Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Oczy Smoka
Oczy Smoka - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Oczy Smoka

Электронная книга - «Oczy Smoka». Краткое содержание книги:

Flagg, jeden z największych żyjących magów, znał wszystkie zabójcze substancje, a każda z nich była straszniejsza od poprzedniej. Najgorszą z nich trzymał z dala od pozostałych. W jego gabinecie znajdowało się biurko, a każda z szuflad była zamknięta na klucz. Jedna z nich miała potrójny zamek. Wewnątrz leżało pudełko rzeźbione w magiczne symbole i runy. A w środku leżał Smoczy Piasek, na który nie ma lekarstwa. Pochodził z pustyni Grenh. Do Grenh można zbliżyć się tylko wtedy, gdy nie wieje wiatr. Albowiem wystarczy raz odetchnąć oparami, by zginąć. Ale nie natychmiast. Dopiero po paru dniach płuca rozżarzą się, skóra zacznie dymić, a całe ciało skurczy się niczym ciało mumii. Po czym człowiek padnie nieżywy z włosami w płomieniach.
Flagg w ciemnościach, niewidziany przez nikogo, zaczął się śmiać. W klatce wiszącej na długich czarnych kajdankach obudziła się dwugłowa papuga.
– Śmierć! – wrzasnęła jedna z głów.
– Mord! – krzyknęła druga.
1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 75
Перейти на страницу:

Czarnoksiężnik dmuchnął na kryształ, gasząc jego jaskrawe migotliwe światło. Siedział teraz w ciemnościach, mając w oczach jego blask.

Piotr. Ucieka. Gdzie? Kryształ pokazywał noc, a Flagg zobaczył, że wiatr miótł śniegiem wokół zsuwającej się coraz niżej maleńkiej postaci. Czy miało to się zdarzyć dziś wieczorem? Jutro? W przyszłym tygodniu? Albo…

Flagg jednym ruchem poderwał się zza biurka. Oczy rozjarzyły mu się w ciemnościach panujących w komnacie.

A może już się zdarzyło?

– Dość tego – szepnął. – Na wszystkich bogów, jacy byli, są i będą, mam tego dosyć.

Przeszedł przez mroczny pokój i porwał wielki topór ze ściany. Mordercze narzędzie było nieporęczne, ale czarnoksiężnik posługiwał się nim z łatwością i pewnością siebie.

Czy znał je dobrze? O tak! Niejeden raz zamachnął się nim gdy mieszkał tu i działał jako Bili Hinch, najstraszliwszy kat w całej historii Delainu. To potworne ostrze ścięło setki głów. Wykonano je z dwukrotnie kutej stali anduańskiej, a nad nim znajdował się prywatny wynalazek Flagga – żelazna kula ze szpikulcami pokrytymi trucizną.

– DOŚĆ TEGO! – wrzasnął znów czarnoksiężnik z gniewem, lękiem i frustracją. Słysząc to nieprzytomna dwugłowa papuga wydała jęk.

Flagg zerwał z wieszaka płaszcz, jednym ruchem narzucił go sobie na ramiona i zapiął u szyi klamrę – skarabeusza wyklepanego w srebrze.

Miał tego dosyć. Nie pozwoli, żeby ten nienawistny chłopak pokrzyżował jego plany. Roland nie żył, Peyna stracił urząd, szlachta uciekła na wygnanie. Nikt nie podniesie krzyku z powodu śmierci księcia… zwłaszcza że zamordował on własnego ojca.

Jeśli jeszcze nie uciekłeś, drogi książę, to już nigdy ci się to nie uda – a coś mówi mi, że nadal jesteś w klatce. Ale dziś pewna część twojej osoby znajdzie się poza nią – sam się o to postaram.

Idąc korytarzem w stronę Bramy do Lochów Flagg wybuchnął śmiechem… który potrafiłby przyprawić o złe sny nawet posąg z marmuru.

114

Domysły Flagga okazały się słuszne. Piotr skończył badanie swej liny, ale wciąż jeszcze siedział w pokoju na wieży czekając, aż obwoływacz oznajmi północ, gdy czarnoksiężnik wypadł z Bramy do Lochów i ruszył w stronę Iglicy. Świątynia Wielkich Bogów upadła kwadrans po jedenastej; za piętnaście dwunasta kryształ pokazał Flaggowi to, czego chciał się dowiedzieć (i chyba zgodzicie się ze mną, że poprzednio dwukrotnie też w pewien sposób ukazywał mu prawdę), a gdy mag znalazł się na placu, do północy brakowało jeszcze dziesięciu minut.

Brama do Lochów znajdowała się po północno-wschodniej stronie Iglicy. Po drugiej stronie mieściło się skromniejsze wejście do zamku, zwane Bramą Handlarzy. Między Bramą do Lochów i Bramą Handlarzy można było przeprowadzić prostą linię. Dokładnie pośrodku niej znajdowała się, oczywiście, Iglica.

Prawie w tej samej chwili gdy Flagg wyłonił się z Bramy do Lochów, Ben, Naomi, Dennis i Frisky pojawili się w Bramie Handlarzy. Nic o tym nie wiedząc zbliżali się do siebie. Między nimi znajdowała się Iglica, ale wiatr przycichł i grupa Bena powinna była usłyszeć stukot butów Flagga na bruku, a czarnoksiężnik leciutkie skrzypienie nie naoliwionego koła. Ale wszyscy oni, nawet Frisky (która wróciła do dawnej roli psa pociągowego), pozostawali w głębokim zamyśleniu.

