Budowniczowie Pierścienia [The Ringworld Engineers - pl]
- Автор: Нивен Ларриё
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-218-5
- Переводчик: Anna Reszka
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Budowniczowie Pierścienia [The Ringworld Engineers - pl]». Краткое содержание книги:
Pierścień — najbardziej zadziwiający twór techniki w poznanym kosmosie, sztuczny świat trzy miliony razy większy od Ziemi, ma dać odpowiedź, jak zapobiec kataklizmowi grożącemu całemu wszechświatowi.
— Teela! Jak to się stało?
— Niedostatek wiedzy, Louis. Nie domyśliłam się w porę pochodzenia budowniczych Pierścienia.
— Ale zawsze miałaś szczęście! Protektorka skinęła głową.
— Wyhodowana na szczęściarę przez laleczniki Piersona, które wtrąciły się w ziemskie prawa dotyczące kontroli urodzeń i stworzyły Loterie Życia. Uważałeś, że im się udało. A dla mnie było to głupie. Louis, chce ci się wierzyć, że sześć pokoleń zwycięzców w Loterii Życia stworzyło obdarzoną szczęściem istotę ludzką?
Nie odpowiedział.
Tylko jedną? — Wydawało się, że kpi z niego. — Zastanów się nad szczęściem potomków wszystkich zwycięzców Loterii. W ciągu dwudziestu tysięcy lat musieliby być już z dala od Galaktyki, uciekając przed wybuchem galaktycznego jądra. Dlaczego nie na Pierścieniu? Powierzchnia trzy miliony razy większa od Ziemi i można go poruszyć. Pierścień jest odpowiedni dla nie narodzonych potomków ludzi wyhodowanych na szczęściarzy. Gdybym potrafiła uratować Pierścień, mieliby szczęście, że przylecieliśmy tutaj dwadzieścia trzy lata temu i że Poszukiwacz i ja znaleźliśmy wejście do Olympus Mons. To byłoby ich szczęście. Nie moje.
— Czy jemu również to się przytrafiło?
— Poszukiwacz oczywiście umarł. Oboje oszaleliśmy na punkcie korzeni drzewa życia, ale Poszukiwacz był o tysiąc lat za stary. To go zabiło.
— Nigdy nie powinienem był cię zostawiać — stwierdził Louis.
— Nie dałam ci wyboru. Sama również go nie miałam… jeśli wierzysz w szczęście. Teraz też mam niewielki wybór. Instynkty są bardzo silne w protektorze.
— Wierzysz w szczęście?
— Nie. Ale chciałabym wierzyć — odparła.
Louis opuścił ręce w geście bezradności i odwrócił się. Zawsze wiedział, że znowu spotka Teelę Brown. Ale nie taką! Włączył pole i uniósł się w powietrze.
Najlepiej Ukryty miał dobry pomysł. Wpełznąć do własnego pępka. Ale ludzie nie mogą schować uszu. Louis dryfował zwinięty wpół, z twarzą zakrytą ramionami. Ale słyszał:
— Mówiący-do-Zwierząt, gratuluję ci odzyskania młodości.
— Mam na imię Chmee.
— Przepraszam — powiedziała protektorka. — Chmee, jak się tutaj dostałeś?
— Trzykrotnie wpadłem w pułapkę. Najpierw porwał mnie Najlepiej Ukryty, potem Louis uniemożliwił mi ucieczkę z Pierścienia, a teraz Teela Brown uwięziła mnie pod ziemią. Muszę przerwać tę passę. Będziesz ze mną walczyć, Teela?
— Tylko jeśli do mnie dotrzesz, Chmee. Kzin odwrócił się.
— Czego chcesz od nas? — To był Kawaresksenjąjok, mówiący nieśmiało w języku Inżynierów, tłumaczonym na interworld przez komunikator.
— Niczego. — To Teela, w języku Inżynierów.
— Więc co tutaj robimy?
— Nic. Dopilnowałam, żebyście nic nie mogli zrobić.
— Nie rozumiem. — Chłopiec był bliski płaczu. — Dlaczego chcesz nas pogrzebać pod ziemią?
— Dziecko, robię to, co muszę. Muszę zapobiec śmierci półtora biliona istot.
Louis otworzył oczy. Harkabeeparolyn zaprotestowała z żarem:
— Ależ to my chcemy temu zapobiec! Po to tu jesteśmy! Nie wiesz, że ten świat ześlizguje się na słońce?
— Wiem o tym. Utworzyłam zespół, który montował z powrotem dysze korygujące, naprawiając szkody wyrządzone przez twoją rasę.
— Luiwu mówi, że to nie wystarczy.
— Rzeczywiście.
Louis Wu przysłuchiwał się teraz z całą uwagą. Bibliotekarka potrząsnąła głową:
— Nie rozumiem.
