Znaczy Kapitan
- Автор: Borchardt Karol Olgierd
- Язык: польский
- Жанр: Морские приключения
Электронная книга - «Znaczy Kapitan». Краткое содержание книги:
Книга получила ряд премий - литературную им. М. Запуского, премию читателей журнале Morze и др. - как наилучший морской роман двадцатилетия Польской Народной Республики.
Wśród takiej pracy zeszedł nam czas do przerwy obiadowej. Wpadłem do nawigacyjnej, by naostrzyć ołówki na specjalnej maszynce, umieszczonej na ścianie, która dzieliła nawigacyjną od kabiny kapitana. W nawigacyjnej zastałem drugiego oficera pochylonego, podobnie jak ja rano, nad dziennikiem okrętowym. Ucieszyłem się niezmiernie z możliwości natychmiastowego 'spłacenia porannego długu. Nie zważałem na to, że drzwi od kabiny kapitana były lekko uchylone i mógł on usłyszeć to, co się tu będzie działo za chwilę.
W momencie gdy podniosłem rękę, by z całej siły i z wielkim w tej dziedzinie doświadczeniem spłacić dług honorowy, drugi oficer, jak gdyby przeczuwając co go czeka, odwrócił głowę.
Obaj byliśmy zdumieni.
On widokiem mojej wzniesionej do uderzenia ręki, ja z tego powodu, że drugi oficer nie był drugim oficerem, lecz kapitanem. Kapitan i drugi oficer byli tego samego wzrostu i podobnej budowy.
Gdy powoli opuszczałem rękę, zdumiony kapitan zapytał:
- Znaczy, co to znaczy?
- Byłem dłużny drugiemu oficerowi salonowca, panie kapitanie - odpowiedziałem zmieszany.
- Znaczy, nie rozumiem o czym pan mówi?
- Pan kapitan nie wie, co to salonowiec? W Korpusie Gardemarinów pewnie tej gry nie znano? Bardzo przepraszam.
- Znaczy, pan chciał mnie uderzyć?
- Gdyby pan kapitan się nie obejrzał, to pewnie by się tak stało. Ale...
- Znaczy, miałem jednak dzisiaj szczęście - przerwał mi kapitan. - Znaczy, panowie stale się tak bawią? - w głosie kapitana można było wyczuć silne zaniepokojenie.
- Nie, panie kapitanie - mówiłem bardzo zmieszany i jednocześnie uradowany, że kapitan zdążył w ostatniej chwili się obejrzeć - tylko dzisiaj i to z tego powodu, żeśmy weszli do Konstancy.
- Znaczy, nie rozumiem, co ma wspólnego tego rodzaju zabawa z wejściem do portu?
- To z zachwytu, że będzie się można wyspać. Całą noc!
- Znaczy, wolałbym, żeby panowie jednak w ten sposób nie wyrażali swej radości. Znaczy, ja nie mogę mieć tej pewności, że się znów na czas odwrócę.
Szczęka kapitana stała na „fair” - „pogodnie”. Kapitan zebrał swe notatki i wychodząc z kabiny powiedział na wpół do siebie, na wpół do mnie:
- Znaczy, jednak dzisiaj miałem szczęście!
WOJNY KRZYŻOWE
Z pokładu „Polonii” - wchodzącej do Hajfy - widać było mury Akry, zdobytej niegdyś przez Ryszarda Lwie Serce. Widok tej twierdzy budził zawsze szczególnie duże zainteresowanie wśród pasażerów udających się do Palestyny w celach turystycznych. Według nich wyczerpujące i dokładne wiadomości _o tym wszystkim, co mieli zamiar zobaczyć w Palestynie, musieli mieć ci, którzy ich tutaj przywieźli. Przede wszystkim więc kapitan i oficerowie.
Po kilku miesiącach służby na szlaku Konstanca, Stambuł, Jaffa, Hajfa, Aleksandria, Pireus inasza „Polonia” stała się modna i mieliśmy pasażerów różnych narodowości. Toteż nikt nie mógł przewidzieć, w jakim języku, kto i o co nas zapyta. Pytania zależały od wieku, narodowości, wykształcenia i rozpiętości zainteresowań pasażerów, wśród których byli i tacy, jak: Andrzej Strug z małżonką, syjonista Nuchim Sokołów, król Faruk z dworem, Dymsza, doktor Woronow znany z przeszczepiania małpich gruczołów, Hanka Ordonówna, brat sławnego bojownika arabskiego Abdel-Krima, nawet pierwsza polska królowa piękności „Limba”, która otrzymała za swą urodę bezpłatną podróż naszą Grand-Lux-Torpedą.