Ben i jego towarzysze znaleźli się pierwsi na miejscu.

– Teraz – zaczął Ben i w tej chwili po drugiej stronie, mniej niż czterdzieści kroków po obwodzie wieży od miejsca, gdzie stali, Flagg zaczął walić w potrójnie zamknięte Drzwi Strażników.

– Otwierać! – zawołał. – Otwierać… w imię króla!

– Co, – zaczął Dennis, ale Naomi zamknęła mu usta żelaznym uchwytem i popatrzyła przerażonym wzrokiem na Bena.

115

W chłodnym, poburzowym powietrzu głos dotarł na samą górę do Piotra. Był przygłuszony, ale bardzo wyraźny.

– Otwierać, w imię króla! Chciałeś powiedzieć – w imię diabła – pomyślał Piotr.

Dobry i odważny chłopiec stał się dobrym i dzielnym mężczyzną, ale na dźwięk tego zachrypniętego głosu i wspomnienie wąskiej, bladej twarzy i zaczerwienionych, zawsze ukrytych pod kapturem oczu, Piotr poczuł, jak lodowacieją mu ręce i nogi, a w żołądku rozpala mu się ognista kula. W ustach miał suchość. Włos mu się zjeżył. Gdyby ktoś wam kiedyś powiedział, że jeśli człowiek jest dobry i dzielny, to znaczy, że nigdy nie odczuwa lęku, nie wierzcie mu. W owej chwili Piotr bał się, jak nigdy w życiu.

Flagg przyszedł po mnie.

Chłopiec wstał i przez chwilę myślał, że się przewróci, bo nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Śmierć waliła w Drzwi Strażników, żądając, żeby ją wpuszczono.

– Otwierać! Wstawać, zawszone moczymordy! Beson, ty pijacki skunksie!

Nie spiesz się – powiedział sobie Piotr. Jeśli zaczniesz działać zbyt szybko, popełnisz błąd i będziesz pracować na jego korzyść. Nikt jeszcze nie wyszedł go wpuścić. Beson jest pijany – przy kolacji miał już nieco w czubie, a teraz pewnie leży jak kłoda. Flagg nie ma klucza, inaczej nie traciłby czasu na dobijanie się. Więc… krok po kroku. Tak jak sobie zaplanowałeś. On najpierw musi wejść do środka, a potem pokonać wszystkie trzysta stopni. Jeszcze masz szansę wygrać.

Poszedł do sypialni i wyciągnął przetyczki ze swego prostego łóżka. Mebel rozpadł się. Piotr chwycił jeden z bocznych prętów i zaniósł go do ba wialni. Zmierzył on zawczasu jego długość i wiedział, że jest większy niż szerokość okna, i sprawdził, że chociaż pokrywała go rdza, w środku był jeszcze mocny. Mam nadzieję – pomyślał. Śmiesznie by było, gdyby lina wytrzymała, ale poszło zakotwiczenie.

Wyjrzał przez okno. Nie widział teraz nikogo, ale zauważył na placu trzy postacie idące w kierunku Iglicy, tuż przedtem, nim Flagg zaczął walić do drzwi. Znaczyło to, że Dennis znalazł pomocników. Czy jednym z nich był Ben? Piotr nie śmiał o tym marzyć. A trzecia osoba? I po co wózek? Nie miał teraz czasu szukać odpowiedzi na te pytania.

– Otwierać, psy! W imię króla! Otwierać, w imię Flagga! Otwierać! Otwierać!

W nocnej ciszy Piotr usłyszał daleko pod sobą łoskot odsuwanych żelaznych sztab. Domyślał się, że drzwi się otwarły, ale nie zarejestrował tego dźwięku. Chwila ciszy… a potem rozległo się charczenie.

116

Pechowy strażnik, który w końcu otworzył drzwi na wezwanie Flagga, żył mniej niż cztery sekundy po odsunięciu trzeciej sztaby w Drzwiach Strażników. Spostrzegł koszmarną bladą twarz, wściekłe czerwone oczy i czarny płaszcz, powiewający na wietrze niczym skrzydła kruka. Krzyknął. W powietrzu rozległ się suchy świst. Strażnik, na poły pijany, podniósł wzrok dokładnie w chwili, gdy topór Flagga rozpłatał mu czaszkę.

– Następnym razem, gdy ktoś będzie was wzywał w imieniu króla, ruszcie się prędzej, a nie będziecie musieli rano sprzątać! – ryknął Flagg. Śmiejąc się dziko kopnął na bok martwe ciało i ruszył korytarzem w stronę schodów. Jeszcze nie wszystko stracone. W porę spostrzegł niebezpieczeństwo. Wiedział to.

Czuł to.

Otworzył drzwi po prawej stronie i znalazł się na głównym korytarzu wiodącym z sali sądowej, w której Peyna niegdyś wymierzał sprawiedliwość. Na końcu owego korytarza zaczynały się schody. Czarnoksiężnik popatrzył w górę śmiejąc się straszliwie.

– Idę, Piotrze! – zawołał radośnie, a jego głos odbijał się echem coraz wyżej, aż dotarł tam, gdzie znajdował się chłopiec, który zabierał się do przywiązania liny do pręta wyjętego z łóżka. – Idę, Piotrze, zrobić coś, co powinno zostać załatwione dawno, dawno temu!

1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 75
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)