Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Profesor - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Profesor

Электронная книга - «Profesor». Краткое содержание книги:

Akademicką karierę poświęcił badaniom nad strachem. Teraz nieznany mu strach mobilizuje go do ostatniego nadludzkiego wysiłku…
Jak tylko drzwi się otworzyły, wiedział, że już po nim.
Pozostały tylko dwa pytania: Jak długo to potrwa? I jak bardzo to będzie straszne? – Profesor psychologii Adrian Thomas dowiaduje się, że jego choroba nie da mu żadnej szansy…
Jak tylko drzwi się otworzyły, wiedziała, że już po niej.
Pozostały tylko dwa pytania: Jak długo to potrwa? I jak bardzo to będzie straszne? – Jennifer często uciekała z domu.Jednak zawsze wracała albo była przyprowadzana przez policję. Ale tym razem policja nie odnajduje Jennifer. Tym razem szesnastolatka jest w miejscu, gdzie nie znajdzie jej nikt… choć będą ją widzieć tysiące ludzi…
Losy tych dwojga skazańców połączy przypadek, który każe profesorowi rozpocząć dramatyczne śledztwo. Akademicką karierę poświęcił badaniom nad strachem. Teraz strach mobilizuje go do ostatniego nadludzkiego wysiłku. Strach, że będzie za późno: dla niego i dla nieznanej mu dziewczyny…
Najnowszy thriller psychologiczny wydany w Niemczech jeszcze przed premierą w USA i sprzedany już w 125 000 egzemplarzy.
12 tygodni na liście bestsellerów „Buchreporter.
Już 100 000 sprzedanych egzemplarzy w Hiszpanii, Argentynie, Meksyku, Kolumbii, Chile, Urugwaju.
5 tygodni numer 1 argentyńskich list bestsellerów.
Profesor Johna Katzenbacha wprowadza wysoki literacki thriller w jeszcze wyższe rejestry.
„Hannoversche Allgemeine Zeitung”
W swojej ostatniej powieści John Katzenbach genialnie gra naszymi pojęciami rzeczywistości i tożsamości.
„Die Literarische Welt”
John Katzenbach błyskotliwie wznosi się ponad monotonię i przewidywalność typowego thrillera z psychopatycznym seryjnym mordercą.
„Bayerischer Rundfunk”
Widać rękę mistrza.
„Neue Presse”
1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 103
Перейти на страницу:

– W życiu nie dadzą mi kasy. Nie z moimi ocenami na semestr.

– Czyli co się teraz stanie? – Pierwszy student odchylił się na oparcie. Zerknął na zegar ścienny. – Za pół godziny mam to cholerne seminarium o stosowaniu i nadużywaniu Pierwszej Poprawki do Konstytucji. Nie chciałbym czegoś przegapić.

I wcale nie chodziło mu o wykład.

– Zawsze możesz sobie odtworzyć wszystko, co cię ominęło.

Student znów wcisnął parę klawiszy – zmniejszył obraz Numeru 4 i przeniósł go w róg ekranu. Jak poprzednio, wyskoczyła wiadomość czcionką Bodoni Bold Italie. U góry widniał nagłówek Menu, niżej były mniejsze obrazki podpisane „Skorzystanie z toalety”, „Numer 4 je” i „Rozmowa 1”.

Zamknął menu, powiększył obraz.

– Jasne, ale ja tak nie lubię. Najlepiej się ogląda na żywo.

Sięgnął do sterty podręczników.

– Cholera. Muszę lecieć. Jeszcze jedna nieobecność i obniżą mi ocenę.

– To idź.

Student wcisnął książki do plecaka i chwycił znoszoną bluzę ze sterty brudów. Zanim wyszedł, wychylił się do przodu i pocałował obraz Numeru 4.

– Do zobaczenia za parę godzin, mała – powiedział ze sztucznym południowym akcentem. W rzeczywistości pochodził z małej mieściny nieopodal Cleveland w stanie Ohio. – Nic nie rób. A przynajmniej nic, czego ja bym nie zrobił. I nie daj im się. Chociaż przez dwadzieścia pięć godzin.

