Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Czerwony Mars [Red Mars - pl]
Czerwony Mars [Red Mars - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czerwony Mars [Red Mars - pl]

Электронная книга - «Czerwony Mars [Red Mars - pl]». Краткое содержание книги:

Niezwykle realistyczny opis kolonizacji Marsa przez Ziemian na początku XXI wieku. Dramatyczne dzieje osadników, którzy doprowadzają do totalnej katastrofy, próbując przystosować planetę do zamieszkania.
Czy mimo eksperymentów na ekosferze planety i zbrodniczych posunięć międzynarodowych korporacji finansowych Mars się odrodzi i stanie się dla ludzi prawdziwym domem?
Czerwony Mars to pierwsza część trzytomowego cyklu o kolonizacji Czerwonej Planety, obsypywanego licznymi nagrodami. Autor, Kim Stanley Robinson, z dużym znawstwem przedstawia technologiczne aspekty ogromnego, kosmicznego przedsięwzięcia, ukazując jednocześnie skomplikowane losy ludzi uwikłanych w uczuciowe, polityczne i społeczne konflikty. Zawiść, miłość, polityczne ambicje i fanatyzm - to wszystko tworzy mieszankę wybuchową, która łatwo może unicestwić marzenia o stworzeniu nowej Ziemi.
1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 188
Перейти на страницу:

I stąd to wszystko: błyskawicznie rozmnażające się porosty, odporne na promieniowanie glony, wytrzymałe na przeraźliwe zimno grzyby, słonolubne arche bakterie, które żywią się solą i wydzielają tlen, mchy żyjące w skrajnie arktycznych warunkach. Dzięki genetyce powstało całe królestwo nowych gatunków — organizmów częściowo przystosowanych do życia na powierzchni Marsa. Wiele próbowało przeżyć na otwartej przestrzeni, spora część z nich wymarła: dobór naturalny. Tylko nieliczne przetrwały — te najlepiej przystosowane. Niektóre rozwinęły się gwałtownie, kosztem innych organizmów, a wtedy związki, które same wydalały uaktywniły samobójcze geny powodujące ich samounicestwienie. Organizmy te obumierały dopóty, dopóki nie opadł poziom toksycznych substancji, a potem znowu zaczęły się namnażać.

Życie przystosowuje się do różnych warunków, a jednocześnie warunki te są zmieniane przez żywe organizmy. To jedna z podstawowych cech życia: organizm i środowisko wpływają na siebie wzajemnie, ponieważ są przejawami tego samego ekoświata, częściami jednej całości.

A oto czego dokonali marsjańscy biotechnolodzy: wzrosła zawartość tlenu i azotu w powietrzu, czapy polarne pokrył ciemny pył, na poszarpanych, nierównych powierzchniach porowatych skał pojawił się czarny nalot, a na ziemi — bladozielone plamy; zwiększyła się gęstość unoszących się w powietrzu kryształków lodu, a drobnoustroje zaczęły się przeciskać przez masyw regolitu jak tryliony mikroskopijnych kretów i jęły zmieniać azotyny w azot, a tlenki w tlen.

Początkowo efekty tego działania były prawie niewidoczne i cały proces odbywał się bardzo powoli. Każde nagłe ochłodzenie albo burza słoneczna powodowały olbrzymie straty: całe gatunki wymierały w ciągu jednej nocy, ale pozostałości martwych organizmów żywiły inne istoty, warunki dla następnych były więc już dogodniejsze i proces nabierał rozpędu. W odpowiednich warunkach bakterie potrafią namnażać się niezwykle szybko, podwajając swoją masę wiele razy dziennie. Tempo ich wzrostu jest oszałamiające i chociaż ciężkie warunki — jak na przykład te na Marsie — utrzymywały je na poziomie dalekim od maksymalnego, nowe organizmy, tlenowce, rosły bardzo szybko. Namnażały się, mutowały i umierały. Nowe życie wzrastało na kompoście przodków. Kolejne pokolenia pojawiały się i ginęły, a gleba i powietrze, które pozostawiały po sobie, były zupełnie inne niż te sprzed milionów pokoleń ich krótko żyjących przodków.

Tak więc, kiedy pewnego ranka wstało słońce i strzelając długimi promieniami zaczęło swą codzienną wędrówkę w górę przez strzępiastą pokrywę chmur nad Valles Marineris, na jej północnych ścianach pokazały się maleńkie plamki w kolorze czarnym, żółtym, oliwkowym, szarym i zielonym. Punkciki porostów gęsto upstrzyły pionowe stoki skalnej krainy, wprawdzie jak zawsze kamiennej, popękanej i czerwonej, ale już nie monotonnej: była pocętkowana różnokolorową organiczną “rdzą”.

