NieЕ›miertelny
- Автор: Кунц Дин Рэй
- Язык: польский
- Жанр: Ужасы
Электронная книга - «NieЕ›miertelny». Краткое содержание книги:
Kiedy kilkanaście godzin później zwłoki mężczyzny w niewyjaśnionych okolicznościach znikają z kostnicy, jego żona Rachael nie kryje lęku. Doskonale wie, do czego posunął się Eric w swej obsesyjnej chęci zachowania młodości i obawie przed śmiercią. Tymczasem tego samego wieczoru w brutalny sposób zostają zamordowane dwie młode kobiety. Policja rozpoczyna śledztwo, którego rezultaty wskazują, że obie sprawy mają ze sobą związek.
Ta doskonała, trzymająca w napięciu powieść klasyka gatunku została wydana w Polsce w 1993 r. pod tytułem „Nieśmiertelny”.
Zaparkował swój samochód na podjeździe koło domu Rachael, tuż przy czerwonym mercedesie, którego nie chciało jej się nawet wprowadzić do garażu.
Jedna ze ścian pokryta była tropikalnymi pnączami z mnóstwem barwnych przylistków, które sięgały aż na dach. Na tarasie przed domem ustawiono drewniane kratki, po których również pięła się roślina, tak że razem tworzyły rodzaj żywej czerwono-zielonej altanki.
Ben zatrzymał się w cieniu pnączy, plecami odwrócony do miło grzejącego słońca, i zadzwonił kilka razy. Rachael nie otwierała i mężczyzna zaczął się niepokoić.
W środku słychać było muzykę. Nagle ktoś ją wyłączył.
Gdy wreszcie Rachael otworzyła drzwi, spostrzegł, że są zabezpieczone łańcuchem. Kobieta spojrzała na niego ostrożnie przez wąską szparę. Poznała go i uśmiechnęła się, aczkolwiek był to bardziej uśmiech odprężenia nerwowego aniżeli radości.
– Och, Benny, tak się cieszę, że to ty.
Zdjęła metalowy łańcuch i wpuściła go do środka. Była boso, w błękitnym, niedbale przewiązanym jedwabnym szlafroku. W ręce trzymała pistolet.
– Po co ci to? – spytał zbity z tropu.
– Nie wiedziałam, kto dzwoni – powiedziała, zabezpieczając broń i odkładając ją na szafkę przy lustrze.
Potem, spostrzegłszy zachmurzone czoło przyjaciela, zrozumiała, że nie jest to wystarczające wyjaśnienie.
– Och, sama nie wiem. Myślę, że… jestem roztrzęsiona.
– Usłyszałem o Ericu w wiadomościach radiowych. Kilka minut temu.
Wtuliła się w jego ramiona. Jej włosy były w niektórych miejscach wilgotne. Skóra słodko pachniała jaśminem, a oddech miała czekoladowy. Ben wiedział, że musiała przed chwilą zażywać ulubionej, długiej i leniwej kąpieli w wannie.
Przytulając ją mocno, poczuł, że cała się trzęsie.
– Wiem z radia, że byłaś przy tym – powiedział.
– Tak.
– Współczuję ci.
– To było straszne, Benny. – Przylgnęła do niego. – Nigdy nie zapomnę tego trzasku, gdy uderzyła go ciężarówka. Ani tego, jak leciał w powietrzu i upadł na chodnik.
Przeszedł ją gwałtowny dreszcz.
– Uspokój się – rzekł. – Nie musisz teraz o tym mówić.
– Muszę – odparła. – Muszę o tym mówić, jeśli mam wyrzucić to wspomnienie z pamięci.
Ben ujął ją za podbródek i zwrócił ku sobie śliczną buzię Rachael. Pocałował ją raz, ale z czułością. Jej usta smakowały czekoladą.
– Dobrze – zgodził się. – Usiądźmy więc w pokoju i opowiesz mi, co się stało.
– Zamknij drzwi na zamek – poleciła Rachael.
– Nie ma potrzeby – odparł i zaczął wyprowadzać ją z przedpokoju.
Rachael zatrzymała się i nie chciała iść dalej.
– Zamknij drzwi na zamek – powtórzyła.
Zakłopotany Ben cofnął się i spełnił jej życzenie. Kobieta wzięła broń z szafki, by zabrać ją do pokoju.
Coś złego wisiało w powietrzu, coś więcej niż śmierć Erica, ale Ben nie wiedział co.
W salonie zaciągnięto wszystkie zasłony, panował więc w nim głęboki mrok. To było bardzo dziwne. Zwykle Rachael uwielbiała słońce i z rozkoszą oddawała się kąpielom w jego ciepłych promieniach, na podobieństwo kotki wygrzewającej się na parapecie. Ben nigdy, aż do tej pory, nie widział, żeby w domu Rachael były zaciągnięte zasłony.
– Nie odsłaniaj okien – zażądała kobieta, gdy Ben zbliżył się do nich.
