Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Chromosom 6
Chromosom 6 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Chromosom 6

Электронная книга - «Chromosom 6». Краткое содержание книги:

Z kostnicy znikaja zwłoki Carla Franconiego, znanej postaci świata przestępczego. Kilka dni później trafiają one, mocno okaleczone, na stół autopsyjny Jacka Stapletona. Poszukiwania odpowiedzi na nasuwajace się pytania prowadzą aż do Gwinei Równikowej…
1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 115
Перейти на страницу:

– Myślałam już, żeby pójść do rodziców.

– Pojedziesz ze mną. Prześpię się na kanapie.

Laurie spojrzała Jackowi głęboko w oczy. Nie potrafiła w nich odczytać, czy w nieoczekiwanym zaproszeniu było coś więcej niż troska o jej bezpieczeństwo.

– Spakuj swoje drobiazgi – polecił Jack. – Przygotuj się na kilka dni. Trochę potrwa, zanim uda się solidnie naprawić drzwi.

– Trudno mi do tego wracać, ale muszę coś zrobić z biednym Tomem.

Jack podrapał się po głowie.

– Masz jakąś łopatkę?

– Mam motykę ogrodniczą. A o czym myślisz?

– Pochowamy go na podwórku.

– Jesteś sentymentalny, co?

– Wiem, co znaczy stracić tych, których się kocha – odpowiedział. Głos mu się załamał. Przypomniał mu się tamten telefon, informujący o śmierci żony i córek w katastrofie lotniczej.

Laurie pakowała się, a Jack chodził w tę i z powrotem po sypialni. Starał się skoncentrować na bieżących sprawach.

– Musimy powiadomić o wszystkim Lou i podać mu nazwisko Vida Delbaria – powiedział.

– Ja też o tym myślałam – odparła z garderoby. – Sądzisz, że powinniśmy to zrobić jeszcze dzisiaj?

– Raczej tak. Niech sam zdecyduje, jak i kiedy będzie chciał to wykorzystać. Zadzwonimy ode mnie. Masz jego numer domowy?

– Mam.

– Wiesz, ta historia niepokoi z wielu powodów, nie tylko dlatego, że zagrożone jest twoje bezpieczeństwo. Potwierdza moje obawy, że zorganizowany świat przestępczy wmieszał się jakoś w sprawy transplantacji organów. Może mamy do czynienia z jakimś czarnym rynkiem zabiegów operacyjnych.

Laurie wyszła z garderoby z torbą przewieszoną przez ramię.

– Ale jak można mówić o transplantacji, skoro Franconi nie dostawał środków immunosupresyjnych? No i nie zapominaj o dziwnych wynikach testów DNA, uzyskanych przez Teda Lyncha – powiedziała Laurie.

Jack westchnął.

– Masz rację. Wszystko razem nie trzyma się kupy.

– Może Lou odnajdzie w tym jakiś sens – zastanowiła się Laurie.

– Nie mogłoby być lepiej. Tymczasem wydarzenia czynią podróż do Afryki coraz bardziej sensowną.

Laurie szła do łazienki, lecz słysząc słowa Jacka, zatrzymała się.

– O czym ty znowu mówisz?

– Osobiście nie miałem żadnego kontaktu ze zorganizowaną przestępczością, ale zetknąłem się z gangiem ulicznym i jak sądzę, istnieje między nimi bolesne podobieństwo. Jeżeli któraś z tych band zaczęła rozmyślać o tym, żeby się ciebie pozbyć, to policja nie ochrom cię, chyba że roztoczą nad tobą całodobową opiekę. Problem w tym, że nie mają na to dość ludzi. Może oboje powinniśmy wyjechać na jakiś czas z miasta. Może to pozwoli Lou uporządkować sprawy.

– Ja także miałabym pojechać? – spytała. Nagle pomysł wyjazdu do Afryki nabrał zupełnie innego wyrazu. Nigdy nie była w Afryce, więc podróż mogła okazać się interesująca. Właściwie mogła być nawet przyjemna.

– Uznamy to za wymuszone wakacje. Oczywiście Gwinea Równikowa nie jest wymarzonym celem, ale może to być coś… innego. No i może przy okazji uda nam się wyświetlić, co GenSys tam robi i dlaczego Franconi zdecydował się na tę podróż.

– Hmmm. Ten pomysł zaczyna mi się podobać.

Po spakowaniu rzeczy zabrali styropianowe pudełko z Tomem i poszli na podwórko na tyłach domu. W kącie ogrodu, gdzie było trochę wolnej ziemi, wykopali głęboki dół. Znaleźli zardzewiały szpadel, więc nie sprawiło im to większych kłopotów. Zakopali Toma.

– Niech mnie! – stęknął Jack, chwytając za torbę Laurie. – Coś ty tam włożyła?

– Kazałeś się spakować na kilka dni – odparła usprawiedliwiająco.

– Ale to nie znaczy, żeby zabierać kulę do gry w kręgle.

