Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Tylko ciebie chcę». Краткое содержание книги:

Po dwóch latach spędzonych w Nowym Jorku Step wraca do Rzymu. Wiele się tu zmieniło. Chłopak zaczyna pracę w telewizji, poznaje nowych ludzi, wśród nich żywiołową Gin. Przeszłość nie daje mu spokoju, ale teraźniejszość nie zostawia zbyt wiele czasu na jej rozpamiętywanie. Czy warto dążyć do wskrzeszenia dawnej miłości? Kontynuacja przeboju wydawniczego Trzy metry nad niebem. Pełna realizmu, śmiała powieść o miłości, seksie, dojrzewaniu, przyjaźni, namiętności i marzeniach – do grona znajomych postaci – Stepa, Babi, Palliny – dołączają nowi, równie barwni, zakręceni i nieprzewidywalni bohaterowie
1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 125
Перейти на страницу:

– Obojętni i znudzeni. Czyż nie fajniej jest mieć do czynienia z moimi przyjaciółmi, co? Ja pierdolę! Rozrabiają, bekają, wdają się w bójki, nie płacą, a jeśli już, to się wydzierają i domagają rachunku nieprzekraczającego jednego euro na głowę albo czegoś w tym stylu, ale przynajmniej dla nich życie nie polega na wegetacji, kurwa mać.

Gin się uśmiecha.

– Tak, tak, masz rację, przynajmniej w tym wypadku masz rację.

I to mi wystarczy, niczego więcej nie chcę. A w każdym razie przynajmniej nie teraz.

– Dobra, ale weź się teraz odpręż, Step, zwłaszcza że masz co innego na głowie.

– To znaczy?

– Musisz jakoś to z panem załatwić.

Odwracam się, za plecami stoi uśmiechnięty kelner. Zupełnie się nie zorientowałem.

– Czy można?

Nie udaje mi się odpowiedzieć mu choćby słowem. Koleś wychyla się do przodu i bierze rachunek spod talerzyka ze sztucznego srebra. Zupełnie nie słyszałem, jak się tu zbliżał i stanął mi tuż za plecami. Dziwne, wcale to do mnie niepodobne. Właśnie, z Gin po raz pierwszy się odprężyłem. Czy to dobrze?

– Razem będzie jedenaście euro, proszę pana.

Wykonuję dokładnie ten sam manewr, co tamten plugawy koleś z pogrążonej w marazmie pary, i wyciągam z kieszeni portfel. Rozkładam go i się uśmiecham.

– Całe szczęście.

– Co takiego?

– Że różnimy się od tamtej paskudnej pary.

– To znaczy?

Gin patrzy na mnie, unosząc brew.

– Wyrażaj się jaśniej!

– To bardzo proste. Ty musisz zapłacić, bo ja jestem bez grosza.

– Wolałabym nie popadać w ekstrawagancję, byle tylko się od nich odróżniać. To znaczy, byłoby lepiej, gdybyśmy byli identyczni jak tamci dwoje i to ty uiściłbyś rachunek.

Gin cała elegancka i uśmiechnięta, perfekcyjnie ubrana i umalowana, krzywi się do mnie, siląc się na ironię. Po chwili uśmiecha się jeszcze do kelnera, przepraszając go za to, że każemy mu czekać. Otwiera torebkę, wyciąga portfel, zagląda do niego i tym razem już nie stać jej na uśmiech. Wręcz przeciwnie, robi się nieporadna i się rumieni.

– Różnimy się od tamtych dwojga, i to jeszcze jak. Ja też nie mam przy sobie grosza. – I spogląda na kelnera. – Wie pan, specjalnie się przebrałam, bo mam zjeść obiad z krewnymi i ponieważ to oni mają płacić, zupełnie zapomniałam o pieniądzach.

– To źle…

Kelner od razu przybiera inny ton i wyraz twarzy. Cała jego uprzejmość znika bez śladu. Chyba ten dojrzały, starszy już mężczyzna czuje się wystrychnięty na dudka przez tych dwoje młodych gości.

– Nic mnie to wszystko nie obchodzi. Staram się zapanować nad sytuacją.

– Proszę posłuchać, odprowadzę tę młodą damę do samochodu, pojadę do bankomatu, żeby wypłacić pieniądze, i wrócę tu do pana uregulować należność.

– Tak, pewnie… a ja się nazywam Joe Condor! Czy wyglądam aż na takiego frajera? Wyciągajcie pieniądze albo wzywam policję.

Uśmiecham się do Gin. – Przepraszam. – Podnoszę się i biorę kelnera pod ramię, wpierw delikatnie, ale już po chwili, kiedy zaczyna stawiać opór: – Ale czego ty ode mnie chcesz, siedź na miejscu. – Ściskam go mocniej i odciągam daleko od naszego stolika.

– Okay, panie kelnerze. Wina jest po naszej stronie, ale nie ma co przeciągać niepotrzebnie całej sprawy. Nie mamy zamiaru zakosić jedenastu euro. Czy to jest jasne?

– Ale ja…

Ściskam jeszcze mocniej, tym razem zdecydowanie. Widzę na jego twarzy grymas bólu i zaraz zwalniam uścisk.

