Zapach Śmierci
- Автор: Райх Кэтти
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zapach Śmierci». Краткое содержание книги:
Książka, która zainspirowała twórców serialu tv Kości
***
Kathy Reichs jest autorką wielu powieści kryminalnych, których cechą główną jest prezentacja śmierci także w ujęciu medycznym. Jej utwory to dzieła pełne strachu i przerażenia, ale także zawierające wielki kunszt literacki autorki. Do jej twórczego repertuaru należy wiele opowiadań kryminalnych, jednak to właśnie Zapach Śmierci jest najbardziej popularną książka jej autorstwa.
Od największych na świecie Frankfurdzich Targów Ksiązki zaczęła się błyskotliwa kariera debiutującej tam Amerykanki Kathy Reichs, kiedy wydawcy z wielu krajów bez wahania zapłacili rekordowe zaliczki za prawa do edycji Zapachu śmierci. I się nie zawiedli. Podobnie jak czytelnicy.
Akcja powieści „Zapach Śmierci” toczy się w Monteralu, gdzie to pracująca jako antropolog sądowy, doktor Tempe Brennan zostaje wezwana do klasycznego z pozoru przypadku odkrycia kobiecych kości na terenie opuszczonego cmentarza. Analiza szczątków ofiary wskazuje Tempe, że może to być kolejna zbrodnia maniakalnego zabójcy kobiet. Nikt jednak nie daje wiary tym hipotezom. Tempe rozpoczyna śledztwo na własną rękę. Reichs prezentuje nam determinacje kobiety, która chce poznać prawdę, a przede wszystkim chce udowodnić innym, ze miała racje.
Zapach Śmierci to ksiązka pełna niebezpieczeństw, wzbudzająca u odbiorcy poczucie leku, ale tez chęć poznania prawdy. Wiele w niej wątków pobocznych, które zmuszają czytelnika do myślenia. Czytelnik sam próbuje za pomocą własnej wyobraźni rozwikłać tę kryminalną zagadkę – kto jest morderca. Autorka specjalnie kieruje świadomość odbiorcy na inne sprawy i innych podejrzanych, po to, żeby na końcu wzbudzić u niego poczucie zaskoczenia i niespodzianki. Z pewnością to jej się udaje.
Fabuła niby znana powszechnie – poszukiwanie i pościg za mordercą, jednak sposób w jaki Reichs to prezentuje jest z pewnością godny podziwu. Mole książkowe, które uwielbiają obszernych rozmiarów książki z kryminalnymi wątkami, nie zawiodą się na tej książce.
Mnie, osobiście książka zaintrygowała bardzo. Chociażby poprzez sposób w jaki jest napisana – język prosty, trafiający do zwykłego odbiorcy, nawet wszystkie terminy medyczne, o których nie ma pojęcia, nie są w stanie zepsuć ogólnego pozytywnego wrażenia. Jedynie co mogę zarzucić Reichs to zbyt rozlegle opisy miejsc i okoliczności. Czytelnik podczas czytania zbyt rozległych opisów, niecierpliwi się o dalszy rozwój sytuacji. Poza tym, mam wrażenie, że autorce umyka czasem, przy tych wszystkich opisach rzeczywistości, charakterystyka głównej bohaterki – Tempe. Być może był to celowy zabieg, aby zmusić każdego do wysilenia własnej wyobraźni. Jednak należy stwierdzić, że ogólne wrażenie po lekturze książki jest jak najbardziej pozytywne i mogę ją polecić każdemu, nie tylko tym, których fascynuje perspektywa rozpadającego się ciała, czy tez bardzo dokładny opis poszczególnych kości człowieka po jego śmierci.
Książka „Zapach Śmierci” została uznana za międzynarodowy bestseller i została przetłumaczona na co najmniej 20 języków. Niesamowitym atutem tej książki jest jej realizm. Należy dodać, że niektóre zaprezentowane w książce przypadki są prawdziwymi przykładami z rzeczywistości i pracy zawodowej autorki. To, dodatkowo wzbudza u czytelnika ciekawość i chęć poznania przyczyn i skutków.
Ważny podkreślenia jest fakt, że na ekrany polskiej telewizji Polsat, wszedł serial Kości, inspirowany bestsellerowymi powieściami pisarki kryminolog – antropolog Kathy Reichs.
– Jak tu weszłaś?
– Ciągle mam klucze. – Znowu łapczywie łapała oddech, ale tym razem już ciszej i wolniej. – Od zeszłego lata.
