Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Intruz». Краткое содержание книги:

Przyszłość. Nasz świat opanował niewidzialny wróg. Najeźdźcy przejęli ludzkie ciała oraz umysły i wiodą w nich na pozór niezmienione życie. W ciele Melanie jednej z ostatnich dzikich istot ludzkich zostaje umieszczona dusza o imieniu Wagabunda. Wertuje ona myśli Melanie w poszukiwaniu śladów prowadzących do reszty rebeliantów. Tymczasem Melanie podsuwa jej coraz to nowe wspomnienia ukochanego mężczyzny, Jareda, który ukrywa się na pustyni. Wagabunda nie potrafi oddzielić swoich uczuć od pragnień ciała i zaczyna tęsknić za mężczyzną, którego miała pomóc schwytać. Wkrótce Wagabunda i Melanie stają się mimowolnymi sojuszniczkami i wyruszają na poszukiwanie człowieka, bez którego nie mogą żyć.
1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 ... 151
Перейти на страницу:

Wskazał brodą na dłoń Waltera zaciśniętą na mojej.

– Dasz radę tak spać?

– Tak, spokojnie.

– No to śpij dobrze. – Uśmiechnął się do mnie, po czym obrócił się i wziął Jamiego na ręce. – Idziemy, młody – zamamrotał, ruszając się z taką łatwością, jakby niósł niemowlę. Kroki oddalały się i w końcu umilkły.

Doktor ziewnął, zabrał niebieską lampę i usiadł za biurkiem z drewnianych skrzynek i aluminiowych drzwi. Gdy twarz Waltera pociemniała, ogarnął mnie niepokój. Wyglądała tak, jakby już odszedł. Na szczęście wciąż zaciskał palce wokół moich.

Doktor zaczął nucić coś cichutko pod nosem i przeglądać papiery. Ich delikatny szelest ukołysał mnie do snu.

Rano Walter mnie poznał.

Obudził się dopiero kiedy zjawił się po mnie Ian – mieliśmy oczyszczać pole kukurydzy z badyli. Obiecałam Doktorowi, że przed pracą przyniosę mu śniadanie. Na koniec delikatnie rozluźniłam zdrętwiałe palce i uwolniłam je z uścisku Waltera.

Wtedy otworzył oczy.

– Wanda – szepnął.

– Walter? – Nie byłam pewna, jak długo będzie wiedział, kim jestem, ani czy pamięta cokolwiek z zeszłego wieczoru. Szukał czegoś ręką, więc podałam mu lewą, nieodrętwiatą dłoń.

– Przyszłaś mnie odwiedzić. To miło. Teraz, jak tamci wrócili… pewnie nie jest ci lekko… Twoja twarz…

Miałam wrażenie, że z trudem rusza ustami, a oczy na przemian łapały i gubiły ostrość. Pierwsze słowa, którymi się do mnie odezwał, były słowami troski – taki właśnie był Walter.

– Wszystko w porządku. Jak się czujesz?

– Och. – Jęknął cicho. – Nie najlepiej… Doktorze?

– Jestem. – Usłyszałam go tuż za plecami.

– Mamy jeszcze trochę brandy? – wydyszał Walter.

– Jasne.

Doktor był już przygotowany. Przyłożył szyjkę grubej szklanej butelki do zwiotczałych ust Waltera i powoli wlewał do nich ciemnobrązowy płyn. Chory krzywił się z każdym palącym gardło łykiem. Trochę brandy wypłynęło mu z kącika ust i pociekło na poduszkę. Ostry zapach trunku uderzył mnie w nozdrza.

– Lepiej? – zapytał Doktor po długiej chwili, odejmując butelkę.

Walter chrząknął. Nie zabrzmiało to jak przytaknięcie. Zamknął oczy.

– Więcej?

Chory skrzywił się, a po chwili jęknął. Doktor zaklął pod nosem.

– Gdzie się podziewa Jared? – zamamrotał.

Zesztywniałam. Melanie drgnęła i znowu znikła. Głowa Waltera opadła i przekrzywiła się na bok.

– Walter? – szepnęłam.

– Stracił przytomność z bólu. Zostawmy go – powiedział Doktor.

Ścisnęło mnie w gardle.

– Co mogę zrobić?

– Obawiam się, że tyle co ja. Czyli nic. Jestem do niczego.

– Przestań – mruknął Ian. – To nie twoja wina. Świat wygląda teraz inaczej. Nikt nie oczekuje od ciebie cudów.

Skuliłam ramiona. O tak, ich świat wyglądał teraz inaczej.

Ktoś popukał mnie palcem po barku.

– Chodźmy – szepnął Ian.

Kiwnęłam głową i jeszcze raz spróbowałam uwolnić dłoń.

Walter otworzył niedowidzące oczy.

– Gladdie? Jesteś tu? – odezwał się błagalnym głosem.

– Yyy… jestem – odparłam z wahaniem, pozwalając mu zacisnąć palce na mojej dłoni.

Ian wzruszył ramionami.

– Przyniosę wam coś do jedzenia – szepnął i poszedł.

