Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «2586 kroków». Краткое содержание книги:

Czternaście historii, z których wieje grozą i mrocznym nastrojem. Odliczmy więc 2586 kroków…
I krok: To jedna z najlepszych polskich antologii. Bardzo dobrze, lekko napisana, pełna świetnych pomysłów, ciekawa i świeża. Obowiązkowa rzecz na każdej półce. (Tomasz Kleta, Avatarae)
II krok: 14 opowiadań zebranych w 1 książce to 13 różnych bohaterów, 14 niesamowitych historii, 14świetnych pomysłów i kilka godzin ciekawej lektury. (Piotr 'Szarik' Iwanicki, Playback)
III krok: Najlepsze ze zbioru – tytułowe 2586 kroków i Wieczorne dzwony – to najdojrzalsze i najlepiej dopracowane opowiadania grozy, urzekające mrocznym nastrojem, bazującym na lęku przed chorobą, godne porównań do klimatów twórczości E. A. Poe. (Małgorzata Koczańska, Fahrenheit)
Dalej kroczcie sami. Opowiadanie po opowiadaniu. Może dojdziecie do Czerwonej gorączki?
1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 89
Перейти на страницу:

Podziękowałem i wyszedłem. Psiakrew, a po co mi właściwie osikowy stołek? Przecież te cholerne drzewa muszą gdzieś rosnąć. Tylko jak je rozpoznać? Botanika nie była nigdy moją mocną stroną, a w szkole jakoś tego nie uczyli… Czego jeszcze boją się wampiry? Czosnek. W warzywnym akurat nie mieli, ale w sąsiednim kupiłem cały sznur. Poutykałem główki we wszystkich kieszeniach i, nieco już uspokojony, ruszyłem w stronę domu. Rodzice pracowali dziś na trzecią zmianę. Miałem zatem całą noc na przygotowania. Wyciągnąłem z pudełka klaser z monetami i bezlitośnie złupiłem swoją kolekcję.

Przedwojenna dziesięciozłotówka z Piłsudskim, carskie ruble, austro-węgierskie korony, kopia talara w srebrze, kilka jednodolarówek, chińska moneta z pandą, dwustuzłotówki na trzydziestolecie PRL. Zebrała się niezła garść srebra. Na koniec dorzuciłem jeszcze dwie monety z papieżem. W zwalczaniu wampirów nie należy zapominać o religii.

Wrzuciłem zbiorek na wagę. Prawie pół kilograma. Nie jest źle. Tablice fizyczne, ciężar właściwy srebra: 10,49 grama na centymetr sześcienny. Da się z tego odlać sztabkę długości czterdziestu centymetrów i centymetrowej szerokości. Potem przekuję ją na miecz. No, właściwie nie miecz. Sztylet. Za szafą znalazłem odpowiednią listwę. Starannie natarłem ją wazeliną kosmetyczną i okleiłem grubą warstwą gipsu. Potem wyciągnąłem ze środka. Forma jest.

Dochodziła dwudziesta pierwsza, gdy na parapecie postawiłem blaszany kubek, zawierający najpiękniejsze egzemplarze mojej kolekcji monet. Forma, wstawiona w wiadro z piaskiem, czekała. Westchnąłem z bólem, patrząc na połyskujące krążki metalu. Twarze władców, daty wbicia, łacińskie sentencje. Jednak w przyrodzie nie ma litości. Musiałem poświecić kolekcję, by choć minimalnie, zwiększyć moją szansę przeżycia…

Jeśli ludzkość ocaleje, zbiorę nową. Jeśli nie, nie będzie to miało żadnego znaczenia, a może i dobrze, że ten zbiorek nie wpadnie w łapska jakiegoś wampirzego szczeniaka… Przeżegnałem się i włączyłem lampę lutowniczą. Płonący propan butan daje tysiąc siedemset stopni Celsjusza. To prawie dwa razy więcej, niż potrzebowałem.

***

Nieduża piekarnia, obok sklepik firmowy i dom. W oknie żółte światło. Zadzwoniła do furtki. Gdzieś wewnątrz rozległ się melodyjny dźwięk gongu.

Drzwi się otworzyły i stanął w nich chłopak mniej więcej w jej wieku.

– O, jest zguba. – Ucieszył się na widok Vlany. – Dali nam znać, że będziemy mieli gościa. Niepokoiliśmy się. Wejdź, proszę.

Pospiesznie wciągnął ją do domu i zatrzasnął drzwi. Przez chwilę patrzył przez judasza.

– Wybacz – powiedział. – Względy ostrożności… Jesteś stamtąd? Z drugiego świata?

– To wasz jest drugi – zaprotestowała.

Uśmiechnął się lekko.

– To zależy, od której strony się patrzy.

Z piętra zbiegła duża, brązowa suka, doberman.

– Moja siostra. – Chłopak wskazał ją gestem.

Vlana spojrzała, zdezorientowana, ale zwierzę już przechodziło metamorfozę. Śliczna, ciemnowłosa dziewczyna podała jej smukłą dłoń.

– Nina. – Przedstawiła się. – To mój brat, Sławek.

– Vlana. – Wampirzyca uścisnęła jej rękę. – Wybaczcie, że pytam, ale… Jesteście wilkołakami?

– Aha.

