Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Классическая проза » Rzymianka [La romana - pl]
Rzymianka [La romana - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rzymianka [La romana - pl]

Электронная книга - «Rzymianka [La romana - pl]». Краткое содержание книги:

Adriana jest młoda i olśniewająco piękna. Wychowana została przez matkę, która przeżyła całe swoje dorosłe życie w przekonaniu, że nawet jeżeli miała kiedyś szansę na szczęśliwe i dostatnie życie, straciła ją przez ciążę i małżeństwo z ojcem Adriany. Teraz chce by córka nie powtórzyła jej losu i nie utrzymywała się tak jak ona z bieliźniarstwa, ale została kurtyzaną.
1 ... 70 71 72 73 74 75 76 77 78 ... 105
Перейти на страницу:

Weszłam na schody, odsunęłam leżący przed drzwiami wałek i weszłam do kościoła, zakrywając głowę chusteczką. Kiedy umoczyłam palce w święconej wodzie, wzrok mój przykuła płaskorzeźba na kropielnicy. Przedstawiała nagą kobietę z rozwianymi włosami i podniesionymi rękami, uciekającą przed monstrualnym smokiem, który miał papuzi dziób i stał jak człowiek na tylnych nogach. Przywidziało mi się nagle, że ta kobieta to ja i że ja także uciekam przed tym smokiem; i musiałam biegać ciągle w koło, jak owa kobieta, tak że chwilami nie uciekałam, lecz goniłam wesoło i ochoczo tego straszliwego smoka. Odeszłam od kropielnicy robiąc znak krzyża i rozejrzałam się po kościele. Wydał mi się równie brudny, ciemny i nędzny jak za pierwszym razem. Jak wówczas, cały pogrążony był w mroku, poza głównym ołtarzem, gdzie wokół krucyfiksu gęsto jarzyły się świece; odblask ich połyskiwał na brązowych kandelabrach i srebrnych naczyniach. Kaplica poświęcona Madonnie, gdzie tak gorąco i bezskutecznie się modliłam, także była oświetlona; dwóch stojących na drabinie zakrystianów wieszało na architrawie czerwoną draperię, lamowaną złotymi frędzlami. Zobaczyłam, że konfesjonał ojca Eliasza jest zajęty, i poszłam uklęknąć przed głównym ołtarzem, przy jednym z licznych, nieporządnie porozstawianych, wyplatanych krzeseł. Nie odczułam najmniejszego wzruszenia, tylko niecierpliwość, aby jak najszybciej załatwić tę sprawę. Była to jakaś dziwna niecierpliwość, pogodna, gwałtowna, miła, zabarwiona dumą, jaką czuje się spełniając od dawna projektowany i wypieszczony w myśli dobry uczynek. Nieraz miałam sposobność zauważyć, że owa niecierpliwość płynąca z serca, która nie radzi się rozumu, może czasem unicestwić dobre intencje i wyrządzić więcej szkody niż postępowanie kierowane rozsądkiem. Skoro tylko zobaczyłam, że penitentka wstała z klęczek i odeszła, zbliżyłam się do konfesjonału i nie czekając, aż spowiednik zwróci się do mnie, powiedziałam szybko:

— Ojcze Eliaszu, nie przyszłam tu do spowiedzi w zwykłym znaczeniu tego słowa, przyszłam wyznać ojcu coś bardzo poważnego i prosić o pomoc, której, jestem pewna, ojciec mi nie odmówi.

Z drugiej strony kraty spowiednik cichym głosem zachęcił mnie, abym mówiła. Byłam pewna, że jest to ojciec Eliasz, i wydawało mi się niemal, że widzę jego pogodną twarz przyciśniętą do drewnianej kraty. I po raz pierwszy od chwili, kiedy weszłam do kościoła, poczułam pobożne, pełne wiary wzruszenie, jak gdyby mój duch odłączył się od ciała i klęknął w jasnej poświacie na stopniach konfesjonału. Naprawdę wydawało mi się przez chwilę, że jestem tylko duszą uwolnioną z więzów ciała, że jestem już tylko powietrzem i światłem. Wydawało mi się także, że i dusza ojca Eliasza, jeszcze stokroć jaśniejsza od mojej, wyzwoliła się z cielesnej powłoki, sprawiła, że znikły kraty, ściany i mrok konfesjonału i stanęła przede mną w oślepiającym blasku, niosąc pocieszenie. Może przystępując do spowiedzi zawsze powinno się doznawać takiego właśnie uczucia, ale mnie nigdy jeszcze nie zdarzyło się nic podobnego.

