Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Miasto i miasto [The City & The City - pl]
Miasto i miasto [The City & The City - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miasto i miasto [The City & The City - pl]

Электронная книга - «Miasto i miasto [The City & The City - pl]». Краткое содержание книги:

China Miéville stworzył swą najdoskonalszą dotąd powieść — egzystencjalny thriller rozgrywający się w mieście najniezwyklejszym ze wszystkich, realnych czy wyimaginowanych…
Gdy w ponurym, chylącym się ku upadkowi mieście Besźel położonym gdzieś na skraju Europy znaleziono ciało zamordowanej kobiety, wydawało się, że inspektora Tyadora Borlú z Brygady Najpoważniejszych Zbrodni czeka kolejna rutynowa sprawa. W miarę postępów śledztwa Borlú odkrywa jednak dowody wskazujące na spiski znacznie dziwniejsze i groźniejsze niż wszystko, co mógłby sobie wyobrazić. Wkrótce inspektorowi i bliskim mu ludziom zaczyna grozić niebezpieczeostwo. Borlú musi przekroczyć granicę niepodobną do żadnej innej i wyruszyć do jedynego miasta na Ziemi, które jest równie dziwne jak to, w którym mieszka…

Powieść nagrodzona „Arthur C. Clarke Award 2010” oraz „Hugo Award 2010”.
1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 85
Перейти на страницу:

Nie wiem, czy Ashil rozmawiał z jakimiś ukrywającymi się w trzewiach Przekroczeniówki zwierzchnikami, ale rano wrócił sam i zastał mnie nadal ślęczącego nad notatkami. Poszliśmy do pokoju na drugim końcu korytarza. Nasunęła mi się myśl o ucieczce. Nie widziałem, by ktoś nas obserwował. Z pewnością jednak by mnie powstrzymali. A nawet gdybym zdołał się wymknąć, dokąd mógłby się udać ścigany, międzymiejski zbieg?

W ciasnym pokoiku było kilkanaście osób. Ludzie z Przekroczeniówki stali albo siedzieli niepewnie na skraju biurek, rozmawiając cicho w dwóch albo w trzech językach. Najwyraźniej trwała dyskusja. Dlaczego mi to pokazano?

— …Gosharian mówi, że nie, dzwonił przed chwilą…

— A co z SusurStrász? Czy nie mówiono…

— Tak, ale nikogo nie zgubiliśmy.

To była narada kryzysowa. Ludzie mruczeli coś do telefonów, pośpiesznie sprawdzali wykazy.

— Zaczęło się — poinformował mnie Ashil.

Do pokoju schodzili się wciąż nowi ludzie.

— I co teraz? — zapytała młoda kobieta mająca na głowie chustę noszoną przez besźańskie mężatki z tradycjonalistycznych rodzin. Zwracała się do mnie: więźnia, skazańca, konsultanta. Pamiętałem ją z wczorajszego wieczoru. W pokoju zapadła cisza. Wszyscy patrzyli na mnie. — Opowiedz mi jeszcze raz o tym, co spotkało Mahalię.

— Próbujecie wytropić Orciny? — zapytałem. Nie potrafiłem jej nic zasugerować, choć miałem wrażenie, że coś jest już na wyciągnięcie ręki.

Wznowili rozmowę, posługując się skrótami i slangiem, których nie rozumiałem, widziałem jednak, że toczą debatę i próbowałem pojąć, o co im chodzi — kwestie strategii albo wyboru kursu. Każde z nich od czasu do czasu szeptało coś, co brzmiało jak ostateczne rozstrzygnięcie sprawy, a potem przerywało na chwilę, unosiło rękę albo jej nie unosiło i rozglądało się, by policzyć głosy.

— Musimy zrozumieć, z czym mamy do czynienia — odezwał się Ashil. — Co jesteście gotowi zrobić, by dowiedzieć się tego, co wiedziała Mahalia? — Jego towarzysze robili się coraz bardziej podekscytowani. Przerywali sobie nawzajem. Przypomniałem sobie, że Jaris i Yolanda mówili, że pod koniec Mahalia była wściekła. Wyprostowałem się gwałtownie na krześle. — Co się stało? — spytał mnie.

— Musimy pojechać na wykopaliska.

Przyjrzał mi się z uwagą.

— Wybiorę się tam z Tyem — oznajmił. — Kto za?

Trzy czwarte obecnych uniosło na chwilę ręce.

— Już powiedziałam, co o nim sądzę — sprzeciwiła się kobieta w chustce, która nie poparła wniosku.

— Słyszałem — odparł Ashil. — Ale…

Zatoczył krąg palcem, wskazując na cały pokój. Przegrała głosowanie.

Wyszedłem z Ashilem. Nadal odnosiłem wrażenie, że na ulicach czai się aura groźby.

— Czujesz to? — zapytałem. Skinął głową. — Muszę… Czy mogę zadzwonić do Dhatta?

— Nie. Nadal jest na zwolnieniu. A jeśli go zobaczysz…

— To co wtedy?

— Jesteś w Przekroczeniu. Lepiej będzie dla niego, jeśli zostawisz go w spokoju. Zobaczysz wielu ludzi, których znasz. Nie stawiaj ich w trudnej sytuacji. Muszą wiedzieć, gdzie się znajdujesz.

