Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » W głębi lasu
W głębi lasu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

W głębi lasu

Электронная книга - «W głębi lasu». Краткое содержание книги:

Najnowsza powieść niekwestionowanego mistrza thrillera z fabułą stworzoną według sprawdzonej recepty Alfreda Hitchcocka – najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie musi wzrosnąć. Dwadzieścia lat temu czworo nastolatków wymknęło się do lasu z letniego obozu. Dwoje odnaleziono później z poderżniętymi gardłami. Pozostała dwójka jakby zapadła się pod ziemię, nie pozostawiając po sobie nawet najdrobniejszego śladu. Była wśród nich siostra Paula Copelanda, obecnie prokuratora i owdowiałego ojca sześcioletniej Cary. Paul ma ambicje polityczne, ale jego plany mogą lec w gruzach, gdy w zastrzelonym na Manhattanie mężczyźnie rozpoznaje ofiarę tamtej tragedii. Nie ma wyjścia, musi postawić sobie pytanie – czy jego siostra żyje? Jaką tajemnicę skrywa milczący las? Co naprawdę wydarzyło się owej pamiętnej nocy?
1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 83
Перейти на страницу:

Nie miałem na to czasu.

Ponieważ Ira już naciskał spust.

Rok wcześniej czytałem książkę Malcolma Gladwella zatytułowaną Blink. Nie odważę się uprościć jego argumentów, ale twierdzi między innymi, że powinniśmy w większym stopniu opierać się na naszych instynktach – tej zwierzęcej części świadomości, która odruchowo każe nam uskoczyć z drogi przed nadjeżdżającą ciężarówką. Ponadto zauważa, że podejmujemy błyskawiczne decyzje, czasem pozornie oparte na niewystarczających przesłankach i nazywane przeczuciami, które często okazują się słuszne. Może tak było teraz. Może coś w postawie Iry lub sposobie, w jaki wyciągnął broń, uświadomiło mi, że nie będę miał okazji niczego mu powiedzieć, że zaraz strzeli i umrę.

To coś kazało mi uskoczyć.

Mimo to i tak mnie trafił.

Celował w pierś. Kula trafiła mnie w bok, niczym rozżarzona lanca przeszywając ciało nad biodrem. Runąłem na bok i spróbowałem przetoczyć się za drzewo. Ira strzelił ponownie. Tym razem chybił. Przeturlałem się dalej.

Moja dłoń natrafiła na kamień. To nie była świadoma decyzja. Po prostu złapałem go i wciąż tocząc się po ziemi, rzuciłem nim w niego. To była żałosna próba zrodzona z desperacji, coś, czego mogłoby spróbować dziecko leżące na brzuchu.

Trafiłem go, ale rzuciłem za słabo, żeby odniosło to jakiś skutek. Zrozumiałem, że Ira wszystko zaplanował. Dlatego chciał rozmawiać ze mną w cztery oczy. Dlatego zabrał mnie do lasu. Chciał mnie zastrzelić.

Ira, ten pozornie łagodny człowiek, był zabójcą.

Obejrzałem się przez ramię. Był za blisko. W oczach stanęła mi scena ze starej komedii Teściowie, w której Alanowi Arkinowi każą zygzakować, jeśli chce uniknąć kul. Tutaj byłoby to bezcelowe. Napastnik był zaledwie dwa lub trzy metry ode mnie. Miał broń. Byłem ranny i czułem, że wycieka ze mnie krew.

Miałem umrzeć.

Byliśmy na zboczu wzgórza – ja turlałem się w dół, a Ira zbiegał, usiłując nie upaść i złapać równowagę, żeby wystrzelić jeszcze raz. Wiedziałem, że to zrobi. Zostało mi zaledwie kilka sekund.

Miałem tylko jedną szansę.

Wbiłem palce w ziemię, powstrzymując spadanie. Ira stracił równowagę. Próbował się zatrzymać. Oburącz złapałem się jakiegoś drzewa i przytrzymując się go niczym łęku drewnianego konia, spróbowałem kopnąć Irę. Pomyślałem, że i ta próba jest skazana na niepowodzenie, ale Ira akurat znalazł się w zasięgu i jeszcze nie złapał równowagi. Kopnąłem go w prawą kostkę. Niezbyt mocno. Jednak to wystarczyło.

Ira z krzykiem runął na ziemię.

Broń, pomyślałem. Łap broń.

Rzuciłem się ku niemu na czworakach. Byłem większy. I młodszy. W znacznie lepszej formie. On był stary i na pół szalony. Jasne, potrafił strzelić. Ręce i nogi wciąż miał silne. Jednak wiek i narkotyki spowolniły jego refleks.

Przycisnąłem go do ziemi, starając się złapać broń. Miał ją w prawej ręce. Chwyciłem ją. Myśl o tej ręce. Tylko o niej. Złapałem ją obiema rękami, przetoczyłem się, przygniotłem ją do ziemi i wykręciłem.

Dłoń była pusta.

Tak skupiłem się na prawej ręce, że nie zauważyłem nadchodzącego ciosu. Ira uderzył. Widocznie padając, wypuścił broń. Teraz trzymał ją jak kamień w lewej ręce. Uderzył mnie kolbą w czoło.

