Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Płomień serca [Heartfire - pl]
Płomień serca [Heartfire - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Płomień serca [Heartfire - pl]

Электронная книга - «Płomień serca [Heartfire - pl]». Краткое содержание книги:

Peggy jest Żagwią, potrafi spojrzeć w płomień jaśniejący w sercu każdego człowieka. Chroni Alvina Stwórcę od chwili narodzin, od dnia, kiedy Niszczyciel pierwszy raz spróbował go zabić. Jednak przeznaczenie pchnęło ich oboje na różne szlaki. Alvin ruszył na północ, gdzie jego zdolności uważane są za czarnoksięstwo, a korzystanie z nich karane jest śmiercią. Peggy pociągnęła na południe, gdyż zobaczyła w przyszłości straszliwą wojnę i zniszczenie. Tylko jedna ścieżka prowadzi przez chaos wojny, a misją Peggy jest przeprowadzeni…
1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80
Перейти на страницу:

Potem wylot miecha wsunął Calvinowi do nozdrza, a drugie zatkał szczelnie woskiem.

Ty — zwrócił się do Duńczyka. — Trzymać mu usta zamknięte. Nie — odmówił Duńczyk. — Ja nie. Za bardzo podobne do topienia. Ja go przytrzymam — zaproponowała Margaret. Co powiedzieć twój mąż, jak się nie udać?

— To i tak będzie moja wina. Ja ci kazałam.

— Ja mogę, psze pani — wtrąciła Ryba. — Ja to zrobię. Margaret odstąpiła. Ryba umieściła jedną rękę pod brodą Calvina, drugą na czubku głowy.

— Powiedzieć już, ja, ty zamknąć jego usta mocno — poinstruował Gullah Joe. Ryba skinęła głową.

Zacisnęła Calvinowi usta. Calvin opierał się słabo, walcząc o oddech. Nie mógł nabrać powietrza. Gullah Joe pchnął uchwyty miecha w chwili, gdy Calvin rozpaczliwie nabrał tchu. Uniósł się obłoczek pyłu, ale Gullah Joe był na to przygotowany. Chwycił wiadro wody i chlusnął na Calvina, wyłapując i spłukując drobinki proszku.

Calvin szarpnął się i zadygotał gwałtownie. Potem usiadł, wyrwał się z uścisku Ryby, wydłubał sobie z nosa wosk i wylot miecha. Zakrztusił się i zakaszlał, próbując oczyścić płuca.

Nie wyglądał zdrowiej. Gorzej nawet, kawałki skóry łuszczyły się i zsuwały niczym zgniły owoc ciśnięty na szybę. Ale był przytomny.

— Posłuchaj mnie, Calvinie — odezwała się Margaret. Calvin krztusił się tylko i dyszał.

— Wkrótce wybuchnie rebelia niewolników. Trzeba ją powstrzymać. Alvin jest za daleko, musisz mi pomóc!

Calvin zaszlochał.

— Obudź się! — krzyknęła na niego Margaret. — Przynajmniej raz zachowaj się jak mężczyzna! Tu nie chodzi o ciebie, nie chodzi o Alvina, chodzi o ludzi, którzy cię potrzebują.

Któreś jej słowa przebiły się wreszcie do zasnutego mgłą umysłu Calvina.

— Tak — rzekł. — Powiedz, co mam robić.

— Coś, co oderwie ich myśli od zemsty. Potrzebujemy gwałtownej burzy. Wiatru i deszczu. Błyskawic!

— Nie umiem robić błyskawic.

— Skąd wiesz, że nie umiesz?

— Bo długo próbowałem. — Spojrzał na swoje ręce. Zauważył odsłoniętą, nagą kość palca. — Margaret, co się ze mną dzieje?

— Za długo przebywałeś poza własnym ciałem — wyjaśniła. — Alvin pędzi już tutaj, żeby cię ratować.

— On nie zechce mi pomóc! Chce mojej śmierci!

— Przestań myśleć tylko o sobie, Calvinie! — powiedziała surowo. — Potrzebujemy czegoś, co będzie wyglądało jak naturalny żywioł.

— Potrafię robić ogień. Mogę podpalić całe miasto.

Kiedy to mówił, kilka małych płomyków zatańczyło wokół niego po podłodze.

— Nie! — krzyknęła Margaret. — Wielkie nieba, czyś ty oszalał? Oskarżą niewolników o podłożenie ognia, to tylko pogorszy sytuację. Żaden ogień.

— Nie wiem, jak cokolwiek działa — wyznał Calvin. — Nie tak dobrze, żeby to zmienić. Alvin próbował mnie uczyć, ale ja chciałem się tylko popisywać. Zaszlochał znowu. Margaret musiała chwycić go za ręce, by nie zdrapywał sobie skóry z twarzy.

— Opanuj się — powiedziała. Bezradnie spojrzała na Gullaha Joe. — Czy jest coś…

Gullah Joe zaśmiał się obłąkańczo.