– Mhm. Zachowaj życie i cnotę, podczas gdy mój dupkowaty kumpel będzie się pilnie uczył, żeby go nie wyrzucili i żeby nie musiał zarabiać na życie smażeniem hamburgerów.

Obaj się zaśmiali, choć w zasadzie to nie był żart.

– Daj znać, gdyby coś się działo. Puść mi esemesa.

– Jasne.

Jego współlokator pogłaskał ekran i usiadł na krześle przed komputerem.

– Hej – zawołał. – Ośliniłeś mi monitor, jak cię wzięło na całowanie.

Kumpel pokazał mu środkowy palec i wyszedł. Student, który został, wyobrażał sobie, że w celi wciąż rozbrzmiewa echo wystrzału. Zastanawiał się, co by zrobił, gdyby usłyszał strzał za ścianą. Miałby wiele możliwości, z ucieczką włącznie. To, że Numer 4 takiej szansy nie miała, tylko pogłębiało jego fascynację. Podobała mu się jej – jeśli to właściwe słowo – zaradność; z drugiej strony naprawdę nie chciał przegapić gwałtu, kiedy do niego dojdzie. Mimo woli zaczął snuć fantazje. Ciekawe, czy to się stanie szybko i nagle, czy też po długim teatrze uwodzenia. Podejrzewał, że to drugie. Rozważał, czy Numer 4 ulegnie bez walki, czy też będzie się szarpać, miotać i krzyczeć. Nie wiedział, co by wolał. Z jednej strony podobała mu się dominacja mężczyzny i kobiety nad Numerem 4. Z drugiej – lubił kibicować słabszemu, a w tym przypadku to na pewno była ona. To właśnie jemu i jego koledze z pokoju najbardziej się podobało w Serii numer 4. Wszystko wydawało się przewidywalne, a zarazem zupełnie nieoczekiwane. Czasem zastanawiał się, czy także inni studenci w kampusie też płacili za oglądanie Numeru 4. Może wszyscy ją kochamy, pomyślał. Przypominała mu trochę pewną dziewczynę z liceum. Albo całe grono dziewczyn. Trudno powiedzieć. Wiedział tylko jedno: Numer 4 jest skazana na zgubę.

Ten wystrzał to mógł być początek końca. Z drugiej strony, może nie.

Tak czy inaczej dziewczyna umrze.

Ciekaw był, jak to się stanie. Namiętnie oglądał nagrania dżihadystów i filmy z tragicznych wypadków samochodowych.

Uwielbiał takie programy jak Gliny i Pierwsze 48 godzin. A najbardziej na świecie marzył o tym, żeby dostać się do Ryzykantów. Gdyby go przyjęli, na sto procent zgarnąłby główną nagrodę – milion dolarów.

Numer 4 znów dygotała. Przyzwyczaił się do tego, że dziewczyna traci kontrolę nad własnym ciałem. To pokazywało, że jej strach nie jest udawany.

Uwielbiał to.

Tyle z tego, co oglądał, było sztuczne. Gwiazdy porno udawały orgazmy. Gry wideo udawały zabijanie. Seriale telewizyjne udawały dramaturgię.

Nie Co będzie potem. Nie Numer 4.

Czasem miał wrażenie, że była najbardziej rzeczywistą i nierzeczywistą rzeczą, jaką kiedykolwiek widział.

Nagle przerwał swoje rozważania. Coś się poruszyło w pokoju. Zobaczył, że Numer 4 odwraca się lekko. Kamera podążyła za nią. Coś się działo.

Usłyszał to samo co ona. Otwierające się drzwi.

Jennifer drgnęła.

Znajomy szelest powiedział jej, że weszła kobieta w skafandrze. Tym razem jednak nie zbliżała się powoli, jej ruchy wydawały się szybkie. W jednej chwili była przy drzwiach, w następnej już stała nad Jennifer, z twarzą o centymetry od jej twarzy.

– Numerze 4, słuchaj uważnie. Masz zrobić dokładnie to, co powiem.

Jennifer skinęła głową. Słyszała w głosie kobiety nerwowość. Nie mówiła swoim zwykłym zimnym tonem, słowa wychodziły z jej ust przyspieszonym, piskliwym szeptem. Jennifer czuła, że kobieta przybliża wargi do jej czoła, gorący oddech omiatał jej twarz.

