Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Łups! [Thud! - pl]
Łups! [Thud! - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Łups! [Thud! - pl]

Электронная книга - «Łups! [Thud! - pl]». Краткое содержание книги:

Dolina Koom to właśnie tam trolle złapały w zasadzkę krasnoludów, a krasnoludy złapały w zasadzkę trolle. To było daleko stąd. To było dawno temu.Sam Vimes ze Straży Miejskiej Ankh-Morpork znowu zobaczy wojnę, tym razem przed własnym biurem, jeśli nie rozwiąże zagadki morderstwa przynajmniej jednego krasnoluda. Kiedy jego ukochana Straż się rozsypuje, kiedy grzmią werble bojowe, musi odsłonić każdy ślad, przechytrzyć każdego skrytobójcę, pokonać każdą ciemność, by znaleźć rozwiązanie. Aha codziennie o szóstej, niezawodnie, bez żadnych wykrętów, musi wrócić do domu i poczytać synkowi Gdzie jest moja krówka ze wszystkimi odpowiednimi odgłosami podwórka. Są pewne rzeczy, które zwyczajnie trzeba załatwić.Pomysłowe, dowcipne, logiczne…
Wszystko, czym powinna być kolejna powieść w cyklu fantasy, a nawet więcej.
1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 ... 87
Перейти на страницу:

Cofnęli się.

— Czy to moja krówka? — dopytywał się stwór, ruszając chwiejnie naprzód.

Smutnie pokręcił głową.

— Robi „Beee!” — zatkał. — To… owieczka.

Osunął się na kolana, zacisnął zęby i zwrócił twarz ku górze. Jak człowiek tracący zmysły od cierpień, zaklinający bóstwa fortuny i burzy, ryknął:

— To! Nie!! Moja!!! Krówka!!!!

Wołanie rozbrzmiało echem w jaskini, a tak wielka moc je wysłała, że przebiło się przez zwykłą skałę, przetopiło przez zwykłe góry, zahuczało przez długie mile… A w ponurym dziecinnym pokoju Młody Sam przestał płakać i rozejrzał się, nagle szczęśliwy, choć zdziwiony. I powiedział, zaskakując swą zrozpaczoną matkę:

— Kuf!

Krasnoludy cofały się po zboczu. Nad nimi przelewały się vurmy lśniące zielono.

— Gdzie jest moja krówka? Czy to moja krówka? — zapytał intruz.

We wszystkich zakamarkach groty krasnoludy przerwały pracę. Atmosferę wypełniła niepewność. To był przecież tylko jeden człowiek. W wielu umysłach pojawiło się pytanie: Co ktoś zamierza z tym zrobić? Nie przeformowało się jeszcze w: Co ja mam zamiar z tym zrobić? I gdzie ta krówka? Na dole nie było żadnych krówek.

— Robi „Ihaha!”. To konik! To nie moja krówka!

Krasnoludy spoglądały po sobie. Gdzie w takim razie jest konik? Czy ktoś słyszał konia? Może ktoś jeszcze krąży tu pod ziemią?

Czterej wartownicy weszli do groty, szukając rady i wsparcia. Zebrało się tu już kilku głębinowców, którzy pogrążeni w gorączkowej rozmowie, nerwowo zerkali na zbliżającego się człowieka.

W migoczącej wizji Vimesa pojawiały się też kudłate króliczki i puszyste kaczuszki.

Znowu osunął się na kolana i zapłakał, wpatrzony w ziemię.

Sześciu osłoniętych czernią strażników odłączyło się od grupy. Jeden z nich wysuwał przed sobą ogniową broń i ostrożnie zbliżał się do przybysza. Płomyk zapłonu na czubku był najjaśniejszym punktem w jaskini.

Intruz uniósł głowę; płomyk odbijał się czerwienią w jego oczach.

— Czy to moja krówka? — warknął.

A potem cisnął toporem znad ramienia, prosto w strażnika. Topór uderzył w ogniową broń, która wybuchła.

— Robi „Hruumgh!”

— Hg! — powiedział Młody Sam, kiedy matka tuliła go, wpatrzona w ścianę.

Płonący olej rozprysnął się w ciemności. Kilka kropli chlapnęło Vimesowi na rękę. Ból, ostry ból był daleki i obojętny. Vimes zdawał sobie sprawę, ale tak jak zdawał sobie sprawę z istnienia księżyca.

— To nie moja krówka! — stwierdził, wstając.

Ruszył przed siebie, ponad płonącym olejem, przez czerwieniejącą na obrzeżach chmurę dymu, obok krasnoludów tarzających się po ziemi w desperackiej próbie zduszenia ognia. Zdawało się, że czegoś szuka.

Jeszcze dwóch strażników pobiegło w jego stronę. Pozornie ich nie zauważył, ale przyklęknął i zatoczył krąg mieczem. Mała owieczka kołysała się przed jego oczami.

