Bez mojej zgody
- Автор: Пиколт Джоди Линн
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Bez mojej zgody». Краткое содержание книги:
Ma dopiero trzynaście lat, a już przeszła niezliczone zabiegi operacyjne, by jej starsza siostra miała szansę wyleczyć się z białaczki. Jak większość nastolatków, Anna zastanawia się, kim jest; inaczej jednak niż przeciętna nastolatka ma poukładane życie: istnieje właściwie wyłącznie jako dopełnienie siostry. Dlatego podejmuje decyzję, która zagrozi jej rodzinie i prawdopodobnie będzie mieć fatalne konsekwencje dla Kate.
Powieść Picoult stawia wiele ważnych pytań. Co to znaczy być dobrym rodzicem, dobrą siostrą, dobrym człowiekiem? Czy rzeczywiście można robić wszystko, by ratować życie jednego dziecka, kosztem drugiego? Czy należy podążać za głosem serca, czy raczej pozwolić kierować sobą innym? W książce Jodi Picoult znów podejmuje kontrowersyjny temat – i robi to z wdziękiem, mądrością i wrażliwością.
Jodi Picoult to bestsellerowa autorka „New York Timesa”, ceniona za przenikliwość psychologiczną i umiejętność wglądu w serca i umysły ludzkie. Tym razem opowiada historię rodziny dotkniętej nieszczęściem choroby dziecka.
– Musimy się zastanowić – odpowiadam.
Anna wychodzi, mamrocząc pod nosem coś, co brzmi jak: „Tak myślałam”.
– Wiedziałaś, że ona gra w hokeja? – pyta Brian.
Potrząsam przecząco głową. Ciekawe, zastanawiam się, jakie jeszcze sekrety moja córka skrywa przed nami.
Pięć minut przed wyjściem na pierwszy mecz Anny Kate oświadcza, że nigdzie nie pójdzie.
– Mamo, nie – błaga. – Zobacz, jak ja wyglądam.
Kate dostała niedawno złośliwej wysypki. Jej policzki, dłonie, podeszwy stóp i klatkę piersiową pokrywają małe czerwone kropki, a do tego całą twarz ma spuchniętą od sterydów, którymi się to leczy. Jej skóra jest szorstka i pogrubiała.
Te objawy są wizytówką choroby Graf ta, czyli reakcji „przeszczep przeciwko gospodarzowi”, która nastąpiła u Kate po przeszczepie szpiku kostnego. Od czterech lat choroba ta objawia się co jakiś czas w najbardziej niespodziewanych momentach. Szpik kostny to narząd, który po przeszczepie ciało może odrzucić, tak samo jak serce czy wątrobę. Czasami jednak dzieje się tak, że to szpik przestaje tolerować organizm, w którym się znajduje.
Ma to swoje dobre strony, mianowicie takie, że choroba Grafta zagraża także komórkom rakowym; doktor Chance nazywa to „chorobą przeszczep przeciwko białaczce”. Gorsze natomiast są jej objawy: przewlekła biegunka, żółtaczka, ograniczenie ruchliwości stawów, uszkodzenia i stwardnienie tkanki łącznej. Zdążyłam już przywyknąć do tych sensacji i znoszę je ze spokojem, ale kiedy objawy są tak silne jak dziś, pozwalam Kate nie iść do szkoły. Dziewczyna ma trzynaście lat, a w tym wieku wygląd jest najważniejszy. Szanuję wolę Kate, bo moja córka nie jest próżna.
Ale nie mogę zostawić jej samej w domu, a przecież obiecałyśmy Annie, że przyjdziemy popatrzeć, jak gra.
– Dla twojej siostry to jest bardzo ważna sprawa – tłumaczę.
W odpowiedzi Kate rzuca się na kanapę i zakrywa twarz poduszką.
Nie mówię już ani słowa. Idę do przedpokoju i wyjmuję z szafy różne elementy zimowej garderoby. Podaję Kate rękawiczki, wciskam czapkę na głowę i owijam szalikiem twarz aż po same oczy.
– Na hali będzie chłodno – mówię tonem, z którym nie można się nie zgodzić.
Sprzęt pożyczyliśmy w końcu od siostrzeńca trenera Anny. Nasza córka jest nie do rozpoznania, opatulona i obwiązana jak chochoł licznymi warstwami stroju bramkarskiego. Nikt by się nie domyślił, że jest jedyną dziewczynką na lodowisku. Ani że jest o dwa lata młodsza od wszystkich graczy biorących udział w meczu.
Ciekawe, czy Anna słyszy doping przez ten hełm. A może jest tak skoncentrowana na tym, co się dzieje, że odsuwa od siebie wszelkie myśli, skupiając całą uwagę na śmigającym krążku i łomocie kijów o lód.
Jesse i Brian siedzą jak na szpilkach; nawet Kate zaczyna się emocjonować grą, choć przecież musiałam zaciągnąć ją tutaj niemal siłą. W porównaniu z Anną drugi bramkarz porusza się wolno jak mucha w smole. Gra przenosi się błyskawicznie spod bramki przeciwników pod bramkę Anny. Center podaje na prawe skrzydło, a napastnik rwie do przodu jak burza, siekąc lód łyżwami, niesiony rykiem rozentuzjazmowanego tłumu. Anna, bezbłędnie przewidując, gdzie za chwilę znajdzie się krążek, wychodzi z bramki, nisko na ugiętych kolanach, z łokciami wysuniętymi na zewnątrz.
