Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ruchome obrazki [Moving Pictures - pl]
Ruchome obrazki [Moving Pictures - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ruchome obrazki [Moving Pictures - pl]

Электронная книга - «Ruchome obrazki [Moving Pictures - pl]». Краткое содержание книги:

Ukryte we wnętrzu kamer chochliki błyskawicznie malują kolejne klatki na celuloidowej taśmie. Świat Dysku odkrywa magię Srebrnego Ekranu! Nie wystarczy jednak usiąść w kinowym fotelu i z przejęciem śledzić losy bohaterów Porwanego wiatrem, najdziwniejszego filmu o Wojnie Domowej, jaki kiedykolwiek powstał. Przede wszystkim trzeba wyjaśnić, jaką tajemnicę skrywa wzgórze Świętego Gaju (czyli Holy Woodu), nie przejmując się tym, że Gaspode, Cudowny Pies, ma wielką ochotę na to, by uratować świat…
1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 79
Перейти на страницу:

— Zwyczajny ogień — powiedział. — Masz rację. Powinno się udać. Dobrze kombinujesz, chłopcze.

Wyjął z kieszeni wiązkę zapałek, które palący bez przerwy magowie zawsze nosili przy sobie.

— Nie możesz podpalić Odium — ostrzegł Dibbler. — Tam są stosy błony.

Victor zerwał ze ściany plakat, zwinął z niego prymitywną żagiew i podpalił jeden koniec.

— Ją właśnie mam zamiar spalić.

— Przepraszam…

— Głupi! Dureń! — huknął Dibbler. — Taśma pali się bardzo szybko.

— Przepraszam…

— Co z tego? Nie mam zamiaru zostawać tam na dłużej.

— To znaczy naprawdę szybko.

— Przepraszam — powtórzył cierpliwie Gaspode. Spojrzeli na niego.

— Ja i Laddie możemy to zrofić — oświadczył. — Cztery nogi są lepsze niż dwie i tak dalej. Kiedy chodzi o ratowanie świata, w każdym razie.

Victor zerknął na Dibblera i uniósł brwi.

— Myślę, że może im się udać — przyznał Dibbler. Victor skinął głową. Laddie wyskoczył z gracją, wyrwał mu z ręki żagiew i wbiegł do wnętrza. Gaspode podążył za nim.

— Czy mam złudzenia, czy ten mały pies umie mówić? — zapytał Dibbler.

— Twierdzi, że nie umie — odparł Victor.

Dibbler zawahał się. Emocje trochę nim wstrząsnęły.

— Cóż — mruknął. — On sam chyba wie najlepiej.

* * *

Psy podbiegły do ekranu. Stwór-Victor już prawie się wydostał i leżał rozciągnięty między puszkami błony. — Mogę zapalić ogień? — poprosił Gaspode. — To właściwie moja rofota.

Laddie szczeknął posłusznie i upuścił płonący plakat. Gaspode podniósł go i ostrożnie zbliżył się do Stwora.

— Ratujemy świat — oświadczył niewyraźnie i rzucił żagiew na zwój błony. Zapłonęła natychmiast i rozjarzyła się białym płomieniem, niby spowolniona magnezja.

— I dofrze — stwierdził Gaspode. — A teraz uciekajmy stąd jak…

Stwór wrzasnął. Podobieństwo do Victora zniknęło całkowicie, teraz wśród płomieni poruszało się coś przypominającego wybuch w akwarium. Macka wystrzeliła z ognia i chwyciła Gaspode za nogę.

Odwrócił się i spróbował ją ugryźć.

Laddie jak strzała przebiegł z powrotem po pustej widowni i zaatakował wijącą się mackę. Odskoczyła, powaliła go i cisnęła wirującym Gaspode o podłogę.

Pies wstał, kulejąc zrobił kilka kroków i upadł.

— Przeklęta noga! Fyła i już po niej — mruknął. Laddie spojrzał na niego ze smutkiem. Płomienie strzelały wokół puszek z błoną.

— No już, uciekaj stąd, głupi kundlu! — zawołał Gaspode. — Wszystko tu lada chwila wyfuchnie. Nie! Nie podnoś mnie! Postaw mnie natychmiast! Nie masz czasu…

* * *

Ściany Odium rozdęły się z pozorną powolnością; każda deska i kamień zdawała się zachowywać swoją pozycję względem pozostałych, ale płynęła samodzielnie.

A potem Czas doścignął wydarzenia.

Victor upadł na twarz.

Bum!

Pomarańczowa kula ognia uniosła dach; wzleciał w zamglone niebo. Odłamki uderzyły o ściany innych domów. Rozgrzana do czerwoności puszka błony z groźnym wizgiem przeleciała nad głowami leżących na bruku magów i huknęła o daleki mur.

Słychać było wysokie, cienkie wycie, które urwało się nagle.

Stwór-Ginger zakołysał się w żarze. Podmuch gorącego powietrza uniósł wokół talii fałdy jego ogromnej spódnicy. Stwór stał, migoczący i niepewny, a dookoła spadały gruzy.