– To kosmetyki. Nie są w opakowaniach turystycznych.

Na Pierwszej Avenue złapali taksówkę. Po drodze zatrzymali się na Piątej Avenue przy księgarni. Jack poczekał w samochodzie, a Laurie poszła kupić jakieś materiały o Gwinei Równikowej. Niestety niczego nie mieli i musiała kupić przewodnik po całej Afryce Środkowej.

– Sprzedawca roześmiał się, kiedy poprosiłam o książkę o Gwinei Równikowej – powiedziała, gdy wsiadła do auta.

– To tylko kolejne potwierdzenie, że nie jest to miejsce na wymarzone wakacje – stwierdził Jack.

Laurie też się uśmiechnęła i serdecznie uścisnęła przyjaciela za rękę.

– Jeszcze ci nie podziękowałam za to, że tak szybko przyjechałeś. Naprawdę doceniam to i czuję się już znacznie lepiej.

– Cieszę się.

Zanim znaleźli się w mieszkaniu, Jack musiał jeszcze pokonać schody, obciążony bagażem Laurie. Po serii ciężkich westchnień i jęków Laurie zapytała, czy chciałby może, aby sama wniosła torbę. Odparł, że właśnie wysłuchiwanie jego narzekań jest karą za zabranie tak wielu rzeczy.

Wreszcie dotarł do drzwi i postawił walizkę. Wybrał właściwy klucz, włożył do zamka i przekręcił. Zasuwa odskoczyła, ale drzwi pozostały zamknięte.

– Hmmm – zastanowił się. – Nie pamiętam, żebym zamykał na dwa razy. – Przekręcił klucz jeszcze raz i pchnął otwarte już teraz drzwi. Było ciemno, więc wszedł przed Laurie do pokoju, by zapalić światło. Ona szła tuż za nim i nagle wpadła na Jacka, bo ten niespodziewanie zatrzymał się w miejscu.

– No dalej, włącz je – odezwał się jakiś głos.

Jack zastosował się do polecenia. Sylwetki, które chwilę wcześniej zauważył, okazały się dwoma mężczyznami ubranymi w długie płaszcze. Siedzieli na kanapie zwróceni twarzami w stronę pokoju.

– O mój Boże! – zawołała Laurie. – To oni!

Franco i Angelo rozgościli się w mieszkaniu Jacka tak jak wcześniej u Laurie. Do połowy opróżnione butelki stały na stoliku, obok leżał pistolet z tłumikiem. Na środku pokoju stało krzesło przodem zwrócone do kanapy.

– Domyślam się, że pan doktor Stapleton – odezwał się Franco.

Jack potwierdził skinieniem, a jego umysł zaczął gwałtownie poszukiwać sposobu wyjścia z sytuacji. Wiedział, że drzwi wejściowe za nim są nadal otwarte. Zwymyślał siebie w duchu, że nie nabrał podejrzeń, otwierając drzwi. Problem w tym, że wybiegł tak szybko z domu, iż nie był pewny, jak zamknął mieszkanie.

– Nie rób nic głupiego – poradził Franco, jakby czytał w myślach Jacka. – Nie zostaniemy długo. Gdybyśmy wiedzieli, że zastaniemy tu doktor Montgomery, oszczędzilibyśmy sobie drogi do jej mieszkania, nie mówiąc już o powtarzaniu po raz drugi tej samej wiadomości.

– Czego się, ludzie, tak przeraziliście, że przychodzicie i straszycie nas? – zapytał Jack.

Franco uśmiechnął się i spojrzał na Angela.

– Słyszałeś tego faceta? Wydaje mu się, że zawracaliśmy sobie głowę, żeby tu przyjść i odpowiadać na jego pytania.

– Brak szacunku – skomentował Angelo.

– Doktorku, może by tak jeszcze jedno krzesełko dla panizaproponował Franco. – Porozmawiamy wtedy troszeczkę i będziemy mogli się pożegnać.

Jack nie ruszył się. Patrząc na pistolet na stoliku, zastanawiał się, który z mężczyzn ma broń przy sobie. Spróbował ocenić ich siłę. Obaj byli raczej szczupli. Nie imponowali posturami.

– Przepraszam, doktorze – zawołał Franco. – Jest pan tu, czy co?

Zanim Jack zdołał odpowiedzieć, za nim coś się nagle poruszyło i ktoś zdecydowanym ruchem odepchnął go na bok. Przybysz krzyknął:

– Nikt się nie rusza!

Jack szybko wrócił do siebie po chwilowej stracie orientacji i zauważył, że do pokoju wpadło trzech czarnych mężczyzn, wszyscy uzbrojeni w broń automatyczną. Lufy wycelowane we Franca i Angela nawet nie drgnęły. Cała trójka ubrana była w koszykarskie stroje i Jack błyskawicznie ich rozpoznał. W pokoju stali Flash, David i Spit. Wszyscy dopiero co przerwali grę i pot ściekał im po czołach.

1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 115
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)