Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Альтернативная история » Na zachód od Edenu [West of Eden - pl]
Na zachód od Edenu [West of Eden - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Na zachód od Edenu [West of Eden - pl]

Электронная книга - «Na zachód od Edenu [West of Eden - pl]». Краткое содержание книги:

Epoka lodowcowa. Zmieniający się gwałtownie klimat zmusza ludzi i dinozaury do migracji. Gatunki, które do tej pory nie wiedziały o swoim istnieniu, stają nagle oko w oko. I zaczynają krwawą wojnę...
Porwany w dzieciństwie Kerrick dorasta wśród gadów, powoli zapominając o swoim pochodzeniu. Ale nadchodzi dzień, gdy uświadamia sobie, że jest człowiekiem. I musi wrócić wśród ludzi — łowców dinozaurów...
1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 ... 117
Перейти на страницу:

— Nie sądzę, lecz to nieważne. Jeśli napadną na nas murgu, nie będziemy musieli zabijać z daleka. Po trafieniu strzałką trucizna działa niemal natychmiast. Zwierzę pada, potem sztywnieje i zdycha. Musicie się teraz nauczyć używać śmiercio-kijów.

Gdy wręczał broń Herilakowi, zobaczył ruch na niebie. Ptak, wielki ptak.

— Weźcie szybko łuki — powiedział. — Tam jest ptak mówiący do murgu. Nie może powrócić. Trzeba go zabić.

Łowcy nie dyskutowali nad jego rozkazami, lecz chwycili za łuki i nałożyli strzały czekając, aż ptak się obniży. Gdy spłynął ku nim na szeroko rozłożonych skrzydłach, cięciwy świsnęły jednocześnie. Strzały pomknęły w górę, dobrze wycelowane, obie wbiły się w ciało drapieżcy. Ten skrzeknął raz i spadł z nieba, waląc się do rzeki.

— Nie pozwólcie mu przepaść — krzyknął Kerrick.

Zatrzymał się, by ostrożnie odłożyć na ziemię hèsotsan, i nie zdążył jeszcze się wyprostować, gdy obaj łowcy skoczyli do wody. Ortnar dobrze pływał i pierwszy dosięgnął martwego ptaka, złapał go za skrzydło i pociągnął na brzeg. Drapieżca był jednak za duży i Ortnar musiał poczekać na Herilaka, który pomógł mu wyciągnąć zdobycz. Obaj wynurzyli się z rzeki w mokrych, ociekających wodą futrach, wlokąc za sobą ogromnego ptaka. Rzucili go na piasek.

— Patrzcie — wskazał Kerrick — na jego nodze, ta czarna istota.

Ptak był martwy, lecz zwierzę żyło. Zaciskało kleszcze wokół nogi drapieżcy. Było niekształtne, poza wybrzuszeniem z boku. Herilak przykucnął, by lepiej się mu przyjrzeć — i odskoczył, gdy otwarło się oko, spojrzało nań i powoli zamknęło. Chwycił za włócznię, lecz Kerrick go powstrzymał.

— Na to będziemy mieli mnóstwo czasu. Wpierw musimy pokazać łowcom oko, które nas obserwowało, i ptaka, który je nosił. To to stworzenie mówi murgu, gdzie jesteśmy. Jeśli łowcy je zobaczą, to poznają drapieżcę w przyszłości. Gdy tylko się pokaże, musi być zabity. Jeśli murgu nie będą wiedziały, gdzie jesteśmy, to nie zdołają na nas napaść.

— Masz rację, margalusie — powiedział z szacunkiem Herilak. — Znasz się na tych stworzeniach.

Herilak przywykł do tego tytułu łatwo i używał go szczerze. Wymawiał go tak naturalnie, że Kerrick nagle poczuł się dumny. Może nie potrafi polować tak jak oni, jego strzały zwykle mijały cel, lecz znał się na murgu, a oni nie. Jeśli nie będzie szanowany za biegłość łowiecką, to choć w tym ich przewyższy. Wzięli ptaka do obozu.

Drapieżnik budził podziw, nigdy nie widziano tak wielkiego ptaka. Rozciągnięto mu skrzydła i mierzono ich długość. Łowcy chwalili celność strzał; obie trafiły w pierś stworzenia. Cisnęły się także dzieci, próbując wszystkiego dotknąć, lecz zostały odegnane. Jedna z kobiet nachyliła się i dotknęła czarnej istoty na nodze ptaka — wrzasnęła, gdy otworzyło się na nią oko. Wszyscy chcieli to zobaczyć, przepychali się. Herilak wyjął obie strzały i gdy odeszli, zwrócił jedną Ortnarowi.

— Naucz nas teraz strzelać ze śmiercio-kijów tak jak z łuków — powiedział.

Wieczorem obaj łowcy równie pewnie jak Kerrick obchodzili się z bronią. Ortnar nakarmił stworzenie kawałkiem suszonego mięsa i potarł je, by zamknęło gębę.

— Nigdy nie zabijemy tym sarny na polowaniu — powiedział. — Trudno się celuje, a strzałki lecą blisko.

— Możemy łatwo zabijać sarny włócznią czy z łuku — powiedział Herilak. — To przyda nam się na murgu, gdy ruszymy na południe.

— Nim do tego dojdzie, chciałbym, by wszyscy łowcy nauczyli się z tym obchodzić — powiedział Kerrick. — Dopiero wtedy wyruszymy.

