Wędrowcy [Voyagers - pl]
- Автор: Бова Бен
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Orion
- Переводчик: Cezary Lipski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wędrowcy [Voyagers - pl]». Краткое содержание книги:
Lee Dubridge
— Nie, to nie był najważniejszy powód — powiedziała Jo. — On nie zdradzi nam tego powodu. Nawet sam się do niego nie przyzna.
Markow lekko dotknął ręką jej ramienia.
— Drogie dziecko, wiem, jak się pani teraz czuje.
— Jest pan jasnowidzem?
— Wiem, co to znaczy mieć złamane serce.
Jo potrząsnęła głową.
— A ja myślałam, że moje jest odporne na wstrząsy.
— Niczyje takie nie jest — rzekł Markow. — Najlepsze, co można zrobić, to zalać je jakimś szybko tężejącym cementem i próbować z tym żyć.
Jo uśmiechnęła się w zadumie.
Szybko tężejącym cementem? — powtórzyła. — A ja myślałam, że pan jest romantykiem.
Markow objął ją ramieniem i ruszyli razem ulicą.
— Odprowadzę panią do hotelu — rzekł.
Pozwoliła mu się prowadzić. Szli oboje wyludnioną ulicą. Tylko raz obejrzała się za siebie i popatrzyła w kierunku, gdzie zniknął Stoner.
W mroku sypialni Markowów czerwone światełko w walizce zerkało na Marię, niby diabelskie oko.
„On jest stary — pomyślała nagle. — Jeśli przetrzymam go tak długo na pełnej mocy, zemdleje i umrze.” Już wyciągała rękę, by zmniejszyć natężenie, gdy zza okna dobiegły ją odgłosy jakiegoś szurania. Wyjrzała przez okno na ulicę i dostrzegła Cavendisha. Wyglądał jak trup, przywrócony do życia za pomocą praktyk czarnoksięskich, i akurat gramolił się po schodach na werandę jej bungalowu.
Maria rzuciła okiem na zegarek. Jego fosforyzująca tarcza była zamglona, a wskazówki niewyraźne. Z niecierpliwym niknięciem sięgnęła ku walizce przez łóżko i zmniejszyła moc do minimum. „Coś mi oczy szwankują — pomyślała z niepokojem, wstając na równe nogi. — Będę musiała zmienić szkła na mocniejsze.”
Wygładziła spódnicę, po czym przeszła do pokoju gościnnego i otworzyła drzwi werandy. Stał posłuszny jak pies i czekał, aż go wpuszczą.
Maria nie zapalała światła. Nie chciała widzieć twarzy Anglika. Tymczasem on podszedł do krzesła i opadł na nie z westchnieniem ulgi.
— Twoje buty — zdziwiła się, widząc w słabym świetle ulicznej latarni niewyraźnie, jak przez mgłę, buty w jego ręku. — Dlaczego je zdjąłeś?
— Byłem w lecznicy — odparł.
— Dlaczego tam?
Powoli opowiedział jej o wszystkim, co zaszło, kładąc szczególny nacisk na fakt, że próbował ujść zasłużonej kary poprzez ukrycie się w amerykańskim szpitalu.
— Jak się stamtąd wydostałeś? — spytała.
Opowiedział jej o wywołanym przez Schmidta zamieszaniu.
— Wszyscy wiedzą, że szpikuje się narkotykami — dodał oschłym, maszynowo brzmiącym tonem. — Ale tym razem musiał przedawkować jakiś wyjątkowo silny środek. Zachowywał się jak kompletny wariat.
„Wariat. Nic więcej nie potrzeba” — pomyślała Maria. Przypomniała obie, jak ją uczono, że niektóre narkotyki mogą zmienić człowieka w bezmyślną, walczącą maszynę. Tak jak zmieniły tego Schmidta.
Uśmiechnęła się w ciemności. Już wiedziała, w jaki sposób powstrzymać Stonera od lotu ku obcemu statkowi. I to nawet bez znęcania się na Cavendishem. Nie wiedzieć czemu, poczuła ulgę na tę myśl.
ROZDZIAŁ XXX
Bóg podniósł czoło człowieka i kazał mu kontemplować gwiazdy.