Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 4 5 6 7 8 9 10 11 12 ... 210
Перейти на страницу:

Przed oczy­ma Szczu­ra le­ża­ła ale­go­ria chwie­ją­ce­go się, zruj­no­wa­ne­go woj­ną pań­stwa.

— W rze­czy­wi­sto­ści — głos ce­sa­rza do­biegł go jak­by z da­le­ka — nie jest tak źle. Po­dat­ki spły­wa­ją, ko­pal­nie soli dają sta­ły do­chód, a wy­do­by­cie że­la­za na pół­no­cy już pięć lat temu osią­gnę­ło po­ziom sprzed woj­ny. Fii­land­czy­cy ani ża­den z tych dur­niów z Wol­nych Księstw na­wet nie my­ślą o ro­bie­niu ja­kich­kol­wiek pro­ble­mów na­szym kup­com spła­wia­ją­cym to­wa­ry El­ha­ran. Wszyst­ko jest w po­rząd­ku, może poza Pon­kee-Laa, rzecz ja­sna, ale tam spra­wy idą już ku lep­sze­mu, praw­da?

Gen­trell ode­rwał wzrok od pła­sko­rzeź­by i na­po­tkał kpią­ce spoj­rze­nie.

— Cza­sem, gdy się za­my­ślisz, da się z two­jej twa­rzy czy­tać jak z otwar­tej księ­gi, kan-Owar. Gdy­bym nie wie­dział, że masz w gło­wie całą bi­blio­te­kę, tak­że z księ­ga­mi, któ­rych ni­ko­mu nie po­ka­zu­jesz, ka­zał­bym cię prze­nieść do in­nej służ­by. Albo po­wie­sić.

Ce­sarz pod­szedł do ka­mien­nych płyt i lek­ko kop­nął naj­bliż­szą.

— Po­sta­no­wi­łem, że bę­dzie tu le­żeć, za­nim jej nie od­no­wi­my. To naj­do­kład­niej­sza i naj­więk­sza mapa Im­pe­rium, jaką mamy. Przy­da się.

Szpieg za­mru­gał, wy­ła­wia­jąc z ostat­nie­go stwier­dze­nia naj­waż­niej­szą in­for­ma­cję.

— Od­no­wi­my, Wa­sza Wy­so­kość?

Przez chwi­lę pra­wie sły­szał ty­sią­ce, dzie­siąt­ki ty­się­cy ce­sar­skich or­gów, zło­tą rze­ką wpa­da­ją­cych w bez­den­ną dziu­rę. Sza­leń­stwo Kre­ga­na?

— Mu­si­my. Sala tro­no­wa bez tej ozdób­ki świe­ci pust­ką. Lu­dzie za­czy­na­ją się za­sta­na­wiać, jak bar­dzo jest z nami źle. Poza tym ostat­ni­mi laty nasi szkło­mi­strze i al­che­mi­cy wy­na­leź­li set­ki spo­so­bów bar­wie­nia szkła, a po­zła­ca­ny ołów też do­brze wy­glą­da, do­pó­ki ktoś nie za­cznie go skro­bać no­żem. Na szczę­ście, z tego co pa­mię­tam, ni­ko­mu nie wol­no pod­cho­dzić do tro­nu z bro­nią, więc jest szan­sa, że przez wie­le lat nikt się nie zo­rien­tu­je, że kan­tu­je­my. A Łza Mat­ki wresz­cie wró­ci na swo­je miej­sce.

Ko­lej­ny kop­niak wy­rów­nał lek­ko nie­do­pa­so­wa­ną pły­tę.

— Po­trzeb­ny nam do­wód, że nic się nie zmie­ni­ło, Szczu­rze. Im­pe­rium pod­nio­sło się już po na­jeź­dzie ko­czow­ni­ków, wy­cho­wa­li­śmy nowe po­ko­le­nie, od­bu­do­wa­li­śmy twier­dze, mia­sta i wsie, han­del tęt­ni w na­szych ży­łach, a ar­mia ma nie­mal tylu żoł­nie­rzy co przed woj­ną. Bo po­trze­bu­je­my, zwłasz­cza tu, w sto­li­cy, na­ma­cal­ne­go do­wo­du, że na­jazd był tyl­ko złym snem, chwi­lo­wą aber­ra­cją w nie­prze­rwa­nej do­mi­na­cji Me­ekha­nu nad resz­tą cy­wi­li­zo­wa­ne­go świa­ta. I dla­te­go od­no­wi­my Sza­leń­stwo Em­bre­la i po­wie­si­my je na po­przed­nim miej­scu.