— Bowden…

— Obserwuje go militsya. Dla jego bezpieczeństwa. Nikt w Besźel ani w Ul Qomie nie potrafi odkryć żadnego związku między nim a Yorjavicem. Ktokolwiek próbował go zabić…

— Nadal uważamy, że to nie było Orciny? Że Orciny nie istnieje?

— …może spróbować znowu. Przywódców Prawdziwych Obywateli przesłuchała policzai, ale jeśli nawet Yorj i grupa innych członków organizacji utworzyli jakąś tajną komórkę, oni najwyraźniej nic o tym nie wiedzą. Są wściekli z tego powodu. Widziałeś film.

— Gdzie jesteśmy? Którędy do wykopalisk?

* * *

Ashil zawiózł nas tam, korzystając z różnych środków transportu w serii zdumiewających przekroczeń. Przedzieraliśmy się przez dwa miasta, zostawiając za sobą przekroczeniowy tunel w kształcie naszej trasy. Zastanawiałem się, gdzie ma schowaną broń. Strażnik przy bramie Bol Ye’an poznał mnie i uśmiechnął się, ale uśmiech szybko zniknął z jego twarzy. Być może słyszał o moim zniknięciu.

— Nie będziemy zwracać się do uczonych ani przesłuchiwać studentów — oznajmił Ashil. — Musisz zrozumieć, że przybyliśmy tu zbadać okoliczności popełnionego przez ciebie przekroczenia.

Byłem policjantem prowadzącym śledztwo w sprawie własnej zbrodni.

— Byłoby łatwiej, gdybyśmy mogli porozmawiać z profesor Nancy.

— Żadnych rozmów z naukowcami ani studentami. Zaczynajmy. Wie pan, kim jestem? — zapytał strażnika.

Weszliśmy do gabinetu Buidzego. Mężczyzna stał zwrócony plecami do ściany, gapiąc się na Ashila z potężnym, czystym strachem, na mnie zaś ze strachem mieszającym się z oszołomieniem. Łatwo było odczytać z twarzy jego myśli. „Czy mogę wspomnieć o tym, o czym mówiliśmy wcześniej? Kim on właściwie jest?”. Ashil zaprowadził mnie w głąb pokoju i obaj stanęliśmy w plamie cienia.

— Ja nie przekroczyłem — raz po raz powtarzał szeptem Buidze.

— Domaga się pan dochodzenia? — zapytał Ashil.

— Pana zadaniem jest powstrzymanie przemytu — stwierdziłem. Buidze skinął głową. Kim byłem? Żaden z nas tego nie wiedział. — I jak pan sobie z tym radzi?

— Święte Światło… To nonsens. Gdyby któreś z tych dzieciaków chciało ukraść jakieś znalezisko, musiałoby schować je do kieszeni zaraz po wykopaniu, nim jeszcze zostanie skatalogowane, a to niemożliwe, bo przed opuszczeniem wykopalisk wszystkich poddaje się rewizji. Zresztą nikt nie mógłby sprzedać takich obiektów. Jak już mówiłem, studenci łażą po terenie i może się zdarzyć, że przekraczają, stojąc nieruchomo. Cóż można na to poradzić? Nie sposób niczego im udowodnić. To jeszcze nie znaczy, że są złodziejami.

— Mahalia powiedziała Yolandzie, że mogą nimi być, nie wiedząc o tym — poinformowałem Ashila. — Pod sam koniec. — Co zginęło? — zapytałem Buidzego.

— Nic! — Zaprowadził nas do magazynu artefaktów. Pragnął być pomocny tak bardzo, że aż się potykał. Po drodze zauważyło nas dwoje studentów, których pamiętałem. Zatrzymali się nagle, to było coś w kroku Ashila, który starałem się naśladować, i cofnęli pośpiesznie. W pomieszczeniu stały szafki, w których przechowywano wykopane z ziemi i oczyszczone znaleziska. Szuflady wypełnione niewiarygodną rozmaitością odpadków z epoki poprzedników, cudownymi i uparcie niepojętymi fragmentami butelek, modeli układu słonecznego i kamiennych toporów oraz skrawkami pergaminu. — Gdy ludzie wracają z wykopalisk, dyżurny pilnuje, by schowali wszystko do szafek, a potem zostawili klucz. Nikt nie opuszcza terenu bez przeszukania. Nie zdarza się, żeby ktoś protestował z tego powodu. Wszyscy wiedzą, że tak już jest.

Skinąłem na Buidzego, każąc mu otworzyć szafkę, a potem przyjrzałem się schowanej wewnątrz kolekcji. Każdy z obiektów spoczywał w odrębnym polistyrenowym przedziale szuflady. Górnych szuflad jeszcze nie wypełniono. Dolne były pełne. Niektóre z bardziej kruchych znalezisk owinięto w bezkłaczkową tkaninę. Otwierałem kolejne szuflady, przyglądając się ponumerowanym przedmiotom. Ashil zatrzymał się obok mnie i zajrzał do ostatniej szuflady, jakby była filiżanką, a artefakty liśćmi herbaty, z których mógł coś wywróżyć.

— Kto przechowuje klucze nocą?

— Hm, to zależy. — Buidze bał się nas coraz mniej, ale nie sądziłem, by miał kłamać. — Wszystko jedno. To nieważne. Wszyscy czasem się tym zajmują. Ten, kto zostaje dłużej w pracy. Mamy grafik, ale oni zawsze go ignorują.

1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 85
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)