Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Ono». Краткое содержание книги:

Ono – jedna z bardziej zaskakujących powieści ostatnich lat, książka inna od tych, które Terakowska kierowała dotychczas do młodzieży, inna też od adresowanej do starszych czytelników Poczwarki, choć, podobnie jak ta ostatnia, przeznaczona jest dla dojrzałych odbiorców. Po raz pierwszy Dorota Terakowska przedstawia świat tak dotkliwie realistyczny, choć nie pozbawiony magii i niezwykłości. Umieszcza w nim na pozór nie wyróżniającą się żadnymi szczególnymi cechami osobowości czy zdolnościami bohaterkę, w której każdy może odnaleźć mniej lub bardziej sobie znajomą dziewczynę z sąsiedztwa. Dziewiętnastoletnia Ewa, mieszkanka małego polskiego miasteczka, pozbawiona zainteresowań i jakichkolwiek większych ambicji, staje nagle przed bardzo poważnym problemem życiowym. To, co jej się przytrafia, nie jest niestety czymś niespotykanym, zaskakująca jest natomiast jej reakcja na ów problem – postawa niewiele mająca wspólnego z wyborem, jakiego moglibyśmy się po takiej dziewczynie spodziewać. Powieść jest zadziwiająca, wielowymiarowa i pełna napięcia, autorka po mistrzowsku wykorzystała w niej wypróbowaną w prozie realistycznej ideę ukazania wewnętrznego rozwoju młodego bohatera na tle jego środowiska. Mamy tu do czynienia z realizacją nie tylko udaną, ale i pod wieloma względami nowatorską. Misterna, przemyślana w każdym szczególe konstrukcja oraz znakomicie nakreślone, wyraziste postaci sprawiają, że powieść czyta się jednym tchem.
1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 ... 88
Перейти на страницу:

Ewa bez słowa wychodzi na górę, a za każdym następnym stopniem goni ją głos matki:

– Jak ty nie zadzwonisz, to ja zadzwonię! Albo wezmę cię za kark i zawiozę do niego! Nie pozwolę, żebyś zmarnowała taką okazję! Zresztą, jak cię zaciążył, to musi się żenić albo płacić!

Ewa ma ochotę powiedzieć: „To nie on, mamo”, ale nic nie mówi. Matka zaczęłaby zadawać pytania i trzeba by wszystko wyznać. Wszystko. A Ewa już nie chce kłamać. Straciła tę wspaniałą, dobrą i potrzebną umiejętność. Wie, że Ono słucha jej każdego słowa, uważnie, czujnie – i doskonale odróżnia kłamstwo od prawdy.

„A kłamanie jest takie przyjemne. Teraz mogę najwyżej milczeć”, myśli z żalem. Kłamanie jest takie przyjemne: mała Ewa tylko raz w życiu miała wizytową, aksamitną sukienkę – taką, o jakiej marzą wszystkie dziewczynki, przekonane, że przeistoczy je w królewny. Dostała ją od babci Ireny na piąte urodziny. Sukienka była czarna, marszczona od pasa, z połyskliwymi guziczkami na karczku i z białym, koronkowym kołnierzem. Piękna. Jak z obrazka. I nie wolno jej było włożyć. Nigdy. Nie spodobała się babci Marii.

– Jak można dziecku kupować czarną sukienkę! Czarne to nieszczęście, to pogrzeb w rodzinie! Czarne nosi się tylko w żałobie, gdy ktoś naprawdę umrze – wydziwiała babcia Maria, zadowolona, że ma powód do upokorzenia babci Ireny.

Sukienka powędrowała do szafy. Ewa mogła ją podziwiać na wieszaku i dotykać, zachwycając się tym, jaka jest przyjemna, miękka, cudownie lśniąca.

– Babciu, umarła sąsiadka z naprzeciwka, ta gruba, co choruje na nogi – skłamała pewnego dnia. – Mogę ubrać się w sukienkę na żałobę?