– Nie wolno ci wydawać żadnego dźwięku. Nie możesz nawet ciężko oddychać. Masz zostać dokładnie tu, gdzie jesteś. Nie ruszaj się. Nie wierć. I bądź cicho, dopóki nie wrócę.

Rozumiesz?

Jennifer skinęła głową. Chciała spytać o strzał, ale się nie odważyła.

– Chcę usłyszeć twoją odpowiedź, Numerze 4.

– Rozumiem.

– Co rozumiesz?

– Ani słowa. Ani żadnego odgłosu. Ani w ogóle niczego. Mam tu zostać.

– Dobrze.

Kobieta milczała. Jennifer słuchała jej oddechu. W pokoju rozbrzmiewało echem jakieś łomotanie – nie wiedziała: czy jej własnego serca, czy serca kobiety.

Nagle poczuła, że dłoń chwyta ją za twarz. Wydała zduszony okrzyk. Zamarła, kiedy paznokcie kobiety wbiły się w jej policzki i mocno ścisnęły skórę. Zadrżała, zwalczając pragnienie, by oderwać od siebie silne palce, i przygotowała się na ból.

– Piśnij tylko, a umrzesz – wysyczała kobieta.

Jennifer zadygotała, próbowała coś odpowiedzieć, ale nie mogła, Tylko dreszcz przeszył jej ciało. To najwyraźniej wystarczyło. Dłoń kobiety rozluźniła uścisk. Jennifer nadal siedziała sztywno, bała się ruszyć.

A potem nastąpiło nowe, obce, nieprzyjemne doznanie. Coś ostrego dotknęło jej gardła i zsunęło się w dół, po szyi, piersi, brzuchu, kroczu – równym, płynnym ruchem, podkreślanym lekkimi ukłuciami, jakby igła muskała skórę.

Nóż!

– I to będzie straszna śmierć, Numerze 4. Jasne?

Dziewczyna znów skinęła głową i czubek noża trochę mocniej wpił się w jej brzuch.

– Tak. Tak. Rozumiem – wyszeptała.

Czuła, że kobieta się cofa. Szelest, który towarzyszył każdemu jej krokowi, przycichł. Jennifer nasłuchiwała dźwięku zamykanych drzwi, na próżno. Tkwiła nieruchomo na łóżku, z misiem w objęciach, usiłując dojść, co się dzieje.

Wytężyła słuch i w chwili, kiedy dotarło do niej, że coś jest nie tak, dłoń chwyciła ją za gardło i zaczęła dusić. Potężna siła wykradała całe powietrze z jej piersi. Czuła się jak przygnieciona wielką betonową płytą. Myślała, że zemdleje ze strachu i zaskoczenia. Na jej zawiązane oczy opadła zasłona bólu, czerwona jak krew. Wierzgnęła, ale trafiła tylko powietrze.

Odruchowo podniosła ręce i znieruchomiała na dźwięk głosu mężczyzny.

– Mogę zrobić coś równie złego, Numerze 4. Może nawet gorszego.

Zadrżała na całym ciele. Bała się, że zemdleje w ciemności pod opaską, a po chwili pomyślała, że może już zemdlała. Krztusiła się strzępkami oddechu.

– Nie zapominaj o tym – szepnął mężczyzna. Na tę groźbę przeszedł ją dreszcz.

– Pamiętaj. Nigdy nie jesteś sama.

Silne dłonie nagle się rozluźniły. Zakasłała, rozpaczliwie łapiąc powietrze. Kręciło jej się w głowie. Nie miała pojęcia, że mężczyzna – w obcisłej czarnej kominiarce, kalesonach i baletkach na nogach – po cichu wszedł za kobietą do pokoju. Teraz już wszystko jej się pomieszało. Kłótnia, wystrzał – to stworzyło w jej wyobraźni jeden scenariusz. Ale to, że obydwoje byli razem w celi i działali wspólnie, jednomyślnie, w skoordynowany sposób, po prostu usunęło jej grunt spod nóg. Czuła, że świat wiruje wokół niej i usiłowała uchwycić się czegoś, co uratowałoby ją przed upadkiem w ciemną otchłań.

1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 103
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)