bez zarzutu. Czyta się wręcz jednym tchem i z przyjemnością.
1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85
Перейти на страницу:

Ujrzawszy go wrócili do pokoju. Kriwoszein popatrzył na nich niewesołym wzrokiem.

— Trzech z jednego strączka. A było czterech… — spojrzał na zegarek: czasu jeszcze dość. Usiadł. — Opowiedz, Wiktorze Krawiec, co się tam u was stało?

Krawiec zapalił nowego papierosa i przytłumionym głosem zaczął opowiadać.

…Program doświadczenia był następujący: zanurzyć się w płynie po szyję — skontrolować odczucia — nałożyć „czapkę Monomacha” — znowu skontrolować odczucia — wydać rozkaz „Nie to!” — wejść w kontakt z ciekłym układem — osiągnąć stadium sterowanej przezroczystości — spowodować zrośnięcie złamanych żeber — wykorzystać ten „impuls zadowolenia” dla rozkazu „To” — przywrócić nieprzejrzystość — wyjść z kontaktu z ciekłym układem — opuścić zbiornik.

Cała ta metoda była opracowana i wielokrotnie sprawdzona zarówno przez Kriwoszeina, jak i Krawca przy zanurzaniu kończyn.

Przenikanie się wzajemne cieczy i ciała można było łatwo kontrolować i regulować.

— Widzicie, okazuje się, że wewnątrz naszego ciała zawsze są jakieś mniej zdrowe miejsca, drobne zaburzenia czy coś takiego, wiecie, tak jak na skórze, nawet zdrowej, bywają różne pryszczyki, zadrapania, otarcia, miejscowe zapalenia. Nie wiem, jakie to są te wewnętrzne „zadrapania”. Jedno jest pewne, że po pracy w cieczy zawsze czuło się, że ręka czy noga jest zdrowsza i silniejsza.

Ciekły układ likwiduje te drobne zaburzenia. I każdą taką reperację łatwo rozpoznać: świąd w tym miejscu najpierw nasila się, a potem szybko słabnie. A jeśli po zmniejszeniu się świądu posłać „impuls zadowolenia” („To”), maszyna wyłącza ciekły układ z kontaktu z ciałem, ręka czy noga staje się nieprzejrzysta… Chodzi mi o to, że z metodyką wchodzenia i wyłączania się z kontaktu z układem nie mieliśmy żadnych problemów…

— Dopóki zanurzaliście tylko dziesięć czy piętnaście procent ciała — wtrącił Kriwoszein.

— Tak… Co do tego, że ciało ludzkie w cieczy w stadium sterowanej przezroczystości zachowuje normalną spoistość mięśni, też nie mieliśmy żadnych wątpliwości… Ile razy urządzaliśmy „zapasy” w cieczy: jego ręka (przezroczysta) z moją nieprzejrzystą albo prawa z lewą, obie przezroczyste. A więc ciekły układ w pełni podtrzymuje czynności życiowe ciała…

— Części ciała — znowu zaczepnie wtrącił Kriwoszein.

— Tak. Możliwe, że to właśnie na tym polega — westchnął Krawiec.

…Oczywiście, bali się. Co innego zanurzyć w cieczy rękę czy nogę: można wyciągnąć, jeżeli się poczuje niebezpieczeństwo. W najgorszym razie człowiek pozostanie bez ręki. Natomiast zanurzyć się całkowicie w zbiorniku, zdać się całkowicie na złożone, i co tu mówić, zagadkowe środowisko płynne, z którego człowiek ani nie ucieknie, ani od którego się nie wykręci — to zupełnie inna sprawa.

Kryli ten lęk przed sobą. Kriwoszein dlatego, że był to strach o samego siebie. Krawiec — by go niepotrzebnie nie niepokoić.

Ale wszystko było przygotowane starannie i solidnie. Wyregulowali poziom cieczy w zbiorniku tak, aby po zanurzeniu się Kriwoszein stał w niej dokładnie po szyję. Naprzeciw zbiornika postawili wielkie lustro (musieli kupić za własne pieniądze, w magazynie nie było). W lustrze Kriwoszein mógł obserwować sam siebie i kontrolować przemiany we własnym ciele.

Aby maksymalnie zmniejszyć oddziaływanie zakłóceń elektro-magnetycznych na „czapkę Monomacha” i układy elektroniczne, postanowili wykonać doświadczenie w nocy, po godzinie drugiej, kiedy wszystkie urządzenia dookoła będą wyłączone, a tramwaje i trolejbusy zjadą do zajezdni.

Kriwoszein rozebrał się do naga, wszedł po drabince i trzymając się lewą ręką brzegu (prawą miał nie bardzo sprawną po wypadku motocyklowym), wskoczył do zbiornika. Ciecz zafalowała. Stał w niej po szyję, wydawało się, że głowa jest oddzielona od ciała. Krawiec z „czapką Monomacha” stał na drabince.

Kriwoszein oblizał wargi.

— Słona… — głos miał zachrypnięty.

— Co?

