Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Największa Przyjemność Świata
Największa Przyjemność Świata - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Największa Przyjemność Świata

Электронная книга - «Największa Przyjemność Świata». Краткое содержание книги:

W Największej przyjemności świata Jacek Dąbała ukazuje dramatyczne losy pięknej córki polskiego multimilionera porwanej przez gang handlarzy kobietami. Poszukiwania prowadzi prywatny detektyw, Artur Brandt, były dziennikarz śledczy. Jeśli odnajdzie dziewczynę, otrzyma milion euro honorarium. Detektyw szybko odkrywa, że sytuacja jest bardziej skomplikowana niż wszyscy myślą…
1 ... 3 4 5 6 7 8 9 10 11 ... 50
Перейти на страницу:

– Znajdzie ją pan?

– Dlaczego ja? – Udawałem zimnego, ale zdjęcia dziewczyny już zdążyły mnie przypiec.

– Byłem już u dwóch detektywów, wynająłem ich, ale nie zaszkodzi jeszcze jeden – odpowiedział zbolałym głosem. – Pan wzbudził moje zaufanie, ponieważ znam pana z telewizji, znam pańskie filmy i artykuły… Dziennikarz śledczy musi mieć swoje sposoby zdobywania informacji. Dlatego wybrałem pana. Milion euro honorarium plus koszty śledztwa. Proszę mi obiecać, że zajmie się pan tylko tą sprawą.

– A jeżeli jej nie znajdę? – upewniłem się.

– Zwrócę koszty i zapłacę, ile pan zechce… – odparł bez zająknięcia. – Ile tylko pan zechce.

– Ufa mi pan?

– Tak, bo nie może pan wiedzieć, czy nie wynająłem kogoś, kto będzie pana obserwował. – To stwierdzenie powiedziało mi o nim więcej, niż gdybyśmy razem dzielili łóżko. Bystrzak. Zasługiwał na swoje pieniądze.

– Chce pan powiedzieć, że będzie mnie pan sprawdzał – wypowiedziałem to zdanie, nie mając wątpliwości, że sprawdzanie już się zaczęło. – Zgoda. Jeśli jej nie znajdę w ciągu roku, zarobię sto tysięcy euro. Co pan na to? A jeśli znajdę, dostanę milion euro. Zaliczka w wysokości pięćdziesięciu tysięcy euro przy podpisaniu umowy – recytowałem słowa mojego księgowego i prawnika.

– Oczywiście – zgodził się natychmiast. Widać było, że sto tysięcy w prawo, sto tysięcy w lewo to dla tego gościa betka. – Gdzie jest umowa?

Podałem mu plik kartek, a on podpisał je bez czytania. Ot tak, jakby wypełniał rewers w bibliotece. Dym z papierosa zaczynał mnie dusić, dlatego otworzyłem szerzej okno i wróciłem na swoje miejsce.

– Nie boi się pan, że mogę wpisać do umowy dowolną kwotę i oszukać pana? – wyrwało mi się trochę głupio, ale byłem pod wrażeniem. Obrzucił mnie podejrzliwym spojrzeniem i wydawało mi się, że na jego ustach zadrżał lekki uśmiech.

– Mnie już nie można oszukać, panie Brandt – szepnął. – Ja mogę kupić każdego…

– Poza życiem córki – wyrwało mi się niezbyt ładnie. Nawet się nie zdenerwował. Pokiwał tylko głową, a ja wiedziałem, o co mu chodziło.

– Ma pan do dyspozycji wszystko – kontynuował mocniejszym tonem. – Moje pieniądze, moje możliwości, znajomości, moich prawników i ludzi, jakich pan zechce. Mogę panu nawet zapewnić ochronę… Proszę mi tylko zwrócić moją córkę. Niech pan będzie skuteczny i nie waha się przed niczym. Życie mojego dziecka jest najważniejsze. Na policję raczej nie liczę, chociaż bardzo się starają…

Położył na biurku plik euro z napisem na banderoli: „50 tysięcy”, dorzucił swoją wizytówkę z numerem komórki, pożegnał się ze mną i wyszedł. Żadnych pokwitowań. Ufał mi. Stefan Radwan miał styl, dzięki któremu kręcił się przemysł filmowy, a ludzie wierzyli w jutro. Był odpowiedzią na brak wyobraźni i codzienność. Pojawiał się i jednym gestem pokazywał, że istnieje nieśmiertelność. Szkoda tylko, że ktoś włożył mu w szprychy coś brzydkiego. I w tym momencie zrozumiałem, że tak naprawdę wziąłem tę robotę z pobudek idealistycznych – dla forsy, bo podobał mi się jej styl.

