Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Pod Naporem Uczuć». Краткое содержание книги:

Lady Fortune Lindley jako dwudziestoletnia stara panna opuszcza Szkocję, by zamieszkać w Irlandii, w Maguire's Ford, gdzie się urodziła. Ma odziedziczyć tę posiadłość pod warunkiem, że wyjdzie za mąż za irlandzkiego protestanta. Ostatecznie Fortune zgadza się rozważyć kandydaturę Williama Deversa, arystokraty o odpowiednim statusie i majątku. Wkrótce jednak poznaje jego młodszego brata, Kierana, i ogarnia ją namiętność, jakiej do tej pory nie zaznała. Ten wybór pociąga za sobą serię dramatycznych zdarzeń. A to dopiero początek jej zawiłych losów…
1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 87
Перейти на страницу:

– Świetna robota, panie. Rodzina byłaby z pana dumna – cicho mruknął kapitan O’Flaherty. Kieran spojrzał na kapitana.

– Jesteś jednym z nich, prawda?

– Jestem Ualtar O’Flaherty, syn Ewana i wnuk wielkiej Skye – odpowiedzi towarzyszy! uśmiech. – Jesteśmy kuzynami z twoją żoną, chociaż nigdy nie miałem przyjemności spotkać ani jej, ani jej rodzeństwa. Babkę Skye widziałem tylko dwa razy. Mój ojciec jest panem na Ballyhenessey w Irlandii. Jestem jedynym z jego synów, który poczuł zew morza. Babka dopilnowała, żebym mógł zrealizować swoje marzenie, tak jak w przypadku wielu moich kuzynów. Niejeden z nas dowodził „Różą Cardiffu”. To piękny i bezpieczny statek. Najczęściej pływałem po Morzu Śródziemnym. Często zawijaliśmy do Algieru, San Lorenzo, Marsylii, Neapolu, Wenecji, Aten, Aleksandrii czy Stambułu.

– Dlaczego nie wiedziałem, kim jesteś? – zastanawiał się głośno Kieran.

– Czy było to dla ciebie istotne, panie? – zapytał kapitan O’Flaherty. Kieran roześmiał się.

– Rodzina, w którą się wżeniłem, to dziwni ludzie, Ualtarze O’Flaherty – powiedział.

– Tak, to prawda – wesoło przytaknął kapitan.

*

Do Barbadosu dotarli na początku grudnia. Spędzili tam Boże Narodzenie. Nie było księdza, który mógłby odprawić dla nich mszę, więc sami śpiewali pieśni i modlili się w spokoju. Na plaży zorganizowano przyjęcie. Wykopano dół, w którym upieczono dużą świnię, kupioną na targowisku. Ponadto serwowano banany, melony, ananasy i arbuzy, razem z pieczonymi słodkimi ziemniakami. Było to jedzenie nieznane kolonistom. Próbowali je z oporami, a gdy odkryli, że wszystko jest bardzo smaczne, jedli z apetytem.

Na początku stycznia na Barbados zawitał „Ark”, witany przez ludzi na pokładzie „Róży Cardiffu”. Tak jak wcześniej Kieran Devers i jego towarzysze, tak teraz przybywający na „Ark” byli zdumieni i oczarowani egzotycznymi, różnobarwnymi kwiatami i drzewami rosnącymi na wyspie. Równie fascynujące były wrzaskliwe, bajecznie kolorowe ptaki. Na pokładzie została odprawiona msza dziękczynna, w której uczestniczyli wszyscy katolicy. Protestanccy koloniści zeszli na ląd, aby wysłuchać mszy w kościele gubernatora.

Przez kolejne tygodnie ładowali na statki ziarna zbóż, kartofle i zapasy innych artykułów spożywczych, dla których udało się znaleźć miejsce. Upychali je w każdą dziurę. Wszystkie beczki napełniono świeżą wodą. Ku ich zadowoleniu „Dove” pojawił się w porcie razem z innym statkiem kupieckim, „Dragonem”. Kiedy zaczął się sztorm, „Dove” zawrócił i schronił się w bezpiecznym angielskim porcie, a gdy morze się uspokoiło, wyruszył w dalszą podróż. Wszyscy uczestnicy wyprawy Leonarda Calverta zostali szczegółowo poinstruowani i w końcu byli gotowi do dalszej podróży na północ, do Mary's Land. Gubernator Barbadosu otwarcie cieszył się z ich odjazdu. Podobnie jak wielu innych ludzi, nie potrafił pozbyć się myśli, że angielscy i irlandzcy katolicy byli lojalniejsi wobec swoich katolickich braci w Hiszpanii niż wobec protestanckiego króla Anglii.

W marcu dotarli do Wirginii. Chociaż lord Baltimore był przeciwny jakimkolwiek kontaktom z Wirgińczykami, których przedstawiciele na królewskim dworze robili wszystko, by zablokować powstanie kolonii w Mary's Land, musiał przekazać gubernatorowi Wirginii posłanie od króla i podarki. Koloniści zatrzymali się na dziewięć dni, a Wirgińczycy, ku ogromnemu zaskoczeniu Leonarda Calverta, okazali się wyjątkowo serdeczni. Odjeżdżając, zabrali ze sobą miejscowego handlarza futer, kapitana Fleeta, żeby służył im jako tłumacz w rozmowach z Indianami i jako przewodnik, bowiem doskonale znał Chesapeake.