– Proszę, raz jeszcze zwracam się do pana z uprzejmą prośbą. Pierwszy raz wyskoczyłem gdzieś z tą dziewczyną… – Może akurat to wyznanie bardziej niż jakiekolwiek inne wzruszyło go i przekonało, bo przytakuje.

– Okay, w takim razie oczekuję, że wkrótce się pan tu pojawi. Wracamy do stolika. Uśmiecham się do Gin. – Wszystko gra. – Gin się podnosi i patrzy na kelnera szczerze zmartwiona.

– Naprawdę bardzo mi przykro.

– Och, proszę się nie martwić. Takie rzeczy się zdarzają.

Uśmiecham się do kelnera. A on patrzy na mnie. Myślę, że usiłuje wybadać, czy rzeczywiście wrócę, czy też nie.

– Proszę tylko nie przychodzić zbyt późno.

– Niech się pan nie martwi.

I odchodzimy. Żegnani uprzejmym uśmiechem oraz odrobiną godnej nadziei.

37

Siedzę tuż za Stepem, na motorze, na jego motorze, a myśli unosi mi wiatr. No, przyjrzyj mu się tylko. W co ty się wpakowałaś, Gin? Toż to absurd. Pierwsze wspólne wyjście, a właściwie drugie. Na pierwszym spotkaniu, jakkolwiek by na to patrzeć, on i jego przyjaciele uciekli z tamtego lokalu. Jak mu tam? Pułkownik. A teraz, dzisiaj, a konkretnie dzisiaj rano, trafiła mu się taka okazja, kolosalna – spotkania się z tobą na wyłączność, wyjścia z Gin, jedyną w swoim rodzaju, niepowtarzalną, wspaniałą. A on co robi? Zjawia się bez grosza. Niewiele brakuje, żeby nas w końcu przymknęli. Czysty obłęd.

Mój wujek Ardisio powiedziałby niechybnie: – „Ostrożnie, ostrożnie Ginevro, to nie jest książę, władca całej ziemi”. – Już sobie wyobrażam jego głos, cały schrypnięty, wchodzący na wysokie rejestry, z tak charakterystycznym dla niego „e” ścieśnionym, przechodzącym w „i”, i „te”, które z łatwością przechodzi w „de”… „Osdrożni, osdrożni, księżniczko…”. Wujek Ardisio. „Den książę do świniopas… Choćby jednego kwiadka dla mojej księżniczki, musisz zamknąć oczy i na siłę przywołać marzenia… Osdrożni, osdrożni… księżniczko…”. Kręcę głową, a on to dostrzega, udaję, że patrzę gdzie indziej. Ale wciąż mi się przygląda, patrzy w lusterko i odchyla się do tyłu, tak bym mogła go usłyszeć.

– Co jest? Totalnie się skompromitowałem?

– A to dlaczego?

– Pierwsze wspólne wyjście, nie ja płacę, praktycznie ciebie w to wrabiam, a co gorsza, niewiele brakuje, żeby nas aresztowali. Wiem dobrze, co sobie myślisz…

Step się uśmiecha i zaczyna mówić falsetem, usiłując ją naśladować. – Właśnie, wiedziałam, że nie można się po nim spodziewać niczego dobrego.

I nie przestaje się skarżyć. Ja trzymam się swego.

– No popatrz tylko, na kogo trafiłam. Ach, gdyby dowiedzieli się o tym moi rodzice…

Step się uśmiecha i ciągnie dalej, wcale niezrażony. No, przejrzał na wylot wszystkie moje myśli. Ale nie da się ukryć, że ma swój urok. Staram się nie śmiać, ale mi się to nie udaje.

– Trafiłem w dziesiątkę, prawda? Przyznaj się, szczerze.

– Nie, właśnie myślałam o tym, co by na to powiedział mój wujek Ardisio.

– A widzisz? Dobra, czyli jednak ten twój uśmieszek zdradził choć część prawdy.

– Nazwałby cię księciem świniopasów!

– Mnie? – Zgrywam twardziela. – Tylko by spróbował.

Zatrzymuję się. Gin zsiada tuż przy swoim samochodzie. Jest pogodna, rozbawiona, naprawdę elegancka. Stoi tak przez chwilę, w lekkim rozkroku, z włosami opadającymi na oczy, pochłonięta poszukiwaniem kluczyków w torebce. Ma malutką torebkę, ale najwyraźniej musi w niej nosić całą masę rzeczy. Gin przetrząsa jej zawartość, grzebie, przekłada rzeczy z jednej strony na drugą. Ja tymczasem się jej przyglądam, kiedy tak stoi oprawiona w ramę łuku z trawertynu, przy wjeździe na via Veneto, porażając swoją współczesną urodą zderzoną z tą starożytną oprawą.

Lekki wietrzyk pieści przezroczystą tkaninę jej spódnicy. Spod tego jasnego błękitu, spoza kwiatowego deseniu przebija jednolity i wyraźny lazur, który nieco wyżej przesłania to, co się skrywa między jej wciąż jeszcze opalonymi nogami – zakazany kwiat.

– Mam je! Och, sama nie wiem jak, ale zawsze lądują na samym dnie. Wyciąga z torebki kluczyki przyczepione do czarnej owieczki.

1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 125
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)