Jakby błyskawica przeszyła mi czaszkę. Poczułem, że mój mózg rozpłaszcza się na jej prawej ściance, jakby oderwany od pnia. Moje ciało wyprężyło się konwulsyjnie.

Puściłem go.

Spojrzałem w górę. Wycelował we mnie broń.

– Nie ruszać się, policja!

Rozpoznałem ten głos. To był York.

Powietrze zgęstniało, szumiało mi w uszach. Oderwałem wzrok od broni i spojrzałem Irze w oczy. Leżeliśmy obok siebie i trzymał ją wycelowaną w moją twarz. Zrozumiałem, że zamierza strzelić i mnie zabić. Nie zdołają go powstrzymać.

Policja już tu jest. Dla niego gra się skończyła. Musiał to wiedzieć. Mimo to zamierzał mnie zabić.

– Tato! Nie!

To Lucy. Usłyszał jej głos i w jego oczach coś się zmieniło.

– Rzuć broń! Zrób to! Już!

Znów York. Wciąż patrzyłem Irze w oczy. On też patrzył w moje.

– Twoja siostra nie żyje – powiedział.

Potem uniósł lufę, włożył ją do ust i nacisnął spust.

38

Straciłem przytomność.

Tak mi powiedziano. Mimo to pamiętam, jak przez mgłę. Ira upadł na mnie. Cały tył jego głowy znikł. Pamiętam krzyk Lucy. Pamiętam, że patrzyłem w górę, widziałem niebieskie niebo i przepływające nade mną obłoki. Domyślam się, że leżałem na plecach, na noszach niesionych do karetki. Na tym kończą się moje wspomnienia. Na tym błękitnym niebie. Na białych obłokach.

A potem, kiedy zacząłem odzyskiwać spokój, przypomniałem sobie słowa Iry.

„Twoja siostra nie żyje"…

Pokręciłem głową. Nie. Glenda Perez powiedziała mi, że Camille wyszła żywa z lasów. Ira o tym nie wiedział. Nie mógł wiedzieć.

– Panie Copeland?

Zamrugałem i otworzyłem oczy. Leżałem w łóżku. W szpitalnej sali.

– Jestem doktor McFadden.

Powiodłem wzrokiem po pokoju. Za plecami lekarza zobaczyłem Yorka.

– Został pan postrzelony. Pozszywaliśmy pana. Nic panu nie będzie, ale przez jakiś czas ból…

– Doktorze?

McFadden wpadł w swój lekarski trans i nie spodziewał się, że mu przerwę. Zmarszczył brwi.

– Tak?

– Nic mi nie będzie, zgadza się?

– Tak.

– To może pomówimy o tym później? Naprawdę muszę porozmawiać z tym detektywem.

York powstrzymał uśmiech. Spodziewałem się oporu. Lekarze są jeszcze bardziej aroganccy niż adwokaci. Jednak nie spierał się. Wzruszył ramionami.

– Jasne – powiedział. – Niech pielęgniarka zawiadomi mnie na pager, kiedy skończycie.

– Dzięki, doktorze.

Wyszedł bez słowa.

– Skąd wiedzieliście o Irze? – Zapytałem.

– Chłopcy z laboratorium dopasowali włókna znalezione na ciele… Hmmm… – York umilkł. – No cóż, nadal nie zidentyfikowaliśmy zabitego, ale jeśli pan chce, możemy go nazywać Gilem Perezem.

– Byłoby dobrze.

– No cóż, w każdym razie znaleźli na nim włókna z dywanika. Wiedzieliśmy, że pochodzą ze starego samochodu. Ponadto mieliśmy film z kamery ze sklepu znajdującego się w pobliżu miejsca, gdzie podrzucono zwłoki. Odkryliśmy, że to był żółty volkswagen, należący do Silversteina. Natychmiast pojechaliśmy do niego.

– Gdzie jest Lucy?

– Dillon zadaje jej kilka pytań.

– Nie rozumiem. Ira zabił Gila Pereza?

– Tak.

– Na pewno?

– Tak. Po pierwsze, znaleźliśmy krew na tylnym siedzeniu volkswagena. Sądzę, że badania dowiodą, iż to krew Pereza. Po drugie, personel domu opieki potwierdza, że Perez – podając się za Manola Santiaga – odwiedził Silversteina dzień przed morderstwem. Personel potwierdził także, że następnego ranka Silverstein pojechał gdzieś volkswagenem. Po raz pierwszy od sześciu miesięcy. Skrzywiłem się.

– I nie wpadło im do głowy, żeby powiedzieć o tym jego córce?

– Ci, którzy to widzieli, nie byli na dyżurze, kiedy przyszła tu Lucy Gold. Ponadto, jak wielokrotnie mi powtarzali, Silverstein nie był niepełnosprawny ani ubezwłasnowolniony. Mógł wychodzić i wracać, kiedy chciał.

– Nie rozumiem. Dlaczego Ira go zabił?

– Pewnie z tego samego powodu, dla którego chciał zabić pana. Obaj próbowaliście odkryć, co zdarzyło się na tym obozie przed dwudziestoma laty. A pan Silverstein sobie tego nie życzył.

Usiłowałem to poskładać.

1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)