W takich warunkach nigdy nie wiedzieliśmy, na jaki temat i z kim będziemy się potykali. Chcąc uniknąć miana ludzi ograniczonych usiłowaliśmy wiedzieć możliwie jak najwięcej - przynajmniej o tych obiektach, jakie można było zobaczyć z pokładu naszego statku w okolicy Jaffy oraz na wybrzeżu między Jaffą a Hajfą.
Podróż wzdłuż tego wybrzeża, po którym szły karawany składające się niekiedy z kilkudziesięciu dromaderów, przywodziła na myśł obrazki oglądane w starych bibliach. Miało się wrażenie, że czas cofnął się o stulecia i że ogląda się życie minionej ery.
Posiadaliśmy na statku przewodniki po Palestynie we wszystkich zrozumiałych dla nas językagh i od biedy potrafiliśmy skomponować nawet w obcym języku odpowiedź mogącą zadowolić ciekawość i wyobraźnię pytającego.
Na pytanie dotyczące murów Akry, gotowi byliśmy zawsze opowiedzieć na przykład historię zdobycia tej twierdzy przy pomocy pszczół wystrzeliwanych z katapult w ogromnych koszach; chociaż co do historycznej wartości tego opowiadania mieliśmy duże wątpliwości. Potrafiliśmy nawet wskazać miejsca, gdzie toczyły się najbardziej krwawe walki i najwspanialsze turnieje rycerskie. Znaliśmy całe ustępy z Flawiusza, by móc opisać wygląd mlekiem i miodem płynącej Palestyny sprzed wieków. Należało też znać nazwiska i znaki takich rycerzy, jak: Guy de Lusignan czy Conrad de Montferrat, którzy wyróżnili się w okresie wojen krzyżowych. Bez namysłu trzeba było zaprzeczyć lub potwierdzić, czy w tym miejscu, o jakie pytano, lądowali wymienieni rycerze, czy też nie. Ponadto - czy jest w tym miejscu księga pamiątkowa, do której pytający będą mogli się wpisać, gdy staną na ziemi judejskiej.
„Polonia” stała się atrakcyjna nie tylko w sferach ludzi sławnych, ale i wśród tych, co usiłowali dopiero stać się takimi dzięki podróży na naszej Grand-Lux. Byli nimi tak zwani „pasażerowie na gapę”, z niemieckiego zwani blindami. Ta kategoria pasażerów - podobnie jak i tamta - wchodziła na nasz statek we wszystkich portach, do których zachodziliśmy podczas każdego dwutygodniowego rejsu. Jedni i drudzy należeli do wszystkich narodowości basenu śródziemnomorskiego.
Walka z pasażerami na gapę nie kończyła się nigdy. Zorganizowane szukanie ich miało zawsze miejsce natychmiast po przerwaniu kontaktu z lądem, tuż przed wyjściem w morze. Po zbiórce na mostku wszyscy oficerowie uzbrojeni w olbrzymie latarki elektryczne rozchodzili się do wyznaczonych sekcji, by przeszukać je z wprawą i doświadczeniem. W szukaniu brały także udział „maszyna” oraz „hotel”. Nigdy jednak nie udało się nam przy tym urzędowym szukaniu kogokolwiek wykryć. Najczęściej odkrywaliśmy owych pasażerów podczas inspekcji nocą na pokładzie łodziowym, w momencie gdy odżywiali się prowiantem „wypożyczonym” z szalup, w których zawsze były suchary, skondensowane mleko i słodka woda. Rozpoznanie blinda w dzień - wśród tysięcznej rzeszy nikomu nie znanych pasażerów - było niemożliwe. Po wykryciu takiego pasażera w morzu należało natychmiast go zamknąć i zapisać w dzienniku okrętowym, a później karmić i wyprowadzać na świeże powietrze. Po przyjściu do portu natychmiast trzeba było zawiadomić władze policyjne o posiadaniu nieznanego osobnika i ponosić kosztowne konsekwencje w wypadku ewentualnej ucieczki, jeśli policja już o nim wiedziała.