Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Okno w nieskończoność
Okno w nieskończoność - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Okno w nieskończoność

Электронная книга - «Okno w nieskończoność». Краткое содержание книги:

Prezentowany wybór rosyjskiej i radzieckiej fantastyki naukowej jest jedną z wielu możliwości przekazania naszym Czytelnikom ogromnej i zróżnicowanej sfery literatury pięknej, będącej w swojej istocie następstwem rewolucji naukowo-technicznej. Nawet taki wybór, siłą rzeczy zawężony do gatunków tzw. małej prozy fantastyczno-naukowej (opowieść, opowiadanie, nowela), oraz do jednej tylko literatury radzieckiej, mianowicie rosyjskiej, jest wszakże jakby konturem lub szkicem rozwoju tego obszaru literatury od zarania fantastyki naukowej do naszej współczesności. Należy się spodziewać, że Czytelnik polski dojrzy także w antologii Okno w nieskończoność najważniejsze tendencje współczesnej radzieckiej fantastyki naukowej. Wszystkie jej kierunki sprowadzają się bowiem do wszechstronnego i dogłębnego studium człowieka — nie do naukowo-technicznych aspektów rewolucji naukowo-technicznej, lecz do problemów społeczno-psychologicznych.
1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 122
Перейти на страницу:

— Aha — odezwał się bezbarwnym głosem Siwer. — Więc to tak. — Siedział na krześle i patrzył na ziemski pejzaż na ścianie. Woda wciąż jeszcze bulgotała w korycie jedynego strumienia na Japecie. Siwer podniósł się i wyłączył wodę. — Nie dogonimy go? — spytał zobojętniałym głosem.

— Nie — odpowiedział Breg. — Mamy rozebrany automat.

— No tak — powiedział Siwer. — Więc i automat rozebrany. — Umilkł.

Breg wyłączył kamerę, a potem zaczął odłączać kabel od pulpitu.

— Poczekaj — powiedział Siwer.

Breg spojrzał na niego.

— Po co czekać? — spytał. — Już nic więcej się nie zdarzy. — Nałożył na kabel izolacyjną nakładkę i starannie ją przykręcił.

— No tak. Już nic więcej się nie zdarzy — powtórzył na nim Siwer.

— Co zrobimy z kablem? — spytał Breg.

— Zostawimy — odrzekł Siwer. — Może komuś się przyda. Chociaż na pewno nie mnie… Dlaczego nic nie powiedzieli? A mnie to nawet do głowy nie przyszło. A raczej przyszło, tylko tego nie zrozumiałem. Co za dureń ze mnie!

— Zapewne — odrzekł Breg. — Ale to nic. Jesteś jeszcze młody, a ci nie byli ostatnimi bohaterami na Ziemi i w kosmosie.

— Nie mów nic. Proszę cię — powiedział Siwer.

— No, dobrze. Milczę — odrzekł Breg. Wyszli ze stacji i powlekli się w stronę statku.

— A jednak dlaczego?… — odezwał się Siwer.

— Zapewne nie chcieli legend. Chcieli się po prostu wyspać lub posiedzieć z nogami w wodzie. Na swoim statku nie mają strumienia.

Zamocowali ładunek, po czym wspięli się na górę i zdjęli skafandry.

— Tak — powiedział Siwer — a na Japecie znaleźli strumień. Ale pejzaż był zły.

— Im było wszystko jedno — rzekł Breg. — Im potrzebna była Ziemia. — Podszedł do automatu. — Najlepsza terapia to praca. Wymień te zespoły.

— Dobra — pośpiesznie zgodził się Siwer i zaczął wyjmować zużyte zespoły, a na ich miejsce wstawiać nowe. Wyciągnąwszy kolejny zwęglony blok, cisnął go na podłogę i powiedział: — Nie. A jednak nie! To nie oni! Tam nie było człowieka o nazwisku Kraj. Wiem na pewno. Zresztą sam sprawdź w „Informatorze”! — po czym z torby, gdzie znajdowały się instrukcje i różne dane techniczne, wyjął informator pokładowy. — No, popatrz!

— Zgoda, nie ma — odrzekł Breg, przedzwaniając bloki. — Wierzę ci.

— Nie! — powiedział Siwer. — Naprawdę nie ma. Rozumiesz?

— No to popatrz, czy nie ma takiego nazwiska gdzie indziej — powiedział z zadumą Breg. nie patrząc na Siwera. — Poszukaj wśród członków załogi „Latającej Ryby”.

— „Latającej Ryby”?

— Tej, która stamtąd nie wróciła.

Siwer wzruszył ramionami i zaczął kartkować informator. Znalazł „Latającą Rybę”, przeczytał i długo milczał.

— Kim on tam był? — spytał Breg po chwili.