***

Próbowaliście kiedyś topić srebro w mieszkaniu? Nie róbcie tego nigdy! Czy się stopiło? Oczywiście, że się stopiło. Ponadto spaliła się emalia z kubka, zapełniając pokój kłębami gryzącego dymu, a w dodatku temperatura skoczyła tak, że firanki nadtopiły się same. Powinienem był to przewidzieć i odsunąć je trochę dalej. Parapet ucierpiał mniej, tylko potrzaskał na kawałki, ale zbrojenia utrzymały go w kupie. Wiadro trzeba było dać metalowe, a przynajmniej forma nie powinna dotykać dna… Palące się resztki wazeliny wzbogaciły powietrze o jeszcze jedną nutę zapachową. I szyba jedna poszła, nie wiem czemu, pewnie też od gorąca… Schłodziłem odlew pod kranem i dopiero wtedy rozbiłem formę. Wyszło całkiem nieźle. Miałem nieduże kowadełko i odpowiedni młotek. Teraz wystarczyło kuć cierpliwie, aż do uzyskania pożądanego kształtu.

***

– Tak to wygląda. – Vlana skończyła referować.

Siedzieli w kuchni. Na kuchence warczała sokowirówka, napełniana drobiową wątróbką. Z wężyka do szklanki powoli skapywała krew. Wampirzyca wypiła już chyba z pół litra. W smaku płyn był obrzydliwy, ale przynajmniej czerwone pragnienie osłabło i nie przeszkadzało jej myśleć.

– Będzie z tym problem. – Sławek w zadumie obejrzał zdjęcie Jakubowskiego. – Ja na jego miejscu zwiewałbym jak najdalej od przejścia. On może być w tej chwili nawet w USA…

– Dzień musi przeczekiwać w ukryciu – zauważyła Nina.

– Jeśli zdobył maść ochronną, to nie musi. – Wampirzyca pociągnęła jeszcze łyczek krwi.

– Może… – westchnął chłopak.

– Pogrzebmy w Internecie – zaproponowała jego siostra. – Może w lokalnych wydaniach gazet sprzed kilku dni. Niewykluczone, że skoro bywał tu wcześniej, są jakieś informacje o pogryzieniach? Gdybym znała choć jedno miejsce, gdzie znaleziono zwłoki ofiary, to może udałoby mi się drania wytropić?

– Jakim cudem? – Vlana popatrzyła na nią, zaskoczona.

– W ciele psa mam psi węch – wyjaśniła dziewczyna.

– Ale potrzebowałabyś próbki jego zapachu…

– E… – Nina machnęła dłonią. – Nie trzeba. Wybacz, moja droga, ale wy, wampiry, cuchniecie jak rzeźnia miejska. Czuć was krwią na kilometr.

Wampirzyca z niedowierzaniem powąchała rękaw sukni. Nie poczuła nic. Ale uwierzyła.

Poszli grzebać w sieci.

***

Zawsze wiedziałem, że sąsiedzi to banda kretynów. Cisza nocna obowiązuje dopiero od dwudziestej drugiej. A przecież było dopiero piętnaście minut później! Nie dali mi kuć w spokoju. Najpierw walili w rury, a ponieważ taki drobiazg nie może zniechęcić obrońcy ludzkości, poszczuli mnie policją. Gliniarzy było dwu.

– Panie Rychnowski – powiedział wyższy. – Nie można tak hałasować po nocy. Ludzie też chcą odpocząć.

– Ale ja muszę – jęknąłem.

– A co tak właściwie pan robi? – zaciekawił się niższy funkcjonariusz.

Co miałem odpowiedzieć? Prawdę!

– Kuję miecz ze srebra do walki z wampirami – wyjaśniłem z godnością.

Nie uwierzyli, więc zaprosiłem ich do środka. W pokoju nadal było gorąco jak w piekle, czoła stróżów prawa od razu zrosił gęsty pot. Gliniarze długo kontemplowali spalone firanki, parapet oraz lampę lutowniczą. Pokazałem im też, oczywiście, kowadło, młotek i częściowo już sklepaną sztabę.

– Może wezwiemy lekarza? – zasugerował pierwszy.

Jego partner poskrobał się po głowie.

– To tylko powierzchowne oparzenie, nic mi nie będzie. Już je opatrzyłem. – Uspokoiłem ich sumienia.

– Panie Rychnowski, trzeba się wczuć w sytuację innych ludzi – powiedział policjant surowo. – I choć trochę im współczuć.

– Toż właśnie się wczułem – zaprotestowałem. – Po to kuję miecz, by bronić ich przed wampirami.

– A nie można wykuć go jutro? – zasugerował drugi.

Zadumałem się.

– Jutro może być już za późno.

– A nie może pan iść z tym do garażu albo do piwnicy? I ludzkość pan uratuje, i sąsiadom nie będzie przeszkadzać.

W sumie niegłupi pomysł. Zażądałem tylko, żeby wcześniej sprawdzili piwnicę, czy nie ma w niej jakichś wampirów. Wiadomo, to bydełko lubi takie miejsca. Sarkali trochę, ale przeszli się po korytarzach pod blokiem i zajrzeli we wszystkie zakamarki. Wreszcie poszli. Kułem miecz przy słabym świetle czterdziestowatowej żarówki, aż mi ręka omdlała.

1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 89
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)