Oczy babci błysnęły, zamigotały w nich ciekawość i strach.

– Umarła… Ja niedługo też umrę – powiedziała z mieszaniną żalu, strachu i dumy.

– Ale czy mogę ubrać się w sukienkę? – pytała cierpliwie mała Ewa.

Nie musiała określać, o jaką sukienkę chodzi. Sukienka była tylko jedna, właśnie ta, reszta to były zwykłe ubrania.

– Co za głupie dziecko – zaburczała babcia Maria. – To obca osoba, nie przywdziewa się żałoby po obcych.

– Przecież ją lubiłaś! Rozmawiałaś z nią! – zaprotestowała mała Ewa.

– Co z tego? Obcy to obcy – zaburczała znowu babcia.

„Więc ubiorę się w sukienkę dopiero wtedy, gdy umrze babcia Maria”, uświadomiła sobie Ewa.

– Skłamałaś! – wrzasnęła nagle babcia i trzepnęła Ewę w twarz. Jeden z policzków dziewczynki zarumienił się od uderzenia, a drugi ze złości, że kłamstwo tak szybko się wydało. – Skłamałaś! – powtórzyła triumfalnie starsza pani. – Kłamczuchy idą do piekła i smażą się tam przez resztę życia!

Obie zobaczyły przez okno grubą, kulejącą sąsiadkę, jak powoli schodzi po schodach, ostrożnie balansując nadmiarem ciała.

Babcia podniosła rękę, by uderzyć Ewę w drugi policzek. Zawsze robiła to symetrycznie, z obu stron. I boleśnie. Mała Ewa uchyliła się i krzyknęła:

– To mama! Mama mówiła, że ona umarła! Ręka babci zatrzymała się, potem cofnęła.

– O, tak, ta plotkara wszystko mogła powiedzieć – westchnęła.

„Ubiorę się w sukienkę, gdy wreszcie umrzesz”, pomyślała mściwie mała Ewa.

Od tego dnia kłamstwo było dla niej aksamitne, miękkie i cudownie lśniące. Kłamstwo było jak ta sukienka, więc mała Ewa polubiła je i instynktownie zaczęła odróżniać kłamstwo głupie, prymitywne, od wyrafinowanego, pełnego fantazji. Posługiwała się nim coraz sprawniej i z coraz większą przyjemnością. Kłamstwo upiększało kłopoty powszednich dni.

– Babcia zasłabła, leżała na podłodze, a nogi i ręce podskakiwały jej w górę i w dół, o tak… – pokazywała w szkole pani od matematyki.

– Boże święty, pewnie ma padaczkę! To się nazywa „wielka choroba”. Słyszeliście o niej? Mieli ją królowie i arystokraci – mówiła pani i wszyscy zapominali o nie odrobionym zadaniu Ewy.

Jej kłamstwa stawały się coraz wymyślniejsze, obudowane opowieściami, wspierane gestem, mimiką, łzami w oczach, które efektownie spływały po twarzy. Kłamiąc, wzruszała się, czuła się lepsza i przez pewien czas wierzyła w to, co mówi.

– Babciu! Babciu…! Na jutro muszę mieć dwadzieścia złotych! Zbieramy na panią od fizyki. Wyszła wieczorem i napadli na „nią. Wyrwali torebkę, a miała tam wszystkie pieniądze. Uderzyli ją w głowę i zapomniała, jak się nazywa. Błąkała się po ulicach, ale w końcu trafiła do domu. Otworzyła gaz, bo chciała zrobić sobie herbaty i z tego wszystkiego zapomniała go zapalić. Gaz się gromadził i gromadził, a jak zapaliła zapałkę, wszystko wybuchło. Ona teraz nie ma pieniędzy, nie ma domu, nie ma ubrań, nie ma nawet ukochanego kota, bo ten kot spalił się w mieszkaniu. Nie ma nic, mieszka w szkole, sypia w pokoju nauczycielskim!

