Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Cmentarzysko
Cmentarzysko - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Cmentarzysko

Электронная книга - «Cmentarzysko». Краткое содержание книги:

Kiedy pies jednego z mieszkańców okolicy Hollywood Hills znajduje kość, wydaje się, że nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Ale właściciel zwierzęcia – emerytowany lekarz – rozpoznaje w zdobyczy pupila ludzkie szczątki. Policja podczas przeszukiwania terenu odkrywa niemal kompletny szkielet chłopca. Badania kryminalistyczne ujawniają, że ofiara została zamordowana kilkanaście lat wcześniej, a za życia była regularnie maltretowana. Detektyw Harry Bosch rozpoczyna śledztwo, by rozwikłać mroczną zagadkę sprzed lat, ale po upływie tak długiego czasu dochodzenie jest niezwykle trudne, a Departament Policji Los Angeles naciska, by jak najszybciej zamknąć sprawę.
Cmentarzysko zostało nagrodzone Anthony Award i Barry Award w kategorii Najlepsza powieść 2003.
Michael Connelly – nominowany do nagrody Pulitzera amerykański dziennikarz i autor serii kryminałów powiązanych postacią detektywa Harryego Boscha, a także opowiadań i reportaży. W Polsce znany m.in. z powieści Krwawa profesja (2000, zekranizowana przez Clinta Eastwooda), Wydział spraw zamkniętych (2005), Muzyka z kufra (2006), Adwokat (2006), Echo Park (2007).
Connelly jest mistrzem w łączeniu kryminalnej intrygi, rozgrywającej się najczęściej w filmowym środowisku Hollywood, z wiarygodnie ukazanym dramatem psychologicznym. Żaden z tych składników nie góruje przy tym nad drugim, a ich połączenie świadczy o silnym wpływie, jaki na Connellyego wywarła twórczość Raymonda Chandlera i Rossa Macdonalda.
1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 90
Перейти на страницу:

Po pokonaniu niecałych dwudziestu metrów zrobił pierwszą przerwę. Upuścił manekin obok pnia sosny kalifornijskiej i usiadł mu na piersi. Wyciągnął sobie koszulkę ze spodni i przycisnął połę do twarzy, żeby zahamować krwawienie. Rana piekła go od zalewającego twarz potu.

– Dobra, Sid, idziemy dalej – powiedział, kiedy złapał oddech.

Przez następne siedem metrów wciągał manekin po stoku. Było to bardziej czasochłonne, lecz łatwiejsze niż dźwiganie. Poza tym Delacroix mówił, że właśnie tak zrobił.

Po kolejnej przerwie pokonał ostatnie dziesięć metrów do równego miejsca i wciągnął manekin pod kępę akacji. Opadł na kolana, a po chwili usiadł w kucki.

– Gówno prawda – powiedział, łapiąc oddech. – Gówno prawda, i tyle.

Nie wyobrażał sobie, żeby Delacroix mógł to zrobić. Harry był mniej więcej dziesięć lat starszy od Delacroix, kiedy ten rzekomo tego dokonał, ale w odróżnieniu od niego był w dobrej formie. Był również trzeźwy – tak samo w odróżnieniu od podejrzanego.

Chociaż zdołał przetransportować manekin w miejsce, gdzie zostało pogrzebane ciało, instynkt podpowiadał mu, że Delacroix kłamał. Nie zrobił tego w taki sposób, w jaki twierdził. Albo miał pomoc, albo w ogóle nie wniósł ciała na górę. Istniała trzecia możliwość: że Arthur Delacroix jeszcze żył i sam wszedł na wzgórze.

Oddech Harry'ego wrócił w końcu do normy. Detektyw odchylił głowę i popatrzył w lukę między koronami drzew. Zobaczył nocne niebo i kawałek księżyca za chmurą. Poczuł woń dymu i domyślił się, że w którymś z domów przy rondzie pali się w kominku.

Wyjął latarkę z kieszeni i ujął pasek wszyty w plecy manekina. Znoszenie go nie wchodziło w skład próby, więc zamierzał po prostu ściągnąć go w ten sposób. Miał właśnie wstać, kiedy usłyszał szmer w poszyciu około dziesięciu metrów od siebie.

Natychmiast wystawił latarkę w kierunku odgłosu. Przez chwilę mignął mu przemykający przez chaszcze kojot. Zwierzę szybko uciekło ze snopu światła. Bosch wodził latarką na boki, ale nie zdołał go odszukać. Wstał i zaczął ciągnąć manekin po zboczu.

Grawitacja czyniła schodzenie łatwiejszym, ale było to równie zdradliwe. Ostrożnie stawiając przed sobą nogi, myślał o kojotach. Zastanawiał się, jak długo żyją i czy ten, którego dzisiaj zobaczył, mógł dwadzieścia lat temu przyglądać się zakopywaniu ciała w tym samym miejscu.