— Ja mówić! Na nic taki sposób! Zombi na nic! On myśleć tylko, ja strasznie martwy. On smutny, bardzo smutny, on.

— A co z wodą? — spytała Calvina. — Wiem, że ty i Alvin urządzaliście zabawy z wodą. Opowiadał mi. Wzbudzaliście fale, nie rzucając kamienia… to była taka wasza zabawa. Pamiętasz?

— Wielki plusk — szepnął.

— Tak, zgadza się. Zrób taki plusk tutaj. W rzece, takie naprawdę wielkie fale. Rozkołysz wodę aż na brzeg. Niech wyleje.

— Robiliśmy tylko małe pluski.

— No to teraz zrób wielki! — zawołała Margaret, tracąc resztki cierpliwości.

— Spróbuję. Spróbuję. Spróbuję. — Znów się rozpłakał.

— Przestań! Działaj!

Poczuła, że ktoś przyklęknął obok niej. Ryba? Nie, żona Duńczyka. Trzymała wilgotną ściereczkę; delikatnie przycisnęła ją do czoła Calvina. Potem do policzka. Wymamrotała coś niezrozumiałego, ale sam rytm słów uspokajał i łagodził. Calvin zamknął oczy i spróbował wznieść fale na rzece.

Margaret także przymknęła oczy i spojrzała w płomienie serc ludzi w pobliżu brzegu. Przeskakiwała od jednego do drugiego, tam i z powrotem, na północnym i południowym krańcu półwyspu. Nikt nie patrzył na wodę. Wszyscy spoglądali w stronę lądu, przerażeni wyciem niewolników.

Aż wreszcie ktoś zauważył, jak kołyszą się łodzie: maszty wychylały się w tę i w tamtą stronę. Woda nadpływała fala za falą, jakby od spadających wielkich głazów, czy też może czegoś pulsującego w głębinie. Każda fala była wyższa od poprzedniej. Zaczęły się wdzierać do portu.

Ludzie stojący najbliżej brzegu uciekali dalej na ląd. Fale zalewały ulice, całe rzeki spływały po bruku. W głębi lądu woda wzbierała, kryjąc półwysep. Statki uderzały o nabrzeża, niektóre rozpadały się na kawałki. Ludzie z krzykiem biegali po ulicach, walili pięściami w drzwi, błagali, by wpuścić ich do środka.

Niewolnicy także stukali do drzwi. Jeszcze przed chwilą myśleli tylko o zabijaniu i zemście, teraz w ich parterowych kwaterach zapanowało inne pragnienie: dostać się na piętro, nim zatopi ich powódź. Kolejne fale przelewały się przez ich szopy i pokoiki. Wycie i pieśni ucichły, zastąpione kakofonią panicznych krzyków.

Wielu Białych, widząc tę powódź, otwierało drzwi i wpuszczało niewolników — wystraszonych teraz i pokornych — na bezpieczne poziomy. Inni jednak trzymali drzwi zamknięte, a niejeden strzelał przez okno, ostrzegając niewolników, by się nie zbliżali.

Nikt już nie myślał o mordowaniu rodzin Białych, dla których pracował. Już teraz Czarni powtarzali sobie historie, które sensownie wszystko tłumaczyły: „Bóg, on nam mówi: Nie będziesz zabijał, bo inaczej ześlę ci potop jak Noemu. O Panie, nie chcę umierać!”. Groza zajęła miejsce wściekłości, zdusiła ją, zatopiła — przynajmniej na pewien czas.

— Dość — powiedziała Margaret. — Dokonałeś tego, Calvinie. Wystarczy. Calvin aż zaszlochał z ulgi.

— To było takie trudne!

Położył się, przewrócił na bok, zwinął w kłębek i zapłakał. Kiedy ciągnął nogi po podłodze, prawa stopa oderwała się od ciała. Na ten widok Margaret coś ścisnęło w gardle. Ale kobieta Duńczyka schyliła się, chwyciła stopę i umieściła ją na końcu uszkodzonej nogi.

— On już prawie trup — stwierdził Gullah Joe.

— Nie! jęknęła Margaret. — Calvinie, nie teraz, nie wtedy, kiedy wreszcie uczyniłeś coś dobrego!

— To najlepszy czas, żeby umrzeć — oświadczyła Ryba. — On pójdzie do nieba. Margaret znowu obejrzała się na Gullaha Joe.

— Nie patrzeć na mnie, ty! — powiedział. — Ja robić, co ty kazać, ty widzieć, co potem.

— A gdyby znowu wysłał swój przenikacz? Jak poprzednio? Nawet gdyby umarł, potrafisz go utrzymać? Nie pozwolić, żeby się rozpłynął?

— Co myśleć ty? Kto być ja? Ja czarownik! Ty chcieć Bóg dla on.

— Raz już miałeś go w niewoli. Spróbuj znowu. Już! Nalegając, widziała, jak zmieniają się ścieżki przyszłości.

Kiedy wreszcie znalazła taką, na której Calvin wciąż jeszcze żył z nadejściem świtu, zaczęła krzyczeć.

1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)