Zdjęła rękę z gniazdka i pokazała klucz wiszący na małym łańcuszku. Czułam wzrastający we mnie gniew, ale wyczerpanie wzięło górę.
– Nie teraz, Gabby.
– Tempe, ja…
Posłałam je spojrzenie, które miało ją zmrozić. W odpowiedzi spojrzała na mnie pytająco, nie rozumiejąc.
– Tempe, nie mogę iść do domu.
Jej oczy były ciemne i okrągłe, a ciało spięte. Wyglądała jak antylopa odcięta od stada i zapędzona w ślepy zaułek. Ogromna antylopa, niemniej jednak przerażona.
Bez słowa wstałam, z szafy w przedpokoju wyjęłam ręcznik i pościel i położyłam je na łóżku dla gości.
– Porozmawiamy rano, Gabby.
– Tempe, ja…
– Rano.
Kiedy zasypiałam, wydawało mi się, że słyszę, jak wystukuje jakiś numer. Nie miało to znaczenia. Jutro.
I rzeczywiście rozmawiałyśmy. Całymi godzinami. Nad miseczkami z płatkami kukurydzianymi i talerzami spaghetti. Sącząc ogromne ilości cappucino. Rozmawiałyśmy zwinięte w kłębek na kanapie i w czasie długich spacerów po Ste. Catherine. To był weekend słów, większość z nich wylewała się Gabby. Najpierw byłam przekonana, że po prostu się rozkleiła. W niedziela wieczorem nie byłam już taka pewna.
Ekipa zjawiła się późnym rankiem w sobotę. Z uprzejmości najpierw zadzwonili, przyjechali bez fanfar i pracowali szybko i wydajnie. Przyjęli obecność Gabby jako rzecz normalną. Wsparcie przyjaciółki po przerażającej nocy. Powiedziałam Gabby, że ktoś wtargnął do ogrodu, ale nie wspomniałam o głowie. Miała dosyć swoich zmartwień. Ekipa odjechała, żegnając mnie podnoszącymi na duchu słowami:
– Niech się pani nie martwi, doktor Brennan. Złapiemy sukinsyna. Wszystko będzie dobrze.
Sytuacja Gabby była równie nieprzyjemna jak moja. Jej były informator zaczął ją śledzić. Był wszędzie. Czasami widywała go na ławce w parku. Niekiedy śledził ją na ulicach. W nocy kręcił się przy St. Laurent. Chociaż teraz nie zgadzała się z nim rozmawiać, i tak cały czas koło niej się kręcił. Trzymał się z dala, ale nigdy nie spuszczał z niej oka. Podejrzewała, że dwa razy był w jej mieszkaniu.
Kiedy spytałam: “Gabby, jesteś pewna?", tak naprawdę miałam na myśli: “Gabby, zaczynasz się sypać?"
– Zabrał coś?
– Nie. Przynajmniej tak sądzę. W każdym razie nic nie zauważyłam. Ale Jestem pewna, że grzebał w moich rzeczach. Wiesz, po czym to poznać. Niczego nie brakuje, ale wszystko jest troszkę inaczej. Jakby poprzesuwane.
– Dlaczego nie odpowiadałaś na moje telefony?
– Przestałam odbierać telefony. Dzwonił kilkanaście razy na dzień. a jak podnosiłam słuchawkę, to cisza. To samo z automatyczną sekretarką. Mnóstwo rozłączeń. Po prostu przestałam jej używać.
– Dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś?
– I co miałabym powiedzieć? Jestem śledzona? Zrobiłam z siebie ofiarę? Nie potrafię sobie dać rady z własnym życiem? Podejrzewam, że gdybym go zaczęła traktować jak larwę, którą jest, to przestałby się mną interesować Odwaliłby się i w poczwarkę przekształciłby się już gdzieś indziej…
Jej oczy zdradzały udręczenie.
– Poza tym wiedziałam, co byś powiedziała. Sypiesz się, Gabby. Pozwalasz, żeby twoje paranoje przejmowały nad tobą kontrolę, Gabby. Potrzebu jesz pomocy, Gabby…
Poczułam wyrzuty sumienia, kiedy przypomniałam sobie, jak zakończyłam naszą ostatnią rozmowę telefoniczną. Miała rację.
– Mogłaś zadzwonić na policję. Daliby ci ochronę. – Już kiedy to mówiłam, zupełnie w to nie wierzyłam.
– Niby tak.
Opowiedziała mi o piątkowej nocy.
