Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Strefa 7 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Strefa 7

Электронная книга - «Strefa 7». Краткое содержание книги:

Ponowne spotkanie czytelników z bohaterem Stacji lodowej porucznikiem Shanem Schofieldem. Do tajnej podziemnej bazy Sił Powietrznych w stanie Utah, zwanej Sferą 7, gdzie amerykańska armia prowadzi badania nad śmiercionosnymi wirusami, przybywa z inspekcją prezydent USA. Goście nie zdają sobie sprawy, że miejsce to jest w rękach generała-renegata, który pragnie policzyć się z prezydentem i przechwycić władzę w kraju. Generał grozi zdetonowaniem ładunków jądrowych w największych miastach Ameryki, dzięki dostępowi do czarnej walizeczki prezydenta kontroluje cały amerykański arsenał nuklearny. Ochroną szefa państwa zajmuje się osobiście Shan Schofield. Tylko on jest zdolny przeciwstawić się rzeszom doborowych komandosów. W labiryncie podziemnych tuneli, hangarów i laboratoriów rozpoczyna się śmiercionośny pojedynek…
1 ... 70 71 72 73 74 75 76 77 78 ... 80
Перейти на страницу:

Bardzo ciemno.

Ta część poziomu 4 była całkiem pusta – komora dekompresyjna była pusta, znajdujące się naprzeciwko niej boksy testowe były puste, tak samo biegnące górą pomosty. Przesuwne drzwi w podłodze – prowadzące na poziom 5 – były otwarte.

W ciągu ostatnich godzin poziom wody na poziomie 5 znacznie się podniósł – jej lustro zrównało się już z podłogą poziomu 4. O krawędzie prostokątnego otworu w podłodze pluskały drobne falki i sprawiał wrażenie wpuszczonego w podłogę basenu.

Wyglądało na to, że poziom 5 znajduje się całkowicie pod wodą.

Kiedy Schofield przechodził obok tego „basenu”, coś szybko przemknęło w wodzie. Odwrócił się błyskawicznie i skierował broń w kierunku ruchu, niczego jednak już tam nie było.

Sytuacja nie była zbyt przyjemna: ciemne wnętrza, po których krążą niedźwiedzie, ukryci gdzieś Cezar i Logan i wszędzie pełno wody – nie wspominając już o pozostałych przy życiu więźniach.

Doszedł do ściany, dzielącej poziom 4 na dwie części, pchnął drzwi i równocześnie uniósł broń.

Natychmiast dostrzegł Gant – za zmasakrowanymi resztkami sześcianu Kevina, rozciągniętą na dziwacznym stalowym krzyżu.

Przebiegł dzielący ich dystans i opadł przed Gant na kolana.

Odłożył broń, delikatnie ujął jej głowę w obie ręce i nie zastanawiając się, pocałował ją w usta.

Z początku była zaskoczona, kiedy się jednak zorientowała, kim jest, oddała pocałunek.

Gdy Schofield się odsunął, zobaczył mężczyzn po bokach Libby.

Najpierw ujrzał nieprzytomnego Hagerty’ego – podobnie ukrzyżowanego.

Potem zobaczył martwego pułkownika Harpera – zmasakrowanego i porąbanego jak zwierzę w rzeźni.

– Jezus Maria…

– Musisz się pospieszyć – powiedziała Gant. – On zaraz wróci.

– Kto? – Schofield zaczął odwijać taśmę z jej szyi.

– Lucifer Leary.

– Cholera… – Schofield przyspieszył tempo. Po chwili Gant miała uwolnioną głowę. Zaczął odrywać taśmę z jej pierwszego nadgarstka, gdy nagle…

…z wnętrza ścian doleciało głośne dudnienie. Oboje natychmiast popatrzyli w górę.

– Platforma… – jęknął Schofield.

– Musiała być na górze, a teraz wraca. Prędzej… Schofield próbował coraz szybciej odrywać taśmę z lewego nadgarstka Gant, była jednak bardzo ciasno owinięta i palce mu się ześlizgiwały. To trwało zbyt długo…

Rozejrzał się i zobaczył potrzaskane szkło, które mogłoby się nadać do przecięcia więzów. Podszedł do rozbitego sześcianu i zaczął grzebać w odłamkach, próbując znaleźć odpowiedni kawałek. Gdy w końcu zdecydował się na jeden z nich, Gant krzyknęła:

– Strachu na Wróble! Schofield odwrócił się i…

…zobaczył przed sobą niezwykle wysokiego, barczystego osobnika.

Zamarł.

Mężczyzna również stał bez ruchu – może metr od niego, jego twarz kryła się w cieniu. Wznosił się nad Schofieldem niczym wieża i w milczeniu gapił się na niego. Schofield nawet nie usłyszał, jak się zbliża.

– Wiesz, dlaczego łasica nigdy nie kradnie jaj z gniazda aligatora? – spytała skryta cieniem postać. Nie było widać ruchu jej ust.

Schofield przełknął ślinę.

– Ponieważ nigdy nie wie, kiedy aligator wróci – powiedział olbrzym i wszedł w krąg światła.

