Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Классическая проза » Stawka Większa Niż Życie Tom – I
Stawka Większa Niż Życie Tom – I - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Stawka Większa Niż Życie Tom – I

Электронная книга - «Stawka Większa Niż Życie Tom – I». Краткое содержание книги:

Andrzej Zbych to pseudonim autorskiego duetu, który przeszedł do historii, tworząc „Stawkę większą niż życie”.
1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 80
Перейти на страницу:

– Więc to już ustaliliśmy – uśmiechnął się nagle nieco łagodniej admirał. – A teraz szybko, co pan wie!

Trzeba naprawdę mówić szybko, bez wahań, bez dobierania słów. Admirał może rozpoznać natychmiast każdy fałszywy ton. Kloss opowiedział więc, że zniknęła Ingrid, on postanowił jej szukać na własną rękę i w tym celu udał się do jej mieszkania. Tam zaskoczył Stolpa, adiutanta generała von Boldta, który mu wyznał, że poszukuje z rozkazu swego zwierzchnika jakiegoś listu.

– Byłem pewien, panie admirale – mówił Kloss – że chodzi o listy miłosne generała pisane do panny Kield. Panna Kield nie chciała mu ich zapewne zwrócić, a generał obawiał się kompromitacji. Podejrzewałem, że generał usiłował pertraktować z panną Kield i że znajduje się ona u niego w mieszkaniu. Przyznaję, działałem pod wpływem zazdrości i lęku o moją dziewczynę…

Czy uwierzy? Czy istnieje jakakolwiek szansa, żeby przełknął tę bajeczkę?

– Szantażował pan generała?

– Sądzę, panie admirale, że to określenie nie jest właściwe.

Admirał znowu rozważał odpowiedź. Przymknął nawet oczy; był pewno bardzo zmęczony, jego twarz wydawała się niemal szara.

– Pan kłamie, Kloss – powiedział wreszcie cicho. -Dość umiejętnie, ale kłamie. Pan nie jest takim idiotą, jakiego chciałby zagrać w moim gabinecie.

– Jestem szczery, panie admirale! – zawołał porucznik. Czuł jednak, że od przeciągnięcia struny dzieli go tylko krok.

– Szczerość! – skrzywił się admirał – W naszej służbie! Słyszałem coś niecoś o panu. Dobrze… jestem gotów przełknąć tę wersję – jego głos zabrzmiał ironicznie. – Zakładam, że nie chce pan sprawiać zwierzchnikowi kłopotów… głupstwami. Bo to głupstwa, prawda? -Pojawiły się władcze tony. -Jeśli obaj coś wiemy, to znaczy, jeśli pan sądzi, że ja wiem również, jest to tylko przypuszczenie. Rozumiemy się?

– Tak jest – odpowiedział Kloss.

– Należy więc milczeć. Pan już o wszystkim zapomniał.

I przypomni sobie tylko na wyraźny mój rozkaz. Jeśli taki rozkaz wydam, wówczas pańska pamięć ulegnie od świeżeniu. A gdyby chciał pan popracować dla kogo innego, znajdę pana choćby pod ziemią. Człowiek Muellera rozmawiał z panem i Schultzem przed paroma godzinami, tak?

– Tak jest.

– Ich interesuje ta sprawa. Sądzę, że wersja, jakoby generał von Boldt miał mieć cokolwiek wspólnego z Ingrid Kield, jest wyłącznie produktem pańskiej fantazji. Może się panu przyśniła.

– Takjest!

Admirał uśmiechnął się cierpko.

– Pańskie stany emocjonalne nic mnie nie obchodzą, Kloss, ale o Ingrid Kield niech pan zapomni. Na zawsze.

Kloss wziął z sekretariatu płaszcz i teczkę. Chyba nie zaglądali do teczki! Gdyby zaglądali, miałby niewielkie szansę opuszczenia tego gmachu. Wymacał przez cienką skórę kształty swej zabawki z plastyku. Jest!

