Nie licząc psa [To Say Nothing of the Dog - pl]
- Автор: Уиллис Конни
- Год: 1999
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-7180-501-2
- Переводчик: Danuta Gorska
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Nie licząc psa [To Say Nothing of the Dog - pl]». Краткое содержание книги:
„Najdroższa Izabelo — przeczytałem — tak się ucieszyłam na wiadomość o Twoich zaręczynach. Robert to wspaniały młody człowiek i mam tylko nadzieję, że będziecie równie szczęśliwi jak ja z Terence’em. Martwisz się, że poznałaś go na stopniach sklepu z towarami żelaznymi, w wyjątkowo nieromantycznym miejscu. Nie przejmuj się, siostrzyczko. Mój kochany Terence i ja spotkaliśmy się pierwszy raz na dworcu kolejowym — Stałam z ciocią Amelią na peronie stacji Oksford…”
Stałem wpatrując się w list. Peron na stacji Oksford.
„…niezbyt romantyczne miejsce, a jednak od razu zrozumiałam, tam, wśród lokomotyw i wagonów towarowych, że to on będzie moim towarzyszem życia”.
Tylko że wcale nie zrozumiała. Ponieważ ja się napatoczyłem i dlatego obie z ciotką wzięły dorożkę i odjechały.
— Nie możesz znaleźć? — krzyknął Terence. Pospiesznie złożyłem list i wetknąłem do kieszeni.
— Już mam — odkrzyknąłem i wygramoliłem się z krzaków.
— Poszła stąd — oznajmiła Tossie, wskazując stopą całkowicie zmyślony punkt.
— Dziękuję, panno Mering — powiedziałem, odmierzyłem młotkiem długość główki młotka od brzegu, umieściłem kulę na trawie i przygotowałem się do ponownego uderzenia.
— Pana kolej minęła — oświadczyła Tossie, podchodząc do swojej kuli. — Teraz moja kolej.
I potężnym uderzeniem posłała moją kulę z powrotem w krzaki bzu.
— Skrokietowana — uśmiechnęła się słodko. — Dwa strzały.
— Czyż to nie wspaniała dziewczyna? — zagadnął Terence, kiedy pomagał mi szukać kuli.
Nie, pomyślałem, a nawet gdyby była wspaniała, nie miałeś się niej zakochać. Miałeś zakochać się w Maud. Miałeś ją spotkać na dworcu kolejowym i to moja wina, moja wina, moja wina.
— Panie Henry, pańska kolej — zawołała Tossie niecierpliwie. — Och — powiedziałem i uderzyłem na ślepo w najbliższą kulę. — Faul, panie Henry — skarciła mnie Tossie. — Ma pan trupa.
— Co?
— Ta kula to trup — wyjaśniła Tossie. — Już pan ją raz uderzył. Nie może Pan jej ponownie uderzyć, dopóki nie przejdzie pan przez bramkę.
— Och — powiedziałem i wycelowałem w bramkę.
— Nie ta bramka — zawołała Tossie, potrząsając blond lokami. — Zaliczam faul za próbę ominięcia bramki.
— Przepraszam — mruknąłem i próbowałem się skoncentrować.
— Pan Henry jest przyzwyczajony grać według amerykańskich reguł — broniła mnie Verity.
Podszedłem do niej i stanąłem obok, patrząc, jak Tossie ustawia się do strzału, wymierza kąty jak w bilardzie, oblicza, w jaki sposób kule zrykoszetują od siebie.
— Nie wiesz jeszcze o najgorszym — odezwała się Verity. — Ich wnuk był pilotem RAF-u w Bitwie o Anglię. Dowodził pierwszym bombowym nalotem na Berlin.
— Terence! — zawołała Tossie. — Twoje zwierzę przeszkadza mi w podwójnym skrokietowaniu.
Terence posłusznie poszedł przesunąć Cyryla. Tossie spojrzała wzdłuż młotka, odmierzając kąty zderzenia kul, oceniając możliwości.
Stałem i patrzyłem, jak Tossie składa się do strzału. Verity nic nie mówiła. Nie musiała. Wiedziałem wszystko o tym pierwszym nalocie bombowym. Był wrzesień 1940 roku, w połowie Bitwy o Anglię, i Hitler ślubował, że bomby nigdy nie spadną na Vaterland, a kiedy spadły, zarządził bombardowanie Londynu na wielką skalę. A później, w listopadzie, bombardowanie Coventry.
Tossie machnęła młotkiem. Jej kula trafiła w moją, zrykoszetowała, odbiła się od kuli Verity i przeszła prosto przez bramkę.
Ten nalot bombowy ocalił RAF, który znacznie ustępował Luftwaffe pod względem liczebności. Gdyby Luftwaffe nie przestawiła się na bombardowanie obiektów cywilnych, wygrałaby Bitwę o Anglię i Hitler dokonałby inwazji.
ROZDZIAŁ PIĘTNASTY