Potem odwrócił się chwiejnie i ruszył naprzód.

Victor zerknął na Ginger, która wpatrywała się w rzednące chmury dymu i stos ruin, jeszcze niedawno tworzących Odium.

— To nie tak — mruczała pod nosem. — Tak się nie zdarza… Kiedy już myślisz, że jest za późno, wybiegają z dymu. — Zwróciła ku niemu przerażony wzrok. — Prawda? — spytała błagalnie.

— Tamto jest w migawkach — odrzekł Victor. — Tu jest rzeczywistość.

— Co za różnica?

Kierownik katedry chwycił Victora za ramię i szarpnął mocno.

— Idzie do Biblioteki! — zawołał. — Musisz ją powstrzymać! Jeśli tam dotrze, magia uczyni ją niezwyciężoną! Nigdy jej nie pokonamy! I będzie mogła sprowadzić następne!

— Jesteście magami — wtrąciła Ginger. — Czemu wy tego nie zatrzymacie?

Victor pokręcił głową.

— Stwory lubią naszą magię — wyjaśnił. — Jeśli użyje się jej gdzieś blisko nich, stają się silniejsze. Ale nie wiem, co mógłbym zrobić…

Umilkł niepewnie. Tłum obserwował go w napięciu.

Nie patrzyli na niego, jakby był ich ostatnią nadzieją. Patrzyli, jakby był ich pewnością.

Usłyszał słowa jakiegoś dziecka.

— Co teraz będzie, mamo?

— To proste — odparła spokojnie trzymająca dzieciaka gruba kobieta. — On rzuci się tam i powstrzyma to w ostatniej chwili. Jak za każdym razem. Widziałam już, jak to robi.

— Nigdy czegoś takiego nie robiłem — zaprotestował Victor.

— Widziałam — upierała się z satysfakcją kobieta. — W Cieniach wśród pisków. Kiedy ta młoda dama… — dygnęła w stronę Ginger — …jechała na koniu, a on ją zrzucił z urwiska, ty przygalopowałeś i złapałeś ją w ostatniej chwili. Imponujące, pomyślałam wtedy.

— To nie były Cienie wśród pisków — sprzeciwił się starszy mężczyzna, spokojnie nabijając fajkę. — To była Dolina Trolli.

— Właśnie że Cienie — wtrąciła stojąca za nim chuda kobieta. — Wiem dobrze. Widziałam je dwadzieścia siedem razy.

— Tak… Znakomity ruchomy obrazek — zgodziła się pierwsza. — Za każdym razem, kiedy widzę tę scenę, jak ona go opuszcza, a on patrzy na nią i rzuca jej to swoje spojrzenie, od razu łzy stają mi w oczach…

— Przepraszam bardzo, ale to nie były Cienie wśród pisków — oświadczył mężczyzna. Mówił powoli i z naciskiem. — Myśli pani o słynnej scenie na placu w Płomyeniach namyetności.

Gruba kobieta poklepała Ginger po ręce.

— Masz, panienko, dobrego chłopaka — powiedziała. — Zawsze rusza ci na ratunek. Gdyby to mnie ciągnęły gdzieś szalone trolle, mój stary słowa by nie powiedział. Najwyżej by spytał, gdzie ma mi wysłać rzeczy.

— Mój mąż nawet by nie wstał z fotela, gdyby to mnie pożerały smoki — dodała chuda. Szturchnęła lekko Ginger. — Ale przydałoby ci cię więcej ubrania, panienko. Następnym razem, kiedy trzeba cię będzie ratować, upieraj się, żeby pozwolili ci włożyć ciepły płaszcz. Ile razy zobaczę cię na ekranie, zaraz myślę: ona sama się prosi o grypę, kiedy biega w takim stanie. Ot co.

— Gdzie jego miecz? — zapytał dzieciak, kopiąc matkę w łydkę.

— Przypuszczam, że zaraz po niego pójdzie — odpowiedziała, uśmiechając się do Victora zachęcająco.

— Ehm… No tak — wymamrotał. — Chodź, Ginger. Chwycił ją za rękę.

— Zróbcie chłopakowi miejsce! — krzyknął władczo palacz fajki. Ludzie rozstąpili się wokół nich. Ginger i Victor zobaczyli tysiące twarzy zwróconych ku nim wyczekująco.

— Oni myślą, że byliśmy rzeczywiści — jęknęła Ginger. — Nikt nic nie robi, na miłość bogów, bo uważają, że to ty jesteś bohaterem! A my też nic nie możemy zrobić. Ten Stwór jest większy niż my oboje!

Victor wpatrywał się w mokre kamienie bruku. Pewnie mógłbym sobie przypomnieć jakieś czary, myślał, ale zwyczajne czary nic nie zdziałają przeciwko Piekielnym Wymiarom. I jestem pewien, że prawdziwi bohaterowie nie stoją wśród wiwatujących tłumów. Bohaterowie wykonują swoją robotę. Są jak ten biedny Gaspode — nikt ich nie zauważa, dopiero potem. To właśnie jest rzeczywistość.

1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)