— Kadecie Fitz-Oesterlen, ocena niedostateczna. Proszę siadać. Pragnę zwrócić uwagę pana kadeta, że brak wiedzy o słynnych i ważnych bitwach z historii własnej ojczyzny jest kompromitujący dla każdego patrioty i dobrego obywatela, ale w przypadku przyszłego oficera jest to po prostu skandal. Pozwolę sobie na jeszcze jedną małą uwagę, kadecie Fitz-Oesterlen. Od dwudziestu lat, to jest od czasu, gdy jestem wykładowcą w tej szkole, nie przypominam sobie egzaminu cenzusowego, na którym nie padałyby pytania o bitwę pod Brenną. Ignorancja w tym względzie praktycznie przekreśla zatem szanse na karierę w wojsku. No, ale gdy się jest baronem, nie ma musu być oficerem, można próbować sił w polityce. Lub w dyplomacji. Czego serdecznie panu życzę, kadecie Fitz-Oesterlen. A my wracajmy pod Brennę, panowie. Kadet Puttkammer!
— Jestem!
— Proszę do mapy. Proszę kontynuować. Od miejsca, w którym pana barona opuściła swada.
— Rozkaz! Powodem, dla którego marszałek polny Menno Coehoorn zdecydował dokonać manewru i szybkiego marszu na zachód, były raporty zwiadu donoszące, że armia Nordlingów idzie z odsieczą oblężonej twierdzy Mayena. Marszałek postanowił zastąpić Nordlingom drogę i zmusić ich do rozstrzygającej bitwy. W tym celu rozdzielił siły Grupy Armii "Środek". Część sił zostawił pod Mayeną, z resztą sił szybkim marszem ruszył…
— Kadecie Puttkammer! Nie jesteście pisarzem beletrystą. Jesteście przyszłym oficerem! Co to za określenie: "reszta sił"? Proszę podać mi dokładny orde de bataille grupy uderzeniowej marszałka Coehoorna. Używając terminologii wojskowej!
— Tak jest, panie rotmistrzu. Marszałek polny Coehoorn miał pod swą komendą dwie armie: IV Armię Konną, dowodzoną przez generała majora Markusa Braibanta, patrona naszej szkoły…
— Bardzo dobrze, kadecie Puttkammer.
— Zasrany lizus — zasyczał ze swej ławki kadet Fitz-Oesterlen.
— …oraz III Armię, dowodzoną przez generała lejtnanta Rhetza de Mellis-Stoke. W skład IV Armii Konnej, liczącej dwadzieścia z górą tysięcy żołnierza, wchodziły: dywizja «Venendal», dywizja «Magne», dywizja «Frundsberg», II Brygada Vicovarska, VII Brygada Daerlańska oraz brygady «Nauzicaa» i «Vrihedd». W skład III Armii wchodziły: dywizja «Alba», dywizja «Deithwen» oraz… hmmm… oraz dywizja…
*****
— Dywizja "Ard Feainn" — stwierdziła Julia Abatemarco. - Jeśliście, rzecz jasna, czegoś nie poputali. Na pewno mieli na gonfalonie wielkie srebrne słońce?
— Mieli, półkowniku — stwierdził twardo dowódca zwiadu. - Bez ochyby mieli!
— "Ard Feainn" — mruknęła Słodka Trzpiotka. - Hmmm… Ciekawe. To by znaczyło, że w tych kolumnach marszowych, któreście jakoby widzieli, idzie na nas nie tylko cała Konna, ale i część Trzeciej. Ha, nie! Nic na wiarę! Ja to muszę zobaczyć na własne oczy. Rotmistrzu, na czas mojej nieobecności dowodzicie banderią. Rozkazuję pchnąć łącznika do pułkownika Pangratta…
— Ależ, pułkowniku, czy to rozsądne, by własną osobą…
— Wykonać!
— Tak jest!
— To iście hazard, pułkowniku! — przekrzyczał pęd galopu dowódca zwiadu. - Możemy wpaść na jakiś elfi podjazd…
— Nie gadaj! Prowadź!
Oddziałek ostrym galopem pognał w dół wąwozu, przemknął jak wicher doliną strumienia, wpadł w las. Tu musieli zwolnić. Jazdę utrudniał gąszcz, a nadto faktycznie groziło im, że znienacka wpakują się na podjazdy rekonesansowe lub forpoczty, które Nilfgaardczycy ponad wszelką wątpliwość wysłali. Zwiad kondotierów zachodził co prawda nieprzyjaciela od flanki, nie od czoła, ale flanki z pewnością też były ubezpieczone. Impreza była więc ryzykowna jak diabli. Ale Słodka Trzpiotka lubiła takie imprezy. A nie było w całej Wolnej Kompanii żołnierza, który nie poszedłby za nią. Choćby do piekła.
— To tu — powiedział dowódca zwiadu. - Ta wieża.
Julia Abatemarco pokręciła głową. Wieża była krzywa, zrujnowana, zjeżona połamanymi belkami, ażurowa od dziur, na których dujący z zachodu wiatr grał jak na fujarce. Nie wiadomo było, kto i po co tę wieżę wybudował tu, na pustkowiu. Ale wiadomym było, że wybudował dawno.
— To się nie zawali?
— Na pewno nie, pułkowniku.
W Wolnej Kompanii, wśród kondotierów, nie używało się "panów". Ani "pań". Tylko szarż.
Julia wspięła się na szczyt wieży, niemal tam wbiegła. Dowódca zwiadu dołączył dopiero po minucie, a sapał jak buhaj kryjący krowę. Wsparta na krzywym parapecie Słodka Trzpiotka lustrowała dolinę za pomocą lunety, wysunąłwszy język spomiędzy warg i wypiąłwszy zgrabny tyłeczek. Dowódca zwiadu poczuł na ten widok dreszcz podniecenia. Opanował się szybko.
— "Ard Feainn", nie ma wątpliwości — oblizała wargi Julia Abatemarco. - Widzę też Daerlańczyków Elana Trahe, są tam także elfy z brygady «Vrihedd», starzy nasi znajomi spod Mariboru i Mayeny… Aha! Są i Trupie Główki, słynna brygada «Nauzicaa»… Widzę też płomienie na proporcach dywizji pancernej «Deithwen»… I białą chorągiew z czarnym alerionem, znak dywizji «Alba»…
— Rozpoznajecie ich — odmruknął dowódca zwiadu — iście niczym znajomków… Tak się wyznajecie?
— Skończyłam akademię wojskową — ucięła Słodka Trzpiotka. - Jestem oficerem z cenzusem. Dobra, co chciałam zobaczyć, zobaczyłam. Wracamy do banderii.