Rozdział 4

Dziewczyna obudziła się, ale nie mogła odgadnąć, która była godzina. Znajdowała się w przytulnie urządzonym salonie bez okien. Mogła tylko włączać i wyłączać światło. Obok dużego łóżka znajdowały się przyciski z napisami: muzyka i filmy na życzenie, samoobsługa. Musiała przyznać, że wystrój salonu był na najwyższym poziomie. Poza kanapami, stolikami, obrazami, regałem z książkami, oświetleniem i stalowymi drzwiami z dużym wizjerem w pomieszczeniu znajdowało się jeszcze wejście do łazienki wielkości drugiego salonu. Tam także nie było okien. Klimatyzacja za to działała bez zarzutu.

Zbliżał się kolejny tydzień od porwania i właściwie nic się jeszcze nie wydarzyło. Nikt jej nie pobił, nie zgwałcił, nie morzył głodem i niczym nie straszył. Gdyby nie uwięzienie i brak kontaktu ze światem, można by powiedzieć, że znalazła się w luksusowym apartamencie na wakacjach. Obsługiwał ją jeden człowiek, który odzywał się tylko monosylabami i przedstawił się jako Ozi. Poznali się szybko i bez zbędnych grzeczności.

– Dlaczego mnie tu trzymacie? – zapytała Nana.

– Niedługo się dowiesz – odpowiedział.

– A co to zmieni, jeśli powiesz mi teraz? – zareagowała zbyt inteligentnie, bo osiłek popatrzył na nią przeciągle i odparł:

– Nie kumam, o czym gadasz, mała.

– Pytam, co to zmieni, jeśli odpowiesz mi teraz. Dlaczego tu jestem?

– Niedługo się dowiesz.

– Ty chyba mnie nie rozumiesz – zdenerwowała się. – To łatwe pytanie. Chcecie mnie zastrzelić, powiesić, sprzedać, okraść, przestraszyć? Przynajmniej bym wiedziała.

– Niedługo się dowiesz – odparł teatralnie i wyszedł.

– Hamlet się znalazł… – wyszeptała zrezygnowana.

Ozi regularnie przynosił jedzenie, picie, ubranie, po czym bez słowa wychodził. Wyglądał na obstawę kogoś ważnego – łysy i napakowany sterydami jak gąsior. Wystarczyło spojrzeć mu w twarz, aby człowieka przeszedł dreszcz strachu. Dla dziewczyny jednak był bardzo grzeczny. Kiedy pytała go o cokolwiek, zawsze odpowiadał tak jak za pierwszym razem. Za to kiedy chciała się dowiedzieć, czy chodzi o okup, zaprzeczał. Do puszczenia pary z ust nie skusiła go nawet obietnica olbrzymich pieniędzy za uwolnienie. Wydawało się, że skruszyć go mogła tylko sztanga na siłowni. Musiała cierpliwie czekać.

W końcu pojawił się mężczyzna, który wydawał jej się skądś znany. Na jego ramieniu widniał tatuaż z chińską literą. Wszedł do salonu i cicho zamknął za sobą drzwi. Przystojny i wysportowany, mógł mieć nie więcej niż dwadzieścia osiem lat, czysty i pachnący drogimi kosmetykami. Kiedy pierwszy raz na nią spojrzał, zwróciła uwagę na jego ciemne, lśniące oczy. Zanim usiadł w fotelu, włączył przycisk z muzyką. Otoczyły ich delikatne dźwięki klubowej muzyki. Dziewczyna już wcześniej przekonała się, że nagłośnienie salonu i łazienki było na najwyższym poziomie. Leżała pod cienką kołdrą i obserwowała mężczyznę.

– Dzień dobry, Nano – odezwał się mężczyzna. Co za piękny głos, przemknęło jej przez myśl. – Możesz nazywać mnie Toni, tak jak Tony'ego Soprano – przedstawił się. W rzeczywistości od Tony'ego Soprano dzieliły go z wyglądu miliony lat świetlnych. Pomyślała, że mianował się tak ze względu na charakter. Doskonale pamiętała serial, a gangstera nawet na swój sposób polubiła. Mimo okrucieństwa było w nim coś sympatycznego, a nawet ludzkiego. Powolność, naburmuszenie, brzydota, kłopoty rodzinne i depresja budziły w niej współczucie. Dlatego uśmiechnęła się do Toniego, jakby usłyszała coś miłego. Porywacz jednak nie odpowiedział tym samym.

– Pewnie chciałabyś wiedzieć, dlaczego tu jesteś, prawda? – zapytał rzeczowo. Nana domyśliła się, że był człowiekiem wykształconym i nie wiedziała dlaczego, ale ten fakt naprawdę ją przeraził.

– Co ze mną zrobisz? – zapytała, siadając w kucki na łóżku. Zakryła się kołdrą aż pod szyję. Czuła, że jej ciało drży. Po raz pierwszy ktoś przyszedł z nią porozmawiać. Może nareszcie wszystko się wyjaśni i koszmar się skończy.

1 ... 3 4 5 6 7 8 9 10 11 ... 50
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)