Zszedł ze wzgórza bez upadku. Kiedy wyniósł manekin na krawężnik, zobaczył, że koło jego wozu stoi pies doktora Guyota. Na smyczy. Szybko wrzucił manekin do bagażnika i go zatrzasnął. Zza samochodu wyłonił się Guyot.

– Dobry wieczór, detektywie.

Najwidoczniej wiedział, że nie ma sensu zadawać policjantowi pytania, co tutaj robi.

– Dobry wieczór, doktorze. Jak pan się miewa?

– Podejrzewam, że lepiej niż pan. Znowu zrobił pan sobie krzywdę. Wygląda to na paskudne skaleczenie.

Harry dotknął policzka. Wciąż go palił.

– Nic mi nie będzie. To tylko zadrapanie. Niech pan lepiej trzyma Calamity na smyczy. Widziałem właśnie na górze kojota.

– No tak, nigdy nie spuszczam jej wieczorem. Na wzgórzach grasuje pełno kojotów. Słychać je po nocach. Lepiej niech pan zajdzie do mnie. Opatrzę panu ranę. Jeśli nie, może zostać blizna.

Harry'emu nagle przypomniała się Julia, wypytująca go o blizny. Popatrzył na Guyota.

– Dobrze.

Zostawili samochód na rondzie i podeszli do domu lekarza. W gabinecie na tyłach domu Bosch usiadł na biurku, a Guyot oczyścił rozcięcie policzka i założył mu ósemkowy opatrunek.

– Myślę, że się zagoi – powiedział Guyot, zamykając zestaw do pierwszej pomocy. – Nie wiem, jak będzie z koszulką.

Bosch opuścił wzrok. Spód koszulki był poplamiony krwią.

– Dzięki za opatrzenie, doktorze. Ile czasu mam to nosić?

– Kilka dni. Jeśli pan wytrzyma.

Harry ostrożnie dotknął policzka. Opuchł lekko, ale rana przestała go palić. Guyot przeniósł wzrok na niego. Harry domyślił się, że lekarz chce coś powiedzieć. Podejrzewał, że chce zapytać o manekin.

– O co chodzi, doktorze?

– O tę policjantkę, która była tutaj pierwszego dnia. To ona zginęła?

– Tak – przytaknął.

Guyot potrząsnął głową z autentycznym smutkiem. Powoli obszedł biurko i usiadł w fotelu.

– Dziwne, jak czasami się układa – rzekł. – Jakby to była reakcja łańcuchowa. Pan Trent z naprzeciwka, ta policjantka – a wszystko przez to, że pies wygrzebał kość. A przecież to nic nadzwyczajnego.

Harry mógł jedynie pokiwać głową. Zaczął wpychać koszulkę w spodnie, starając się ukryć plamy krwi.

Guyot popatrzył na swojego psa, który położył się obok fotela.

– Żałuję, że w ogóle spuszczałem ją ze smyczy – powiedział. – Naprawdę.

Harry zsunął się z biurka. Popatrzył na swój brzuch. Plam krwi nie było widać, ale co z tego, skoro koszulka i tak była przesiąknięta potem.

– Nie wiem, czy warto tak myśleć, doktorze – odparł. – Jeśli zacznie się pan nad tym zastanawiać, to niedługo w ogóle przestanie pan wychodzić z domu.

Popatrzyli na siebie i pokiwali głowami. Bosch wskazał swój policzek.

– Jeszcze raz dziękuję – powiedział. – Trafię do wyjścia.

Ruszył do drzwi.

– W telewizji była zajawka dziennika – zatrzymał go Guyot. – Podobno policja dokonała aresztowania w tej sprawie. Zamierzałem obejrzeć wydanie o jedenastej.

Bosch obejrzał się na niego od wyjścia.

– Niech pan nie wierzy we wszystko, co mówią w telewizji.

Rozdział 41

Telefon zadzwonił w chwili, gdy Bosch skończył oglądać pierwszą część przesłuchania Samuela Delacroix. Wziął pilota do ręki, wyciszył dźwięk i podniósł słuchawkę. Dzwoniła porucznik Billets.

– Myślałam, że do mnie zadzwonisz.

Harry upił łyk piwa z trzymanej w dłoni butelki i odstawił ją na stolik przy fotelu, z którego oglądał telewizję.

– Przepraszam, zapomniałem.

– Wciąż masz takie same wątpliwości?

– Jeszcze większe.

– O co chodzi, Harry? Chyba jeszcze nigdy nie widziałam detektywa przejmującego się przyznaniem do winy.

– O wiele rzeczy. Coś się dzieje.

– To znaczy?

– To znaczy, że zaczynam dochodzić do wniosku, że Delacroix tego nie zrobił. Że może o coś mu chodzi, a ja nie mam pojęcia o co.

1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 90
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)