Michel Duval śnił o domu. Właśnie wypłynął na desce surfingowej z plaży w Villefranche-sur-Mer i teraz ciepła, sierpniowa woda unosiła go w górę i w dół. Było wietrznie, zbliżał się zachód słońca i tafla wody wyglądała jak mokra, przezroczysta płyta spiżowa, od której odbijało się światło. Fale były wyjątkowo duże jak na Morze Śródziemne; krótkie, bystre fale przybrzeżne, które w jednej chwili podnosiły się, by po sekundzie pod gwałtownym uderzeniem wiatru opaść i rozbić się z łoskotem, tylko przez moment unosząc na sobie surfera. Śmiałek błyskawicznie zniknął w spienionej kipieli wodnych pęcherzyków i piasku, po czym zachłystując się wyskoczył nad powierzchnię, oślepiony nagłym blaskiem złotego światła. Michel czuł w ustach smak soli i rozkoszował się niemal zmysłowym dotykiem słonecznych promieni. Tuż ponad spienioną wodą szybowały jak na powietrznych poduszkach wielkie czarne pelikany. Najpierw wzbijały się gwałtownie w niezgrabnym locie, a następnie traciły szybkość i spadały nurkując dokoła Duvala. Pikując, składały częściowo skrzydła i sterowały nimi do ostatniej chwili, aż do niezdarnego zetknięcia się z falą. Za moment znowu ukazywały się w górze, łykając złowioną rybę. Zaledwie kilka metrów od Michela plusnął właśnie jeden ptak, rysując się na tle słońca niczym stukas albo pterodaktyl. Michel czuł równocześnie chłód i ciepło, zanurzony w morzu soli balansował na fali i mrużył oczy, oślepiony odbitym od niej światłem. Załamujące się fale wyglądały jak rozbite na miazgę diamenty.

I wtedy zadzwonił telefon!

Zadzwonił telefon. To były Ursula i Phyllis, które zawiadamiały go, że Maja ma właśnie kolejny ze swoich ataków i jest przeraźliwie smutna. Michel wstał, ubrał się i poszedł do łazienki. Skaczące fale powoli zanikały w oddali, jak ślad za motorową łodzią. Maja znowu przeżywa depresję. Ostatnim razem, gdy ją widział, była w doskonałym humorze, prawie w euforii, a kiedy to było? Niespełna tydzień temu. Ale taka już była Maja. Zupełnie zwariowana, szalona w dziwny, rosyjski sposób, co oznaczało, że trzeba było postępować z nią bardzo, bardzo ostrożnie. Ach ta matuszka Rosja! Zarówno Cerkiew, jak i komuniści próbowali wykorzenić w Rosji matriarchat, który od dawien dawna istniał w tym kraju, i jedyne, co im się udało uzyskać, to wzmożoną falę gorzkiego, zawziętego kobiecego szyderstwa, pogardy całego narodu pięknych Rosjanek, rusałek, Bab Jag i niemal niezniszczalnych, całodobowych superwomen. Kobiety te żyły w niemal dzieworódczej kulturze matek, córek, babuszek i wnuczek. Jednocześnie jednak bez końca usiłowały zbudować normalne kontakty z mężczyznami, rozpaczliwie poszukując utraconego ojca lub idealnego męża. A może po prostu człowieka, który zdjąłby z ich barków część strasznego brzemienia. I gdy wreszcie znajdowały wielką miłość, najczęściej szybko ją niszczyły. Kompletne wariatki!

Hmm, uogólnienia są niebezpieczne. A jednak Maja rzeczywiście była niemal klasycznym przypadkiem… Kapryśna, o zmiennym usposobieniu, gniewna, a równocześnie śliczna, olśniewająca i czarująca, z maestrią manipulująca mężczyznami, we wszystkim co robiła — impulsywna i zmysłowa… Teraz wypełniała j ego gabinet jak j eden wielki symbol przygnębienia. Oczy miała zaczerwienione i przekrwione, a twarz zmęczoną. Ursula i Phyllis kiwnęły głowami i szeptem podziękowały Michelowi za to, że zechciał tak wcześnie wstać, po czym wyszły. Michel podszedł do okna i odsłonił je; odcięte do tej pory żaluzjami światło z centralnej kopuły wlało się do pokoju. Po raz tysięczny uświadomił sobie, jak piękną kobietą jest Maja. Podobały mu się jej niesforne, połyskliwe włosy i mroczne, charyzmatyczne spojrzenie. Zawsze patrzyła rozmówcy prosto w oczy. Zmieniała się zupełnie, gdy była niespokojna i wytrącona z równowagi. Wprost przerażał go ten widok, zwłaszcza że niezwykle ostro kontrastował z typowym dla niej codziennym ożywieniem, jakoś nie pasował do jej zwykłego sposobu bycia, przyjacielskiego gestu, jakim kładła rękę na ramieniu rozmówcy…

1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 188
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)