Gdy ich statki przepływały zatokę Chesapeake, osadnicy stali na pokładzie przy relingu, po raz pierwszy oglądając swoją nową krainę. Wspaniałe lasy pełne były drzew o twardym i miękkim drewnie. Kieran Devers wiedział, że w końcu dotarł do domu, i zdumiewały go pewność i przekonanie, jakie czuł w swoim sercu. Jakże by chciał oglądać ten widok razem z Fortune. Ale kiedy Fortune w końcu tu dotrze, dom dla niej będzie już gotowy. Wiedział, że żona pokocha ten zakątek ziemi w tym samym stopniu, co on. Pospieszył do swojej kajuty, żeby napisać do niej list. Kiedy już znajdą się na lądzie, „Róża Cardiffu” popłynie z powrotem do Anglii, chciał więc, żeby statek powiózł jego myśli do Fortune. Spisywał je codziennie, aby dzielić się z nią wszystkim, co ją ominęło. Ciekaw był, czy urodził się już ich syn.

Po raz pierwszy przybili do lądu – niezamieszkanej wyspy, którą nazwali St. Clement. Indianie, którzy od paru dni stali na brzegu, gdzieś zniknęli. Postawiono wysoki krzyż z pni świeżo ściętych drzew. Ksiądz White, kapelan gubernatora Calverta, odprawił uroczystą mszę. Następnie Leonard Calvert w imieniu Boga, króla Karola I i swojego brata, lorda Cecila Baltimore, objął w posiadanie Mary's Land. Było to dwudziestego piątego marca tysiąc sześćset trzydziestego czwartego roku.

Tego samego dnia, tuż po północy, w Queen's Malvern, Fortune zaczęła rodzić. Zgodnie z wszelkimi wyliczeniami jej dziecko powinno się było urodzić co najmniej tydzień wcześniej. Fortune była szczęśliwa, że jest przy niej jej matka, bo biedna Rois, sama spodziewająca się dziecka, do niczego się nie nadawała.

Wchodząc do sypialni córki, Jasmine rzuciła okiem na młodą pokojówkę i powiedziała:

– Wyjdź stąd! I przyślij do mnie natychmiast Rohanę i Toramalli.

Rois posłała księżnej pełne wdzięczności spojrzenie i wybiegła tak szybko, jak tylko pozwalał jej wielki brzuch.

– Boże, ale boli! – jęknęła Fortune. – Nigdy nie przypuszczałam, że tak bardzo będzie bolało. Kiedy India zaczynała rodzić, pojechałam, żeby przywieźć ciebie i tatę. Ouu! Ile to potrwa, mamo?

– Wstań – poleciła Jasmine. – Przez chwilę pochodzimy razem i zobaczmy, czy uda nam się przyspieszyć akcję porodową. Niestety muszę cię uprzedzić, że rodzące się dzieci nie są praktyczne ani rozsądne. Prawda jest taka, że przychodzą na świat, kiedy chcą.

– To nie jest szczególnie krzepiące, mamo. Drzwi sypialni otworzyły się i do pokoju weszły bliźniacze służące Jasmine.

– Młody Bramwell chciałby wiedzieć, gdzie postawić stół porodowy, milady – rzekła Rohana.

– Wnieście go tutaj i ustawcie koło kominka. I dopilnujcie, żeby przyniesiono także kołyskę, wodę, ręczniki i powijaki – poleciła Jasmine. Ogarnęły ją wspomnienia. Jej syn, Charlie, urodził się tutaj, w Queen's Malvern. Był z nimi jego ojciec, książę Henry. Z początku stał koło niej, obejmując ją za ramiona, cichym głosem dodając otuchy, delikatnie masując jej rozdęty brzuch. Jakby instynktownie wiedział, co należy zrobić, chociaż później przyznał, że nigdy wcześniej nie widział narodzin dziecka. A kiedy nie było już żadnych wątpliwości, że Jasmine zaraz będzie rodzić, wezwał Adalego, żeby zajął jego miejsce, obszedł stół, odsunął na bok jej babkę Skye i własnoręcznie przyjął Charliego. Jasmine poczuła łzy cisnące się do oczu i szybko się odwróciła. Henry Stuart był takim słodkim mężczyzną.

– Mamo! – zawołała Fortune. – Chyba nie dam rady zrobić ani kroku więcej. Bóle stają się coraz silniejsze i następują coraz szybciej. Już niemal świtało. Fortune rodziła od kilku godzin.

– Pomożemy ci się położyć na stole – rzekła Jasmine. Z pomocą Toramalli Fortune wspięła się na blat. W tym czasie Rohana stanęła z tyłu, żeby trzymać ją za ramiona.

– Widziałam narodziny twojej matki, twoich braci i twoich sióstr. Teraz zobaczę, jak rodzi się twój syn, panienko Fortune. Smutno mi, że nas opuszczasz. Nie zobaczę już innych dzieci, które spłodzicie z twoim wspaniałym mężem – powiedziała Rohana.

1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)