— Nawigatorem — odrzekł Siwer niemal bezgłośnie.

Znowu zapadło milczenie.

— Wylądowali tam — powiedział cicho Breg. — Wylądowali, żeby uratować tego jednego, który ocalał. Tak, tak właśnie musiało być.

— Lądowali na ligancie! I zdołali się z niego podnieść?

— Na to wygląda — powiedział Breg. — Pewnie nie od razu…

Znowu pochylił się, wziął kolejny blok i zaczął zrywać z niego opakowanie ochronne.

— Wygląda, że zostało ich zaledwie trzech, licząc z ocalonym. I mimo to zdołali przyprowadzić statek?

— Tak — powiedział Breg. — Za to spać chyba nie mieli kiedy.

— Ale przecież — nachmurzył się Siwer — żywych powinno być ośmiu!

Breg spojrzał na Siwera ze smutkiem.

— Jesteśmy po prostu optymistami — powiedział. — I gdy słyszymy liczbę „trzy”, to wolimy myśleć, że tylu poległo, a wróci ośmiu.

Tylko, że czasami bywa na odwrót — wziął od Siwera blok i starannie wstawił go na właściwe miejsce. — To według ciebie lepiej jest być pesymistą? — spytał Siwer z urazą.

— Nie. Lecz w tym przypadku optymizm polega na tym, że owa trójka wróciła stamtąd, skąd wedle wszelkiego prawdopodobieństwa nie powinien był wrócić właściwie nikt. — Breg wstawił do automatu płytkę mocującą. — No, możemy lecieć.

Siwer usadowił się w fotelu.

— Szkoda, że nie możemy się machnąć gdzieś dalej od Ziemi.

— Nie możemy — zgodził się Breg i włączył reaktor.

Zamigotały światełka przyrządów. Pulpit stał się podobny do rozgwieżdżonego nieba.

— On jest niewidomy, ten Kraj — powiedział Siwer. — On już nie widzi gwiazd. Myślałem, że stracił oczy gdzieś w kopalni.

— Nie — pokręcił głową Breg. — W kopalni pilot nawet nie wychodzi z kabiny. Tam w ogóle nie ma ludzi, pełna automatyka.

Siwer tylko zmrużył oczy.

— Słuchaj, a gdybyś był przez cały czas ze mną, zorientowałbyś się?

Breg odpowiedział po chwili:

— Myślę, że tak. Dla mnie każdy pilot jest bohaterem, nawet jeśli nigdy nie był na ligancie, tylko po prostu wozi rudę z Japeta na Tytana. Dlatego, bo i w naszym systemie różnie bywa.

Siwer spuścił głowę i już jej nie podniósł.

— Co powiedzą na Ziemi? — mruknął. — Teraz już nigdzie więcej mnie nie poślą.

— Ależ nie. — Dlaczego by mieli nie posyłać? — pocieszył go Breg. — Z czasem poślą. Za to oni, oni już nigdy nie będą wracać do systemu słonecznego i zatrzymywać się na Japacie. To zdarza się tylko raz w życiu. A na pewno mogło być też zupełnie inaczej.

Breg kilka razy zapalił i wygasił światła nawigacyjne, potem trzykrotnie zamigał słowo „Uwaga”, chociaż na dole nie został nikt, kogo należałoby uprzedzić.

— Chciałbym… — powiedział z rozpaczą Siwer.

— Nie masz się co tłumaczyć — odrzekł Breg.

Położył rękę na starterze, automatycznie włączył się system bezpieczeństwa.

— Działa — Siwer uśmiechnął się blado.

— Teraz wystarczy na długo — powiedział Breg. — Obserwuj za rufą. Siwer skinął głową, ale i bez tego patrzył na ekran, na którym widać było powierzchnię Japeta, maleńkiej planetki, na której nie ma atmosfery, za to jest strumień z czystą wodą, potrzebną bohaterom bardziej niż wszelkie uroczystości.

Przetłumaczyła Aleksandra Orman

Ilja Warszawski

W atolu

Staliśmy nad brzegiem i patrzyliśmy za oddalającym się „Albatrosem”. Był już tak daleko, że nie mogłem dostrzec, czy na pokładzie są ludzie. Potem nad kominem ukazała się biała chmurka pary i po kilku sekundach usłyszeliśmy przeciągłe buczenie.

— Nareszcie — powiedział tata. — Teraz możemy do woli bawić się w robinsonów: mamy prawdziwą bezludną wyspę, chatę i nawet Piętaszka.

To był fajny pomysł, nazwać Piętaszkiem grubego, ociężałego robota. Był on zupełnie nowy i z jego wszystkich szczelin wypływały pod wpływem słońca kropelki oliwy.

— Popatrz, on się poci — powiedziałem.

1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 122
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)