Jakiś bardziej przytomny krasnolud znalazł kuszę i celował, lecz musiał przerwać, by odpędzić przelatujące przed nim nietoperze. Wymierzył ponownie, obejrzał się, słysząc trzask, jakby uderzyły o siebie dwa kawały mięsa, po czym został podniesiony i rzucony w ciemność przez nagą kobietę. Zaszokowany górnik zamachnął się toporem na uśmiechniętą dziewczynę, która jednak zniknęła w chmurze nietoperzy.

Wszędzie rozlegały się krzyki. Vimes nie zwracał na nie uwagi. Krasnoludy nadbiegały z dymu, ale odtrącał je tylko na boki. Znalazł to, czego szukał.

— Czy to moja krówka? Robi „Muuu!”.

Podniósł kolejny porzucony topór i ruszył biegiem.

— Tak! To jest moja krówka!

Gragowie kryli się za pierścieniem gwardzistów, zbici w gorączkową gromadkę. Vimesowi płonęły oczy i płomienie falowały za hełmem. Krasnolud trzymający miotacz rzucił broń na ziemię i uciekł.

— Hurra, hurra, cudowny to dzień, bo znalazłem moją krówkę!

I może to przeważyło, jak mówiono później. Przed berserkerem nie ma żadnej obrony. Krasnoludy przysięgały, że będą walczyć do śmierci, ale przecież nie do takiej śmierci. Najwolniejszy z czterech gwardzistów padł pod ciosami topora i miecza, pozostali rozpierzchli się i uciekli.

A Vimes zatrzymał się przed skulonymi, starymi krasnoludami, unosząc nad głową broń.

I stanął, kołysząc się jak posąg…

* * *

Noc, noc trwająca wieczność. Ale wśród niej — miasto, mroczne i rzeczywiste tylko na pewne sposoby. Istota skuliła się w swoim zaułku, gdzie wznosiła się mgła. To nie mogło się zdarzyć!

A jednak się zdarzyło. Ulice wypełniły się… stworzeniami. Ptakami! Zmieniającymi kształty! Wrzeszczącymi jak opętane! A ponad nimi, wyższa niż dachy, owieczka przeskakiwała tam i z powrotem szerokimi, powolnymi ruchami, dudniąc po bruku ulic.

Potem opadły pręty kraty, trzasnęły o kamienie, a istota została odepchnięta.

A przecież było już tak blisko! Ocaliła stworzenie, przebijała się, zaczynała zyskiwać kontrolę… a teraz to…

W ciemności, głośniejsze niż szum deszczu, zabrzmiały kroki.

Jakaś postać pojawiła się we mgle.

Zbliżała się.

Woda spływała z metalowego hełmu i natartego olejem skórzanego płaszcza. Postać się zatrzymała. Z całkowitym spokojem uniosła dłonie do twarzy i zapaliła cygaro.

Zapałka upadła na bruk, zasyczała i zgasła, a postać powiedziała:

— Czym jesteś?

Istota poruszyła się jak pradawna ryba w głębokim stawie. Była zbyt zmęczona, by uciekać.

— Jestem Przyzywającą Ciemnością. — Nie był to właściwie dźwięk, ale gdyby był, przypominałby syczenie. — A kim ty jesteś?

— Jestem Strażnikiem.

— Oni zabiliby twoją rodzinę! — Ciemność rzuciła się naprzód i napotkała opór. — Pomyśl, ilu już zabili! Kim jesteś, żeby mnie powstrzymywać?

— On mnie stworzył. Quis custodiet ipsos custodes? Kto pilnuje strażników? Ja. Pilnuję go. Zawsze. Nie zmusisz go, żeby dla ciebie mordował.

— Co to za człowiek, który stwarza własnego policjanta?

— Ten, który boi się ciemności.

— I powinien — stwierdziła istota z satysfakcją.

— To prawda. Ale chyba nie zrozumiałaś. Nie jestem tu po to, by nie dopuścić ciemności do wnętrza. Jestem po to, żeby jej nie wypuszczać. — Brzęknęło, kiedy mglisty Strażnik uniósł ślepą latarnię i uchylił klapę. Pomarańczowe światło rozcięło czerń. — Możesz mnie nazywać… Strzegącą Ciemnością. Wyobraź sobie, jaki muszę być silny.

Przyzywająca Ciemność cofała się rozpaczliwie w głąb zaułka, ale światło podążało za nią, raniło ją…

— A teraz — rzekł Strażnik — wynoś się z miasta.

* * *

…i runął, kiedy wilkołak wylądował mu na plecach.

Angui ślina ściekała z kłów. Sierść na grzbiecie sterczała jak zęby piły. Wargi odsuwały się niczym fala. Warkot dobiegał jakby z głębi nawiedzonej jaskini. Wszystko to przekazywało mózgowi dowolnej istoty małpokształtnej, że każdy ruch oznacza śmierć. I choć bezruch także oznacza śmierć, to jednak nie natychmiastową, nie w tej sekundzie, i że pojawił się jako wybór dla sprytniejszych małp.

Vimes nie mógł się poruszyć. Warkot sprawił, że stężały mu mięśnie. Groza panowała nad ciałem.

1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)