Czarodziejka [Wizard - pl]
- Автор: Варли Джон Герберт
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Rebis
- ISBN: 83-85696-84-9
- Переводчик: Katarzyna Karlowska
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Czarodziejka [Wizard - pl]». Краткое содержание книги:
Robin przeszła przez wahadłowe drzwi do pomieszczenia, w którym zainstalowano prysznice, już od wejścia zdejmując skafander. Na drewnianej ławce pomiędzy dwoma ściankami szafek siedziała jakaś kobieta i suszyła włosy. Po drugiej stronie inna stała bez ruchu, łapiąc rozbryzgującą się wodę w złożone pod brodą dłonie. Robin wsadziła ubranie do szafki i wyciągnęła Nasu z szuflady na dole. Nasu była jej demonem, jej ulubienicą. Była 110 centymetrową anakondą. Wąż owinął się wokół ramienia Robin i wysunął wąski język: podobało mu się w wilgotnym cieple łazienki.
— Mnie też się podoba — powiedziała Robin. Poszła pod prysznic, nie zwracając uwagi na kobietę, która ukradkiem przyglądała się jej tatuażom. Dwa węże były w Konwencie dość rozpowszechnione, tatuowali się tu wszyscy. Rysunek na brzuchu był jednak wyłącznie jej pomysłem.
Natychmiast po tym, jak odkręciła kurki i poczuła lodowatą strugę wody, rury zawyły i woda przestała lecieć. Kobieta obok jęknęła. Robin złapała sitko i próbowała je ukręcić niczym szyję kurczaka. Później opadła na podłogę i zaczęła wrzeszczeć. Druga kobieta dołączyła, a później również trzecia. Robin włożyła w to całe serce, próbując, tak jak to robiła zawsze, krzyczeć głośniej niż inne. Wkrótce zaczęły kaszleć i rechotać, wreszcie Robin usłyszała, że ktoś ją woła po imieniu.
— Tak, o co chodzi? — Kobieta, którą znała skądś, być może miała na imię Zynda, oparła się o brzeg drzwi.
— Prom właśnie przywiózł list do ciebie.
Robin opadła szczęka i przez chwilę na jej twarzy nie widać było śladu jakiejkolwiek myśli. Poczta była w Konwencie czymś niezwykle rzadkim. Wszyscy jego członkowie razem wzięci znali co najwyżej setkę ludzi spoza swojego środowiska. Większość przesyłek stanowiły paczki zamówione w sprzedaży wysyłkowej; większość z nich przychodziła z Księżyca. To mogło być tylko jedno.
Rzuciła się w stronę drzwi.
Jej ręce zaczęły drżeć ze zdenerwowania (a nie z powodu kolejnego ataku), kiedy obracała w nich cienką białą kopertę. Znaczek z kangurem opieczętowano w Sydney. List adresowany był do Robin Dziewięciopalcej, Konwent, Osiedle La-Grange 2. Adres zwrotny był wytłoczony na kopercie i głosił: Ambasada Gai, Stary Gmach Opery Sydney, Nowa Południowa Walia, Australia, AS 109-348, Indo-Pacyfik. Od napisania listu upłynął ponad rok.
Zdołała jakoś otworzyć kopertę, wydobyć list i przeczytać:
„Droga Robin!
Przepraszam za tak późną odpowiedź.
Twój los wzruszył mnie, chociaż być może nie powinnam tego pisać, ponieważ w twoim Uście dajesz do zrozumienia, że nie prosisz o współczucie. To dobrze, bo Gaja nigdy nie przyznaje leczenia za darmo.
Poinformowała mnie, że pragnie spotkać się z przedstawicielami ziemskich religii. Wspominała o grupie czarownic na orbicie. Brzmiało to mało prawdopodobnie, ale wtedy właśnie nadszedł twój list, niemalże tak, jak gdyby wkroczyła tu opatrzność boska. Być może wdało się tu twoje bóstwo. Kiedy o tym myślę, dochodzę do wniosku, że moje niewątpliwie także.
Powinnaś zabrać się pierwszym możliwym transportem. Proszę, napisz i odpowiedz mi, jak ci wszystko poszło.
Z poważaniem