Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Wielki Diament. Tom I
Wielki Diament. Tom I - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielki Diament. Tom I

Электронная книга - «Wielki Diament. Tom I». Краткое содержание книги:

Intryga rozpoczyna się w kolonialnych Indiach XIX wieku, gdzie prawowitym właścicielom zostaje skradziony tytułowy wielki diament. Cenny kamień wędruje przez rozmaite ręce i epoki, aby odnaleźć się współcześnie w pewnej polskiej rodzinie.
1 ... 4 5 6 7 8 9 10 11 12 ... 51
Перейти на страницу:

Tu, w Indiach, ustawicznie czuła na sobie chciwe oczy i wiedziała, co o tym myśleć. George młodszy robił przedziwne sztuki i starał się z całej siły, ale chwile spędzane sam na sam, bez obaw i niepokoju, należały do rzadkości. Niemniej zdarzały się i dla nich Arabella poświęciła te dziesięć lat.

Pomysł skompromitowania męża kradzieżą diamentu zdechł w końcu własną śmiercią. Łupu nie pokazała nikomu, za to zaczęła się do niego mocno przyzwyczajać. Chciała go mieć dla siebie. Istniała przecież możliwość, że obydwoje, ona i George młodszy, nie wytrzymają dłużej tych ograniczeń, zdecydują się na ucieczkę, zamieszkają razem na kontynencie, gdzieś w Europie, może nawet podążą do Ameryki, a wówczas sprzedaż kamienia załatwi sprawę. Pieniędzy starczy im do końca życia. Pamiętała doskonale, że ślub z George'em starszym wymuszono na niej groźbą nędzy.

Uczciwie mówiąc, Arabella, gdyby to tylko od niej zależało, poszłaby na wszystko, na jawny romans z bratankiem męża, na skandal towarzysko-obyczajowy, na ucieczkę, na każde szaleństwo, ale hamował ją wielbiciel. Honor nie pozwalał mu na żadną kompromitację, ani własną, ani uwielbianej damy, ani stryja, i spętana wielka miłość musiała kryć się w najgłębszej tajemnicy.

Rzecz jasna, ani o diamencie, ani o mglistych planach ukochanej George młodszy nie miał najmniejszego pojęcia. Pamiętny minionej biedy, która zrujnowała mu życie uczuciowe, robił majątek we własnym zakresie i bogacił się stopniowo, wciąż zakochany do szaleństwa. Tkwił w Indiach, tak ze względu na interesy, jak i na Arabellę, troskliwie pytając o zdrowie stryja, który przecież, do licha, był stary i kiedyś wreszcie powinien umrzeć. Na szczęście nie wpadło mu do głowy skrócić dni pułkownika, nasyłając na niego płatnych morderców, dzięki czemu nie naraził na ciężkie wyrzuty sumienia ani siebie, ani Arabelli.

Kiedy pułkownik zdecydował się ostatecznie przejść na emeryturę i wrócić do kraju, bratanek również zakończył swoje interesy. Chciał żyć w pobliżu Arabelli i pozwolił sobie nawet na nietakt nabycia posiadłości tuż obok dziedzicznego majątku stryja.

Pułkownik w wieku pięćdziesięciu ośmiu lat nie stracił jeszcze ani zdrowia, ani wigoru, charakter zaś zmienił mu się tylko o tyle, że stwardniał. Jakiekolwiek popuszczenie cugli żonie było wykluczone. Szczęśliwie żona jakby się trochę uspokoiła i zrezygnowała z dziwacznych wybryków, zachowywała się jak dama i bliskie stosunki utrzymywała głównie z rodziną.

Niejeden raz Arabella czyniła sobie gorzkie wyrzuty, że nie naraziła się jednak na ową zapowiadaną przez ojca nędzę i nie zaczekała kilku lat, jak widać bowiem George młodszy mógł zdobyć majątek. Zdobył go. Już po pięciu latach pobytu w Indiach stał się człowiekiem zamożnym, a teraz doszedł nawet do bogactwa. Mogła przetrwać te pięć lat, niechby nawet w łachmanach i boso, potem zaś życie jej zostałoby usłane płatkami róż. W wyniku strachu i nacisku marnowała je na ohydnego tyrana i jedyną satysfakcję sprawiał jej fakt, że nie obdarzyła go dziećmi.