Zaczęłam mówić z zamkniętymi oczyma, z czołem opartym o kratę. Opowiedziałam wszystko, i o mojej profesji, i o Ginie, i o Astaricie, i o Sonzognu. Powiedziałam, gdzie mieszkam, gdzie ukradłam puderniczkę, gdzie popełniono morderstwo. Opisałam nawet wygląd wmieszanych w te sprawy osób. Sama nie wiem, co pchnęło mnie do tego. Może ten sam odruch, który każe gospodyni zrobić porządki w od dawna nie sprzątanym domu i nie pozwala jej spocząć, dopóki nie wymiecie ostatniego pyłku kurzu spod wszystkich mebli i ze wszystkich kątów. I rzeczywiście w miarę drobiazgowego opowiadania każdego szczegółu ciężar po trosze spadał mi z duszy i czułam się coraz lżejsza i coraz czyściejsza.

Przez cały czas mówiłam spokojnie i rozsądnie. Spowiednik słuchał bez słowa, nie przerywając mi aż do końca. Kiedy zamilkłam, przez chwilę panowała cisza, po czym usłyszałam ohydny głos, bezbarwny, skrzeczący, cedzący powoli słowa:

— To, co opowiedziałaś mi, moja córko, jest potworne, przerażające… umysł ludzki z trudem może w to uwierzyć… ale to dobrze, żeś przyszła się wyspowiadać… Zrobię dla ciebie wszystko, co tylko jest w mojej mocy.

Minęło wiele miesięcy od czasu, kiedy po raz pierwszy i jedyny spowiadałam się w tym kościele, i w nawale myśli, chełpiąc się swoją dobrocią, zapomniałam o pewnym miłym i charakterystycznym szczególe: o francuskim akcencie ojca Eliasza. Ksiądz, który do mnie mówił, nie miał żadnego obcego akcentu i bez wątpienia był rodowitym Włochem, o bezbarwnym głosie, jaki często spotyka się u duchownych. Zrozumiałam moją pomyłkę i krew zakrzepła mi w żyłach, jak człowiekowi, który wyciąga ochoczo rękę, żeby zerwać piękny kwiat, a tymczasem czuje, że palce jego dotykają zimnej oślizłej skóry węża. Byłam zaskoczona znalazłszy się wobec innego spowiednika, a jego ponury głos potęgował jeszcze moje wzburzenie. Znalazłam jednak jeszcze tyle siły, żeby wyjąkać:

— Czy… ksiądz jest naprawdę ojcem Eliaszem?

— Tak, we własnej osobie — odrzekł nieznajomy ksiądz. — A dlaczego pytasz? Czy byłaś tu już kiedyś?

— Tylko jeden raz.

Ksiądz zamilkł na chwilę, po czym dodał:

— To wszystko, co mi powiedziałaś, wymagałoby głębszego rozważenia, punkt po punkcie; jest to cały splot wypadków, niektóre z nich dotyczą ciebie, niektóre innych osób. Jeśli idzie o ciebie, czy zdajesz sobie sprawę, że popełniłaś bardzo ciężkie grzechy?

— Tak, wiem o tym — szepnęłam.

— Czy odczuwasz skruchę?

— Myślę, że tak.

— Jeżeli żal twój jest szczery — mówił dalej serdecznym, ojcowskim tonem — możesz mieć nadzieję, że grzechy twoje zostaną ci odpuszczone… Niestety jednak wchodzi tu w grę nie tylko twoja osoba, są jeszcze inni, ich winy i zbrodnie. Znasz szczegóły potwornego morderstwa… człowiek został zabity w bestialski sposób… Czy twoje sumienie nic ci nie mówi? Czy nie każe ci wydać sprawcy zbrodni, aby przykładnie został ukarany?

A więc podsuwał mi myśl, żeby zadenuncjować Sonzogna. Może ze swego stanowiska miał nawet rację. Ale słowa te, wypowiedziane w taki sposób, takim głosem i w takich okolicznościach, obudziły we mnie podejrzenia i powiększyły jeszcze mój lęk.

— Jeśli powiem, kto to zrobił — wybełkotałam — to i ja znajdę się w więzieniu.

— Zarówno ludzie jak i Bóg — odpowiedział natychmiast — będą umieli ocenić twoje poświęcenie i twoją skruchę. Prawo obok kary zna także przebaczenie, a tym niewielkim cierpieniem, jakże lekkim w porównaniu z agonią ofiary, przyczynisz się do triumfu prawdy i sprawiedliwości. Och, czy nie słyszysz głosu ofiary, jak błaga o litość swojego oprawcę? — Nie przestawał mnie zaklinać, dobierając starannie i z wyraźnym upodobaniem górnolotne frazesy, chętnie używane przez księży. Ale ja w tej chwili prawie histerycznie pragnęłam tylko jednego: jak najprędzej odejść. I powiedziałam szybko:

1 ... 70 71 72 73 74 75 76 77 78 ... 105
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)