Zapaliła lampę, która rzuciła delikatny pomarańczowy blask. Następnie usiadła na obitej brzoskwiniową tkaniną sofie. Salon urządzony był modnie – wszystko w odcieniach brzoskwiniowych, z biało-granatowymi akcentami. Stały w nim mosiężne lampy i ława ze szklanym blatem. Rachael, w swym błękitnym szlafroku, świetnie harmonizowała z wystrojem wnętrza.
Położyła broń na stoliku przy lampie. Miała ją w zasięgu ręki.
Ben zajrzał do łazienki i zabrał stamtąd resztę czekolady oraz szampana. Następnie poszedł do kuchni, skąd wziął jeszcze jedną, dobrze schłodzoną buteleczkę szampana i kieliszek dla siebie.
Wreszcie usiadł koło niej na sofie i wtedy Rachael powiedziała:
– Coś mi się tu nie podoba. Mam na myśli czekoladę i szampana. To wygląda jak oblewanie jego śmierci.
– Biorąc pod uwagę, jak ten sukinsyn cię traktował, oblewanie dałoby się usprawiedliwić.
Gwałtownie potrząsnęła głową.
– Nie. Czyjaś śmierć nigdy nie może być powodem do radości. Niezależnie od sytuacji, Benny. Nigdy.
Jednakże mimowolnie przebiegła opuszkami palców po kilkucentymetrowej, bladej i cienkiej jak nitka, bliźnie. Ledwo widoczna, znajdowała się na prawym policzku Rachael i była pamiątką po nagłym wybuchu wściekłości Erica. Zdarzyło się to rok temu. Wtedy właśnie zdecydowała, że go opuści, aby już nigdy nie miał okazji do wyrządzenia jej krzywdy. Eric rzucił w nią tego feralnego dnia szklaneczką z whisky. Chybił, ale naczynie uderzyło o ścianę, rozprysnęło się, a ostry odłamek szkła ugodził kobietę w twarz. Aby nie dopuścić do powstania widocznej blizny, lekarze musieli natychmiast założyć piętnaście mistrzowskich szwów. Dlatego wiadomość o śmierci męża musiała wywołać u niej uczucie ulgi, choćby tylko na poziomie podświadomości.
Zaczęła opowiadać Benowi, czyniąc raz po raz pauzy, by napić się szampana, o porannym spotkaniu u adwokata Erica i o późniejszej sprzeczce na ulicy, kiedy to mąż chwycił ją mocno za ramię i stracił nad sobą kontrolę. Potem opisała wypadek i straszliwy wygląd zwłok, a wszystko w najdrobniejszych szczegółach, jak gdyby tylko w ten sposób mogła wyzwolić się od tych krwawych obrazów. Następnie zaczęła opowiadać o poczynionych przygotowaniach do pogrzebu i w miarę upływu czasu stopniowo uspokajały się jej drżące dłonie.
Ben usiadł blisko niej i patrząc na nią, położył rękę na jej ramieniu. Co pewien czas delikatnie masował jej kark lub głaskał ją po miedzianych włosach.
– Trzydzieści milionów dolarów – podsumowała na koniec i pokręciła głową, uśmiechając się z gorzką ironią. Pragnęła przecież tak niewiele, a dostanie wszystko. – Ja naprawdę nie chcę tych pieniędzy – oznajmiła. – Mam wielką ochotę wydać je, a przynajmniej dużą ich część.
– Są twoje, możesz więc zrobić z nimi, co tylko zechcesz – odpowiedział Ben. – Ale nie rób teraz nic, czego później mogłabyś żałować.
Rachael spuściła wzrok, zerkając na trzymany oburącz kieliszek. Zmarszczyła brwi w zatroskaniu i powiedziała:
– Oczywiście, Eric wściekłby się, gdybym je wydała.
– Kto?!
– Eric – powtórzyła spokojnie.
Ben pomyślał, że to dziwne, iż Rachael reaguje tak, jakby Eric żył. Wytłumaczył to sobie szokiem, który przeżyła. Widocznie nie przyszła jeszcze do siebie.
– Poczekaj trochę, aż dostosujesz się do nowych warunków.
Rachael westchnęła i kiwnęła głową.
– Która godzina?
Ben spojrzał na zegarek.
– Za dziesięć siódma.
– Po południu dzwoniłam do różnych ludzi, informując, co się stało i kiedy będzie pogrzeb. Ale zostało mi na liście jeszcze trzydzieści albo czterdzieści nazwisk. Eric nie miał rodziny, jedynie kilku kuzynów. I ciotkę, której nienawidził. Przyjaciół też nie miał wielu. Nie był człowiekiem, któremu zależało na przyjaźniach, nie potrafił ich zresztą nawiązywać. Jest jednak mnóstwo ludzi, z którymi łączyły go interesy. Rozumiesz? Nie mam ochoty na te męczące rozmowy.
– W samochodzie mam telefon – powiedział Ben. – Mogę pomóc ci w kontaktowaniu się z nimi. Wtedy pójdzie szybciej.
Uśmiechnęła się delikatnie.
– Jak by to wyglądało? Przyjaciel wdowy dzwoniący do pogrążonych w smutku…