No i George'a młodszego miała prawie na co dzień, bo jej wszystkie trzy siostry, doskonale zorientowane w sytuacji i niegadatliwe, zapraszały go do siebie zgoła namiętnie…

Tak przeleciało następne dziesięć lat.

***

W czasie buntu sipajów w Indiach odkryta przez przypadek stara świątynia została splądrowana.

Plądrowaniem zajął się osobiście niejaki kapitan Morrow, słynący z talentów zarówno wojskowych, jak i grabieżczych. Nie miał w sobie bezmyślnego okrucieństwa i nad ludźmi się nie znęcał, niepotrzebnych i bezużytecznych trupów za sobą nie zostawiał, ubogich tubylców nie mordował, wieszał tylko wtedy, kiedy już koniecznie musiał, ale wszelki rabunek załatwiał rzetelnie. Był chciwy, jednakże nie głupi. Zdobycz dzielił uczciwie, dzięki czemu jego żołnierze dostrzegali własne korzyści i nie próbowali go oszukiwać, działając na własną rękę, szczególnie że sprzeniewierzenia karał bezlitośnie.

Łup ze świątyni Siwy, razem z innymi, został dowieziony do jego bungalowu i zwalony bezładnie na kupę. Na poniewierający się wśród klejnotów kawał szkła najpierw nikt nie zwrócił uwagi, potem zaś dzielący zdobycz pomiędzy żołnierzy kapitan Morrow trafił nań, obejrzał i własną ręką wyrzucił za okno.

Do segregowania swojej własności przystąpił nieco później, w towarzystwie krewniaka, członka zarządu Kompanii Wschodnio-Indyjskiej, kupca i rzeczoznawcy drogich kamieni, niegdyś sekretarza tejże Kompanii. Były sekretarz, a obecnie współwłaściciel olbrzymiej firmy jubilerskiej, sir Henry Meadows, bywał dość często w Indiach nie z obowiązku, ale dla przyjemności, skupując cenne klejnoty i oceniając je, ponieważ najzwyczajniej w świecie uwielbiał to zajęcie. Ponadto dobrze wiedział, że tu właśnie mogą mu się przytrafić okazje, jakich nie znajdzie nigdzie więcej.

O Wielkim Diamencie pamiętał doskonale przez wszystkie minione lata, ale z nikim nigdy tego tematu nie poruszał. Przeprowadził natomiast rozpoznanie, które potrwało bardzo długo, bo nie jemu ordynans pułkownika czynił zwierzenia, tylko Arabelli. Kiedy wreszcie zdołał ustalić, kiedy i gdzie pułkownik toczył walki, kiedy, gdzie i jak długo stacjonował, i odgadł mniej więcej miejsce ukrycia diamentu, nie miał już szans na penetrację. W krótkim okresie ostatniego pobytu w Indiach dziwaczne poszukiwania mogłyby się stać podejrzane, zaraz potem zaś wybuchł bunt sipajów, zatem dopiero teraz, po prawie całkowitym stłumieniu buntu, mógł się bliżej zainteresować sprawą. Wyjątkowo korzystny był fakt, że jego siostrzeniec działał we właściwej okolicy.

Bunt sipajów stworzył nowe szansę. Z biciem serca i wielkimi nadziejami sir Henry-rzeczoznawca przybył do młodego krewniaka, łupiącego niemiłosiernie ocalałe dotychczas wyposażenie świątyń hinduskich, leżących na szlaku walk. Kapitan Morrow był z jego przybycia bardzo zadowolony.

Razem przejrzeli i uporządkowali zdobyty skarbiec.

– Starałem się, jak mogłem – powiedział siostrzeniec. – Trudno mi było znajdować się w trzech miejscach naraz, ale zapewniam cię, wuju, że tam, gdzie przeszliśmy, nie zmarnowało się nic.

– Bardzo dobrze – pochwalił wuj. – To ci się chwali, chłopcze, niemniej czegoś mi tu chyba brakuje.

Kapitan Morrow zdziwił się i zainteresował. Sir Henry Meadows zawahał się i zażądał dokładnego raportu geograficzno-topograficznego. Zorientował się błyskawicznie, że w interesującej go okolicy siostrzeniec przebywał osobiście i sam dopilnował przewiezienia wielkiego tobołu z drogocennościami. Zawartość tobołu leżała właśnie na macie przed kanapą, sir Henry przejrzał ją jeszcze raz.

1 ... 4 5 6 7 8 9 10 11 12 ... 51
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)