Ce­sarz pod­szedł do sto­łu i wziął do ręki dłu­gą na kil­ka stóp trzci­nę, po czym ru­szył wzdłuż kra­wę­dzi pła­sko­rzeź­by. Mi­nął Tra­va­hen, ru­szył na pół­noc wzdłuż wgłę­bie­nia imi­tu­ją­ce­go Mo­rze Bia­łe, gdzie kie­dyś po fa­lach z sza­fi­rów pły­wa­ły ma­leń­kie sta­tecz­ki o ka­dłu­bach wy­sa­dza­nych per­ła­mi, i za­trzy­mał się przy pół­noc­no-wschod­niej kra­wę­dzi mapy. Przez chwi­lę pa­trzył w mil­cze­niu na wiel­ką, nie­mal pła­ską po­łać ka­mie­nia sym­bo­li­zu­ją­cą Wiel­kie Ste­py, któ­rą od ziem Im­pe­rium od­dzie­lał rząd po­wy­gi­na­nych sta­lo­wych mie­czy i tarcz wi­ją­cy się wzdłuż głę­bo­kiej rysy w mar­mu­rze. Amer­tha, rze­ka sta­no­wią­ca wschod­nią gra­ni­cę Me­ekha­nu, wy­glą­da­ła wy­jąt­ko­wo mi­zer­nie, jak­by dla przy­po­mnie­nia, że już raz prze­pu­ści­ła w głąb kra­ju hor­dę bar­ba­rzyń­ców.

— Co u Wo­za­ków?

Trzci­na stuk­nę­ła ob­szar na wschód od Ole­ka­dów. Przy­tu­lo­na do pół­noc­nej kra­wę­dzi Wiel­kich Ste­pów Wy­ży­na Ly­the­rań­ska wy­glą­da­ła wy­jąt­ko­wo mi­zer­nie i nie­po­zor­nie.

— Wa­sza Wy­so­kość? Ja…

— Nie! — w gło­sie ce­sa­rza po­ja­wi­ła się nowa nuta. Ostra, nie­bez­piecz­na i choć wład­ca nie ode­rwał wzro­ku od le­żą­ce­go na pod­ło­dze wy­obra­że­nia Im­pe­rium, Gen­trell po­czuł się, jak­by sma­gnię­to go ba­tem. — Nie bę­dzie­my się ba­wić w „nic o tym nie wiem, pa­nie”, „to wy­kra­cza poza moje kom­pe­ten­cje” albo „tymi spra­wa­mi zaj­mu­ją się inni lu­dzie w wy­wia­dzie”. Je­steś Trze­cim Szczu­rem w No­rze. Po­wie­rzo­no ci naj­waż­niej­sze se­kre­ty Im­pe­rium, w tym do­wo­dze­nie gar­ni­zo­nem w Lo­tis i opie­kę nad tam­tej­szy­mi więź­nia­mi. Stra­ci­li­śmy tam Ha­ne­vel­da, a Psiar­nia na­dal do­sta­je sza­łu na wspo­mnie­nie o śmier­ci Dru­gie­go Oga­ra. Stra­ci­li­śmy też kil­ku­na­stu żoł­nie­rzy – świad­ków ma­sa­kry w Glew­wen-On, a je­dy­na oso­ba z wio­ski, z któ­rą dało się ja­koś ko­mu­ni­ko­wać, skoń­czy­ła jako dziec­ko uwię­zio­ne w star­szym o kil­ka lat cie­le i nic nie pa­mię­ta. Urwał nam się trop pro­wa­dzą­cy do Ma­łej Kany. A przy­po­mi­nam, że zgod­nie z tym, co wie­my, szu­ka jej po­ło­wa na­szych bo­gów. Resz­ta za­pew­ne też, choć uda­je, że nie.

Kre­gan-ber-Ar­lens spoj­rzał w koń­cu na pod­wład­ne­go, a Gen­trel­lo­wi przy­po­mnia­ło się pierw­sze wra­że­nie, ja­kie od­niósł, wi­dząc ce­sa­rza. To był wzrok ko­goś, kto pod­jął już de­cy­zję i wyda każ­dy, naj­bar­dziej na­wet par­szy­wy roz­kaz, by osią­gnąć cel. Zdu­miał się, ale na­gle po­czuł ulgę.

