Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Faraon». Краткое содержание книги:

Nie da się samotnie zmienić świata, nawet jeśli jest się młodym Faraonem o pozornie nieograniczonej władzy. Nie wystarczy stanowczość i odwaga by przeciwstawić się zorganizowanej, wrogiej wszelkim zmianom strukturze państwa i jego urzędnikom. Nie wystarczy moralna słuszność by zwyciężyć w walce z potężnym, nie przebierającym w środkach wrogiem.
1 ... 3 4 5 6 7 8 9 10 11 ... 185
Перейти на страницу:

— Kto ty jesteś, dziewczyno? — zawołał Ramzes. Z czoła zniknęły mu groźne bruzdy, oczy zaiskrzyły się…

— O Jehowo!.. ojcze!.. — krzyknęła przerażona, bez ruchu zatrzymując się na ścieżce. Powoli jednak uspokoiła się, a jej aksamitne oczy przybrały zwykły wyraz łagodnego smutku.

— Skądeś się tu wziął?… — zapytała Ramzesa trochę drżącym głosem. — Widzę, że jesteś żołnierz, a tu żołnierzom wchodzić nie wolno.

— Dlaczego nie wolno?

— Bo to jest ziemia wielkiego pana, Sezofrisa…

— Ho! ho!.. — uśmiechnął się Ramzes.

— Nie śmiej się, bo wnet zbledniesz. Pan Sezofris jest pisarzem pana Chairesa, który nosi wachlarz nad najdostojniejszym nomarchą Memfisu… A mój ojciec widział go i padał przed nim na twarz.

— Ho! ho! ho!.. — powtarzał, wciąż śmiejąc się, Ramzes.

— Słowa twoje są bardzo zuchwałe — rzekła marszcząc się dziewczyna. — Gdyby z twarzy nie patrzyła ci dobroć, myślałabym, że jesteś greckim najemnikiem albo bandytą.

— Jeszcze nim nie jest, ale kiedyś może zostać największym bandytą, jakiego ta ziemia nosiła — wtrącił elegancki Tutmozis poprawiając swoją perukę.

— A ty musisz być tancerzem — odparła już ośmielona dziewczyna. — O!.. jestem nawet pewna, że widziałam cię na jarmarku w Pi-Bailos, jak zaklinałeś węże…

Obaj młodzi ludzie wpadli w doskonały humor.

— A któż ty jesteś? — zapytał dziewczyny Ramzes biorąc ją za rękę, którą cofnęła.

— Nie bądź taki śmiały. Jestem Sara, córka Gedeona, rządcy tego folwarku.

— Żydówka?… — rzekł Ramzes i cień przesunął mu się po twarzy.

— Cóż to szkodzi… co to szkodzi!.. — zawołał Tutmozis. — Czy myślisz, że Żydówki są mniej słodkie od Egipcjanek?… Są tylko skromniejsze i trudniejsze, co ich miłości nadaje wdzięk nadzwyczajny.

— Więc jesteście poganami — rzekła Sara z godnością. — Odpocznijcie, jeżeliście zmęczeni, narwijcie sobie winogron i odejdźcie z Bogiem. Nasza służba nierada takim gościom.

Chciała odejść, lecz Ramzes ją zatrzymał.

— Stój… Podobałaś mi się i nie możesz tak nas opuszczać.

— Zły duch cię opętał. Nikt w tej dolinie nie śmiałby przemawiać w taki sposób do mnie… — oburzyła się Sara.

— Bo widzisz — wtrącił Tutmozis — ten młodzik jest oficerem kapłańskiego pułku Ptah i pisarzem u pisarza takiego pana, który nosi wachlarz nad noszącym wachlarz za nomarchą Habu.

— Pewnie, że musi być oficerem — odparła Sara w zamyśleniu patrząc na Ramzesa. — Może nawet sam jest wielkim panem?… — dodała kładąc palec na ustach.

— Czymkolwiek jestem, twoja piękność przewyższa moje dostojeństwo — odparł Ramzes namiętnie. — Powiedz — rzekł nagle — czy prawda, że wy… jadacie wieprzowinę?…

Sara spojrzała na niego obrażona, a Tutmozis wtrącił:

— Jak to widać, że nie znasz Żydówek!..Dowiedz się zatem, że Żyd wolałby umrzeć aniżeli jeść świńskie mięso którego ja wreszcie nie uważam za najgorsze…

— Ale koty zabijacie? — nalegał Ramzes ściskając ręce Sarze i patrząc jej w oczy.

— I to bajka… podła bajka!.. — zawołał Tutmozis. — Mogłeś mnie zapytać o te rzeczy zamiast gadać brednie.