— Dzięki dyszom korygującym przedłużymy życie Pierścienia o rok. Dodatkowy rok dla trzy razy dziesięć do trzynastej inteligentnych istot oznacza to samo, co na Ziemi dodatkowe tysiąc lat życia dla każdego. Godne osiągnięcie. Moi współpracownicy zgodzili się, nawet ci, którzy nie są protektorami.
Louis mógł dopatrzyć się rysów twarzy Teeli Brown pod skórzaną maską protektora. Zgrubienia na zawiasach szczęk, spuchnięta czaszka, mieszcząca więcej tkanki mózgowej… ale to była Teela i mężczyzna odczuwał straszliwy ból. „Dlaczego ona nie idzie sobie?”
Nawyki nie umierają, a Louis miał analityczny umysł. Pomyślał: Dlaczego ona nie odchodzi? Umierający protektor w skazanym na zagładę sztucznym świecie! Nie ma chwili czasu, by go tracić na rozmowę ze zbieraniną schwytanych w pułapkę reproduktorów. Co ona zamierza?
Odwrócił do niej twarz.
— Utworzyłaś ekipę remontową, prawda? Kim oni są?
— Pomógł mój wygląd. Przynajmniej większość hominidów mnie słucha. Zebrałam zespół kilkuset tysięcy przedstawicieli różnych gatunków. Przyprowadziłam tutaj troje z nich, by zostali protektorami: z rasy Ludzi Rozlanych Gór, Nocnych Ludzi i Wampirów. Miałam nadzieję, że dostrzegą rozwiązanie, którego ja nie mogłam znaleźć. Ich punkty widzenia mogły się różnić. Zawiedli mnie — powiedziała Teela. „Z całą pewnością zachowuje się, jakby miała czas. Czas, żeby zabawiać schwytanych reproduktorów i obcych, zanim Pierścień otrze się o czarne prostokąty!” — Nie widzieli lepszego rozwiązania. Tak więc zamontowaliśmy pozostałe silniki strumieniowe Bussarda na krawędzi. Zamontowaliśmy wszystkie oprócz ostatniego. Pod kierunkiem pozostałego przy życiu protektora mój zespół uruchomi ostatni statek kosmiczny, który zabierze ich do którejś z pobliskich gwiazd. Paru mieszkańców Pierścienia ocaleje.
— Wracamy do pierwotnego pytania — powiedział Louis. — Twoja ekipa ostro pracuje. Co ty robisz tutaj? „Mam rację! Ona próbuje nam coś powiedzieć!”
— Zjawiłam się tu, żeby zapobiec wymordowaniu półtora miliona milionów inteligentnych hominidów. Wykryłam strumień neutrin pochodzących z silników plazmowych zbudowanych w zamieszkanym przez ludzi kosmosie i zjawiłam się na jedynej prawdopodobnej scenie zbrodni. Czekałam. I oto jesteście.
— Oto jesteśmy — zgodził się Louis. — Ale cholernie dobrze wiesz, że nie przylecieliśmy tutaj, żeby popełnić zbrodnię.
— Popełnilibyście.
— Jak to?
— Nie mogę tego powiedzieć.
A mimo to nie wykazała ochoty, żeby zakończyć rozmowę. Teela prowadziła dziwną grę. Musieli odgadnąć jej zasady. Louis zapytał:
— Przypuśćmy, że mogłabyś uratować Pierścień, zabijając półtora biliona mieszkańców z trzydziestu bilionów. Protektor zrobiłby to, nieprawdaż? Pięć procent, żeby uratować dziewięćdziesiąt pięć. To wydaje się takie… efektywne.
— Potrafisz współczuć tak wielu myślącym istotom, Louis? Czy też potrafisz wyobrazić sobie tylko jedną śmierć naraz, ze sobą w głównej roli?
Nie odpowiedział.
— Trzydzieści bilionów ludzi zamieszkuje poznany kosmos. Wyobraź sobie ich wszystkich martwych. Wyobraź sobie pięćdziesiąt razy większą populację umierającą z powodu, powiedzmy, napromieniowania. Czujesz ich ból, ich żal, ich myśli? Wszystkich? Te liczby są zbyt duże. Twój umysł nie ogarnia ich. Ale mój jest dostatecznie pojemny.
— Ach, tak.
— Nie mogę do tego przyłożyć ręki. Nie mogę do tego dopuścić. Wiedziałam, że muszę was powstrzymać.
— Teela. Wyobraź sobie czarny prostokąt spadający na Pierścień z szybkością siedmiuset siedemdziesięciu mil na sekundę. Wyobraź sobie populację tysiąc razy liczniejszą niż ta, która zamieszkuje poznany kosmos, umierającą w chwili, kiedy Pierścień się rozpadnie.
— Wyobrażam sobie.
Louis skinął głową. Elementy układanki. Teela da im tyle kawałków, ile może. Nie jest w stanie zmusić się, by dać im gotowy obrazek. Więc trzeba dalej wyławiać kolejne elementy.