Boża klepsydra [Deepsix - pl]
- Автор: Макдевит Джек
- Год: 2007
- Язык: польский
- Год: Solaris
- ISBN: 978-83-89951-77-0
- Переводчик: Jolanta Pers
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Boża klepsydra [Deepsix - pl]». Краткое содержание книги:
Na kilka tygodni przed spodziewanym zniszczeniem planety Deepsix w wyniku kolizji z gazowa planetą-gigantem, badacze odkrywają ruiny na powierzchni globu, które mogą oznaczać, że istnieje tam cywilizacja. Akademia nakazuje naukowcom z przelatujących w pobliżu statków, żeby ci wylądowali na powierzchni planety i przeprowadzili niezbędne analizy artefaktów. Dodatkowo do grupy naukowców dołącza popularny z powodu swojego ciętego języka i wyrazistych poglądów znany w całej galaktyce publicysta, który nigdy wcześniej nie opuścił Ziemi. Kiedy lądowniki ekspedycji zostają zniszczone, na skutek trzęsienia ziemi spowodowanego zbliżaniem się gazowego giganta, ekipa musi znaleśc sposób na opuszczenie planety zanim dojdzie do kolizji.
Dlatego też Marcel spędzał większość wieczorów w swojej kajucie, szperając w bibliotece statku. To był jednak szczególny dzień, pierwszy cały dzień spędzony na miejscu. Naukowcy świętowali, a on nie chciał, żeby go coś ominęło. Został więc do chwili, aż ostatni z nich włożył naczynia i szkło do stojaka i odszedł. Wtedy Marcel zaczął przyglądać się mapie Chianga.
Nietrudno było wyobrazić sobie Maleivę III jako planetę, na której żyją ludzie. Port Urazy na zwężeniu Gloriamundi. Kanał Niezdecydowania przekopany przez Tempusy.
Nie czuł senności. Po chwili poszedł na mostek. Wszystkim zajmowała się SI statku. Szybko znudziło go oglądanie nieskończonych lodowców i oceanów poniżej, więc zaczął czytać dreszczowiec polityczny, który zaczął poprzedniego wieczora. Słyszał, jak ludzie chodzą po korytarzach. Było to dość niezwykłe zjawisko, ale przypisał je ogólnemu podekscytowaniu, jakie panowało przez cały dzień.
Po półgodzinie zabrzęczał komunikator.
— Marcel? — głos Beekmana.
— Tak, Guntherze?
— Jestem z powrotem w centrum kontroli projektu. Masz chwilę? Zobaczyłem coś, co chcę ci pokazać.
Przed paroma monitorami zebrało się kilkanaście osób. Na wszystkich był ten sam obraz: las pokryty śniegiem i coś między drzewami — coś, co wyglądało jak mur. Trudno było dostrzec dokładnie.
— To maksymalne powiększenie — oznajmił Beekman.
Marcel zmrużył oczy, jakby to miało pomóc.
— Co to? — spytał.
— Nie mamy pojęcia. Ale wygląda jak… — …budynek. — Podeszła do nich Mira Amelia. — Ktoś tam jest.
— Może to po prostu rozproszone promienie słońca. Złudzenie optyczne.
Wszyscy gapili się na monitor.
— Sądzę, że to coś sztucznego — rzekł Beekman.
II
Archeologia pozaziemska wygląda atrakcyjnie, bo sprawcy takich działań wygrzebują radia tranzystorowe używane przez stworzenia, których nie ma już od ćwierci miliona lat. Zatem otacza je aura tajemniczości i romantyzmu. Jeśli jednak kiedykolwiek uda nam się przegonić fale radiowe i dogrzebać się do ich transmisji, bez wątpienia odkryjemy, że byli bandą takich samych matołów jak my. Ta refleksja pewnie nie wpłynie dobrze na ten splendor.