Zima w Edenie [Winter in Eden - pl]
- Автор: Гаррисон Гарри Максвелл
- Серия: Eden (pl) #2
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Phantom Press
- ISBN: 83-7075-005-2
- Переводчик: Janusz Pultyn
- Жанр: Альтернативная история
Электронная книга - «Zima w Edenie [Winter in Eden - pl]». Краткое содержание книги:
Kerrick wraz ze swą żoną i synkiem wyrusza na pomoc ludzkości. Wśród jaszczurów żyje istota, której celem jest zniszczenie przeciwnej kultury. To właśnie knowania Vanite doprowadzają do nieustannych starć i tragedii. Kerrick zna jednak sposób na wymuszenie rozejmu.
— Cóż za wrażliwość! Czyżbyś była fargi bez doświadczenia życiowego? Patrz i ucz się o życiu. Stopę można było wyleczyć, lecz nie do końca. Lepsze jest całkowite jej usunięcie. Czy raczej odrzucenie wszystkiego co niepotrzebne. Wycięłam człony palców i połowę śródstopia. Ostrożnie i umiejętnie usunę je do końca. Dalej nie trzeba. Teraz — wielki nefmakel, tak, ten, oczyść ranę. Daj mi pojemnik.
Ambalasei odszukała mały pęcherz lepkiej czerwonej galaretki. Przecięła go i przy pomocy maleńkiego nefmakela wyjęła z otoczki białą pestkę, położyła ją na kikucie odciętej stopy. Dopiero gdy leżała we właściwy sposób zamknęła ranę i przykryła ją dużym ne-fmakelem. Na końcu odszukała zwierzę z jednym kłem i zrobiła następny zastrzyk.
— Antybiotyk. Po wszystkim.
Wyprostowała się i pogładziła bolące plecy. Zobaczyła wtedy, że nie są już same. Z ukrycia wyłoniło się cicho wiele Sorogetso, stały blisko, poruszyły się i cofnęły, gdy na nie spojrzała.
— Koniec bólu — powiedziała głośno na ich sposób. — Śpi. Będzie słaba, ale ból odszedł. Musi odpoczywać wiele dni, będzie cała, jak przedtem.
— Stopa… odeszła — powiedziała Moorawees patrząc wielkimi oczami na owinięty kikut.
— Wrócę i zajmę się nią. Zobaczycie coś, czego nie widziałyście nigdy dotąd.
— Co zrobiłaś? — spytała Enge, równie zaciekawiona, jak i Sorogetso.
— Umieściłam grupę komórek, z których wyrośnie nowa stopa. Jeśli te istoty są nam tak bliskie genetycznie, na jakie wyglądają, to w miejsce straconej stopy odrośnie nowa.
— A jeśli nie odrośnie?
— Z punktu widzenia nauki będzie to równie ciekawy przypadek. Każdy wynik będzie miał wielkie znaczenie.
— Największe dla Ichikchee — powiedziała Enge z wyraźną przy-ganą. Ambalasei wyraziła zdumienie.
— Postęp wiedzy ma na pewno pierwszeństwo nad tą prymitywną istotą, która na pewno by umarła, gdybym się nią nie zajęła. Takie współczucie jest nie na miejscu.
Sorogetso zbliżyły się jeszcze bardziej, było ich w sumie dziesięcioro, z rozwartymi szczękami usiłowały pojąć niezrozumiałą dla nich rozmowę. Patrzyły czujnie, jak mówiła Ambalasei, niektóre nawet podeszły bliżej, by lepiej widzieć jej barwy.
— Są tu — Ambalasei zwróciła się nagle do Enge. — Musimy zdobyć nowe dane. Porozum się teraz z nimi. Cóż to za doniosła chwila. Doniosła!
Sorogetso cofnęły się przestraszone szybkością jej niezrozumiałych słów, lecz powróciły, gdy łagodnie je przywołała.
— Są jak fargi prosto z morza — powiedziała Enge. — Musimy być cierpliwe.
— Cierpliwe, to oczywiste, ale i spostrzegawcze. Tu my jesteśmy fargi, gotowymi do nauki, bo Sorogetso prowadzą własne życie, które musimy zgłębić. Zaczynamy.
ROZDZIAŁ XL
kakhashasak burundochi ninustuzochi ka’asakakel.
Świat bez ustuzou jest lepszym światem.