Ruszył powoli szerokim korytarzem, mijając wartowników przy drzwiach. Te żywe posągi wydawały się go nie dostrzegać. Odetchnął pełną piersią dopiero wówczas, gdy znalazł się na ulicy. Nie żywił jednak żadnych złudzeń; to nie był koniec, ta noc przyniesie mu zapewne jeszcze niejedną niespodziankę. Przecież Mueller i jego ludzie szukają Ingrid Kield po całym Berlinie; czy haupt-sturmfuehrer kazał go obserwować? Jeśli nawet tak, Kloss sądził, że udało mu się zgubić pieski gestapo na drodze ze sztabu do Boldta. Nie był jednak pewien. Postanowił iść do domu i oczekiwać wezwania Muellera; nie wątpił, że nastąpi.

Najgorsze jest to – myślał – że znalazłem się między Canarisem i Kaltenbrunnerem. Ma to jednak także dobre strony. Informacja o intrygach Abwehry i próbach nawiązania kontaktu z Amerykanami przyda, się centrali. Trzeba patrzeć na ręce sprzymierzeńców! A spisek oficerski?

Mimo woli wydął pogardliwie wargi; nie ufał im oczywiście, tym panom w mundurach, spełniającym wszystkie rozkazy fuehrera na wschodzie i na zachodzie. Był gotów ich ratować przed gestapo, jeśli to okaże się możliwe, ale nic więcej. Tak czy inaczej, pan hauptsturmfuehrer Mueller wiele się od niego nie dowie.

Zaproszenie do gestapo nastąpiło jednak znacznie wcześniej, niż był przypuszczał. Zanim dotarł na Kurfurstendamm, przy krawężniku przyhamował czarny samochód. Wyskoczył zeń Fritz Schabe i w miarę grzecznie zaprosił Klossa do wnętrza. Siedząc między SS-manami o twarzach równie nieruchomych jak wartownicy u Canarisa, porucznik rozważał dwie sprawy, które wydawały mu się teraz najistotniejsze: czy Mueller wie, o jego wizycie u Boldta i co robić z czarną teczką? Jeśli potraktują go jak aresztowanego, odbiorą teczkę. A wówczas… Poczuł gorycz w ustach. Koniec, a on nie ma przy sobie cyjanku. Czy wytrzyma? Należy starać się doprowadzić gestapowców do pasji; istnieje wówczas szansa, że zastrzelą dostatecznie wcześnie.

W gabinecie Muellera paliło się jaskrawe światło. Kloss siedział na krześle pośrodku pokoju. Teczkę trzymał na kolanach. Powinien zdążyć sięgnąć ręką do wnętrza; ta świadomość działała uspokajająco. Powracała doń powoli pasja gracza, namiętność pokerzysty, której się czasem wstydził, a która przecież pomagała w najtrudniejszych chwilach.

– Gadaj, gdzie jest Ingrid Kield?! – ryczał Mueller. Kloss milczał.

– Gadaj! – wrzasnął gestapowiec. Metody tego specjalisty były jednak dość prymitywne.

– Chciałbym ci przypomnieć – powiedział Kloss – że rozmawiasz z niemieckim oficerem.

Przez chwilę myślał, że Mueller go uderzy; widział jego twarz bardzo blisko: wytrzeszczone oczy i latającą grdykę. Gestapowiec opanował się jednak.

– Nie chce pan mówić – wycedził. Akcentował słowo „pan". – Myśmy mieli do czynienia z rozmaitymi niemieckimi oficerami.

– Nie wiem – oświadczył spokojnie Kloss. – Niestety, nie udało mi się ustalić, gdzie jest Kield.

Jego chłód i poprawność wyprowadzały Niemców z równowagi.

– Czego dotyczyła konferencja z admirałem? – rzucił pytanie Mueller.

Więc to wiedzą – pomyślał Kloss.

– Proszę zatelefonować do admirała – odpowiedział natychmiast.

– Pan z nas kpi! – wrzasnął Mueller – Pan chyba nie miał nigdy do czynienia z gestapo. Skąd pan wie, czy pan w ogóle stąd wyjdzie… Ja… – zachłysnął się własnymi groźbami.

Teraz – pomyślał Kloss. Zerwał się z krzesła. Jego wrzask nie ustępował w niczym wrzaskowi Muellera.

– Wstyd mi za was! – ryczał Kloss. – Zachowujecie się jak prości SS-mani! Jak traktujecie oficera, który chce z wami współpracować! Jak wroga!