Pierw­szy czło­wiek w Im­pe­rium kon­ty­nu­ował, pa­trząc na Szczu­ra ka­mien­nym wzro­kiem:

— I ktoś, na przy­kład kil­ku lu­dzi sto­ją­cych ni­żej w hie­rar­chii od cie­bie, mógł­by twier­dzić, że to two­ja wina. Mia­łeś tę dziew­czy­nę na wy­cią­gnię­cie ręki i po­zwo­li­łeś jej znik­nąć. Zna­leź­li­śmy ry­su­nek, któ­re­go uży­ła, by uciec. Prze­nio­sła się do Pon­kee-Laa, naj­waż­niej­sze­go dla nas por­tu na świe­cie, i cóż to? Nie mi­nął rok, Per­ła Wy­brze­ża wrze, ma­triar­chi­ści i re­agwy­ry­ści ska­czą so­bie do gar­deł, a nasi kup­cy za­czy­na­ją po­no­sić stra­ty. Co ty na to?

— Sy­tu­acja już się po­pra­wi­ła, Wa­sza Wy­so­kość. Za­miesz­ki zo­sta­ły stłu­mio­ne, a tam­tej­sza Rada Mia­sta przy­wra­ca po­rzą­dek.

— Za­miesz­ki nie zo­sta­ły stłu­mio­ne, lecz z nie­zna­nych przy­czyn wy­ga­sły. Kult Pana Bi­tew stra­cił im­pet, jak­by coś pod­cię­ło mu skrzy­dła, a my nie wie­my co za tym sta­ło. Lub ra­czej – kto za tym stał.

Szczur za­mru­gał. O za­miesz­kach i nad­cho­dzą­cej woj­nie re­li­gij­nej w Pon­kee-Laa plot­ko­wa­no od mie­się­cy. To była ta­jem­ni­ca ulic, za­uł­ków, ce­chów rze­mieśl­ni­czych i gil­dii ku­piec­kich. W Świą­ty­ni Mą­dro­ści i Ła­ski Pani od­pra­wio­no na­wet kil­ka na­bo­żeństw bła­gal­nych w in­ten­cji „na­szych bra­ci w po­trze­bie”. A kil­ka­na­ście dni temu, gdy do sto­li­cy do­tar­ła wieść, że przy­wró­co­no po­rzą­dek, całe mia­sto – zresz­tą nie tyl­ko ono – ode­tchnę­ło. Woj­na re­li­gij­na w Per­le Wy­brze­ża ozna­cza­ła­by nie­wy­obra­żal­ne stra­ty dla go­spo­dar­ki Im­pe­rium. Skła­dy to­wa­ro­we peł­ne rze­czy, któ­rych nie opła­ca­ło się wy­sy­łać za gra­ni­cę ina­czej niż rze­ką i mo­rzem, za­mknię­te warsz­ta­ty, uszczu­plo­ne lub utra­co­ne for­tu­ny. Roz­wa­ża­no na­wet, o czym wie­dzie­li nie­licz­ni, ude­rze­nie Ar­mii Bo­shand wzdłuż rze­ki w samo ser­ce Fii­lan­du. Gen­trell na­le­żał do wta­jem­ni­czo­nych w te pla­ny, bo jako Trze­ci Szczur sam był za­an­ga­żo­wa­ny w przy­go­to­wa­nie ra­por­tów na te­mat sy­tu­acji w Wol­nych Księ­stwach, któ­re trze­ba by było po dro­dze pod­po­rząd­ko­wać, oraz sta­nu li­czeb­ne­go, mo­ra­le i wy­szko­le­nia Bo­shand­czy­ków. Sam rów­nież ra­por­to­wał No­rze, że czte­ry re­gi­men­ty pie­sze, w tym dwa okro­jo­ne do dwóch puł­ków i cho­rą­gwi jaz­dy, to za mało, by opa­no­wać tak roz­le­gły te­ren. Pon­kee-Laa od gra­ni­cy Me­ekha­nu dzie­li­ło po­nad czte­ry­sta mil lo­tem pta­ka, a prze­szło pięć­set wzdłuż rze­ki – za dużo, by w su­mie nie­zbyt wiel­ka Ar­mia Bo­shand mo­gła za­pew­nić so­bie cią­głość do­staw, uzu­peł­niać stra­ty i nie dać się od­ciąć od me­tro­po­lii. Zwłasz­cza te­raz, gdy więk­szość ka­wa­le­rii prze­su­nię­to na gra­ni­cę z Se-koh­land­czy­ka­mi.

1 ... 4 5 6 7 8 9 10 11 12 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)