Schofield ujrzał najstraszliwszą, najpaskudniejszą gębę, jaką kiedykolwiek widział. Najbardziej przerażający był czarny, zakrywający całą lewą stronę twarzy tatuaż, wyglądający, jakby zadrapała ją potężna łapa, zaopatrzona w ostre pazury.

Lucifer Leary.

Był ogromny – miał przynajmniej dwa metry wzrostu oraz potężne bary i nogi jak słupy. Był wyższy od Schofielda przynajmniej o głowę. Miał na sobie więzienne dżinsy i jasnoniebieską koszulę z oderwanymi rękawami. W czarnych oczach wpatrujących się w Schofielda nie było śladu ludzkich uczuć.

Otworzył usta, ukazując żółte zęby.

Schofield popatrzył na Gant i na leżący przed nią karabinek P-90. Po chwili zastanowienia sięgnął po pistolety i najszybciej jak umiał, wyszarpnął je z kabur na udach.

Broń ledwie zdążyła się wysunąć. Leary przewidział jego ruch.

Z szybkością węża skoczył do przodu, złapał oba nadgarstki Schofielda i zaczął je ściskać.

Schofield jeszcze nigdy w życiu nie odczuwał takiego bólu.

Padł na kolana i zacisnął zęby. Krew przestała mu dopływać do dłoni. Miał wrażenie, że zaraz eksplodują mu palce.

Puścił pistolety, które zaklekotały o podłogę. Leary kopnął je na bok, a potem złapał Schofielda za gardło, uniósł go nad ziemię i wrzucił do porozbijanego sześcianu Kevina.

Schofield przejechał po podeście, potrącił kilka zabawek, uderzył we fragment jeszcze całej szyby, rozbił ją swoim ciałem i spadł z podestu na podłogę.

Lucifer ruszył za nim. Przy każdym kroku pod jego nogami chrzęściło szkło.

Schofield jęknął i spróbował wstać, ale Leary natychmiast znalazł się przy nim.

Podniósł Schofielda za mundur i uderzył go z taką siłą w twarz, że głowa kapitana odskoczyła do tyłu jak piłka.

Gant mogła jedynie bezradnie obserwować ze swojego krzyża, jak olbrzym katuje Schofielda.

Walka była jednostronna.

Kiedy Lucifer ponownie uderzył, Schofield poleciał do tyłu i zwalił się na podłogę.

Próbował wstać, ale Lucifer natychmiast złapał go i rzucił nim w kierunku drzwi. Sunąc po podłodze, Schofield wpadł do pomieszczenia dekompresyjnego.

Lucifer ruszył za nim.

Kolejny kopniak i Schofield potoczył się po podłodze – krwawiąc i dysząc – i zatrzymał się przy krawędzi zalanego wodą otworu w podłodze.

Z wody nagle wystrzelił wielki łeb i sięgnął zębami ku niemu.

Schofield przetoczył się szybko, w ostatniej chwili uciekając przed zatrzaskującymi się szczękami.

Boże drogi!

Był to smok z Komodo, największy żyjący na świecie jaszczur. Prezydent mówił, że kilka sztuk tych gadów jest trzymanych w bazie razem z niedźwiedziami z wyspy Kodiak – w klatkach na poziomie 5, do eksperymentów z sinowirusem.

Wyglądało na to, że elektryczne zamki zwierzęcych klatek również puściły z powodu zaniku napięcia.

Na widok wyskakującego z wody potwora na ustach Lucifera pojawił się złośliwy uśmieszek.

Podniósł Schofielda w górę i przytrzymał go nad prostokątem wody.

Bezradny Schofield kopał nogami i próbował złapać gigantyczne pięści Lucifera. Widział krążące w wodzie przynajmniej dwa jaszczury.

Lucifer puścił swoją ofiarę.

Schofield plasnął o powierzchnię wody, a chwilę potem Lucifer wcisnął umieszczony w podłodze przycisk i poziome drzwi zamknęły się ze szczękiem.

Kiedy rozległo się bębnienie pięści o spód zamykających się drzwi, Lucifer wydobył z siebie charkot, mający być prawdopodobnie śmiechem. Roześmiał się głośniej, gdy w wodzie się zakotłowało – pewnie smoki zaczęły już pożerać tego głupkowatego żołnierzyka.

Poczekał, aż odgłosy walki ucichły, po czym wrócił do sąsiedniego pomieszczenia, gdzie czekał na niego przysmak w postaci ładnej komandoski.

Kiedy Lucifer Leary wrócił sam, Libby Gant gwałtownie wciągnęła powietrze.

O, nie…

Lucifer nie mógł…

O, nie…

Olbrzym szedł powoli przez laboratorium. Miał opuszczoną głowę i wpatrywał się w Gant.

Opadł przed nią na kolana i przyciągnął jej głowę do siebie. Jego oddech cuchnął – śmierdział ludzkim mięsem.

Pogłaskał Gant po głowie.

– Jaka szkoda… szkoda, że twój książę w błyszczącej zbroi nie okazał się tak odważny, za jakiego się uważał. Pozostaje nam teraz… hmm… lepiej się poznać…

– Nic z tego – odezwał się jakiś głos zza jego pleców. Olbrzym odwrócił się na pięcie.

1 ... 70 71 72 73 74 75 76 77 78 ... 80
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)