Wyczekiwałam niecierpliwie jego powrotu, zakłopotana sytuacją. Walter powtarzał w kółko imię żony, ale najwyraźniej nie miał żadnych próśb. Cieszyło mnie to. Po jakimś czasie – minęło może pół godziny – zaczęłam nasłuchiwać kroków w tunelu. Zastanawiałam się, czemu Ian tak długo nie wraca.

Doktor nie odchodził od biurka, stał przy nim zgarbiony, zapatrzony w dal. Widać było, że czuje się bezużyteczny.

W końcu usłyszałam jakiś odgłos, lecz nie były to kroki.

– Co to? – zapytałam szeptem. Walter chwilę wcześniej się uspokoił, może nawet zasnął. Nie chciałam go obudzić.

Doktor spojrzał na mnie i jednocześnie nadstawił ucha. Dobiegało nas dziwne dudnienie, ciche i szybkie. Przez chwilę miałam wrażenie, że się wzmogło, lecz potem znów jakby ucichło.

– Dziwne – stwierdził Doktor. – Prawie jak… – Zamilkł, marszcząc czoło w skupieniu.

Nasłuchiwaliśmy uważnie, dlatego bardzo wcześnie usłyszeliśmy kroki. Nie był to równy chód, jakiego spodziewaliśmy się po Ianie. Ktoś biegł do nas, i to bardzo szybko. Doktor natychmiast zareagował, przeczuwając kłopoty, i myśląc, że to Ian, wyszedł naprzeciw. Też byłam ciekawa, co się dzieje, ale nie chciałam niepokoić Waltera, który ciągle trzymał mnie za rękę, więc jedynie nadstawiałam uszu.

– Brandt? – odezwał się Doktor zdumionym głosem.

– Gdzie on jest? G d z i e o n j e s t?! – wydyszał niespodziewany gość. Odgłosy kroków umilkły tylko na moment, po chwili znów zerwał się do biegu, choć nieco już wolniejszego.

– Ale kto? – zapytał Doktor.

– Pasożyt! – syknął Brandt, wpadając do środka.

Nie był tak wielki jak Kyle czy Ian, przewyższał mnie ledwie o kilka centymetrów, ale miał budowę nosorożca. Omiótł pomieszczenie gniewnym spojrzeniem: na pół sekundy zatrzymał je na mojej twarzy, następnie zerknął na nieobecną postać Waltera, rozejrzał się jeszcze wkoło, po czym znów popatrzył na mnie.

Uczynił już pierwszy krok w moją stronę, gdy dogonił go Doktor i chwycił za ramię długimi palcami.

– Co ty wyprawiasz? – zawołał. Pierwszy raz podniósł przy mnie głos.

Zanim Brandt zdążył cokolwiek odpowiedzieć, ponownie rozległ się zagadkowy odgłos, najpierw cicho, potem bardzo głośno i znowu cicho. Przez chwilę wszyscy troje staliśmy jak wryci.

– Czy to… helikopter? – wyszeptał Doktor.

Uderzenia rozbrzmiewały jedno po drugim. W pewnym momencie zaczęło nawet drgać powietrze.

– Tak – odszepnął Brandt. – To Łowca, ten sam co wtedy, ten co go szukał. – Wskazał brodą na mnie.

Gardło nagle jakby mi się zwęziło, oddech stał się słaby i płytki. Zakręciło mi się w głowie.

Nie. Proszę. Nie teraz.

Czy ona jest nienormalna? – warknęła Mel. Nie może nas zostawić w spokoju?

Nie możemy pozwolić, żeby zrobiła im krzywdę!

Jak chcesz ją powstrzymać?

Nie wiem. To wszystko moja wina.

Moja też, Wando. Nasza wspólna.

– Jesteś pewien? – zapytał Doktor.

– Kyle widział ją wyraźnie przez lornetkę. To ta sama.

– S z u k a t u t a j? – W głosie Doktora pojawiła się nagle trwoga. Obrócił się na pięcie i spojrzał ku wyjściu. – Gdzie Sharon?

Brandt potrząsnął głową.

– Przeczesuje całą okolicę. Zaczyna w Picacho, leci w jednym kierunku, potem wraca i od nowa. Nie wygląda, jakby koncentrowała się na jednym miejscu. Zatoczyła parę kółek tam, gdzie zostawiliśmy auto.

– Gdzie Sharon? – powtórzył Doktor.

– Jest z Luciną i dzieciakami. Są bezpieczni. Chłopaki się pakują, na wypadek gdybyśmy musieli się stąd w nocy zwijać, ale Jeb mówi, że to mało prawdopodobne.

Doktor odetchnął, podszedł do biurka i oparł się o nie zgarbiony, prawie jak po długim i męczącym biegu.

– Czyli w gruncie rzeczy nic nowego – powiedział pod nosem.

– Tak. Musimy tylko przez parę dni uważać jeszcze bardziej niż zwykle. – Brandt znowu miał rozbiegane oczy, wodził nimi po pomieszczeniu, co jakiś czas zawadzając o moją twarz. – Masz tu jakiś sznur? – zapytał, po czym zaczął się przyglądać leżącemu na wolnym łóżku prześcieradłu i złapał je za brzeg.

1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)