– Nie do wiary – zachłystuje się Brian w przerwie po drugiej tercji. – Prawdziwy talent bramkarski!
To akurat wiem od dawna. Anna jest jak deska ratunku. W każdej sytuacji.
Tej samej nocy Kate budzi się zalana krwią, która cieknie strumieniami z nosa, odbytu i spod powiek. Nigdy w życiu nie widziałam tyle krwi. Usiłuję powstrzymać krwotok, myśląc tylko o jednym: ile Kate może jej stracić? Kiedy dojeżdżamy z nią na ostry dyżur, jest już otumaniona i miota się, aż wreszcie traci przytomność. Pielęgniarki natychmiast podłączają ją do kroplówek z osoczem, krwią i płytkami, aby uzupełnić straconą krew, która i tak momentalnie wycieka na zewnątrz. Wygląda to tak, jakby wtłaczane do jej żył płyny przelewały się przez nią na wylot. Intubują Kate i podają jej płyny ustrojowe, aby zapobiec wstrząsowi hipowolemicznemu. Robią tomografię komputerową mózgu i płuc, żeby stwierdzić, jak rozległe jest krwawienie wewnętrzne.
Choć już nieraz jeździliśmy z Kate w środku nocy na ostry dyżur i często widzieliśmy u niej wszelkie objawy nagłego nawrotu choroby, to jednak teraz wiemy, że jeszcze nigdy nie było aż tak źle. Krwotok z nosa to jedno, ale awaria całego organizmu to zupełnie co innego. Do tej pory dwukrotnie nastąpiła arytmia serca. Krwotok powoduje niedokrwienie mózgu, serca, wątroby, płuc i nerek; żaden narząd w tym momencie nie funkcjonuje prawidłowo.
Doktor Chance zaprasza nas do małej salki w końcu korytarza na oddziale intensywnej opieki medycznej. Ściany pokoiku są wymalowane w stokrotki z uśmiechniętymi buźkami. Niedaleko okna jest narysowana pionowa podziałka w kształcie gąsienicy, długości mniej więcej metr dwadzieścia, opatrzona napisem: „Ile mogę urosnąć?”.
Brian i ja siedzimy w kompletnym bezruchu, jakby obiecano nam nagrodę za dobre zachowanie.
– Arszenik? – powtarza Brian. – Trucizna?
– To zupełnie nowe leczenie – wyjaśnia doktor Chance. – Arszenik podaje się dożylnie, przez dwadzieścia pięć do sześćdziesięciu dni. Jak dotąd ta terapia nie doprowadziła jeszcze do wyleczenia choroby, co nie znaczy, że nie może to nastąpić w przyszłości. Jednak od momentu wprowadzenia leku pięć lat temu żaden z pacjentów leczonych tą metodą nie dożył chwili obecnej. Nasza sytuacja wygląda tak: wykorzystaliśmy już krew pępowinową, przeszczep allogeniczny, naświetlanie, chemioterapię i tretinoinę. Kate przeżyła nasze najbardziej optymistyczne prognozy o całe dziesięć lat.
Bez dalszego zastanawiania się kiwam głową na znak zgody. Czy powiedziałam Kate wczoraj wieczorem, że ją kocham? Nie mogę sobie przypomnieć. W żaden sposób.
Kilka minut po drugiej w nocy zauważam, że Brian gdzieś zniknął. Wymknął się, kiedy przysypiałam przy łóżku Kate. Nie ma go już godzinę. Wyruszam na poszukiwanie. Pytam pielęgniarek, sprawdzam w stołówce i w męskiej toalecie. Nigdzie go nie ma. W końcu odnajduję męża w maleńkim pokoiku noszącym imię jakiegoś biednego dziecka, które umarło na tym oddziale. Pokoik za dnia jest słoneczny, stoją w nim sztuczne roślinki, nie zagrażające pacjentom z neutropenią. Brian siedzi na brzydkiej, obitej sztruksem kanapie i zawzięcie zapisuje coś niebieską kredką na kartce papieru.
– Hej – odzywam się cicho, nagle przypominając sobie, jak dzieci kiedyś kolorowały książeczki na podłodze w kuchni; kredki były rozsypane po całej podłodze jak naręcza polnych kwiatów. – Dam ci żółtą za niebieską.
Brian spogląda na mnie wystraszonym wzrokiem.
– Czy coś…?
– Nie, Kate czuje się dobrze. To znaczy bez zmian.
Steph, pielęgniarka, podała jej już pierwszą dawkę arszeniku, a do tego krew. Dwa razy. Trzeba było uzupełnić to, co mała wciąż traci.
– Może lepiej będzie zabrać Kate do domu – mówi Brian.
– Zabierzemy ją…
– Zabierzmy ją teraz. – Brian składa ręce, stykając ze sobą koniuszki palców. – Kate wolałaby umrzeć we własnym łóżku.
To jedno słowo eksploduje między nami jak granat.
– Kate nie…
– Umrze. – Twarz Briana znaczą głębokie bruzdy bólu. – Ona już umiera, Saro, i w końcu umrze, dziś, jutro, a przy ogromnym szczęściu może za rok. Słyszałaś, co powiedział doktor Chance. Arszenik nie leczy. On tylko powstrzymuje nieuniknione.
Moje oczy wzbierają łzami.
– Ale ja ją kocham – mówię, bo czy to nie wystarczy, żeby moja córka nie umarła?