– Wróciłam do domu koło wpół do czwartej nad ranem i byłam pewna, że ktoś był w mieszkaniu. Wykorzystałam stary sposób – przeciągnęłam nitkę przez zamek. Cóż, kiedy zobaczyłam, że jej nie ma, zdenerwowałam się. Byłam w całkiem niezłym humorze, bo przez cały wieczór nie widziałam płaza. Poza tym, dopiero co zmieniłam zamki, więc po raz pierwszy od kilku miesięcy nie bałam się o mieszkanie. Kiedy zobaczyłam nitkę na ziemi, po prostu wymiękłam. Nie mogłam uwierzyć, że znowu tam był. Nie wiedziałam, czy jest ciągle w środku i wcale nie chciałam tego sprawdzać. Uciekłam i przyjechałam tutaj…
Kawałek po kawałku, opowiadała o minionych trzech tygodniach, mówiąc o incydentach, które właśnie jej się przypominały. Z czasem, w ciągu weekendu, kiedy dowiadywałam się coraz więcej, układałam sobie poszczególne epizody w porządku chronologicznym. Chociaż prześladujący ją mężczyzna ani razu nie zachował się otwarcie agresywnie, jego poczynania jasno wskazywały na to, że robi się coraz śmielszy. Kiedy nadeszła niedziela zaczęłam bać się razem z nią.
Zdecydowałyśmy, że na razie zostanie u mnie, choć nie byłam pewna, na jaką ocenę pod względem bezpieczeństwa zasługuje moje mieszkanie. W sobotę wieczorem zadzwonił Ryan, żeby mi powiedzieć, że radiowóz będzie przed domem do poniedziałku. Kiwałam im głową, kiedy wychodziłyśmy na nasze spacery. Gabby myślała, że są tam z powodu wtargnięcia do ogrodu. Nie wyprowadzałam jej z błędu. Musiałam wzmacniać jej świeżo odzyskane poczucie bezpieczeństwa, a nie je burzyć.
Sugerowałam, żeby poinformować policję o jej prześladowcy, ale ona uparcie odmawiała, bojąc się, że wciągnięcie ich w to mogłoby skompromitować jej dziewczyny. Podejrzewałam, że obawiała się stracić ich zaufanie i dostęp do nich. Niechętnie, ale zgodziłam się.
W poniedziałek zostawiłam ją i poszłam do pracy. Miała zamiar wziąć trochę rzeczy ze swojego mieszkania. Zgodziła się nie pokazywać w Main przez jakiś czas i zdecydowała się trochę czasu poświęcić na pisanie. Do tego potrzebowała swojego laptopa i notatek.
Kiedy weszłam do swojego gabinetu, było po dziewiątej. Ryan już dzwonił. Na kartce ktoś nabazgrał: “Mam nazwisko. AR". Kiedy do niego zadzwoniłam, nie zastałam go, więc poszłam do laboratorium histologii, żeby dowiedzieć się czegoś o souvenirze z mojego ogrodu.
Czaszka suszyła się na blacie, oczyszczona i oznaczona, a brak miękkiej i kanki wyeliminował konieczność gotowania. Z pustymi oczodołami i starannie wypisanym numerem LML, wyglądała jak tysiąc innych czaszek. Wpatrywałam się w nią, przypominając sobie, jakie wywołała we mnie przerażenie
Trzy dni wcześniej.
– Lokalizacja. Lokalizacja. Lokalizacja – powtarzałam do pustego laboratorium.
– Słucham?
Nie słyszałam, kiedy wszedł Denis.
– Coś, co mi kiedyś powiedział facet od nieruchomości.
– Oui?
– Nasza reakcja często zależy nie tyle od tego, co to jest, a raczej gdzie jest.
Wyglądał na zdezorientowanego.
– Nieważne. Pobrałeś próbki gleby, nim ją umyłeś?
– Oui. – Podniósł do góry dwie małe, plastikowe fiolki.
– Dajmy je zbadać specjalistom.
Pokiwał głową.
– Zrobiono rentgeny?
– Oui. Właśnie wręczyłem doktorowi Bergeronowi panoramiczne zdjęcia szczęk i reszty.
– Jest tutaj w poniedziałek?
– Jedzie na dwutygodniowe wakacje, więc przyszedł skończyć jakieś sprawozdania.
– No to mamy szczęście. – Umieściłam czaszkę w plastikowej tubie – Ryan myśli, że zna nazwisko.
– O, oui? – Jego brwi strzeliły w górę.
– Musiał wstać dzisiaj razem z ptakami. Wiadomość przyjęli w czasie nocnej zmiany.
– Nazwisko do szkieletu z St. Lambert czy tego twojego kumpla?