– Jezusie Maryjo… – mówiła babcia i nie czekając na Teresę, wyjmowała dwadzieścia złotych, mimo że było to dużo, bardzo dużo, za dwadzieścia złotych można było zrobić dwa obiady. Mała Ewa szła do cukierni i opychała się ciastkami z kremem, wysokimi, różowymi, z jasnym lukrem, a kłamstwo znowu było miękkie, gładkie, aksamitne, w dodatku miało wspaniały słodki smak.

Gdy babcia Maria umarła, okazało się, że Ewa wyrosła z czarnej sukienki i nie mogła jej włożyć ani na pogrzeb, ani do szkoły. Stojąc cierpliwie w kościele, a potem na cmentarzu, myślała tylko o tym i płakała. Nie mogła wybaczyć zmarłej tej zmarnowanej, najpiękniejszej sukienki swojego życia.

„Umarłaś za późno, babciu”, powtarzała sobie w czasie pogrzebu, tkwiąc między żałobnikami w granatowej, szkolnej spódnicy i pospiesznie przefarbowanym swetrze.

Sukienka została sprzedana, ale kłamstwa na zawsze pozostały aksamitne, czarne i miękkie.

Ostatnie kłamstwo dotyczyło matury. Gdyby się uparła, mogła ją zdać, ale już wtedy myślała tylko o tym, jak wyrwać się ze szkoły. W połowie roku szkolnego, gdy upewniła się, że Gruby ją przyjmie (Gruby szukał ładnych dziewczyn, wierzył, że handel wtedy „idzie lepiej”), zagadała matkę opowieścią o dobrym biznesmenie, który chce jej dać pracę, a jak będzie solidnie pracować, dostanie co kwartał premię; jeśli podwyższy wyniki sprzedaży, będzie mieć procent od zysków i dwa razy w roku podwyżkę. „On na razie ma jeden sklep, ale niedługo będzie mieć drugi, a potem całą sieć, jak «Biedronka», zobaczysz. I obiecał, że zostanę kierowniczką wszystkich ekspedientek. Jak się nie pospieszę, da posadę innej dziewczynie, a ja na pewno obleję maturę, jestem fatalna z matmy, z fizyki, z chemii, obleję maturę i zostanę na lodzie i ucieknie mi taka okazja… Przecież i tak nie pójdę na studia! Po co komu dzisiaj studia?” Teresa kiwała głową: „Po co komu dzisiaj studia? Ojciec je ma i co? i gówno”.

Teresa też kochała piękne kłamstwa, zwłaszcza te, w których brały udział pieniądze. Potrafiła godzinami opowiadać córkom, co zrobi z wygraną w totolotka, a więc kupowała wille lub rezydencje z basenami i meblowała je według projektów z kolorowych pism, zmieniała samochody, wyszukiwała egzotycznie brzmiące nazwy wysp, na które pojadą, aby odpocząć po znoju urządzania rezydencji. Złotko to kochała, wsłuchiwała się w słowa matki z wypiekami na twarzy, pilnowała co tydzień, aby matka w porę wypełniła kupony, podpowiadała szczęśliwe liczby i zasypiała, marząc o wygranej. Ale to było kłamstwo, którego Ewa nienawidziła. Nie upiększało ich życia, przeciwnie, umniejszało wartość tego, co miały. Jej kłamstwa miały odcień prawdopodobieństwa, barwę życia i wiarygodności. Piękne kłamstwo o karierze u Grubego polegało na tym, że Gruby tylko zmierzył ją wzrokiem, kazał pracować w mini, uśmiechać się klientów i z góry zastrzegł, by nie liczyła na podwyżkę, chyba że będzie koncesja na alkohol, wtedy kto wie, może dostanie stówkę więcej. Ale koncesji nie było, koncesje dostawali ci, co mieli chody w gminie, a Gruby ich nie miał; zaczął mieć je teraz, gdy Ewa odeszła.

1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 ... 88
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)