— Ciecz. Jak woda morska.

Odczekali chwilę.

— Chyba wszystko gra. Nic nie czuję, tak jak należało się spodziewać. Dawaj „czapkę”.

— Krawiec mocno wsunął mu na głowę „czapkę Monomacha”, popstrykał wyłącznikami, zszedł na dół. Teraz jego zadaniem było obserwować Kriwoszeina i służyć radą w razie potrzeby, a w przypadku nieprzewidzianych komplikacji pomóc mu wyjść ze zbiornika.

Kriwoszein jeszcze przez chwilę oswajał się z sytuacją.

— Uczucia znane: swędzenie, pokłuwanie — powiedział — żadnych odkryć. No, to wszystko… życz mi wszystkiego dobrego. Zaczynam się włączać.

— Złam kark, Walka…

— Dobra! Jedziemy…

Więcej nie rozmawiali.

…Ciało Kriwoszeina „wywoływało się” w cieczy jak kolorowy negatyw. Spod purpurowych pożyłkowanych tłuszczem mięśni ukazywały się białe kontury kości i ścięgien. Rytmicznie unosiły się i opuszczały żebra, jak fałdy w miechu kowalskim. Na dwu żebrach Krawiec dostrzegł białe zgrubienia w miejscu złamań. Liliowo-czerwone serce na przemian kurczyło się i rozluźniało przetłaczając (dokąd — tego już nie było widać) szkarłatne strumienie krwi.

Kriwoszein nie odrywał wzroku od swego odbicia w lustrze.

Twarz miał bladą i skupioną.

Wkrótce mięśnie stały się złocistożółte, można je było rozpoznać tylko po tym, że załamywały światło inaczej niż ciecz.

— I wtedy… — Krawiec potarł mocno skronie, zaciągnął się papierosem — wtedy zaczęły się oscylacje. No, tak jak wtedy, na samym początku z królikami: wszystko w nim zaczęło synchronicznie zmieniać rozmiary i odcienie… Skoczyłem ku niemu: „Walka, co ty robisz?!” Patrzył na mnie, ale nic nie odpowiedział. „Oscylacje!

Wyłączaj się!” Próbował coś odpowiedzieć, otworzył usta i nagle wpadł z głową w ciecz! Natychmiast jakoś tak zatrząsł się, zakręcił, kości mu zadrgały… tańczący szkielet z głową w niklowym kołpaku!

Znowu gwałtownie zaciągnął się dymem.

— Jedyne, co można było zrobić, żeby go uratować, to za pomocą „czapki Monomacha” poleceniami „To” i „Nie to” zsynchronizować się z rytmem własnych oscylacji jego ciała, wygasić je i stopniowo doprowadzić do nieprzezroczystości. No, wiecie, zewnętrzne sterowanie, metoda, którą zrealizował ciebie — Krawiec kiwnął w stronę Adama — i mnie…

Zamilkł, zacisnął szczęki.

— Wszystko przez tę świnię Chiłoboka! Właśnie wtedy przydałaby się rezerwowa „czapka” ZCE-2. Ale o jakim tam ZCE-2 mogła być mowa po obaleniu jego habilitacji! Do więzienia łobuza posadzić, a i to jeszcze mało!…

— Za niewykonanie w terminie zamówienia prawdopodobnie nie dostanie nawet nagany. Co innego, gdyby profesorowi napyskował — uśmiechnął się chłodno Kriwoszein. — A innego zarzutu postawić mu nie możesz.

— Pozostawała tylko jedna możliwość: zdjąć „czapkę Monomacha” z Walki — ciągnął Wiktor. — Wskoczyłem na drabinkę, zanurzyłem ręce w cieczy — rąbnęło mnie prądem. Sądząc po wrażeniach — czterysta-pięćset woltów, takich napięć w cieczy przedtem nigdy nie było. Wiecie sami: w takich przypadkach ręce odskakują mimowolnie. Rzuciłem się do szafy, nałożyłem rękawice gumowe, znowu do zbiornika, ale Walka był już głęboko, rękawice były za krótkie. Tym razem dostałem tak mocno, że poleciałem na podłogę. Pozostało mi tylko wywrócić zbiornik… nie mogłem przecież pozwolić, żeby w moich oczach rozpuścił się w cieczy, jak…. jak ty — Krawiec spojrzał na Adama. — Przecież ja byłem nim; Kriwoszeinem, kiedy tworzył i rozpuszczał ciebie… (Twarz Adama napięła się.) Poza tym on jeszcze żył… Twarz też się rozpuściła, tylko czapka została na czaszce, ale drgała, więc mięśnie pracowały… Chwyciłem za brzeg zbiornika, zacząłem go rozhuśtywać. Brzegi elastyczne, śliskie, poddawały się… w końcu zwaliłem go prawie na siebie, zdążyłem się usunąć, tylko twarz i szyję zalał mi strumień cieczy… Przez ten strumień dostałem prądem po raz trzeci… Potem już nic nie pamiętam, ocknąłem się na noszach…

1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)