Miałem przecie trzy Żydówki kochankami…

— Dotychczas mówiłeś prawdę, ale teraz kłamiesz — odezwała się Sara. — Żydówka nie będzie niczyją kochanką! — dodała dumnie.

— Nawet kochanką pisarza u takiego pana, który nosi wachlarz nad nomarchą memfijskim?… — zapytał drwiącym tonem Tutmozis.

— Nawet…

— Nawet kochanką tego pana, który nosi wachlarz?…

Sara zawahała się, lecz odparła:

— Nawet.

— Więc może nie zostałaby kochanką nomarchy?…

Dziewczynie opadły ręce. Ze zdziwieniem spoglądała kolejno na obu młodych ludzi; usta jej drżały, a oczy zachodziły łzami.

— Kto wy jesteście? — pytała zatrwożona. — Zeszliście tu z gór, jak podróżni, którzy chcą wody i chleba… Ale mówicie do mnie jak najwięksi panowie… Coście wy za jedni? Twój miecz — zwróciła się do Ramzesa — jest wysadzany szmaragdami, a na szyi masz łańcuch takiej roboty, jakiego w swoim skarbcu nie posiada nasz pan, miłościwy Sezofris…

— Odpowiedz mi lepiej, czy ci się podobam?… — spytał z naleganiem Ramzes, ściskając jej rękę i tkliwie patrząc w oczy.

— Jesteś piękny jak anioł Gabriel, ale ja boję się ciebie, bo nie wiem, kto ty jesteś…

Wtem, spoza gór, odezwał się dźwięk trąbki.

— Wzywają cię — zawołał Tutmozis.

— A gdybym ja był taki wielki pan jak wasz Sezofris?… — pytał książę.

— Ty możesz być… — szepnęła Sara.

— A gdybym ja nosił wachlarz nad nomarchą Memfisu?…

— Ty możesz być nawet i tak wielkim…

Gdzieś na wzgórzu odezwała się druga trąbka.

— Idźmy, Ramzesie!.. — nalegał zatrwożony Tutmozis.

— A gdybym ja był… następcą tronu, czy poszłabyś do mnie, dziewczyno?… — pytał książę.

— O Jehowo!.. — krzyknęła Sara upadając na kolana.

Teraz w rozmaitych punktach grały trąbki gwałtowną pobudkę.

— Biegnijmy!.. — wołał zdesperowany Tutmozis. — Czy nie słyszysz, że w obozie alarm?…

Następca tronu prędko zdjął łańcuch ze swej szyi i zarzucił go na Sarę.

— Oddaj to ojcu — mówił — kupuję cię od niego. Bądź zdrowa…

Namiętnie pocałował ją w usta, a ona objęła go za nogi. Wyrwał się, odbiegł parę kroków, znowu wrócił i znowu piękną jej twarz i krucze włosy pieścił pocałunkami jakby nie słysząc niecierpliwych odgłosów armii.

— W imieniu jego świątobliwości faraona wzywam cię — idź ze mną!.. — krzyknął Tutmozis i schwycił księcia za rękę.

Zaczęli biec pędem w stronę głosu trąbek. Ramzes chwilami zataczał się jak pijany i odwracał głowę. Wreszcie zaczęli wdrapywać się na naprzeciwległy pagórek.

„I ten człowiek — myślał Tutmozis — chce walczyć z kapłanami!..”

ROZDZIAŁ CZWARTY

Następca tronu i jego towarzysz biegli z ćwierć godziny po skalistym grzbiecie wzgórza, coraz bliżej słysząc trąbki, które wciąż gwałtowniej i gwałtowniej wygrywały alarm. Nareszcie znaleźli się w miejscu, skąd można było ogarnąć wzrokiem całą okolicę.

Na lewo ciągnęła się szosa, za którą dokładnie było widać miasto Pi-Bailos, stojące za nim pułki następcy tronu i ogromny tuman pyłu, który unosił się nad nacierającym ze wschodu przeciwnikiem.

Na prawo ział szeroki wąwóz, środkiem którego pułk grecki ciągnął wojenne machiny.

Niedaleko od szosy wąwóz ten zlewał się z drugim, szerszym, który wychodził z głębi pustyni.

Otóż w tym punkcie działo się coś niezwykłego. Grecy z machinami stali bezczynnie niedaleko połączenia obu wąwozów; lecz na samym połączeniu, między szosą a sztabem następcy, wyciągnęły się cztery gęste szeregi jakiegoś innego wojska, niby cztery płoty najeżone iskrzącymi włóczniami.

1 ... 3 4 5 6 7 8 9 10 11 ... 185
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)