– Pan chce z nami współpracować? – powtórzył Mueller. Na jego twarzy odmalowało się zdziwienie. – Może papierosa, oberleutnant?

Krzyk działa na nich jednak bez pudła – pomyślał Kloss.

– Chętnie zapalę – powiedział.

– Więc porozmawiajmy rozsądnie. Niechże pan siada. Czy rozmowa z admirałem dotyczyła Ingrid Kield?

Kloss zaciągnął się papierosem. Czuł się właśnie jak pokerzysta, który ma dwie pary i nie może dopuścić do sprawdzenia. Przeciwnik posiadał przynajmniej fula.

– I tak, i nie – oświadczył.

Na twarz Muellera powróciła nieufność.

– Co to znaczy? – warknął.

– Admirał – mówił powoli Kloss – chciałby bardzo wiedzieć, dlaczego interesuje was Ingrid Kield. Zrugał nas, to znaczy mnie i Schultza, za to, że wypuściliśmy ją z rąk. Uważa, że była do wykorzystania.

– Ach, tak! – trudno było poznać, czy Mueller wierzy.

– Więc sądzi pan, że admirał nie wie, gdzie jest ta Kield?

– Nie wie – rzekł Kloss. Myślał jednocześnie, że nie jest wcale wykluczone, że Canaris zechce go któregoś dnia sprzedać; nie dałby grosza za lojalność szefa niemieckiego wywiadu, teraz nie mógł jednak grać inaczej.

– Przypuszczaliśmy-mówił Mueller – że jednak abweh-rowcy maczali w tym palce. Sprzątnęli nam znakomitą agentkę -wrzasnął, me panując znowu nad sobą – bo zazdroszczą mi sukcesów. Canaris chciałby dowieść fuehrerowi, że tylko jego aparat się liczy. Ale to mu się nie uda.

– Panie standartenfuehrer – powiedział Kloss i znowu poczuł powiew wielkiej gry – wczoraj wieczorem byłem z Ingrid w „Złotym Smoku". Widziałem, jak w barku rozmawiała z jakimś młodym człowiekiem po cywilnemu…

– Obaj gestapowcy słuchali z ogromną uwagą, a Kloss snuł dalej swój fantastyczny wątek. – Nie przywiązywałem do tego oczywiście wagi, zapomniałem nawet o tym, dopiero dzisiaj późnym wieczorem skojarzyłem jakoś ten fakt ze zniknięciem… (Jeśli jednak Boldt wypuści Ingrid, będę pięknie wyglądał – myślał. Nie wierzył już, po rozmowie z admirałem, by to było możliwe). Otóż…

– Jak wyglądał ten mężczyzna?! -wrzasnął Mueller.

– Wysoki. Twarz szczupła, pociągła. Charakterystyczna szrama na policzku, podobnie jak u pana Schabego…

Urwał. Muller spojrzał podejrzliwie na swego pomocnika.

– Nie słyszałem, niestety, rozmowy, ale gdy ich mijałem, parę słów utkwiło mi w pamięci: jutro w Poczdamie.

– Dlaczego pan nic nie mówił?

– Byłem zazdrosny o Ingrid. Sądziłem, że chodzi o jakąś randkę. W nocy objeździłem Poczdam…

– Ach, więc był pan motocyklem w Poczdamie?

– Tak – powiedział Kloss.

– Schabe! – zawołał Mueller. – Rezerwa i do Poczdamu! Chce pan jechać z nami?

– Nie. Wolę już wrócić do domu – oświadczył. – Myślę, że mam dosyć na dzisiaj.

8

Tego się jednak nie spodziewał. Gdy weszli do garażu w głębi jakiegoś podwórka i gdy spojrzał na ich twarze, chłodne, zdecydowane, zrozumiał, że najtrudniejsze ma jeszcze przed sobą. Czekali na niego niedaleko gmachu gestapo. Wychynęli z cienia i ujęli go pod ramiona… Schultz i Stolp: elegancki Schultz i toporny adiutant Boldta z głową przewiązaną bandażem.

– Oszaleliście! – powiedział.

1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 80
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)