Gdy umyli się w rzece, zapach gotowanego mięsa ściągnął ich do namiotów. Noc była jasna, nad migoczącymi ogniskami wyraźnie świeciły gwiazdy. Merrith podała im mięso, był tam również alladjex Fraken. Starzec chodził co noc do innego ogniska, gdzie ludzie zadawali pytania, na które tylko on potrafił odpowiedzieć. Patrzył teraz podejrzliwie na Kerricka, który miał nie znaną mu wiedzę. Herilak dojrzał to spojrzenie i odwrócił uwagę alladjexa.

— Śniło mi się ostatniej nocy, że z innymi polowałem na mastodonta — powiedział. Fraken słuchał go kiwając głową i popijając gorący napar.

— Jak to możliwe? Tylko raz upolowałem mastodonta, a byłem wtedy bardzo młody.

— Tym razem to nie ty polowałeś — wyjaśnił stary człowiek. — To był twój tharm.

Wokół ogniska zapadło milczenie, wszyscy słuchali z szacunkiem.

— Gdy umieramy, tharm opuszcza nasze ciało. Może do tego dojść również w czasie snu. Opuścił cię tharm i dołączył do łowców, oto co się stało. To dlatego nie należy budzić łowcy z głębokiego snu, bo jego tharm może być daleko i gdy obudzimy łowcę, ten umrze, bo tharm nie wróci do jego ciała. Jeśli zmarły łowca dobrze polował, wówczas jego tharm połączy się z innymi wśród gwiazd.

Obniżył głos, mówił teraz chrapliwie i zgrzytliwie.

— Strzeżcie się jednak łowcy, który wywołuje kłopoty i prowadzi złe życie, bo i tacy bywają. Gdy on umiera, jego tharm pozostaje w pobliżu, szkodząc innym. Inaczej jest z silnym łowcą. Jego tharm znajdzie się w gwiazdach, widoczny dla wszystkich. Tharm silnego łowcy powraca do snów innych i ostrzega ich przed niebezpieczeństwami.

Kerrick słuchał w milczeniu. Przypomniał sobie teraz, że stary Ogatyr opowiadał podobne historie. Był wtedy chłopcem, pamiętał, jak przed snem kulił się ze strachu, bał się, że w pobliżu jest czyjś tharm. Teraz były to dla niego jedynie malownicze opowieści. Yilanè Śmiałaby się, słysząc o tharmach i gwiazdach. Dla nich śmierć była jedynie końcem życia, nie tkwiła w tym żadna tajemnica. Wiedziały, że gwiazdy są tak dalekie, iż nie mogą w żaden sposób wpływać na wydarzenia na Ziemi. Pamiętał, co Zhekak opowiadała mu o gwiazdach, jakie są gorące, o zimnym Księżycu, planetach bardzo przypominających Ziemię. Tamto było prawdą; to tutaj wynikało z niewiedzy. Gdy jednak patrzył na twarze słuchających, dostrzegał jedynie szacunek i wiarę. Stwierdził, że ani czas, ani miejsce na próbę przeciwstawienia im swojej wiedzy.

Gdy Fraken odszedł do innego ogniska, wielu pociągnęło za nim. Tu zostało tylko kilku łowców garnących się do ciepła i rozmawiających. Żaden z nich nie zauważył dziewczyny, która dołączyła do nich z wielkim naręczem piór. Nazywała się Farlan. Kerrickowi przypomniało się, że jest najstarszą córką Kellimansa. Była wysoka i silna, gęste włosy opadały jej warkoczami na plecy. Gdy przechodząc musnęła go, dotknęła swym ciałem, Kerrick poczuł dziwny niepokój. Obeszła wokół ognisko i usiadła obok Ortnara.

— To pióra wielkiego ptaka, którego zabiłeś — powiedziała. Ortnar potwierdził to skinieniem, niemal na nią nie patrząc.

— Można je przyszyć do twego ubrania, by inni poznali twą biegłość w strzelaniu. — Zawahała się na moment — Mogę to dla ciebie zrobić.

Ortnar zastanawiał się dłuższą chwilę, po czym najwidoczniej się zgodził.

— Pokażę ci ubranie. — Zniknął w ciemnościach, a ona za nim.

Łowcy zdawali się nie zwracać na to uwagi — jednak jeden z nich uniósł wzrok i dostrzegł spojrzenie Kerricka; uśmiechnął się i mrugnął. Gdy para zniknęła im z oczu, łowcy zaczęli szeptać, jeden roześmiał się głośno.

Coś się stało, coś ważnego. Kerrick wiedział o tym, lecz nikt go nie mógł objaśnić. Sam też zachowywał milczenie, zbyt się wstydził własnej niewiedzy, by zapytać.

Gdy wrócił do namiotu, Ortnara w nim nie było. Dopiero rano zauważył, że zniknęły też wszystkie rzeczy łowcy.

— Gdzie jest Ortnar? — zapytał.

— Śpi w innym namiocie — wyjaśnił mu Herilak. Widać było, że nie chce powiedzieć nic więcej.

Kerrick pojął, że w życiu Tanu, tak jak u Yilanè, są rzeczy, które się robi, ale o których się nie mówi. Był Tanu, powinien o tym wiedzieć. Tylko jak je poznać; nie wiedział, jak się do tego zabrać.

W zamieszaniu przy zwijaniu obozowiska zapomniał o dziwnym zachowaniu Ortnara.

Wyruszyli na południe, w nieznane.

1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 ... 117
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)